Sylwia Kanicka – jeden haust może wywrócić życie do góry nogami

0
372

Marta Stępniak to nietuzinkowa poetka, która potrafi zabrać odbiorcę w podróż wywołującą bardzo mieszane uczucia. Zastanawiałam się, co powinnam napisać o wierszach zamieszczonych w zbiorze „Haust”, które wychodzą poza kanon kobiecej delikatności. Autorka oddaje czytelnikowi zestaw utworów, w swoim debiutanckim zbiorze, który, nawet przez moment, nie pozwala na zatrzymanie. Jest magnetyczny, choć trudno, w pierwszej chwili, określić co ten magnetyzm wywołuje. Wiem jedno, można czytać tę poezję i za każdym razem inaczej dotrą do nas zapisane wersy.

            Zbiór „Haust” przyciągnął mnie okładką, wykonana przez Darię K. Kompf, która zasugerowała, iż będzie to ciekawa poezja do popołudniowej kawy. Nic bardziej mylnego. Poezja bardzo ciekawa, owszem, jednak kawa zdecydowanie zdąży wystygnąć, zanim przeczyta się całość. Utwory, od pierwszej chwili, potrafią zahipnotyzować, wręcz wciągają w siebie. Powodują, że doszukuje się w nich słów, które nie są bezpośrednio wypowiedziane, ale istnieją w tych wypowiedzianych. Wiersze zmuszały mnie do czytania tego, co w pustych miejscach pomiędzy wyrazami, w innym przypadku „…w tej całej wspaniałomyślności / przegapiliśmy to co najważniejsze” (Przypowieść, s. 19), bo Stępniak jest bardzo świadoma własnej twórczości, a podmiot liryczny, w jej utworach, jest zdeterminowany w swojej postawie. Nie wiem dlaczego pomyślałam, że to będzie łatwa poezja. Właściwie dopiero po przeczytaniu całości, zrozumiałam sens graficzny wspomnianej okładki. Ta łyżeczka, która sugeruje, że nawet w utrudnionych warunkach warto się dokopywać do głębi. Do tego sam tytuł, który może bardzo dużo sugerować. Haust to przede wszystkim duży łyk powietrza (ewentualnie czegoś do picia, ale pozostanę w odniesieniu do powietrza), który może spowodować zachłyśnięcie się nim. W odniesieniu do tego, co możemy przeczytać w zbiorze Stępniak, ten haust czasami jest zbyt łapczywy, słowa z wierszy wylewają się, a jednocześnie są ograniczone, by czytelnik nie otrzymał wszystkiego podanego na tacy, by nie wstrzymał się w jednym odbiorze, bo, jeżeli czymś zbyt mocno się zachłyśniemy, może to doprowadzić do chwilowego braku oddechu, który po chwili wróci, ale może również doprowadzić do śmierci, która jest przypisana każdemu człowiekowi. Podmiot liryczny w zbiorze jest, jak gdyby, pogodzony z taką możliwością, a z drugie strony, bardzo głośno zaznacza swoje zdanie, które nie zawsze zgadza się z postawą akceptacji. W tytułowym wierszu można przeczytać:

            „moje usta z każdym słowem zasypuje ziemia
            podobno nic nas tak nie dojeżdża jak codzienność
            (…)
            kochanie każdy haust zbliża nas do śmierci” (Haust, s.26),

co wywołało we mnie zróżnicowane odczucia. Przede wszystkim skierowanie myślenia na przemijalność, na którą nie mamy wpływu. Po drugie na to, co nieuniknione, czyli wspomniany moment śmierci. Proces akceptowania w swoim życiu pewnych wydarzeń nie przebiega nigdy bezkonfliktowo. Czytając wiersze Stępniak odczuwałam w nich dużo smutku, takiego właśnie wewnętrznego konfliktu, niewyrażania, przez podmiot liryczny, zgody, przez głośne „dziś nie mam kochanie siły na umieranie” (Skandy, s. 25) na różne zaistniałe sytuacje. Wyczuwalna jest wewnętrzna walka pomiędzy tym, co i tak już się wydarzyło lub jest nieuniknione, a chęcią zmiany przebiegu całej historii.

Autorka toruje, w myślach czytelnika, drogę, jaką musi przebyć człowiek od momentu uświadomienia sobie okoliczności życiowych do ich zaakceptowania, bo z pogodzeniem się z nimi różnie bywa. W utworze otwierającym zbiór czytamy:

           „myślę o nich jak o małych zwierzątkach
           zaplątanych w sieć kłączy
           jest chyba październik mam dłonie pełne cebul” (Krzyk, s. 5),

a wspomniana cebula może, w najprostszy sposób, sugerować smutek, ale pozwala myśleć o warstwowości występującej w wierszach. Początkowo trudno wszystko w sobie poukładać. Każdy traumatyczny stan na zawsze pozostawi w nas swój ślad. Każda trudna wiadomość powoduje wywrócenie życia do góry nogami, a człowiek boryka się z jej negowaniem, buntem przeciwko niej, który często zmienia się w agresję. Nie jest to prosta droga. Próbuje się wszelkich metod licząc, że to wszystko jest tylko chwilowe, że zniknie, gdy tylko wykona się kilka czynności:

            „tyle trudu sprawia mi obmywanie wszystkich otarć i zakamarków
            śmiesznych kieszonek na ciele
            usuwanie obcego naskórka z powierzchni własnego
            jeszcze niezastygłego” (Techno, s.11)

Kiedy człowiek uświadamia sobie, że wszystko nie zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawia się żal, bo „wracamy pociągiem nie wiem skąd – dokąd / w przedziale włączony czarno – biały telewizor / wszystko staroświeckie i zakurzone” (II przedział, s.32). Gdy dotrze z całą siłą informacja, że nie jesteśmy wstanie pokonać, tego co niesie życie, często zamykamy się w sobie i przenosimy w pamięci do momentu, gdy było dobrze, wówczas „wszystko zamyka się w przeszłości / zapachu lasu konsystencji ziemi” (Burza, s. 28). To bardzo trudna droga, ale doszukiwanie się w niej odrobiny pozytywnych emocji dodaje siły. Całość powoduje, że czytelnik nie do końca wie, w którym miejscu następuje to minimalne zaakceptowanie lub czy ono w ogóle występuje.

            Cały zbiór, jak już wspomniałam, przepełniony jest smutkiem. Być może to nawet przyjęcie lekceważącej postawy względem tego wspomnianego smutku powoduje, że wiersze dosadnie uderzają w przemyślenia czytelnika. Z drugiej strony chciałam na zbiór spojrzeć inaczej, odebrać go, jako postawę obserwatora wydarzeń dziejących się obok. Łatwiej się przecież patrzy na to co dzieje się w pobliżu, niż na własne przeżycia. Stąd wspomniałam również o warstwowości wierszy. Nie wiem jednak, czy podmiot liryczny, którego wykreowała Stępniak, miał właśnie taka przybrać kreację, jednak odebrałam całość, jako formę rozliczenia się, osoby mówiącej w wierszach, z całym dotychczasowym życie, które przyniosło różne skutki. Konsekwencje tego życia bywają zaskakujące, tak samo, jak przeżywane sytuacje. Takie odtworzenie w pamięci wydarzeń pozwala na ich ocenę, której łatwiej dokonać po czasie.

Stępniak nie pokazuje dokładnie przesłania swoich wierszy. Dojrzałość jej poezji powoduje, że czytelnik nie zapomni tego co czytał. Ta wspomniana, przeze mnie, hipnoza będzie jeszcze długo trwała. Marta Stępniak odważnie zapisała wersy wierszy, które są „Bez szans na słodką i tak wzruszająca poprawę” (Przypowieść, s. 19) w pozytywnym znaczeniu względem całości zbioru. Czytelnik nie ma ograniczonego, żadnym nakazem, terenu obioru jej poezji. Może więc podejść do niej indywidualnie, według własnych przemyśleń.

Marta Stępniak, HAUST (Fundacja Duży Format, Warszawa 2020)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko