Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
153

Ma się unosić, jak dym…

Parę miesięcy temu Jerzy Kędzierski poprosił mnie o napisanie kilku słów na okładkę jego drugiej książki. Książka mi się podobała, więc nie miałem wątpliwości, że trzeba chwalić.

„Jak ulał do nowej książki Jerzego Kedzierskiego pasuje tytuł, który dla własnej wymyślił Jerzy Stempowski – „Notatnik niespiesznego przechodnia”. Bo autor „Cara życia” faktycznie traktuje czas w sposób szczególny – odnajduje go w spotkaniach, rozmowach, zajęciach fitness, w przyjaźniach, modlitwach, w książkach, podróżach, w życiu. W pełni i w padającym deszczu. Nie mam wątpliwości, że każdy, kto czytał „Opowieść mężczyzny, który zarabia śpiąc” sięgnie po tę książkę z ogromną radością, a po lekturze będzie żałował, że to już koniec…” – pisałem.

A teraz, przy powtórnej lekturze?

Nie ma co ukrywać, ta książka podobała mi się może jeszcze bardziej.

Tak, to jest kontynuacja poprzedniej książki Kędzierskiego. Czy to wada? Odwrotnie, zaleta. Bo znalazł swój styl, swój sposób na opowiadanie, o tym, co widzi, jak przeżywa swój świat, jakich ludzi spotyka na swojej drodze, jak z nimi, ale i z Bogiem, wymienia myśli, ja się z nimi „układa”, wadzi, czym dzieli

Czterdzieści opowiadać, które nie domykając niczego, układają się we wspólny fresk. Króciutkich, najdłuższe ma osiem stron, ale większość ledwie dwie, trzy. Małe obrazki w niewielkiej przestrzeni. Kilku miast, kilku ulic, kawiarni, muru, na którym usiadł, sklepu, do którego wszedł.

Czytając zastanawiałem się czy autor „Cara życia” jest pisarzem katolickim. Zaskakujące? Pewnie! Niewatpliwie Kedzierski jest osobą mocno wierzącą, nie ukrywa tego, cieszy się z obecności Boga w swoim życiu. Ale czy jest pisarzem katolickim? I jak takie pisanie zdefiniować? Jestem przekonany, że by się zresztą zdziwił, gdyby usłyszał to pytanie z moich ust. Bo, po prostu, Bóg jest w jego życiu obecny. Nie, w żadnej mierze nie zdominował jego książki, to obecność nienachalna, ale wyraźnie zaznaczona. Figurami „kibola”, który jedzie na grób księdza Popiełuszki, dziecka zdejmującego buty w kościele przed figurą bosego świetego, w „modlitewkach”, w mowie, którą wygłasza chłopak w McDonaldzie: „Dziś jest Wielki Piątek, post ścisły, smacznego” (u Kędzierskiego wszystko wielkimi literami i bez przecinków), w obrazku siostry zakonnej jedzącej posiłek, w książkach, które czyta.

Więc czy jest się pisarzem katolickim zauważając takie drobiazgi? To pewnie mylna kwalifikacja (o ile w ogóle pisarzy można w ten sposób dzielić), bo równie dobrze możnaby powiedzieć, że to pisarz-kolekcjoner, pisarz-bibliofil, pisarza-obserwator. A może jednak to pisarz iluzjonista? Nie, nie czaruje nas kuglarskimi sztuczkami rąk, trzema kartami, nie. Ale czaruje wyobraźnią kiedy siedząc naprzeciw pięknej dziewczyny wymyśla we własnej głowie jej imię, jej historię, plany na ten i przyszły dzień.

„Opowieść unosić się ma jak dym. Jak dym wnikać w ubranie powinna opowieść.” [Kotlet z piwonii] – i tak się właśnie unosi. A za chwilę czysty zachwyt nad czimś zdaniem, nad książką, nad opowieścią śmietnikowego „nurka”. Bo „wiedzy o ludziach i świecie łaknę tak samo, jak łaknę towarzystwa dam i dżentelmenów.”

Piszę i myślę sobie: przecież ten, kto przeczyta twoje słowa, pomyśli: nudziarz z Kedzierskiego, wszystko na poważnie. Nie, to nie tak. Jestem pewien, ten kto sięgnie po tę książkę będzie się uśmiechał. Wielokrotnie. Choćby czytając opis mieszkańców Poznania. Co chwila będzie też zaskakiwany puentą, znajdzie w niej swoje marzenia o czystej wolności, o czasie, którego nie można dogonić, ale i nie warto go żałować.

Pisze autor „Cara życia”: „Czytamy piękne historie o przebojowych ludziach, wynalazcach, ludziach wielkiej myśli i polityki w tych swoich gównianych małych telefonikach. A nawet nie czytamy, tylko oglądamy. Nauczyliśmy się patrzeć bez konieczności widzenia i zapamiętywania. Okradamy siebie z kreatywności”. Niby każdy z nas to wie. Ale zabrać nam te telefony, internet i… i nas nie ma. Banał? Czytając Kedzierskiego łapiemy się na tym, że on zauważa to, czego większość z nas już nie widzi, że potrafi się cieszyć gwarem ulicy, rozmową ze współspaczem w hostelu, wyprawą na połoniny, że podróż jest dla niego nie tylko przemieszczaniem się z miejsca na miejsce. Że w tych jego obserwacjach jest kwintesencja życia: człowiek, Bóg, zdarzenie, konfrontacja poglądów bez ideologicznych łamańców. I to wystarczy aby mieć poczucie, że dotykamy czegoś, co w nas zostanie.

Jerzy Kędzierski – Car życia, Wydawnictwo Rosemaria, Poznań 2021, str.182.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko