Stefan Jurkowski – Zapiski z różnych światów

0
121

Nowy tom Edwarda Zymana „Inaczej nie będzie nasycone…” nosi podtytuł „Notatnik domowy z lat dawnych i nowych.” Jest to bowiem zbiór osobliwy, złożony z wierszy opowiadających o różnych etapach życia podmiotu lirycznego – od wczesnego, aż po wiek dojrzały.
Utwory te są mocno osadzone w konkrecie: chłopiec obserwuje mikrokosmos podwórka, uczy się życia, ćwiczy zmysł obserwacyjny, analizuje wszystko, co go otacza, doświadcza wciąż nowych zjawisk. Swoje spostrzeżenia konfrontuje ze światem dorosłych. Wiersze te pisane są z pozycji człowieka dojrzałego, który, przywołując sceny z dzieciństwa, nadaje im znaczenia   uniwersalne. Podmiot liryczny patrzy na „dawnego siebie” i ówczesne pojęcia z niejakim pobłażaniem. Te „dziecięce” doświadczenia, wciąż obecne w pamięci, mają – co widać wyraźnie – duży wpływ na kształtowanie się już „dorosłej”, niezbywalnej wiedzy i wrażliwości człowieka. Patrząc na świat oczami dziecka, podmiot liryczny powiada:

mistrzowskie sztychy rozbijały w pył
gnuśny świat lat pięćdziesiątych
wiodły na szerokie szlaki rzeczywistej
wolności z której brutalnie drwiła nazwa
naszej chłopięcej fabryki
złudzeń

                                 (To brzmi jak żart)

Współczesność u Zymana przeplata się ze światem istniejącym w zakamarkach dziecięcej wyobraźni, bo tam przed laty zrodziło się indywidualne postrzeganie rzeczywistości przez dzisiejszego bohatera lirycznego. Utwory Zymana są więc niemal realistycznym odzwierciedleniem ówczesnej rzeczywistości. Teatr poetycki rozgrywa swój retrospektywny spektakl niemal na naszych oczach.  Poeta przedstawia ówczesną świadomość dziecka i dzisiejszą świadomość dorosłego, i dokonuje swoistej konfrontacji. Oto czytamy w wierszu „Plac 3 Maja w R.” :

(…) historia szykowała nam
po cichu przykre niespodzianki
a my
powtarzając podpatrzony manewr dorosłych
chowaliśmy się przed nią w sieniach
przyjaznych nam budynków tajemniczych
zakątkach parków lub w ogrodzie ojców
Franciszkanów więc nie miała
do nas dostępu

Edward Zyman dokonuje bardzo ciekawego zabiegu. Oto na wspomnienie znowu nakłada się czas współczesny. Narrator wiersza powiada, że historia nie miała do bawiących się chłopców dostępu. Wizje dzieciństwa są racjonalizowane, nie tracąc nic z naturalności opisu. Podobnie zresztą dzieje się w pozostałych cyklach wierszy z tego tomu; wierszy bardzo dynamicznych.
Identyczną poetykę stosuje Zyman w następnych dwóch cyklach. Czwarty, zamykający tom, jest odmienny, o czym za chwilę.
 „Drugi cykl nosi tytuł „To brzmi jak żart”. Podmiot liryczny wszystko, co go otacza, obserwuje i analizuje tym razem z punktu widzenia człowieka dorosłego, odczuwającego dojmującą  gorycz przemijania i porażek. Stwierdza, iż:

(…) nasze życie nie jest
pięknym filmem a my nie jesteśmy
Anthony Quinnem i nie możemy
powtórzyć żadnego ujęcia
jak się wali to się wali naprawdę i
scenografia jest nie do odtworzenia
strata prostata totalny uwiąd starczy
który wystarczy
za wszystko

                           
(Lepiej nie mówić)

Może na pierwszy rzut oka podobne konstatacje nie narzucają się poetycką odkrywczością, ale też nie są jedynie statyczną narracją. Kiedy popatrzymy uważnie, dostrzeżemy w utworach Zymana bardzo precyzyjną konstrukcję, subtelną ironię, dowcip, bezkompromisowość, odważne i ostre diagnozy stawiane życiu. Kiedy jeszcze głębiej wejdziemy w warstwy znaczeniowe wierszy autora „Poematu współczesnego”, odkryjemy ich niepowtarzalność, niekonwencjonalne treści zakodowane w nich pod zewnętrzną otoczką. Jest to – powiedzielibyśmy – swoista „wyższa szkoła jazdy” poetyckiej. Metaforą, uciekającą od dosłowności, stają się całe utwory, całe frazy. Poezja ta nie wymaga żadnych podpórek w postaci metafor cząstkowych co stanowi bardzo indywidualną i zarazem rozpoznawalną cechę twórczości Edwarda Zymana.
Zastanawia się autor nad celem życia, rozważa kondycję bytu ludzkiego, pisze o nieuchronności klęsk już to doznawanych w powszednim życiu, już to wynikających z zaskakujących nas przypadłości biologicznych:

To brzmi jak żart okrutnie bolesny
jak pierwszy zawał co się musi
zdarzyć nagle i niespodziewanie
w pełni dnia w środku nocy lub
podczas urodzinowego przyjęcia
gdziekolwiek i kiedykolwiek lecz
nieodwołalnie musi cokolwiek byś
sądził o swojej kondycji

                                      
(Piękna Miki z VI „B”)

Dalej stwierdza poeta:

(…) nie masz
najmniejszych szans żadnego wyboru
wszak czas nie stoi w miejscu

Wyrwane z kontekstu stwierdzenie o czasie, że nie stoi on w miejscu, mogłoby ocierać się o banał. W wierszu Zymana jednak nabiera innego znaczenia. Mówi o pozornej bezpowrotności wszelkich zjawisk, które – paradoksalnie – wcale nie przeminęły. Tworzą tajemniczą ciągłość zdarzeń, w tej chwili nie dostrzegalnych, ale istniejących w swoistym „depozycie”:

(…) pełnym dziwnych zdarzeń
o których starasz się nie pamiętać lecz
one nie znikają tkwią w tobie
podobnie jak owa podskórna wiadomość że
właśnie dziś kończysz siedemdziesiąt pięć
lat co brzmi jak niesmaczny żart ale
żartem nie jest

Poeta obcuje z Tajemnicą, której nie da się zdefiniować wprost. Przejmujące są takie wiersze, jak choćby „Starość”, „Jeszcze niedawno”, „Samotność”. Tutaj w pełni dochodzi do głosu precyzja wypowiedzi i uniwersalność języka poetyckiego.
Cykl „Dialogi domowe” odwołują się do codzienności. Zwykłe prace domowe, rozmowy, różnice zdań są  powodem ironicznego, dowcipnego przekomarzania się dwojga ludzi. Kiedy czytamy te wiersze, pełne humoru, widzimy samych siebie na tle owych stosów papierów, niepotrzebnych książek, kurzu. W „Dialogu domowym” żona mówi do męża:

zamiast robić coś pożytecznego jak inni
normalni ludzie grzebiesz się w tych
śmieciach łykasz tony kurzu i kaszlesz

Żywa, niemal każdemu znana, „proza życia”, zamieniona została w istotny dla tych utworów dyskurs poetycki. U Zymana obserwujemy fakt, że wszystkie sytuacje, pozornie zwyczajne, mają istotne elementy ponadczasowe, metafizyczne. Widać to najwyraźniej nie tylko w przesłaniach, ale przede wszystkim w pojemnym języku oraz zaskakujących asocjacjach. Także w opanowaniu trudnej sztuki milczenia, o której poeta pisze z dystansem oraz ironią w utworze o takim samym tytule. Zresztą, co podkreślałem wielokrotnie, dystans, humor, ironia, a także autoironia – to istotne cechy oryginalnej poezji Edwarda Zymana.
Cykl zamykający ten tom, wspomniany wyżej, nosi tytuł „Zapiski z innego świata”. Poeta pokazał człowiek i jego otoczenie w zupełnie inny sposób – z perspektywy psa, który bacznie obserwuje zachowania ludzi. Niejednokrotnie wydają mu się one absurdalne i niezrozumiałe. Już sama budowa fizyczna jest dla czworonoga nader dziwna:

Jestem bardzo ciekaw co ty tam widzisz
z tych niebotycznych wysokości na które
cię wyniosły twoje nieprzyzwoicie długie
kończyny (…)

                                          (Jego monolog wewnętrzny)

Poeta obserwuje te zupełnie odrębne światy, choć funkcjonują one w tej samej rzeczywistości. Czworonogi posługują się innym językiem, jeszcze słabo przez nas rozumianym. A to wcale nie znaczy, że są jakimiś żywymi maszynami, nie mającymi uczuć; że nie istnieje żadna komunikacja pomiędzy dwunożnymi a czworonożnymi.
Pies obserwuje człowieka, „przemawia” do niego, ale zupełnie innym językiem. Przecież w komunikacji ważna jest również mowa ciała – gest, spojrzenie, ruch. Tylko my tego nie dostrzegamy, nie staramy się za bardzo zrozumieć, co też nam ten najlepszy przyjaciel usiłuje przekazać. Podobne obserwacje dyskontuje Zyman w swojej jakże oryginalnej, dynamicznej i wielowarstwowej poezji. Na pytania podmiotu lirycznego o wszelakie sensy, filozofie, teorie naukowe, pies odpowiada po prostu: na mój psi rozum to wszystko jest bez sensu. Potem dodaje, że nam wszystkim

bez wyjątku dwunożnym  chodzi o to samo: być szczęśliwym
dobrze zjeść (co rozumiem) mieszkać wygodnie i czuć się
bezpiecznie (co również jest dla mnie oczywiste)

                                                                      (Jego monolog wewnętrzny II)

Potrafi poeta wczuć się w psychikę psa, odczuwać jego rozmaite stany psychiczne. Pomaga mu w tym uważna obserwacja, dokonywana jednocześnie z zamysłem swoistego „przełożenia” swoistej mowy psa na język ludzkich znaczeń. I to również może być klucz do nietuzinkowej, bogatej i jakże ciekawej w swoich konkluzjach, wieloznacznej poezji Edwarda Zymana.

  Stefan Jurkowski

Edward Zyman: „Inaczej nie będzie nasycone…”, Toronto – Rzeszów 2021, s. 103. Na okładce i wewnątrz książki wykorzystano prace malarskie Joanny Dąbrowskiej.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko