Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
735

Od wielkości do wzruszenia ramion…

Ta książka pewnie wywoła dyskusję. Jestem po lekturze od miesiąca (dostałem ją od wydawcy w prebooku) i.. i wracam do niej nawet nie w poszczególnych scenach życia jej bohatera, raczej w osobistych odniesieniach. I jeśli mam pisać o niej, to wyłącznie mogę to zrobić przez ten pryzmat. Nie ma co ukrywać, był w moim życiu czas, gdy nie tylko Adama znałem. Byłem z nim blisko, widując się często, a nawet bardzo często. Kiedy się poznaliśmy? Pewnie w roku 1977, on „postać” Marca ’68, członek KOR-u, już wówczas legenda, ja młody chłopak, współpracownik KOR-u, zaangażowany w podziemny ruch wydawniczy. To, co oczywiste, nie była relacja równoważna. Czarował, oczarowywał, uwodził… Pisze o tym Graczyk, przyznaje to kilka osób, z którymi rozmawia i jedna – Bronek Wildstein – która temu zaprzecza. Byłem w tej pierwszej grupie. Z każdym natychmiast przechodził na „ty”, był trochę bratem-łatą, trochę wzorcem intelektualnym, trochę twardzielem, który mówił – czasami wulgarnie – że ma w nosie komunistów, ich siłę, przemoc, że można się im postawić.

Pamiętam taką sytuację, rano, może ósma, telefon. Odbieram, facet mówi, że jest kapitanem jakimś tam z Pałacu Mostowskich i chciałby abym się z nimi spotkał. Nie wiem, co odpowiedzieć, ale wpadam na pomysł genialny. Mówię dobrze, tak, możemy się spotkać, ale nie będę sam. A z kim? – pyta ubek. Mówię, że z Michnikiem. On na to: nam to nie przeszkadza. Najwyraźniej uznał, że blefuję. Odkładam słuchawkę, dzwonię do Michnika. Mówię mu o tym. OK., odpowiada. Za chwile mam telefon od ubeka, że rezygnują.

Inna sytuacja. Zamknęli mnie po raz pierwszy na 48 godzin. Wychodzę, dzwonię do Adama. Jego śmiech: straciłeś cnotę…

Jeszcze inna, wychodzimy z zebrania redakcji „Krytyki”, Adam prosi abym go odprowadził do mieszkania Basi Toruńczyk. Za nami krok w krok czterech ubeków, jakiś polski Fiat z kolejnymi. Nie kryją się. Odprowadzam go, ruszają za mną. Samotność. Pamiętam strach. On musiał tego doświadczać wielokrotnie.

Rok 1979 idę z Michnikiem na mszę u Kapucynów z okazji wydarzeń Grudnia ’70. Adam zakłada, że po niej go aresztują. Mówi: „wiesz, z każdym rokiem, który mi przybywa, siedzi się coraz ciężej.”

To, czego mi mi zabrakło z tamtych lat w książce Graczyka… W ogóle pominięto sprawę wpływu Adama na profil wydawanych w podziemiu przez NOW-ą książek, a był przecież w kolegium i jego głos był tam, nie wiem czy nie najważniejszy (był czas, że sam w nim uczestniczyłem więc wiem). Chciałbym aby ktoś publicznie potwierdził (albo zaprzeczył) krążącym wówczas wśród ludzi opozycji pogłoskom, że Adam stawiał na ostrzu noża sprawę wydawania książek Józefa Mackiewicza (ukażą się w NOW-ej „po jego trupie”).

Moje rozczarowanie? Przyszło szybko, pozwoliło na Adama spojrzeć innym okiem. I Zjazd Solidarności w Oliwii w roku 1981 (chyba we wrześniu). Odbyliśmy tam dziwną rozmowę – kilka dni wcześniej postawiono nam, mnie i braciom Sielewiczom, zarzut prokuratorski „godzenia w sojusze PRL” za wydanie książki lorda D’Abernona. Zagrożenie? Kilkanaście lat więzienia. Przyjechałem na ten Zjazd, pokazałem mu list w naszej obronie ludzi ze środowiska KOR-u, podziemnych wydawców. Chciałem żeby podpisał. Odmówił! „Wiesz, teraz trzeba inaczej. Nie możemy…” I czar prysł (wziął nas w obronę Zjazd na wniosek Heńka Wujca). Nie rozumiałem tego, ale wiedziałem, że nasze drogi się radykalnie rozchodzą.

Spacerniak w Białołęce. Przywieźli mnie tam miesiąc później niż jego (nie nocowałem szczęśliwie w domu 13 grudnia 1981 roku), siedzieliśmy w dwóch różnych pawilonach. Zobaczył mnie na spacerniaku, krzyczał, odkrzykiwałem.

Tak, zachowywał się bohatersko. Słane z więzienia eseje wydawały się ważne, choć… przecież nie dawało się ich czytać. W każdym było więcej cytatów niż Michnika, ale… każdy tekst z aresztu wydawał się ważny. Dziś myślę, że to była jedyna cezura. I sprawa „jedenastki” Znów byliśmy w tym samym więzieniu, ja po ledwie kilku miesiącach aresztu i w przekonaniu, że zaraz muszą mnie wypuścić z powodu amnestii na 40-lecie PRL, on w przededniu procesu „ekstremistów z KOR-u i Solidarności”. Mnie wypuścili, a on zachował się heroicznie. Nie poszedł na rozmowy z Episkopatem, zmusił pozostała dziesiątkę do powrotu do cel.

Tak, wiedziałem, że w więzieniu można siedzieć, nikogo nie wydać, ale przecież to był inny czas, on tę wiedzę zdobywał znacznie wcześniej i… i był jednym z niewielu, którzy oparli się przemocy całkowicie i jednoznacznie.

A potem był rok 1989 i Magdalenka, toasty z Kiszczakiem, „odpieprzcie się od generała”, „człowiek honoru”. Jakby ktoś mi napluł w twarz. Nie, nie byłem już blisko wielu moich kolegów z kręgu KOR-u. Część z nich znalazła się w Gazecie Wyborczej. Być może największą zaletą biografii napisanej przez Graczyka jest opis realiów właśnie tej gazety, „gazety całej opozycji”. To, jak traktuje się tam ludzi, jak z dnia na dzień spadasz w hierarchii, jak głos odmienny od linii GazWybu powoduje, że znikasz albo słyszysz „wykończę cię”. Zamykanie ludziom ust, procesy, Maleszka, oskarżanie, wybielanie, gry z komunistami.

Przez lata – tak, tego nie ma co ukrywać – każdemu z ludzi kultury zależało aby o jego książce, dramacie, wierszu napisano tam recenzję, choćby wzmiankę. Bez tego nie istniałeś. Bodaj w 2004, może 2005 usłyszałem od jednego z moich kumpli z działu kultury Gazety: „o twoich książkach nikt nie napisze. Nie możemy napisać źle, więc…” Tak zamilczenie też jest metodą. Nie byłem zdziwiony.

Rozczarowania. Wiele razy, w różnych sprawach. Ogromne. To największe? Bez wątpienia sprawa lustracji. Bezwzględny opór, uciekanie od prawdy, przeinaczanie faktów. Szczegółowo opisane przez Graczyka. Może też stosunek do ludzi, ostentacyjne ich lekceważenie (na przykład prezydenta Bronisława Komorowskiego, ale kimże dla niego był Komorowski)… Ale też głębsze, intelektualne. Jakieś pół roku przed śmiercią, musiał to więc być rok 1993, mój przyjaciel, znakomity krytyk literacki, Krzysztof Mętrak, poprosił mnie o pożyczenie wszystkich książek Michnika. Chciał o nich napisać obszerny esej. Dwa, trzy miesiące później, Krzysztof przyszedł do mnie. „Wiesz – powiada – przecież w tych książkach niczego nie ma. To jest tak strasznie płytkie, zrównam go z ziemią.” Nie zdążył. A szkoda. Ogromna szkoda. Tak, Adam jest człowiekiem ogromnie oczytanym, błyskotliwym erudytą, sypie cytatami jak z rękawa. Tyle, że – i tu trzeba się zgodzić z kilkoma wypowiedziami z książki Graczyka – z całej, dość obszernej twórczości naczelnego Gazety Wyborczej pozostanie wyłącznie „Kościół, lewica, dialog”. Nic więcej. Mam wrażenie, że od lat bohater tej książki wie o tym, że to jeden z wielu jego kompleksów. Okrutnych. Wie, że nigdy nie dogoni tych, z którymi tak ochoczo zawierał przed laty przyjaźnie.

Widywaliśmy się po ‘89 bardzo rzadko. Chyba w 2011 spotkaliśmy się na rogu Świętokrzyskiej i Nowego Światu. Adam próbował zatrzymać taksówkę. Rzucił mi się na szyję, chciał mnie gdzieś odwozić ale… szybko skończyłem rozmowę. Nic, kompletnie nic nas już nie łączyło. Nawet przeszłość widzieliśmy inaczej.

Kres władzy, wpływów, intelektualnych zachwytów? Afera Rywina. Tak, na tym się poślizgnął. Nie spodziewał się tego. Ale ta lawina zmiotła i jego, i jego wpływy, pokazała go w innym świetle. Buta przed komisją sejmową, próby jej lekceważenia, dowody, które tam wypłynęły.

Niewiele jest w tej książce spraw, które by mnie zadziwiły. Może lista osób, które odmówiły rozmowy o Adamie? A może odwrotnie, to, że jednak są tacy, którzy bez obaw mówią o swoim rozczarowaniu? „Kiedyś był wielki, ale to było dawno. Teraz jest bezwzględnym pyszałkiem walczącym o władzę za każdą cenę. Nic się dla niego nie liczy, żadne zasady poza władzą, wszystko jest jej racjonalizacją. On uważa, że nie obowiązuje go lojalność, jego gazeta uprawia nagonki na niewygodnych ludzi. Jeśli ktoś się z nim nie zgadza, on potrafi taką osobę oczernić. Nie zważa na konwencje i elementarną przyzwoitość.” Tak, myślę dokładnie tak, jak Bronek Wildstein. Adam Michnik nie jest już postacią z pomnika, sam siebie z niego zrzucił. To fenomen trudny do zrozumienia, ale z faktami nie należy dyskutować. Zwłaszcza nie powinni czynić tych prób ci, którzy znają go od lat. Przykre? Dawno się z tym pogodziłem, wzruszam ramionami.

Książka Graczyka ani nie atakuje Michnika, ani go nie wybiela. Docenia jego rolę, odwagę, czasami ocierającą się o heroizm, ale też Graczyk dostrzega jego błędy, złe cechy charakteru. Warto po nią sięgnąć

Roman Graczyk – Demiurg. Biografia Adama Michnika, ZonaZero, Warszawa 2021, str. 498.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko