Jan Tulik – Od eremu do biesiady

0
45

Małe miasteczka przypominają wioski leżące na podwyższeniu. To jeszcze nie miasto ogarniające z góry świat po horyzont, ale już chełpiące się na przykład ryneczkiem, skrzyżowanymi ulicami i ozdobą w postaci mniej lub bardziej strzelistej wieży kościelnej. Takiego miasteczka jest piewcą Stanisław Dłuski*), poeta i eseista, pracownik Uniwersytetu Rzeszowskiego, redaktor, ale i założyciel pism literackich.

W ostatnim swym tomie „Lirnik Dębowiecki” opiewa swe dzieciństwo sielskie i anielskie, lecz i pokazuje gorycz typową dla małych miasteczek. Nie trzeba tu przywoływać Bursy, dość brutalnie obchodzącego się z małymi miasteczkami, bowiem Dłuski pisze o swym Dębowcu z troską, niemal  z czułością. Oto wiersz „Syzma”, który trzeba przytoczyć w całości:

Nabożeństwo błota i ociemniałych domów,
ulica wygnańców i odszczepieńców, dzieci
schizmy w połatanych spodniach, duszach,
porzucone przez Święte Oficjum, przygarnięte
przez bezdomne psy, pająki, karaluchy, stare
szafy z zapachem ćmy. Drzewa śpiewają hymn
ognia, z którego rodzi się księga pomylonych
słów, grzechów niewinnych jak ostatnie stokrotki
w albumie lata, zasuszone prababki; księga
miłośników popiołu, obrazu świata przebitego
wzrokiem umierającego ojca; księga natury
gubiąca stronice, liście, kalendarze;
ścięty orzech, z którego spadam na łeb

i odzyskuję na chwilę rozum, by usłyszeć
sygnaturkę słowika wzywającego uparcie
na chłodny podwieczorek miłości.

Autor opatrzył ten wiersz przypisem, w którym informuje, że chodzi o rozłam w Kościele rzymskokatolickim, o nawiązaniu do tej historii w „Panu Tadeuszu” A. Mickiewicza, a właśnie w rodzinnym dla poety Dębowcu istnieje ulica, przy której mieszkali przed wojną prawosławni i Żydzi.

Wiele w tym zbiorze odniesień do regionu, wspomnień o ludziach z nim i z poetą związanych. Najważniejsze jest poza naszymi granicami – pisze autor w „Elegii za Wiesława Setlaka”. Przedwcześnie zmarły eseista, krytyk literacki z Jasła, czyli krajan Dłuskiego i serdeczny człowiek wobec wszystkich napotkanych, już wie, co jest dla nas, dla człowieka najważniejsze. I to jakieś wyznanie – credo poety Stanisława Dłuskiego, dla którego ważna jest mistyczność w życiu i oczywiście w tworzeniu. W jednym z wywiadów radiowych wyznał, że stara się pisać o naszym hic et nunc, ale szczególnie ważne dla niego jest stawianie pytań o sprawy ostateczne.

W „Elegii za Andrzeja Topczyja”, równie zbyt wcześnie opuszczającego ten padół poety z Biecza, rówieśnika „pokolenia „Frazy” (chyba można tak nazwać ten przedział czasu, roczników lat 60., bliskich temu kwartalnikowi i wspierających go swymi pracami jak i twórczym duchem), Dłuski powiada: Chrystus jest Bogiem poetów // bo każdy z nich // ciągnie wóz na sławy rzemieniu. Notabene są tu wiersze dedykowane redaktorom „Frazy” – Magdalenie Rabizo-Birek i Ani Jamrozek-Sowie. Stanisław Dłuski często skłania się ku językowi jakby z Villona, niezmiernie trafne sformułowania istnieją niby za płachtą kurzu z gościńca po kawalkadzie oszalałych cyklistów. Lecz tak dzieje się momentami, gdy poeta chce naznaczyć nastrój plebejskiej aury, powraca „do dziejów” naszych. Wiersz otwierający tom „Pochwała głupoty” rozpoczynają słowa: Jestem człowiekiem błędów / w przeciwieństwie do ciebie / mój drogi koczkodanie / znasz już wszystkie odpowiedzi – to ironia zatopiona w głębokiej studni wielkiej części naszego społeczeństwa… Poeta stawia odważną i trafną przecież diagnozę, społeczeństwa ogłupionego, dającego wiarę wyćwiczonym w kłamstwie mediom i szeptanej po wioskach i osiedlach plotce. Ale to przecież „globalna wioska”, gdzie  bzdura i mądrość  w jednej stoją komórce – parafrazując poetę – i na podobnym większym ekranie. Zresztą w „POST SCRIPTUM” do wstępu pióra samego autora zawarte są znamienne słowa: „świat jest pełen sprzeczności”. Więc wiersze związane z gwarem knajpianym, jak choćby z rzeszowskim Murzynkiem, to właśnie ta dwoistość sybaryty i pustelnika. Na sprzeczności te uwagę zwrócił Jan Belcik; na mit poety autsajdera, ale i mistyka, myśliciela.

Są i inne wiersze – jakby z gatunku funeralnych – wiersze wspomnieniowe, z zacięciem nostalgicznej brzytwy, bo to zaledwie cienka kreska rany, jak na nitce kropelki krwawej rosy. Pewnie dlatego powstał wiersz „Filipika przeciwko poetom cmentarzy”, a jego pierwsze wersy brzmią: Za dużo śmierci w waszych wierszach, bracia / bawicie się umieraniem jak kolorową piłką. I jest to filipika, lecz pełna życzliwości wobec piszących o śmierci, którzy dziękują za wiele sposobów na życie, lub życia ersatze, z braku pełnej nadziei; bo dziękują i za głód i milczenie Ojców Pustyni – a to odwołanie się do ascezy ludzi poszukujących Boga i sensu życia na osobności, na pustyni, tak nazwał ich Palladiusz w V wieku. To pustynie Syrii, Palestyny, Mezopotamii, Synaju i Egiptu były miejscem oczekiwania anachoretów na Światło. Dłuski pośród lakonicznych z pozoru obrazów, pytań „z powietrza”, wkracza na obszary mistycyzmu, sięga po prawdy ostateczne, lecz nie takie na koturnach, stawia te pytania z pozycji leżącego na trawie, a może właśnie na piachu, jak dawni Ojcowie Pustyni. Głodni i niemal nadzy, uzbrojeni jedynie – czy aż! – w wiarę  na otrzymanie Boskiego Słowa.

Na wątki apokaliptyczne zwrócił uwagę Jarosław Jakubowski we wnikliwym posłowiu „Sine ręce Chrystusa”. Zwraca już na wstępie swej pracy uwagę na „wędrówkę w czasie i przestrzeni, lecz nade wszystko – w wyobraźni” w najnowszym tomie „Lirnik Dębowiecki” Stanisława Dłuskiego.

Interesującego wyboru wierszy poety dokonał Jacek Świerk, także poeta, umieszczając wiersze istniejące w poprzednich tomikach; ponadto jego autorstwa są zamieszczone w tym zbiorze ilustracje klasyków rysunku czy drzeworytu, Władysława Skoczylasa i Aleksandra Gierymskiego.

Okładkę zdobi (projektu Tomasza Marka Sobieraja) również stosowna ilustracja – drzeworyt „Lirnik wioskowy”, według rysunku Andriolliego, do utworu Władysława Syrokomli. Grający na lirze korbowej uduchowiony bard, gra sobie a Bogu, ale przecież i ludziom, choć wsparty jak „na Judahu skale”, wśród obłoków i burzy włosów artysty… To trochę jakby Wernyhora z „Wesela” Wyspiańskiego, ale jednak przecież „Lirnik Dębowiecki” (tom z dedykacją: „dla kochanej Grażynki”) – poeta opiewający swe dzieciństwo i pierwsze poznane miejsca, a właśnie te miejsca są poważnym atutem tej liryki, one nadały kształt wrażliwości i wyobraźni twórcy.

Autor zbioru „Wierszy dla bezdomnych i wydrążonych” (wnikliwie zbiór ten zanalizował w swoim szkicu jako posłowiu Grzegorz Kociuba) kontynuuje tradycję mistrzów poetyckich związanych ze wsią, zawsze bliskich natury i życia człowieka trudzącego się na ziemi, jak na przykład Tadeusz Nowak.   

Tadeusz Nowak w „Balladzie prowincjonalnej” pisał: „W małym miasteczku żyją święci / z drewna kozikiem tak wycięci, / że im po brodach ciekną  jeszcze / pachnące mirrą niebios deszcze”.

Takie właśnie klimaty znajdujemy także w poezji Dłuskiego. I przyroda, jak choćby w „Psalmie brzozowym” („Całowana w usta brzozo / matko w oczy całowana / tobie sen trawiasty wiozą”. Dłuski równie czule i pięknie mówi o swoich drzewach, o surowym, ale pełnym miłości domu rodzinnym. A tyle tych cenności jest w jego tomach jak „Dom i świat” czy w „Elegiach dębowieckich”. W każdym zresztą zbiorze można odnaleźć tę tkliwość natury, na przykład jak choćby w kunsztownie zredagowanym przez Krzysztofa Kuczkowskiego tomie „Oda do próchna”, w wierszu zaczynającym się incipitem: „DZIKIE CZERESNIE smakują jak cierpkie noce”. I tu następuje opis sadu, z sensualnością taką, że zapachy unoszą się spośród wersów. Niezmiernie ważne jest przy tym, że „kraina łagodności”, że pierwsze wzruszenia pośród pól, łąk czy sadów, wciąż w polskiej poezji się pojawiają. Na przykład w poezji Jakuba Pacześniaka, który pisze w „powrotach” (dedykowanych „Rodzicom”): „drzewa mego dzieciństwa / wycięte strącone”, a dalej czytamy: „jedna czereśnia tam trwa // ona jedna pamięta”. Więc ocalona. U obu poetów pojawia się czereśnia, podobnie jak jabłka w stawie z powieści „A jak królem, a jak katem będziesz” Tadeusza Nowaka właśnie. Wrażliwość i wyobraźnia rzetelnego poety zawsze znajdzie miejsce na piękno przyrody i bezzasadne jest twierdzenie, że obrazy natury w literaturze są przeżytkiem.

Drzewo, sad i oczywiście stary dom są synonimami pamięci dzieciństwa, wzrastania i gorzkiego faktu wykarczowania z tamtego gruntu. To odcięcie od sielskiej pępowiny pięknie zostało wyartykułowane w jedenastu tryptykach opatrzonych wspólnym tytułem „Bezdomne wiersze dla Starego Domu”. Ten stary dom, pisany z dużej litery, zyskuje rangę istoty człowieczej. Podmiot liryczny – można go utożsamić z samym poetą – personifikuje i sakralizuje miejsca, które dawały schronienie i poczucie pewności.

„Eurydyka i kret” – tytuł wyjątkowy poprzez zmetaforyzowanie postaci Orfeusza. Zresztą w innym wierszu, dialogującym z Eurydyką „Poznawanie Eurydyki” zawarta została niejako aluzja do poematu Czesława Miłosza – poznałem Miłosza, poznałem ciebie, / Już jaśniej nad Ziemią Urlo – wyznaje poeta Dłuski, we wspomnianym zbiorze „Oda do próchna”, poemacie napisanym przez noblistę po śmierci żony poety Carol.  

Ów kret to przecież Orfeusz wnikający w świat podziemny i tragiczny, wszak wystarczyło posłuchać nakazu Hermesa i nie odwracać głowy; podobnie jak uczyniła to, także niefortunnie, żona biblijnego Lota, która zamieniła się w słup soli…

Jan Tulik

———————————–

*) Stanisław Dłuski, Lirnik Dębowiecki, Editions Sur Ner, Biblioteka „Krytyki Literackiej”, 2021

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko