Zdzisław Antolski – MINIATURY

0
52

Oświadczyny w deszczu

Ojciec wiele razy opowiadał mi w zimowe wieczory, jak oświadczył się mojej mamie, kiedy jeszcze była panną. Śmiał się na samo wspomnienie i głęboko wzdychał. Oboje byli nauczycielami i poznali się na powiatowej konferencji, którą organizował inspektor Żurek w Pińczowie. Ojciec postanowił odwiedzić mamę latem, w jej domu rodzinnym, w Kraśniowie nad Wisłą. Mama miała zrobić zakupy, więc pojechali furmanką, którą ciągnęły siwki do miasteczka Opatowiec. Tam przebiegała kiedyś granica między zaborem rosyjskim a austriackim. Mama opowiadała, że dzieci z obu zaborów, już w wolnej Polsce, biły się ze sobą i wyzywały. – Galicyjoki mają w d…e roboki – wołali ci z zaboru rosyjskiego, a tamci nie byli im dłużni w obraźliwych wierszykach.

Kiedy wracali z miasteczka, zaczął padać deszcz, a oni nie wzięli parasola. Ojciec nalegał na mamę, żeby smagnęła konie batem, bo jadą za wolno. Mama oburzyła się, mówiąc, że koni bić nie wolno. I nie wypuściła bata z ręki, choć ojciec próbował jej go wyrwać.

I tak konie wolno, swoim rytmem. wracały do  Kraśniowa, bo znały drogę. Moi przyszli rodzice wrócili przemoczeni do suchej nitki. Wtedy ojciec postanowił się oświadczyć mamie, bo uważał, że jeśli ktoś tak szanuje zwierzęta, będzie dobry i dla niego.

Badanie

Do szkoły przyjechał lekarz. Miał jakiś papier urzędowy. Sam jeden, miał za zadanie przebadać wszystkie dzieci, a było nas około setki. Mama zamknęła mnie w północnym pokoju. Oświadczyła, że syna nie ma. Chory, wyjechał, rozpłynął się, zniknął…

Nie wiem, co to był za lekarz i jakie papiery pokazał ojcu, ale kazał się dziewczynom rozbierać do naga i macał je po cipkach. Dziś podejrzewam, że mógł to być jakiś zboczeniec z podrobionymi dokumentami. Ojciec mu asystował siedząc za biurkiem. I może dobrze, że go pilnował?

A może ojca to badanie też podniecało?

Janek z Sosnowca

Nie wiedzieć czemu. w naszej wiejskiej szkole, chyba w piątej klasie, pojawił się Janek z Sosnowca. Od razu chciał ze mną pogadać i mama zezwoliła, żeby przyszedł do nas do domu. Opowiedział mi jakie westerny widział w kinie w Sosnowcu, bo my nie mieliśmy stałego kina, tylko objazdowe. Widział, że zbieram znaczki pocztowe i od razu zaproponował, że sprzeda mi swój album ze znaczkami. Mama od niego kupiła. Po pewnym czasie odkryłem na ostatniej stronie jakieś nieznane imię i nazwisko. Ale zależało mi na znaczkach, więc siedziałem cicho.

Opowiadał, że w Sosnowcu był przywódcą bandy, która walczyła z sąsiednią ulicą. Przyjaźnił się ze starszymi łobuzami i pił wódkę, Chwalił się, że kochał się z dziewczynami. Opowiedział także, jak w naszej wsi pod sklepem, jeden pijany, starszy chłop, rozrzucał pieniądze i on, Janek, sporo ich uzbierał. Widać było, że interesują go głównie pieniądze.

Aż w końcu wydarzyła się katastrofa, Moja mama nakryła Janka w naszym kurniku, jak kradł kurze jajka. Skrzyczała go i wygoniła z podwórka. I zabroniła, żeby mnie odwiedzał. W dodatku mama ośmieszyła go przed klasą. Wiem, że nie powinna tego robić. Czułem się zażenowany.

Zapewne Janek chciał sprzedać jajka. Punkt skupu znajdował się u państwa Rejów, niedaleko szkoły. Mama wysłała mnie tam kiedyś z jajkami. Przyjęła mnie najmłodsza córka Rejów, młodsza ode mnie o kilka lat. Bardzo mi się podobała, ale widziałem z jej oczu, że jest bardzo mądra. Tzn. niekoniecznie miała wiedzę, ale doświadczeniem życiowym mnie przewyższała,

Janek się obraził i rzucał we mnie na pastwisku, na dawnych dworskich nieużytkach, ostrymi kamieniami i wulgarnie mnie wyzywał. Tymczasem przyjechała do jego domu młodsza kuzynka. Śledziłem ich i widziałem, jak przy pasieniu krowy, przykrywają się całkowicie kocem. Zastanawiałem się, co oni tam robią?

Tymczasem jesienią Janek i jego kuzynka wyjechali do Sosnowca. Ciekaw byłem dalszego losu Janka, ale wkrótce ja też wyjechałem do miasta i całkowicie o nim zapomniałem.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko