Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (49)

0
144

Wspomnienia dzieciństwa

         Któż ich nie ma?
         Ja mieszkałem (z Rodzicami rzecz jasna) w mieście powiatowym  Strzelce Opolskie. Główna ulica nazywała się Krakowska; łączyła Opole z Gliwicami. Ale to jest mało ważne, bo przecież rzadko tam jeździliśmy.
         Na tej głównej ulicy było tuż-tuż kino, a krok dalej duża nasza szkoła – podstawowa i liceum.
         Akurat kiedy to liceum „zaliczyłem” to natychmiast mój Ojciec został wysłany do miasta Ursusa. Wtedy to było osobne miasto przylegające do Warszawy (dziś Ursus jest już od dawna rejonem należącym do Warszawy.
         Wszystko to cudnie się udało: jako świeżo trafiony w to spore przecież miasto natychmiast na warszawską polonistykę się dostałem.
         I minęło wiele, wiele lat. Nadal mieszkam w dawnym i naszym obecnym Ursusie.
         Ale kto kiedykolwiek gdziekolwiek emigrował to zawsze wspomina swoje pierwsze miasto.
         Za moim strzeleckim domem było podwórko,  ciut dalej śmietniki i kilka garaży, a potem już przydzielone ogrody.
         My mieliśmy ogród tuż za podwórkiem. Ech, to były inne czasy… Sadziliśmy tam nie tylko kwiaty, ale także ziemniaki, rabarbar, porzeczki itp. itd.
         Niemal wszystkie rodziny z naszego domu te ogródki mieli i co się da kultywowali.  W tych ogrodach były oprócz „upraw” najczęściej piękne jabłonie i fioletowe kwiaty na drzewach.
         Już kiedyś tutaj pisałem, że nie najlepiej się zachowywałem. A to dlatego, że mieliśmy za murem starszą Panię (Lotta – takie imię miała), która mieszkała tam jeszcze sprzed czasów wojny (bo trzeba Wam wiedzieć, że Strzelce Opolskie przed wojną było niemieckie i nazywało się Gross Strehlitz).
         Otóż ta staruszka pozostała na swoim.
         Bardzo jej dokuczaliśmy… Do dzisiaj noszę to na własnym garbie…
         Zmieńmy temat… Otóż w Strzelcach były dwa piękne parki – Mały i Duży. W tym małym zima na lodzie była dla nas cudnym łyżwiarstwem.
         W Dużym Parku trzeba było uważać, by nie zatonąć pod lodem.
         Nieopodal do dzisiaj pozostała (też w parku) ruina poniemieckiego zamku.
         Poza tym jest w Strzelcach wielki basen – mały dla maluchów, średni dla niemal wszystkich, a ten duży to tylko dla dobrze pływających.
         Mógłbym długo tak o Strzelcach Opowiadać…
         Oto co znaczy mieć swoją kolebkę…
         Bywam tam, jednak – niestety – już rzadko, bo koledzy i część znajomych porozrzucali się po Polsce i zagranicy.
         Co mi wobec tego pozostało? Ano cmentarz, na którym leży moja Ciocia, siostra mojego Ojca. Ale też jej syn – młodszy ode mnie – który przedwcześnie umarł.
         Ech, mógłbym długo tak opowiadać… Ale to boli, bardzo boli…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko