Krystyna Konecka – MICHAŁ FAŁTYNOWICZ. CZUŁE STROFY BARBARZYŃCY

0
159
Michał Fałtynowicz. Autoportret

     Nie wiem, kim jest Michał Fałtynowicz.
     Może wyrażam to nieprecyzyjnie… Więc: nie wiem, kim Michał Fałtynowicz jest najbardziej: teraz, i kim będzie w przyszłości, a ta zapowiada się przed piszącym dwudziestopięciolatkiem optymistycznie, i nie ma w tych słowach przesady, zważywszy na dotychczasowe próby, a raczej – dokonania twórcze.
     Legitymizują je liczne publikacje wierszy w renomowanych  tytułach, jak sopocki „Topos”, „Czas Literatury”, „Fabularie”  czy kwartalnik „Kroniki według Muzeum Marii Konopnickiej w Suwałkach” oraz opowiadanie pt. „Pierwszy dzień wojny” na łamach gdyńskiego kwartalnika artystycznego „Bliza”. Obiecująco nastrajają czytelników, i budzą zaufanie publikowane w „Kronikach…” recenzje młodego autora, świadczące o jego dojrzałości i rozeznaniu w warsztacie krytyka (vide: „Pokora. O krytyce literackiej podczas lektury” – rzecz o książce Karola Alichnowicza „Nieosiągalne?: realizm – wyobraźnia – pamięć”).
 
    Ale przede wszystkim mówią o jakości tego pisania trzy książki wydane w ciągu trzech kolejnych lat: rok 2019 przyniósł wydanie „Ciemności” –  zbioru czterech sztuk scenicznych. W roku 2020 w serii wydawniczej Biblioteka Poezji / Biblioteka „Toposu” ukazał się debiutancki tom poetycki Michała Fałtynowicza pt. „Witajcie w moim Betlejem!” pod redakcją – firmującego swoim nazwiskiem książki o najwyższym poziomie – Krzysztofa Kuczkowskiego, redaktora naczelnego „Toposu”. Ta pozycja, w minionym roku nominowana do Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Orfeusz Mazurski”, została m.in. nobilitowana oceną Piotra Wiktora Lorkowskiego pt. Odzyskać siebie”   w internetowym kwartalniku kulturalnym „Nowy Napis” oraz Leszka Żulińskiego, który w ”Latarni Morskiej” –  internetowym pomorskim magazynie literacko-artystycznym tak oto w recenzji pt. „Wiersze z głębi siebie” zachęcał do lektury strof nieznanego mu dotąd autora:
     …jeśli ktokolwiek snuje własne opowieści, to dobrze, skoro ma coś do powiedzenia, a on ma. Może nie zawsze ma to nas obchodzić, ale jest tu i kulturowość, i otwarta introwertyczność (…) Tak! W powodzi coraz to nowych wierszy te są osobliwe i jedyne w sobie. Nie wiem, jak się potoczy dalsze pisanie autora, ale oświadczam: mamy poetę innego od innych. Po lekturze tomiku, tak jak ja, już go nie zapomnicie.

     Osobiście nie mogę m.in. zapomnieć z wiersza „Betlejem”, inicjującego ten szczególny, osobisty i zarazem konfesyjny tom, dramatycznego przesłania autora do czytelników:

…dwadzieścia trzy lata
to wystarczająco długo,
żeby zabić w sobie smak ust
człowieka, spalić tysiące papierosów,
przeczytać Rilkego, właściwie
umieranie przypomina życie.

śmierć jest śmiercią.
narodziny są zachwytem.
nie. narodziny są narodzinami.

witajcie! witajcie
w moim Betlejem!
    
     Autor wita w swoim Betlejem i przedstawia się na fotograficznym autoportrecie „jedną z tożsamości”, którą znajduję jako wiersz na stronie 31 z wiernym opisem, więc:

oczy mam schowane
za przeciwsłonecznymi okularami,

takimi, jakie zakładał
John Lennon.

     Nie jest tylko widoczny zegarek po dziadku Edwardzie…Ponieważ w tym miejscu, gdzie mogłaby być ręka z ową pamiątką, jest umieszczona nota biograficzna zdumiewająco obszerna jak na wiek „gospodarza” tego cyklu 41 wierszy. Równie zdumiewająca jak język i sposób obrazowania przez podmiot liryczny – alter ego autora zapisu prywatności, pamiętnikarski rejestr wydarzeń, emocji i uczuć, intymności wręcz, jaka rozgrywa się w przestrzeniach doświadczeń młodego człowieka, niedawnego pisklęcia, które zaledwie opuściło rodzinne gniazdo i musi sprostać wyzwaniom nieznanego świata. Powracają tu kadry z rodzinnych Suwałk autora – dające poczucie bezpieczeństwa, bo matka, bo ojciec redaguje książkę. Ale tutaj jest się w gdańskim mieszkaniu (zapewne wynajmowanym) przy rzeczywistej ulicy Kubacza, gdzie młody poeta – cóż tymczasem robi?:

…gotuję dwa jajka na twardo,
rozsmarowuję pasztet na
chlebie razowym, piję
kawę, czytam artykuł
z wczorajszej gazety.

…aby konkret i banał (jak niewiele współczesne życie oferuje młodym…) codzienności zaistniał kiedyś jako  moment do konfrontacji ze słowem i przeżywania dla entuzjastów poezji autora, który w swoim Betlejem doświadczał inicjacji erotycznych oraz żywił się kawą z saszetki, nikotyną – (dziecko, syneczku, nie pal tyle, proszę, rzuć te papierosy, i te inne, chyba nie posłuchałbyś, bo równie dużo tego w „Traktacie barbarzyńcy”…).

     Kończę ten tekst 13 lutego AD 2022. Równo trzy lata wcześniej 22-letni Michał Fałtynowicz podpisał swój wiersz toruński bez tytułu (z incipitem: zostałaś we mnie) datą: 13.02.2019. Jego zakończenie:

cisza nade mną,
we mnie
nic,

we mnie
to wszystko.

     TO. WSZYSTKO. Nic nie dzieje się bezkarnie. Nic nie znika. Rośnie obszar emocji, coraz bardziej dojrzałych, poszerza się przestrzeń wędrowania, także w głąb czasu, bo dystans coraz większy. Rozpamiętywanie zapamiętanego. Doświadczanie uniwersum. Poczucia przynależności. Także odpowiedzialności za miejsce i czas, w którym przyszło zaistnieć poecie. Michał Fałtynowicz mierzy się z tym wszystkim w swoim najnowszych zbiorze poetyckim pt. „Traktat barbarzyńcy”, który w roku 2021 wydała Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego w Białymstoku. Justyna Sawczuk, redaktor naczelna bibliotecznego periodyku „Epea” pisze o książce: „…jest forma – surowa, chłodna, nieidealna, doskonale obrazująca współczesny świat, jego kondycję i kondycję człowieka”. W ślad za tą opinią „Kroniki…” cytują także Piotra Kłoczowskiego: „…Hannah Arendt mówiła, że żyjemy w rozstępie między czasem minionym a przyszłym… Dla poety mieć tego świadomość, to jak kawałeczek gruntu pod nogami…”. I Mirosława Słapika: „Poezję Michała Fałtynowicza od początku cechuje nie tylko dojrzałość, ale i głęboki liryzm chowany nierzadko  pod szorstką powierzchnię…”.

     Rozbity na czynniki pierwsze tytuł nowego tomu Fałtynowicza przywodzi na myśl sens i głębię filozoficznej przypowieści Wiesława Myśliwskiego „Traktat o łuskaniu fasoli” oraz fascynujący cykl esejów „Barbarzyńca w ogrodzie” Zbigniewa Herberta, będących efektem spotkań autora z pięknem kultury i sztuki Włoch oraz Francji. Swoim tytułem autor „Traktatu barbarzyńcy” zaprasza czytelnika do zatrzymania się przy 36 „stacjach” poetyckich (to skojarzenie przywodzi na myśl rzymska numeracja). Skonstruował je w przedziwny sposób – nie tylko z zakodowanej w pamięci  topografii „kraju lat dziecinnych…”, jakim jest Suwalszczyzna (jakże nieodległa od Mickiewiczowskiej Litwy), nawiedzana także obecnie – ale przede wszystkim zderzając  miniaturowe, konfesyjne monologi z mottem na początku jako punktem wyjścia do sformułowania zaskakującej puenty. Mottem bywają cytaty z aktualnej korespondencji lub prasy, rzucone od niechcenia uwagi towarzyszącej właśnie osoby, także – najwyraźniej zaprzyjaźnionego z autorem „Traktatu…” – jego ojca (rodzice zostali zresztą powołani do poetyckiej rzeczywistości już w poprzednim tomie).  I na równi – frazy wyjęte z wierszy znanych poetów (one też mówią wiele o interesującym kręgu ludzi pióra najbliższych młodemu twórcy).

Książki poetyckie Michała Fałtynowicza

     Wiersz XXVIII spotkałam już na początku lektury (zwyczajowo przeglądając książki od końca), i to on przyniósł mi najwięcej odniesień kulturotwórczych, począwszy od frazy z wiersza Adama Zagajewskiego w tomie „Płótno” (Moich przyjaciół rozsianych po świecie / wyspy i wieże zwiedzałem we śnie.), w ślad za którą buduje własny wiersz, złożony litanijnie z nazw 16 odwiedzanych miast polskich i europejskich (częściowo niczym z wędrówek Herberta) oraz z – zatrzaśniętej wielokropkiem w kwadratowym nawiasie – wielomównej ciszy, by zamknąć całość przewrotnie trawestacją tytułu powieści Olgi Tokarczuk… jakże wieloznaczną…
     Michał Fałtynowicz nie rzuca słów na wiatr, zna wagę każdego z nich i używa dokładnie tak, by oddać najcelniej jego sens. Tym bardziej jak dramatyczny dysonans wybrzmiewa w wierszu III wyliczanka tysięcy wypalonych papierosów, którymi podmiot liryczny zaciąga posiłki i:

…nalewa wódkę
do kieliszków. Brązowe liście suszu zaczynają dymić
.

     Cóż, generacyjne położenie skutecznie dystansuje mnie od:

 opowieści młodych gardeł (…) w środku Suwałk na początku nocy.            

     Pomiędzy wymienionymi dwoma wierszami mieści się fascynująca poetycka opowieść o tęsknocie za utraconym dzieciństwem, o odpamiętywaniu przeszłości i tradycji rodzinnej ziemi, która przecież jest na wyciągnięcie ręki, o urodzie natury i bezsilności wobec jej degradacji. Jakże tragicznie  wybrzmiewa dwuwersowy wiersz XII:

Światowe media reagują…

 Skowyt Nic więcej.

     NIC WIĘCEJ… Ileż powiedział poeta w tym swoim zamyśleniu się nad światem, w którym przyszło żyć jego generacji. Ale trzeba mieć jego (dwudziestopięciolatka) wyjątkową wiedzę i ponad miarę rozpoznanie rzeczywistych problemów świata. Dużo można sobie obiecywać po kolejnych książkach poety. Autor „Traktatu barbarzyńcy” w swojej własnej recenzji książki Karola Alichnowicza napisał wszak: Oddając szacunek krytykowi, przychylam się do jego słów, żeby dialog poprzez kulturę trwał, a ja z przyjemnością zabiorę głos w dyskusji, chociażby tylko po to, żeby wszystkim, którzy stają przed dylematem Herberta, z czułości swój oręż zrobili, bo i czułość może być przyczynkiem do pokory
     Otóż…

Krystyna Konecka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko