Roman Soroczyński – Różne oblicza Auschwitz

0
47
Różne oblicza Auschwitz. Kolaż Anny Jankowskiej

Wspomnienia związane z obozem koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau mogą przybierać różny – zawsze tragiczny! – wymiar. Dowodzą tego choćby trzy opisane niżej książki.

Autor pierwszej z nich, Bogdan Bartnikowski, podczas Powstania Warszawskiego miał 12 lat. Po opanowaniu przez oddziały RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa) dzielnicy Ochota, w której mieszkał, wraz z matką został wypędzony z domu i skierowany do obozu przejściowego w Pruszkowie (tzw. Durchgangslager 121). Stamtąd w nocy z 11 na 12 sierpnia 1944 roku obydwoje trafili do KL Auschwitz-Birkenau. W obozie dwunastolatek został zarejestrowany jako więzień 192731. Przebywał w Birkenau: najpierw w bloku dziecięcym obozu kobiecego, następnie w sektorze B11a obozu męskiego, gdzie byli więzieni chłopcy z Warszawy.
W książce Powroty do Auschwitz Bogdan Bartnikowski zamieścił dedykację:
–  Warszawskim dziewczynom/ i chłopakom z Birkenau./ Tym, którzy odeszli,/ i tym, którzy żyją i muszą pamiętać.
Właśnie PAMIĘĆ jest głównym motywem niezwykłej opowieści. Dopiero(?) dwadzieścia lat później zdecydował się jeszcze raz przekroczyć Bramę Śmierci. Ale Auschwitz się nie opuszcza. Wraca w dzień i w noc. Budzi koszmarem. Przez całe lata. I nie ma z niego ucieczki.  Książka Powroty do Auschwitz jest poruszającym świadectwem o życiu w cieniu Auschwitz.
Jak łatwo obliczyć, Bogdan Bartnikowski urodził się w 1932 roku. Ma więc 90 lat! 11 stycznia 1945 r. został razem z matką ewakuowany do Berlina-Blankenburga (komando robocze obozu Sachsenhausen), gdzie do wyzwolenia w dniu 22 kwietnia 1945 r. pracował przy odgruzowaniu miasta. Po wyzwoleniu powrócił wraz z matką do Warszawy. W Powstaniu Warszawskim stracił ojca. Przerwaną przez wojnę naukę kontynuował w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego. Po odbyciu służby wojskowej pracował jako dziennikarz. Mając w pamięci przeżycia z okresu okupacji i uwięzienia w obozach koncentracyjnych [a jednak! – przyp. RS], napisał i wydał książki o losach polskich dzieci w latach wojny: zbiór opowiadań Dzieciństwo w pasiakach (1969, 1972, 1989) oraz powieści Daleka droga (1971), Powrót nad Wisłę (1972) i Dni długie jak lata (1989). Obecnie jest na emeryturze. Pracuje społecznie w Związku Literatów Polskich i Związku Powstańców Warszawskich. Odznaczony został Krzyżem Oświęcimskim, Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Mam wrażenie, że Powroty do Auschwitz są swoistym podsumowaniem dotychczasowej twórczości Bogdana Bartnikowskiego. Wraca bowiem do zbioru Dzieciństwo w pasiakach, przypominając kłopoty z opublikowaniem książki oraz… późniejszą jej niebywałą popularność. Warto nadmienić, że jedno z opowiadań przypomina, jak w Birkenau poznał swoją przyszłą żonę.
W Powrotach… pojawia się mnóstwo wzruszających scen – czy to z udziałem byłych więźniów obozów koncentracyjnych, czy to współczesnych spotkań w Polsce i w innych krajach. Autor zawsze obserwuje reakcję widowni i odnosi wrażenie, że wszyscy są bardzo zainteresowani Jego wspomnieniami.
Wartością dodaną Powrotów do Auschwitz jest swoista spirala czasu. Autor wspomina wojenny koszmar, a za chwilę przenosi się do dzisiejszego dnia. Bywa też odwrotnie: podczas wykonywania jakichś czynności współczesnych Autor wraca do wspomnień i… ubiera choinkę tak samo, jak ubierano ją w obozie:
Co ty robisz?! – dociera do mnie głos Uli. / No… ubieram – odpowiadam i spoglądam na drzewko stojące przede mną. Wiszą na nim poskręcane kawałki papieru, długie paski materiału z podartej koszuli, papierki po zjedzonych cukierkach, strzępki waty. / – Mało masz bombek, że wywlekasz jakieś śmieci?!
Owa spirala czasu zmusza to czytelnika do uważnego czytania. Każdy szczegół tej opowieści, która zawiera wiele obserwacji z pogranicza psychologii, jest bardzo istotny i powinien skłaniać do myślenia. 
Bogdan Bartnikowski kończy swoją książkę słowami:
Pamiętam… Jak dobrze byłoby wyrzucić te wspomnienia z pamięci raz na zawsze! Bardzo bym chciał. Ale to niemożliwe.
Rozumiem ból Autora książki, ale życzę Mu wytrwałości w dawaniu żywego i pisanego świadectwa tamtych tragicznych dni! Niestety, po najeździe Rosji na Ukrainę i tworzeniu obozów filtracyjnych, nie wierzę już, że wszyscy wyciągną z tego oczekiwane wnioski na przyszłość. Jestem jednak pewien, że dobrych ludzi jest więcej, zaś Powroty do Auschwitz znajdą wiele czytelniczek i wielu czytelników. Natomiast piszący te słowa na pewno sięgnie do wcześniejszych publikacji Bogdana Bartnikowskiego.

Bogdan Bartnikowski, Powroty do Auschwitz
Redaktor prowadzący: Marek Włodarski
Redakcja: Aneta Kanabrodzka
Korekta: Maciej Korbasiński
Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz
Zdjęcie na okładce: Maciej Stanik
Łamanie: Ewa Wójcik
Wydawca: Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2022
ISBN: 978-83-8295-005-2

Maria Mandl – „bohaterka” drugiej z opisywanych publikacji, zatytułowanej Sadystka z Auschwitz – uzasadniała swój wybór miejsca pracy słowami:
Pracę tę wybrałam dlatego, ponieważ słyszałam, że dozorczynie w obozach koncentracyjnych dobrze zarabiają i spodziewałam się, że zarabiać będę więcej, aniżeli mogłabym zarobić jako pielęgniarka.
Czy jednak w jakikolwiek sposób można wytłumaczyć jej sadyzm? Każdy uzna to pytanie za retoryczne. Zgłosiła się do tej „pracy” ochotniczo. Dlaczego to akcentuję? Dlatego, że co dziesiątą osobą w personelu nadzoru obozów koncentracyjnych była kobieta. Tylko niewielka grupa spośród nich była zmuszana do takiej pracy. Większość, tak jak Maria Mandl, skorzystała z okazji. Ta praca stwarzała bowiem szansę na awans społeczny, wzbogacenie się, władzę, otwarcie na nowe pola działalności. Spośród czterdziestu milionów niemieckich kobiet jedna trzecia była członkiniami NSDAP, a trzydzieści tysięcy ściśle współpracowało z SS.
Maria Mandl – obok Margot Drechsler, Irmy Grese, Hermine Braunsteiner,  Ilse Koch, Johanny Bormann – była symbolem nazistowskich ośrodków zagłady; należała do grupy, którą nazwano „furiami Hitlera”. Prezentowała zło w ludzkiej skórze, najbardziej przerażające, najbardziej okrutne w całej swojej postaci zło, jakie nigdy nie powinno ujawnić się w człowieku. Dlatego nazywana była Bestią z Auschwitz. Ale jej „kariera” nie rozpoczęła się w Auschwitz-Birkenau, dokąd trafiła w 1942 roku. Już w 1938 roku [a więc jeszcze przed wybuchem II wojny światowej – przyp. RS] przyjęła pracę dozorczyni (Aufseherin) w Lichtenburgu – pierwszym obozie koncentracyjnym [KL] dla kobiet. Od maja 1939 roku  dawała się poznać od najgorszej strony w FKL Ravensbrück.
Autor książki Sadystka z Auschwitz, Jarosław Molenda, jest znany ze swojej dociekliwości i prezentowania bardzo szczegółowych danych. W tym celu wykonuje żmudną pracę archiwisty. Po ukończeniu Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu uczestniczył między innymi w pracach kolegium redakcyjnego „Encyklopedii Geograficznej Świata”, został członkiem South American Explorers i Polskiego Klubu Przygody. Jest w pierwszej trójce Polaków, którzy dotarli do najwyżej położonych ruin inkaskich Incahuasi na przełęczy Puncuyoc (prawie 4000 m n.p.m.). Napisał książki, których spektrum jest bardzo szerokie: od tematyki roślinnej poprzez odkrycia geograficzne i tematykę podróżniczą do spraw kryminalnych.
Również w przypadku Sadystki z Auschwitz Jarosław Molenda wprowadza mnóstwo szczegółów. Przedstawia rolę kobiet w nazistowskiej machinie terroru, jednocześnie przypominając, że nie służyły one jako esesmanki:
Ta dawna bojówka NSDAP zorganizowana była na kształt średniowiecznego zakonu męskiego, którego reguła surowo zabraniała uczestnictwa płci żeńskiej.
Przy okazji stwierdza jednak, że alianckie ustalenia w kwestiach związanych z karaniem przestępców wojennych nie wprowadzały podziału na płeć:
Byłe aufseherki przed sądem nagminnie przedstawiały siebie jako „bezwolne trybiki”, całkowicie zależne od funkcjonariuszy SS. / Oparta na takich zeznaniach opinia o rzekomej niewinności tych kobiet bardzo długo dominowała w świadomości społecznej.
Jarosław Molenda prześledził akta sprawy, która w 1947 roku toczyła się przed sądem w Krakowie. Maria Mandl również próbowała przedstawić siebie w jak najkorzystniejszym świetle. Jednak zeznania świadków wykazały, że w pełni „zasłużyła” na miano Bestii z Auschwitz. Autor w umiejętny sposób wykorzystał te relacje w książce.
I w tym miejscu nie mogę się oprzeć pewnym refleksjom. Otóż, Sadystka z Auschwitz już przed swoją premierą, zaplanowaną na 13 kwietnia 2022 roku, osiągnęła bardzo dobre wyniki w przedsprzedaży. Zapewne jest to zasługą dobrej akcji marketingowej oraz coraz większej renomy, jaką zdobywa autor. Z drugiej jednak strony na portalu pochodzącym z miasta, w którym obecnie mieszka Jarosław Molenda, znalazło się kilka hejterskich, negatywnych, wpisów na temat książki. Osobiście otrzymałem tę książkę z wydawnictwa 9 kwietnia, a niektóre z wpisów znalazły się tam wcześniej. Skąd zatem ci ludzie wiedzieli, jak – poza kilkoma cytatami reklamowymi – wygląda książka w środku? A może nie wiedzieli, kierując się jedynie zawiścią?
Bez względu na takich „czytelników” stwierdzam, że warto zapoznać się z Sadystką z Auschwitz. Opisana w niej historia pokazuje, że okrucieństwo nie ma płci, a niewyobrażalne zło może mieć wręcz łagodną twarz. Jest to przerażający dowód na to, jak bardzo można zniewolić ludzki umysł i podporządkować społeczeństwo doktrynie terroru. Tego typu świadectwo jest istotne szczególnie teraz – gdy rosyjscy żołdacy mordują cywilnych mieszkańców Ukrainy.
Mojej pozytywnej opinii nie zmieni wpadka na pierwszej stronie książki: dwa razy – chyba w wyniku błędu drukarskiego – umieszczono ten sam przypis.

Jarosław Molenda, Sadystka z Auschwitz
Redakcja: Dagmara Ślęk-Paw
Korekta: Katarzyna Romanek, Dagmara Ślęk-Paw
Projekt okładki: Mariusz Banachowicz
Projekt typograficzny i łamanie: Magdalena Suchy-Polańska
Wydawca: Wydawnictwo Filia, Poznań 2022
ISBN 978-83-8280-005-0


Trzecia z opisywanych książek – Krawcowe z Auschwitz. Prawdziwa historia kobiet, które szyły, żeby przetrwać – ma ukazać się w księgarniach 17 maja 2022 roku. Zatem jej opis opieram na „szczotce” dostarczonej z Wydawnictwa Prószyński.
W czasie szaleństwa hitlerowskiej zagłady, młode więźniarki Auschwitz-Birkenau uniknęły komór gazowych, projektując i szyjąc modne ubrania dla nazistów. Szwalni założonej przez żonę komendanta obozu, Hedwig Höss, patronowały nie tylko żony oficerów SS, a działalność krawcowych nie ograniczała się jedynie do przerabiania odzieży znalezionej w walizkach ofiar. Zamówienia na wyszukane stroje płynęły nawet z samego Berlina, a zamawiające Niemki potrafiły czekać na swoje kreacje aż sześć miesięcy!
Tę pracę wykonywały młode wykwalifikowane więźniarki – krawcowe (23 Żydówki i dwie francuskie komunistki). Ich historia do niedawna pozostawała nieznana. Dopiero Lucy Adlington – brytyjska historyczka, prezenterka i pisarka – zainteresowała się tematem. Opierając się na niepublikowanych wcześniej materiałach i świadectwach, napisała opisywaną książkę.
Spod pióra Lucy Adlington wyszły książki dotyczące mody w różnych okresach historycznych. Jest również autorką, adresowanych do młodzieży, powieści, w których zderzają się przeszłość i teraźniejszość. O ile zorientowałem się, Krawcowe z Auschwitz – to pierwsza publikacja tej autorki, która będzie wydana w języku polskim.
Często w życiu się zdarza, że pomaga nam przypadek. Podobnie było ze zbieraniem materiałów do omawianej książki. Lucy Adlington – jako specjalistka od mody – słyszała o istnieniu w Auschwitz salonu mody. Trudno jednak było przebić się do potrzebnych informacji. Dopiero opublikowanie powieści dla młodzieży The Red Ribbon [Czerwona wstążka – przyp. RS], której akcja toczyła się w fikcyjnym warsztacie, spowodowało, iż do autorki zaczęły napływać istotne sygnały. Lucy Adlington spotykała się z ocalonymi i ich rodzinami. Dotarła do niepublikowanych wcześniej materiałów i świadectw. Czasem trudno czytać te relacje i wyobrazić sobie, czym było przeżycie tamtych dni! Jakby dla kontrastu albo w celu uwypuklenia ówczesnego rozdwojenia jaźni, autorka zamieściła w publikacji, pochodzące z magazynów mody lat 30. i 40. XX wieku, zdjęcia modnych wówczas kreacji. Dołączyła również przedwojenne i powojenne fotografie więźniarek. Jedna z nich, Alida Delasalle – sfotografowana po przyjeździe do obozu w styczniu 1943 roku – trafiła na okładkę książki. W ten oto sposób Lucy Adlington – niczym wytrawna krawcowa – uszyła wstrząsającą relację.
Niezwykle ciekawym postscriptum do książki Krawcowe z Auschwitz. Prawdziwa historia kobiet, które szyły, żeby przetrwać jest odkrycie Przedstawicielki Wydawnictwa Prószyński, Pani Miry Olejarskiej. Otóż,  córka Rudolfa i Hedwig Hössów, Brigitte, po wojnie została modelką domu Balenciaga, a potem przez 35 lata pracowała w ekskluzywnym butiku modowym w Waszyngtonie, ubierając żony kongresmanów. Właścicielem butiku był Żyd, który wyjechał z Niemiec po Nocy Kryształowej. Brigitte została wytropiona przez dziennikarza Thomasa Hardinga, którego wuj Hanns Alexander był łowcą nazistów, biorącym udział w pojmaniu Hössa w 1946 roku. Jak widać, historia jest pełna paradoksów!

Lucy Adlington, Krawcowe z Auschwitz
Tłumaczenie: Adriana Celińska
Redaktor prowadzący: Adrian Markowski
Zdjęciu na okładce: dział identyfikacji Erkennungsdients/ na zdjęciu: Alida Delasalle w styczniu 1943 roku [Skrót Pol.F oznacza więźniarkę polityczną z Francji].
Łamanie: Jacek Kucharski
Wydawca: Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2022
ISBN 978-83-8295-050-2
Książka ma ukazać się 17.05.2022 r.

Roman Soroczyński
15.04.2022 r.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko