Adam Lizakowski – Paul Celan widziany oczami Anny Arno, czyli emigrant wieczny tułacz

0
83

Historii życia emigranta, poety urodzonego w Czerniowcach Paula Celana autorstwa Anny Arno w książce  pt.  „Tam, za kasztanami, jest świat. Paul Celan. Biografia”  przypomina wyrywanie „zębów na żywca”. Nie jest lektura ani łatwa ani przyjemna, ale szalenie interesująca i świetnie napisana, a przede wszystkim pomimo trudnych i bardzo bolesnych doświadczeń bohater książki jest bliski wszystkim emigrantom, twórcom, poetom, którzy tak jak on z podobnych powodów opuścili swoje miejsca urodzenia w poszukiwaniu szczęścia i lepszego życia. Poeta, emigrant przekracza granice wielu państw, poznaje wiele ludzi, ale zawsze trzyma pióro w ręku i pisze. Próba zrozumienia i wgłębienia się w poezję Celana, trudną i niezrozumiałą, nowatorską i bardzo piękną, mroczną w swojej ukrytej głębi, tak hermetyczną, że przy analizowaniu jej można nawet zęby połamać. Dla przeciętnego miłośnika poezji, Celan i jego twórczość sprawiają niemały kłopot, bo poezja poety z Czerniowiec może być dla nich antypoezją, lub nawet mogą powiedzieć, że to żadna poezja, bełkot chorego człowieka. Wszystko to sprawia, że lektura książki nie jest łatwa, chociaż jej klimat wielu krajów i miast jest czarujący. Wzruszający i bardzo piękny jest dla mnie osobiście opis miasta Czerniowce, w których urodził się mój wielki przyjaciel Stanisław Ludwik Lewicki, (1910-1990), nauczyciel łaciny, więzień obozu, Buchenwalde, w którym był jeńcem wojennym prawie całą wojnę.  Gdy Amerykanie wyzwolił obóz otrzymał wizę amerykańską i zamieszkał w San Francisco w Kalifornii, tam go poznałem trzydzieści lat później. Od naszego spotkania minęło prawie cztery dekady a ja wciąż ma w uszach jego słowa o jego Czerniowcach, jakie to było wspaniałe miejsce przed wojną. Tak jak każdy emigrant idealizował swoje dzieciństwo i młodość.

Wiersz

 Biografia Celana rozpoczyna się wierszem pt. Fuga śmierci w przekładzie Julii Juryś.  Wiersz napisany w 1944 lub 1945 roku, (co do daty jego powstania nie ma zgodności wśród badaczy twórczości poety), zaczyna się oksymoronem: Czarne mleko świtu pijemy cię w mroku. Celan też zastosował przerażającą metaforę „grób kopiemy w powietrzu” , czyli dym spalonych ciał wydostający się poprzez kominy i rozwiewany przez wiatr  czyni powietrzem jednym wielkim grobem pomordowanych.  

Jednak najbardziej przemawia do nas ostatnia zwrotka wiersza;

Czarne mleko świtu pijemy cię nocą
pijemy w południe śmierć jest mistrzem z Niemiec
pijemy cię w mroku i brzasku pijemy pijemy
śmierć jest mistrzem z Niemiec oko ma błękitne
ołów kuli Cię trafi położy Cię celnie

Śmierć jest mistrzem z Niemiec o tym nie trzeba nikomu mówić, ci, co przeżyli II wojnę światową ich dzieci urodzone po niej jeszcze wiele dekad po jej zakończeniu nią żyli mieli traumę swoich rodziców, która trzymała ich, nie opuszczała ich nawet w chwilach dla nich najszczęśliwszych.  Dla nich banał jest tak oczywisty i tak przejmujący za razem, chwytający za serca i gardła, gdy się wie, że ten „mistrz z Niemiec” wymordował miliony istnień ludzkich, podał rękę Stalinowi, którzy wymordował jeszcze więcej ludzi. Już po tej lekturze wiersza czytelnik może domyśleć się, z jakim poetą ma do czynienia. Jak się później z lektury dowiemy, wiersz ten został zadedykowany matce, która wraz z resztą rodziny została zamordowana przez Niemców. Co ma zrobić w takim przypadku poeta, urodzony w rodzinie żydowskiej, który wybrał język niemiecki na swój własny? Który prawdopodobnie nigdy by nie przypuszczał, że Niemcy wymordują jego rodzinę, bliskich i znajomych.

W czasie wojny pracował przy budowie drogi w Mołdawii, gdzie otrzymywał rację głodową składającą się z porcji chleba i rozwodnionej zupy kukurydzianej.  Pisał wiersze, broniąc w ten sposób swojej godności, godności wszystkich żywych i zmarłych poetów wszystkich wieków, a także godności całej ludzkości. Mimo tego, że pisanie wierszy może być wspaniała terapią uzdrawiającą to jego pisanie i rozmyślanie nie było terapią, wręcz przeciwnie, było utrapieniem, wyrzutem sumienia, że przeżył, że gdyby został, czy był w pobliżu rodziców oni by też przeżyli wojnę.  Te uporczywe myślenie doprowadziło go z czasem do obłędu i myśli samobójczych. Bronią nie tylko swojej godności, ale i godności całej ludzkości.

Zbrodnie reżymu hitlerowskiego na bezbronnej ludności podbitych krajów polegały także na tym, że cały naród niemieckich został nimi splamiony i stał się współodpowiedzialny za nie. Paul Celan zdaje  sobie z tego w pełni sprawę, gdy pisze do Maxa Rychnera, redaktora wspomnianej już gazety:, „Kiedy ukażą się moje wiersze, z pewnością dotrą do Niemiec i – pozwoli Pan, że powiem te straszliwe słowa – ręka, która otworzy moją książkę, być może ściskała dłoń mordercy mojej Matki.”  (133).  Niemcy uważany za wielki naród kulturalny, tworzący piękną kulturę, literaturę i muzykę, poprzez swoje czyny stali się narodem barbarzyńców i morderców, i nie ma żadnego usprawiedliwienia, dlaczego słuchali szaleńca rozkazującego zabijać inne narody. Podczas licznych podróży do Niemiec Federalnych umacnia się w wierzeniu, że Niemcy wciąż są antysemitami i neonazizm się odradza. (417). Bał się tych myśli, bał się, bał się tego, że w Niemczech Żydów przestano nazywać Żydami. (414).  Bacznie śledził w mass mediach procesy zbrodniarzy hitlerowskich zarówno w Niemczech jak i Izraelu, będąc w Berlinie w 1967 roku oglądał więzienie Plotzensee, gdzie stracona została część uczestników nieudanego zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku. (523).  To wszystko inspirowało go do pisania, ale także powodowało lęki, które mąciły mu umysł, choroba podbijała umysł. W pełni zdawał sobie z tego sprawę, że; Swoją prawdę można wypowiedzieć tyko we własnym języku” pisał Celan do Ruth Kraft. (133). Ten własny język to jest język niemiecki. Dalej Anna Arno cytuje list Celana do redaktora szwajcarskiego dziennika „Die Tat” (Czyn): „muszę Panu powiedzieć, jak trudno jest, będąc Żydem, tworzyć poezję po niemiecku”. (133).  Emigranci o tym wiedzą, że nie łatwo pisać o krajobrazach i ludziach dla czytelników, którzy są oddaleni od miejsca, w którym poeta się urodził setki kilometrów, i wiele granic państwowych.

Poezja i twórczość, życie i przeżywanie Celana

Za kilka tygodni, gdy piszę te słowa, będzie równe pół wieku od jego samobójczej śmierci, która uwolniła go od cierpienia, cierpienie które jak mawiali starożytnie Rzymianie uszlachetnia, ale czy cierpienie uszlachetniło emigranta/poetę Paula Celana? A jeśli tak to na ile go uszlachetniło? Tego nie potrafię w tej chwili powiedzieć, bo wiem, że emigranci poprzez cierpienie gorzknieją, nękają ich choroby i to co dzieje się we wnętrzu duszy emigranta, w jego wnętrzu, w jego systemie nerwowym na kolosalne znaczenie dla jego samopoczucia, a więc również dla odbioru tego wszystkiego co się dzieje wokół niego, czyli ludzi i świata. Długoletnie cierpienie duszy nie czyni człowieka ani milszym ani uprzejmiejszym dla otoczenia. W dodatku, gdy cierpiącym emigrantem, który przeżył, gdy wielu jego bliskich nie miało tyle szczęścia. Gdy emigrant jest poetą, próbujący „całemu światu” pokazać, udowodnić, że jest, że żyje, że jego gorycz, być może z czasem zamieni się w miód, gdy on upora się ze swoimi prześladowcami, krytykami i tymi wszystkimi, którzy źle mu życzą, albo na nim jeszcze się nie poznali. Celan  nie „był świętym”, ale też nie mógł użalać się na brak uznania dla swojej twórczości. O tym jest też książka Arno, a można podzielić na kilka części; Paul Celan, jako poeta przeklęty, za takiego się sam uważał (481) i tłumacza i to z kilku języków. Jest też Żydem, który mocno okaleczony na duszy ocalił życie z zagłady i jako emigrant, który zawsze musi „udowadniać całemu światu”, że jest lepszy od „miejscowych”. Każda z tych części, które wymyśliłem na własny użytek jest bardzo interesująca i szeroko opisana przez Arno.  Ona opisuje człowieka i poetę, uciekiniera i emigranta od chwili jego narodzin aż do samobójczej śmierci. Biografią nie jest napisana chronologicznie, autorka w dowolnym jej punkcie, według potrzeb i chwili, czy własnego uznania pisze o artyście skupionym przede wszystkim na sobie samym, kochanky7iu, który jest zdolny nawet do zażądania zwrotu pierścionka od byłej kochanki (173). 

Jednym z najpiękniejszych rozdziałów tej książki jest VII., pt. Paolo i Francesca, w nim Arno odkrywa kopalnię uczuć Celana do żony a także do jego kochanek, jedną z nich jest poetka Ingeborg Bachmann.  W tym rozdziale napisanym bardzo lirycznie dowiemy się o narodzinach dwóch synów poetów (pierwszy Franciszek umrze zaraz po narodzeniu).

Jest to rozdział o mężu kochającym ponad życie żonę w „poetycki sposób”, czyli narażając ją na przeżywanie dramatów zdrad i zarzutów, że nie rozumie jego i jego poezji. Ona, aby lepiej go zrozumieć w czytuje się w jego poezje powstała zanim jeszcze byli razem, krok po kroku odkrywa dawne miłości, które niekoniecznie zostały definitywnie zakończone. Jest dla niego aniołem, który musi go rozumieć, tolerować jego kochanki i skoki w bok, a także chorobę psychiczną.  

Jest to huśtawka emocjonalna, na której dochodzi do tego, że żona czuje się winna wobec poety, oskarża się o cierpienia kochanki, (Ingeborg Bachmann) z powodu jej własnego męża. Jest tak bardzo kochającą żoną, że pisze list do kochanki; Od tego wieczoru wydaje mi się, że znam Panią trochę lepiej. Rozumiem, ile musiała Pani wycierpieć przez tych sześć lat”. (190). Te sześć lat to lata małżeństwa poety z francuską arystokratką a także artystką, malarką Lestrange Gisele. Ingeborg kochanka prosi kochanka, aby nie porzucał żony; Ale proszę, nie porzucaj jej. Czy mam to uzasadniać?. (190). Uzasadniać nie trzeba wystarczy zacytować: To też niepokojące – trudno kochać poetę, wspaniałego poetę. Czuję się niegodna Twojego życia, Twojej poezji, Twojej miłości – i już prawie nic dla mnie nie istnieje poza Tobą”. (233). Jednym krótkim zdaniem można powiedzieć, że pomiędzy kochankami wybucha wulkan uczuć, spadła lawina pocałunków i morze miłości. Dla poety jego poezja była częścią jego życia osobistego, prywatnego, on nie potrafił oddzielić jedno od drugiego. Ten ogromny skarb, jakim była jego poezja, katolicka rodzina jego żony (matka i siostry) widziały, jako jeden wielki problem w tym, że mężczyzna nie był zdolny do pracy, bez stałego zajęcia, bez dokumentów, przybysz z zupełnie innego świata, o którym one tak naprawdę nie miały większego pojęcia, tym bardziej, że był on Żydem, a Żydów nie darzyły sympatią.

 Paul Celan, jako emigrant

Z Bukaresztu wyjeżdża do Wiednia, w którym zatrzymuje się na kilka miesięcy, i już czytelnikowi jego biografii mogłoby się wydawać, że poeta znalazł się w przyjaznym środowisku w miejscu gdzie mógłby swobodnie mówić i pisać po niemiecku, on wybiera Paryż i Francję, czyli obszar innego języka i kultury, która jest zdecydowanie bardzie mu obca niż niemiecka. Nie wybrał też Niemiec, bo nie widział siebie tam jako Żyda piszącego po niemiecku.

Wyidealizowany Paryż jak się dowiemy z dalszych stron biografii też nie spełni jego oczekiwań. Po raz kolejny skazał się na bezpaństwowca i na tułacza, bo przecież w walizce poza wierszami i książkami nie wiele więcej miał. W Paryżu staje się po raz kolejny emigrantem i wygnańcem, jak tysiące przed nim i po nim praktycznie zaczyna od zera. Dlaczego wybrał Paryż, przecież to szaleństwo, które może być dowodem na to, że w tym szaleństwie jest metoda, jako forma protestu niepogodzenia się z rzeczywistością, jako odmowa zamieszkania w kraju/krajach języka jego poezji. Wykonał ruch, w którym w radykalny sposób wyraził swój wstręt/niechęć do rzeczywistości po II wojnie światowej, a przede wszystkim do Niemiec i Niemców. Protestuje jego pięć zmysłów, rodzi się nieufność i lęk, poeta wybierając swój los w Paryżu świadomie wybiera szaleństwo. (Podobnie miał uczucie Czesław Miłosz, gdy wybrał wolność, też w Paryżu).   Z czasem dotarło do niego to, co wszyscy piszący wiedzą od pierwszego wiersza, że „trudno jest być poetą pośród żywiołu obcego języka, bez zakotwiczenia w środowisku czytelników”. (381).  Dalej snuł swoją myśl dodając: „Wy jesteście u siebie, w swoim języku, z własnymi punktami odniesienia, macie swoje książki, bliskie wam dzieła.” (381). Jest to prawda tak oczywista i tak gorzka, że nie potrzeba więcej o tym pisać, tym bardziej, że właściwie wszyscy poeci-emigranci dokładnie czuli to samo i pisali to samo, łącznie z Norwidem i Miłoszem. 

 Taki banały dnia codzienne jak staranie się o pracę, o dach nad głową, o jakieś dokumenty potwierdzające tożsamość, o adaptację w nowych warunkach. Poza tym jest poetą, który jak każdy poeta czuje się niedoceniony, nieodkryty, a w szczególności, gdy jest się poetą piszącym w obcym języku i nie ma wokół drugiego poety, któremu można by było przeczytać najnowszy wiersz, bo nie znają języka, w którym on został napisany i z przymrużeniem oka wierzą, że jest to wiersz genialny. Poeta emigrant uwięziony w szklanej klatce własnych wierszy i myśli marzący o wielkiej sławie i pieniądzach, którego tak naprawdę jedyną towarzyszką jest samotność. W liście do wspomnianego już Maxa Rychnera wiosną 1949 roku pisze, że czuje się bardzo samotny i bezradny w środku wspaniałego miasta, gdzie nie mam niczego oprócz liści platanów” (203). Uczucie te jest znane milionom emigrantom nic nowego pod słońcem. Dorywcza praca, mało płatna, niedojadanie, całe szczęście w tym, że potrafił mówić i pisać w kilku językach, które wykorzysta jako narzędzia do pracy, żmudnej i ciężkiej, ale zawsze pracy, za którą będzie miał zapłacone.

Przekleństwo Claire Golla

Jesienią tego roku poznał swoje największe nieszczęście od zakończenia wojny, ale o tym jeszcze wtedy nie wiedział;, małżeństwo Yvana i Claire Gollamów. Zapoznał go z nimi przyjaciel Yves Bonnefoy.  Na początku znajomości następuje wzajemna fascynacja do tego stopnia, że starszy poeta Golla zaproponował młodszemu, że go zaadaptuje jako syna, aby mu pomoc w stawianiu pierwszych kroków we Francji.  Kilka miesięcy od pierwszego spotkania, w lutym 1950 roku umiera Goll, a w swoim testamencie wyznacza młodego poetę na swojego jedynego opiekuna jego spuścizny. W niecałe dwa lata później następuje niesamowity zwrot w przyjaźni z wdową starszą do Celna o trzydzieści lat, która z bliżej nieznanych nikomu powodów oskarża Celana o wszystko, co najgorsze, łącznie z tym, że młody poeta plagiatował jej męża twórczość.  Oskarżenie to i wiele innych z czasem załamują Celana tak bardzo, że poeta słaby psychicznie popada w wielką depresje i przygnębienie, które kilkanaście lat później może być przyczyną jego samobójczej śmierci. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że małżeństwo Gollamów było Żydami tak samo jak Celan, więc nie możemy posądzać ich o antysemityzm. Wdowa „na wszystkich frontach literacko-poetyckich” próbuje niszczyć wciąż młodego poetę.( Jak widzimy C.K. Norwid miał także zawziętych przeciwników swojej poezji, którzy usuwali grunt spod jego stóp.). Z zawziętością zawiedzionej kochanki, zdradzonej kobiety pisze do redaktorów gazet, wydawnictw, krytyków literackich, zaprzyjaźnionych z nią poetów o plagiacie Celana, szydzi z niego i pomniejsza jego twórczość. Co gorsza ta kobieta, która gdy była jak podają różne źródła zaręczona w 1917 roku z Gollą nawiązała romans z innym poetą Rainerem Marią Rilke w 1918 roku i była jego kochankę aż do jego śmierci w 1926 roku. Za Gollę wyszła za mąż w 1921 roku. Czy faktycznie Paul Celan odrzucił miłość Clarie Golla a tak za tą „zniewagę” tak okrutnie na nim się zemściła, tego nigdy się nie dowiemy. Ta kobieta, który by muchy nie zabiła, okazała się bardzo okrutną osoba, w najdrobniejszych szczegółach planowała swoją zemstę nie tylko poety, ale człowieka. 

Prześladowczyni poety z Bukowiny przeżyła go o siedem lat, umarła w 1977 roku i nawet po samobójczej śmierci Celana wciąż „wytaczała przeciwko jemu ogromne działa nienawiści”, nie tylko nie wycofała swoich oskarżeń, ale jeszcze je ponowiła i podkreśliła w swoich pośmiertnych wspomnieniach, Ich verziehe keinem” („Nie wybaczam nikomu”). Czy ta kobieta spowodowała, to, że Celan jeszcze bardziej popadł w chorobę psychiczną, tracił swoje siły życiowe na swoją obronę o jej insynuacje zabrały mu radość życia, zburzyły spokój wewnętrzny. Przez osiemnaście lat poeta walczy z cieniem Golla przez osiemnaście lat walczył z wiatrakami Clarie, które w pewnym momencie uznał nawet za spisek przeciwko niemu. Nie ma żadnych wątpliwości, że tej kobiety ataki były przyczyną jego depresji, jego lęków, wobec jej ataków stawał się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej bezbronny, udręka była przyczyną, że odsuwał się od świata, zamykał się w sobie, zamykał się w szpitalach psychiatrycznych.  Życie w ciągłym stresie powodowało szybszy proces starzenia się i wewnętrzną gorycz, która zatruwała życie, łącznie z rozpadem rodziny i rozstanie z żoną. Czy medycyna, terapie, lekarze psychiatrzy byli w stanie mu pomóc na tyle, aby zobaczył na niebie słońce?  Przecież jego drzewo życia wydawało piękne owoce, mógł z nich korzystać do woli, jako emigrant udało mu się, poślubił kobietę, która kochała go ponad życie, z czasem rodzina żony zaakceptowała go, był ojcem. Był wzorem sukcesu dla wiele emigrantów z każdego kąta świata, o takim życiu jak jego wielu marzyło, zazdrościło, bardzo by chciało mieć. Dlaczego siedząc na drzewie życia ucinał gałąź, na której siedział? Dlaczego tak bardzo przejął się oskarżeniami Goll przecież był laureatem wielu międzynarodowych nagród poetyckich, uczuł literatury na najlepszych uczelniach Francji, miał spotkania z czytelnikami na których przedstawiono go jako jednego z najwybitniejszych poetów języka niemieckiego.

Pamiętam wykład /spotkanie z profesor Marijorie Perloff (urodzonej w Wiedniu) pod tytułem The Last Hapsburg Poet: Paul Celan’s Love Poetry and the Limits of Language, na moim Uniwersytecie Northwestern w Chicago/Evanstone, 13 maja 2013 roku. Profesor mówiła w nim o Celanie, jako ostatnim poecie, byłego cesarstwa Habsburgów mówiącym w wielu językach, bo cesarstwo obejmowało wiele państw, narodów i kultur. Celan nie był Niemcem był Austriakiem, który otrzymał solidne niemieckie wykształcenie. Przede wszystkim był poetą holokaustu, które swoje dorosłe życie spędził we Francji, ale pisał w języku swoich oprawców i ciemiężycieli Niemców. Perloff spojrzała na jego twórczość nie tylko w kontekście historii i geografii, ale także w kontekście „języka miłości”, korespondencji i poezji miłosnej pomiędzy nim i austriacką poetką wspomnianej już parokrotnie wcześniej Ingerborg Bachmann. 

Można się zastanowić czy faktycznie Clarie Goll była tą osobą, która skierowała Paula kroki pod most Mirabeau, czy tylko jedną z wielu jego manii prześladowczych, które pchnęły go do tak desperackiego gestu jak skok do Sekwany w nocy z 19 na 20 kwietnia 1970 roku. (530). A może, gdy bliżej przyjrzymy się wierszom poety to zauważymy, że on przygotowywał się do śmierci od dawna, jeśli powiemy, że jego życiem było przygotowywaniem się do tego skoku do wody to będzie prawda czy fałsz?  Czy w pewnym momencie Celan zdał sobie sprawę z tego, że jest bezsilny wobec rzeczywistości, że ta go przerosła? Szaleństwem jest to, że emigrant, czyli człowiek znikąd pragnie spokoju duszy, sukcesu i uznania oraz słodyczy życia, gdy faktycznie jest targany przez rzymskie siostry Furie. Tego już nigdy się nie dowiemy, tajemnicę swojego istnienia bólu i lęków, radości i szczęścia zabrał ze sobą. Nieuleczalny wirus śmierci zabrał mu życie, tak kończą emigranci, którzy mieli marzenia o tym, aby na nowej ziemi zapuścić korzenie i pić z niej życiodajne soki.

 Źródła: Wszystkie zdjęcia i cytaty pochodzą z książki Anny Arno;, Paul Celan. Tam, za kasztanami, jest świat. Biografia. Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2021. ISBN: 978-83-080-745. Liczba stron: 672.

Świdnica, 18 marca 2022

Adam Lizakowski

Ślubna obrączka

Wzięli ślub w swojej ojczyźnie
on miał brata w Ameryce,
zaprosił ich od siebie, przyjechali do Chicago
po kilku miesiącach picia i szukania pracy
niepłacenia za mieszkanie,
(mieszkali na dziko u znajomych brata),
właściciel mieszkania wyrzucił ich do garażu,
zbliżała się zima, żona właściciela
powiedziała:  pomogę wam pomóc
jeśli chcesz zostać dziwką,
dobrze zarobisz, spłacicie dług,
znam takich co na ciebie lecą i dobrze zapłacą,
– dziwka to dobry zawód w Ameryce.

Tak jest proszę pani – powiedziała – tak jest -.
któregoś dnia jej mąż  nie wytrzymał nerwowo
rzucił się z pięściami, pobili go do nieprzytomności,
przyszedł właściciel garażu, zaprowadził ją
do łazienki: umyj sobie ręce powiedział,
gdy je wycierała ściągnął z jej palców pierścionki
i ślubną obrączkę mówiąc: sprzedam ją za marne
grosze, tak marne jak twoje życie i  twój mąż.


Chicago Miasto Nadziei. Chicago City of Bielief. Wydawnictwo Książkowe IBIS. Laur Unesco. Warszawa2008.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko