Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
67

Podszewka „Lalki” albo „poezja rzeczy pozornie poziomych”

„W słoneczny dzień sierpniowy 1873 w towarzystwie ojca oraz brata ciotecznego Lipskiego, (my obaj jako aspiranci do szkół) wysiadłem po dwunastogodzinnej podróży koleją na Dworcu Terespolskim, zwanym później Brzeskim, na Pradze. Z tego samego dworca rankiem dnia 6 lipca 1939 roku wyjeżdżałem z Warszawy prawdopodobnie po raz ostatni, bo wątpię, czy mi starczy życia na powrót do Kraju”. Takimi słowami, jak powieść przygodowa zaczynają się wspomnienia warszawskie Ignacego Balińskiego (1862-1951). Moją uwagę zwróciły dwa motywy – miejsce i data.  Miejsce, to ów Dworzec Terespolski, czyli dzisiejszy, choć w zupełnie innym kształcie materialnym, Dworzec Wileński przy ulicy Kijowskiej, obok którego mieszkam na tyle blisko, że widzę go niemal codziennie. Data, to czas na pięć lat przed początkiem akcji „Lalki” Bolesława Prusa (1878). Zatem owa opisana przez Balińskiego Warszawa, to substancjalnie Warszawa realiów prusowskiej „Lalki”. Wspomnieniowe impresje Balińskiego, bo tak chyba wypada je nazwać (sam autor nie określił ich ani jako autobiografii ani jako historii Warszawy, ani nawet jako pamiętnika) powstały w 1944 roku czyli siedemdziesiąt lat po owym sierpniowym, słonecznym dniu roku 1873, a więc z bardzo odległej perspektywy czasowej. Autor przedmowy do pierwszego wydania (1946), podobnie jak Baliński emigrant, Zygmunt Nowakowski określił te wspomnienia jako „gawędę serdeczną”, a geografię Warszawy zarysowaną przez autora nazwał „geografią serdeczną”. To jest Warszawa popowstaniowa, Warszawa „dogorywającego romantyzmu” i późnego świtu pozytywizmu. Wspomnienia Balińskiego to„szkatułka pamięci” dawnej Warszawy, nie potrzebuje komentarza ani recenzji, trzeba ją przyjąć z całym jej staromodnym, anachronicznym stylem (albo odrzucić). „Baliński – pisał Nowakowski – to Polak Europejczyk prawdziwy, do szpiku kości, człowiek kultury zachodniej, jak miastem Zachodu jest Warszawa, po której oprowadza nas od frontu i przez tylne schody, haftując jej konterfekt staromodny, vieux jeu, a przecież majstersztyk realizmu, dokładny do absurdu, który graniczy z artyzmem. Jest to właściwie sztuka dla sztuki, Warszawa dla Warszawy, en face, z obu profilów, trois quarts, z góry od dołu. Fotografia, pożółkły dagerotyp, sylwetka, jak nam się początkowo zdaje, później widzimy natomiast, że to wszystko, ci ludzie, te domy, sklepy, jadłodajnie, dorożki, tramwaje, że cały ten obraz jest filmem”. A jaki to film, zdaniem Nowakowskiego? „Taki, który atakuje wszystkie zmysły od razu. Warszawa pachnie w tym filmie i pobudza nasze pragnienie. Po prostu chcemy się napić bodaj wody w ogrodzie Saskim. (…) Chcielibyśmy kupić sobie trzewiki u szewca warszawskiego, u krawca warszawskiego się ubrać, u fryzjera ostrzyc się, u Lourse’a napić się kawy, zjeść pączek u Semadeniego, patrząc równocześnie na sławnych aktorów, na literatów, na dziennikarzy. (…) A późnym wieczorem wracać przez Marszałkowską, przez Nowy Świat czy Krakowskie Przedmieście”. I to właśnie jest owa „poezja rzeczy pozornie poziomych”, znana tym z nas, którzy są wrażliwi na specyficzny, materialny urok przeszłości, przedmiotów „vintage”, urok który stworzył m.in. w latach siedemdziesiątych modę „retro”, fascynację kształtem materialnym (przedmioty użytkowe, moda, etc. – nie mylić z historią polityczną czy społeczną) tzw. II Rzeczypospolitej, zwanej wtedy okresem czy dwudziestoleciem międzywojennym.

Mam za sobą multum lektur varsawianistycznych wspomnień.  Ad hoc, na poczekaniu przypominają mi się wspomnienia Karoliny Beylin, Romana Lotha, Marii Kuncewiczowej, Jerzego Zaruby, Stefana Wiecheckiego-Wiecha, Eryka Lipińskiego, skamandrytów, czy prac popularnonaukowych jak opowieści o świecie „Lalki” Prusa autorstwa Ludwika Bohdana Grzeniewskiego, Wojciecha Herbaczyńskiego o „Dawnych herbaciarniach i kawiarniach Warszawy” czy o „Warszawie pozytywistów” Jana Detko, jak i liczne albumy fotograficzne o starej Warszawie. I wiele innych. „Wspomnienia o Warszawie” Ignacego Balińskiego na  pewno zasługują na dołączenie do tej pięknej kolekcji.

Ignacy Baliński – „Wspomnienia o Warszawie”, przedmowa Zygmunt Nowakowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2024, str. 356, ISBN 978-83-8196-774-7

Teatr totalny Jerzego Stanisława Sito

Na tom dramatów Jerzego Stanisława Sito, wydany przez Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk składają się trzy utwory sceniczne, choć zatytułowany jest on tytułem jednego z nich, „Pasji doktora Fausta”. Faktura tych sztuk jest tak skomplikowana, złożona, wielostronna, wieloaspektowa, monumentalna, polifoniczna, że i przed lekturą i po lekturze bardzo cennym wspornikiem ( a może nawet niezbędnikiem) jest znakomity, erudycyjny wstęp autorstwa profesora Włodzimierza Próchnickiego. „Pasję doktora Fausta” zakwalifikował on jako parafrazę, trawestację, stylizację i adaptację (rzecz jasna „Fausta” Goethowskiego przede wszystkim, ale także wcześniejszego „Fausta” pióra Christophera Marlowe). „Poloneza” określił jako fantazję z aluzjami historycznymi, przejaw historyzmu w dramacie, natomiast „Słuchaj Izraelu” zdefiniował jako odrealnioną faktografię. Średniowiecznego „Fausta” wbudował Sito w doświadczenie XX wieku, w zagładę Żydów, w wybuch terroryzmu i bunt młodzieżowy lat 60-tych. Stworzył barokowy patchwork współczesnej kultury XX wieku, w którym hippiesi sąsiadują z widowiskami pasyjnymi, Auschwitz z teologią, jasełka i metafizyka z naukami przyrodniczymi. Jest to teatr bogaty, będący przeciwieństwem modnego naówczas „teatru ubogiego” (w formy), bogaty w alegorie, bogaty feerią barw, kształtów, dźwięków. Historię ludzkości postrzega Sito jako ciągłą sekwencję katastrof i nieustający rozpad, rozkład, entropię. Są tu też rozważania o złu, o dobru, o kłamstwie, prawdzie, niewoli i wolności, ubrane w formę jaskrawego ekspresjonizmu, w fenomen karnawalizacji życia, wzbogacone o asocjacje literackie, o intertekstualną obfitość cytatów, parafraz, parodii, pełne makabry i groteski (n.p. trawestacja mitu Heleny Trojańskiej, od monumentalizmu i patosu Homera do Heleny z mieszczańskiej operetki Offenbacha czy gdy diabeł recytuje „Odę do wolności”).

„Polonez” to rzecz o mechanizmie rozbiorów Polski (analizowali je na polu prozy i dramatu także Jerzy Żurek, Tomasz Łubieński, Władysław Terlecki, Ernest Bryll, Jerzy Łojek). Pierwiastek publicystyczny połączony jest tu z fabularyzacją i dramatyzacją, przy wykorzystaniu języka (pisanego) XVIII wieku. Tu także występuje intertekstualizm ( n.p. Stanisław August Poniatowski cytujący z szekspirowskiego „Hamleta” nadgrobną scenę z grabarzami i czaszką Yorricka), gra tekstami kultury, cytaty i kryptocytaty, parafrazy. Klasycyzm będący ideologią poetycką Sity służy ukazaniu panopticum polskiego: bezhołowia, anarchii, przeciwstawionych rosyjskiemu zorganizowaniu w przemocy. Jest tu pomieszanie żywych ludzi i kukieł, teatrum polskie schyłku XVIII wieku, obraz upadku, ubrany w kostiumy od antycznych do współczesnych.

Trzeci tekst w tomie, to „Słuchaj Izraelu”, artystyczna synteza gehenny narodu żydowskiego, oparta na dzienniku żydowskiego prezesa warszawskiego getta Adama Czerniakowa. Sito napisał na marginesie tekstu dramatycznego: „tragedia narodu żydowskiego jest bez precedensu w historii nowożytnej (…) zamysł zagłady całego narodu zatruwa po dziś dzień organizm europejskiej kultury”. W „Żegnaj Izraelu” także są odwołania do tekstów, n.p. do Jana Błońskiego („Biedy chrześcijanin patrzy na getto”, „Biedni Polacy patrzą na getto”)”. Tak jak w poprzednich sztukach, występuje tu pomieszanie czasów, sceny z Holocaustu równolegle ze scenami z Republiki Federalnej Niemiec. Wszakże i tu Jerzy Stanisław Sito pozostaje klasykiem odwołującym się do antyku, do literatury angielskiej XVI wieku, do baroku metafizycznego. Doświadczenia Fausta i Czerniakówa są pokazane jako doświadczenia człowieka XX wieku. Lektura to duchowo i intelektualnie wzbogacająca.

Jerzy S. Sito – „Pasja doktora Fausta. Dramaty”, wybór i wstęp Włodzimierz Próchnicki, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2023, str. 662, ISBN 978-8367637-12-1

Tragedia umarła na racjonalizm i optymizm

W swoim erudycyjnym studium o tragedii Georg Steiner znacznie wykroczył poza  zagadnienie zakreślone przez tytuł. Jest to jego autorska, eseistyczna intelektualna historia dramatu, w tym w szczególności tragedii, a być może przedsięwzięcie zakrojone jeszcze szerzej.

 „Śmierć tragedii” George’a Steinera – czytamy w nocie wydawniczej –  to próba przyjrzenia się nie tylko sytuacji tragedii jako gatunku literackiego, ale również – pośrednio – sytuacji całej kultury europejskiej. Autor analizuje teksty – od starożytnych po współczesne. Pokazuje próby nowożytnej reanimacji tragedii w zmienionym pejzażu duchowym i kulturowym. Przyczyn jej śmierci dopatruje się w dewertykalizacji spojrzenia na kondycję ludzką – utracie perspektywy przekraczającej horyzonty rozumu” (…) „Upadek tragedii jest nierozerwalnie związany z załamaniem się jednolitego poglądu na świat i towarzyszących mu kontekstów mitologicznych, symbolicznych i rytualnych” – napisał sam Steiner – Zabójczy dla tragedii okazuje się ponadto wszelki optymizm i przekonanie, że racjonalność może stanowić jakiekolwiek remedium i zapobiec niepojętemu cierpieniu”. Steiner bada dawny dramat. Bada – że posłużę się witzem ze znanej komedii filmowej – ile jest tragiczności w tragediach. Coś może być okrutne i krwawe, ale nie tragiczne. Wojny żydowskie były krwawe, ale nie tragiczne, tak jak ujmowali je żydowscy dziejopisowie. Wojny peloponeskie, wojny greckie były tragiczne, bo taki kształt nadawali im kronikarze greccy. Tragedia kończy się źle, ale „Ruy Blas” Victora Hugo nie jest tragiczny, nie jest tragiczny w swych dramatach („Ifigenia w Taurydzie”) Goethe. Tragiczny jest „Don Carlos” Schillera, choć romantyzm był antytragiczny, są w nim różne kształty tragizmu, jego różne postacie, warianty i barwy. Tragiczny jest też „Don Juan” Moliera, choć to niby komedia. Tragiczni są bohaterowie Corneille’a, Racine’a, Szekspira, wielki jest tragik Georg Büchner w „Śmierci Dantona” i w „Woyzecku”, tragiczny jest „Książę Homburga” Kleista, choć intencjonalnie była to apoteoza państwa pruskiego. Steiner bada morfologię poszczególnych dramatów, w „Cromwellu” Hugo nie widzi tragedii, ale widzi ją w „Ryszardzie II”, gdzie królewski poeta pokonany zostaje przez zbuntowaną prozę. Elementy tragizmu widzi w brawurowo zdefiniowanej dramaturgii Paula Claudel, choć chrześcijaństwo jest z natury sprzeczne z tragizmem, tak jak marksizm. Jednym ze źródeł śmierci tragedii jest oddziaływanie marksizmu z jego racjonalizmem o żydowskiej genezie. Jednak, paradoksalnie, tragiczna bywa dramaturgia marksistowskiego w swojej genezie Brechta. Tragedia, która narodziła się trzy tysiące lat temu na równinie Argos, niejedno ma imię i niejedną postać. „Tragedia, co trzeba niezmordowanie podkreślać, wyklucza istnienie doczesnych środków zaradczych. Tragedia nie traktuje o świeckich dylematach, dających się rozwiązać na drodze racjonalnych innowacji, lecz o tym, że świat w swoim biegu skłania się nieustająco ku okrucieństwu i zniszczeniu”

Georg Steiner – „Śmierć tragedii”, przełożył Krzysztof Filip Rudolf, Słowo/Obraz/Terytoria, Gdańsk 2023, str. 264, ISBN 978-83-8325-053-3

Habent sua fata libelli czyli „kłębowisko zwane Witkacym”

Profesor Janusz Degler jest dziś chyba najwybitniejszym (obok Lecha Sokoła) żyjącym polskim witkacologiem (nie mam wystarczającej wiedzy o  następcach, acz zapewne tacy istnieją, ale Jan Błoński, Konstanty Puzyna czy Anna Micińska niestety już nie żyją) , przy czym aż trudno uwierzyć, ale jego fascynacja postacią, życiem i dziełem Stanisława Ignacego Witkiewicza ( Witkacego) trwa ona już od 67 lat, jako że zaczęła się w 1957 roku od jego młodzieńczej jeszcze lektury „Nienasycenia”, która otworzyła przed nim nieznane mu dotąd szlaki literatury. Do pomnikowych dzieł Deglera w dziele krzewienia witkacjanizmu należy przewodnictwo zespołowi redakcyjnemu „Dzieł zebranych” Witkacego, a także wydany bodaj kilkanaście lat temu „Witkacego portret wielokrotny”. Tom „Obecność Witkacego. Szkice i materiały do dziejów recepcji”, jak sam tytuł wskazuje, poświęcony jest nie analizie osobowości i problematyce pism Witkacego, lecz dziejom jego recepcji. Janusz Degler niczym naukowy detektyw dokonał szeregu odkryć materiałów związanych z Witkacym, w czym sam „Witkac” nie zawsze mu „pomagał”, o czym świadczy dowcipna dygresja o „kradzieży” teczki z materiałami mu poświęconymi, jakiej miał się złośliwie dopuścić autor „Nadobnisi i koczkodanów”. Śmiem wątpić, czy spełniło się marzenie profesora o trafieniu Witkacego „pod strzechy”, ale to nie zmienia jego wielkich zasług dla witkacologii. W arcyinteresującym tomie PIW znajdujemy między innymi tekst Deglera z okazji setnej rocznicy urodzin twórcy (1885-1985), teksty dotyczące jego wysiłków (płonnych) by nakłonić rodaków do czystości „ciała i duszy”, edycjom listów do przyjaciół, Heleny Modrzejewskiej i Augusta Zamoyskiego, wspomnieniu Jerzego Giedroycia o jego spotkaniu z Witkacym, witkacowskim filiacjom Jerzego Grotowskiego, witkacowskim juweniliom, Laboratorium Czystej Formy, sztuce „Szewcy” i postaci Gnębona Puczymordy, reżyserskim próbom Witkacego, perypetiom utworów Witkacego z cenzurą PRL czy percepcji jego dzieła przez Błońskiego (psychoanaliza) czy Puzynę („kłębowisko zwane Witkacym”), a także wystawieniom jego sztuk w Europie Zachodniej, m.in. we Francji, tym „Matki”, w Paryżu, przez wielkiego Jean Louis Barrault, w którym to przedstawieniu rolę tytułową zagrała legendarna aktorka  francuska, Madeleine Renaud.

Janusz Degler – „Obecność Witkacego. Szkice i materiały do dziejów recepcji”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2023, str. 794, ISBN 978-83-8196-577-4

Qui vivra, verra

W epoce upadku autorytetów religijnych i instytucjonalnych religii rośnie być może znaczenie etyki świeckiej. Propozycję takiej etyki dał już przed laty Dalajlama, wielki przywódca światowego buddyzmu. W „ponad religią”, w swoim łagodnym stylu i duchu Dalajlama proponuje nowe spojrzenie na sekularyzację i  jako remedium na puste miejsce po niegdysiejszej, często agresywnej nadobecności religii widzi w nowym spojrzeniu na to, co jest być może jedyną naszą ludzką wspólną jakością i wartością, na nasze wspólne człowieczeństwo. Ludzką pogoń za szczęściem  traktuje jako coś normalnego, nie ma jej ludziom za złe, ale przestrzega przed szukaniem go tylko w konsumpcji materialnej. Jako fundament pomyślności proponuje współczucie i sprawiedliwość. Rysuje zarys etyki we współczesnym świecie. Jako sposób na kształcenie umysłu wskazuje ćwiczenie serca, bo te dwie sfery widzi jako wzajemnie się dopełniające. Przy czym kładzie nacisk na to, by człowiek zawsze próby przemiany zaczynał od siebie, a nie o moralizowania i pouczania, czy potępiania innych. Pisze też o „etycznej uważności na co dzień”, którą postrzega w kontraście do formalistycznego moralizowania „od święta” i na pokaz. Świadom, że wielu, o ile nie większość z nas zdominowana jest przez szkodliwe, toksyczne emocje formułuje sposoby ich neutralizowania, poprzez pielęgnowanie wartości wewnętrznych metodą medytacji jako ćwiczenia umysłu. Narracja Dalajlamy przeniknięta jest  serdecznym, mądrym humanizmem, dobrocią, nawet tym co można określić jako dobrotliwość. Jest przeniknięta także optymizmem, również co do światowego pokoju (o wojnach w Europie i świecie pisze jako o atrybucie minionego, XX wieku), ale wypada pamiętać, że tom „Ponad religią” powstał w 2011 roku czyli 13 lat temu i przesłanki do tego optymizmu radykalnie osłabły. Mimo to warto czytać Dalajlamę, bo to naprawdę daje pewne wewnętrzne ukojenie. A ja w egzemplarzu „Ponad religią” wpisuję słyszane od miesięcy i zasłyszane choćby dziś czarne wieszczenia o wojnie mającej nawiedzić Polskę za trzy lata. Qui vivra, verra”.

Dalajlama – „Ponad religią. Etyka dla wszystkich”, przełożył Adam Kozieł, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2024, str. 189, ISBN 978-83-8196-770-9

Blask ponad cieniami

Profesor Wojciech Polak napisał syntezę dziejów Polski od X do XXI wieku zatytułowaną „Blask Rzeczypospolitej”. Ten tytuł nie jest ani przypadkowy ani jedynie rytualny. We wprowadzeniu pod tytułem „Wspaniała, barwna, pouczająca” Wojciech Polak napisał, że stworzył ją „w zamierzeniu w sposób bardzo syntetyczny, „ku pokrzepieniu serc”. „Historia Polski jest wspaniała, barwna, pouczająca; warto ją poznawać (…)” – napisał profesor Polak. Jako nieprofesjonalny miłośnik historii, i polskiej i powszechnej, gotów jestem podpisać się pod tym sformułowaniem, aczkolwiek pod warunkiem, że dodałbym od siebie, iż również bardzo trudna, bardzo dramatyczna, ale też i to, że są w niej również karty haniebne. Jeśli bowiem pominiemy ten aspekt polskich dziejów, to utkwimy w idealizacji, która zazwyczaj daleka jest od prawdy. Stefan Żeromski pisał o potrzebie „rozdrapywania ran, by nie zabliźniły się błoną podłości”, a jeden z najwybitniejszych pisarzy bliskich ideowej prawicy, Józef Mackiewicz jest twórcą sformułowania, że „tylko prawda jest ciekawa”. Inna sprawa, że bardzo trudno jest o historiografię całkowicie wolną od indywidualnych preferencji ideowych historyka. Bardzo cenna merytorycznie i pięknie napisanasynteza profesora Polaka jest także takimi preferencjami nasycona, a jest to punkt widzenia bardzo odległy zarówno od historiografii sprofilowanej społecznie, w odcieniu lewicowym, jak i od krakowskiej, konserwatywnej szkoły historycznej spod znaku Michała Bobrzyńskiego czy Józefa Szujskiego. Nie ulega wątpliwości, że profesor Polak doskonale zna te punkty widzenia, jest ich w pełni świadom ale sam wybrał wizję polskiej historii promienną, optymistyczną, przepełnioną „wiarą w Polskę”, chrześcijańską, katolicką nade wszystko. Cóż, trudno mieć o to pretensje do polskiego historyka, skoro Stanisław Wyspiański w usta rosyjskiego satrapy, Wielkiego Księcia Konstantego włożył w „Nocy listopadowej” słowa skierowane do polskiego generała: „wy nie wierzycie w Polskę? Co? A ja w nią wierzę!”. Przeczytałem już, na przestrzeni bez mała pół wieku, kilkanaście syntez polskiej historii, pisanych przez historyków tworzących ideowe spektrum od konserwatywnych katolików, piłsudczykowskich niepodległościowców, narodowców po marksistów. Po lekturze stawiam obok nich na półce także „Blask Rzeczpospolitej” Wojciecha Polaka, jako kolejną cenną syntezę, owoc ogromnej erudycji ale i właściwych mu ideowych fascynacji. I choć nie każdą z nich mogę podzielić, także z tej syntezy wiele nowego się nauczyłem, skorzystałem z okazji przymierzenia się do nowego punktu widzenia, do nowej perspektywy spojrzenia, odświeżając przy okazji starą, przykurzoną wiedzę. Jako że „repetitio mater studiorum est”.

Wojciech Polak – „Blask Rzeczypospolitej”, Biały Kruk, Kraków 2024, str. 502, ISBN 978-83-7553-400-9

Cienie nad blaskami

Inny rodzaj spojrzenia na historię narodu reprezentuje popularyzator Sławomir Leśniewski, który „zrzuca z piedestału historii blisko dwieście lat rządów rodu Jagiellonów w Polsce i na Litwie. To monografia daleka od opowieści hagiograficznych i jednoznacznie optymistycznej oceny, z jaką zwykliśmy kojarzyć tę epokę. Poznamy nie tylko niekwestionowane sukcesy, ale też zmarnowane szanse legendarnych władców – od Władysława Jagiełły po Zygmunta Augusta. Przenieśmy się w czasy rozkwitu renesansu, potęgi militarnej budzącej respekt u sąsiadów, zaawansowanej polityki dynastycznej, ale też małostkowych decyzji i prywatnych animozji, które z czasem miały wykorzystywać czujne potęgi ościenne: cesarstwo Habsburgów, Imperium Osmańskie, Moskwa czy zawsze groźni Krzyżacy” – jak czytamy czytamy w nocie wydawniczej popularnego opracowania autorstwa Sławomira Leśniewskiego „Jagiellonowie. Złoto i rdza”. Pada też pytanie, „czy idealizowanie złotego wieku jest jeszcze dziś w ogóle uzasadnione?”. Leśniewski, autor „Drapieżnego rodu Piastów” opowiada o Jagiellonach poprzez personalne historie od Jagiełły, przez Władysława III   Warneńczyka, Kazimierza Jagiellończyka, Jana Olbrachta,  Aleksandra Jagiellończyka, Zygmunta I Starego, Zygmunta II Augusta, po Annę Jagiellonkę. Wbrew pozorom ten obraz nie jest aż tak czarny, jakby mogło wynikać z zajawki tej książki, ale na pewno barwnie napisany. I dlatego tym chętniej zapoznałbym się także z przedostatnią jak dotąd edycją książkową Leśniewskiego, „Kościuszko. Rysa na pomniku”, w której „zamachnął się”  na polską historyczną świętość narodową, Tadeusza Kościuszkę, wodza insurekcji i zwycięzcy pod Racławicami, patrona być może największej (obok Józefa Piłsudskiego) liczby ulic w polskich miastach i miasteczkach.

Sławomir Leśniewski – „Jagiellonowie. Złoto i rdza”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024, str. 459, ISBN 978-83-08-08388-8

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko