Michał Piętniewicz – Uczta zmysłów. O tomiku Jadwigi Maliny, „Światło i szelest”

0
600


            Tom Jadwigi Maliny, „Światło i szelest”, wybór wierszy poetki z lat 1996-2019, z przedmową Joanny Zach, jest niewątpliwie tomem synestezyjnym, o czym zaświadcza już tytuł.

    Synestezja Maliny to łączenie doznań słuchowych, wzrokowych, smakowych, oraz dotykowych. To dotykanie wszystkimi zmysłami, przenikanie się zmysłów, daje ciekawe efekty poetyckie. Wiersz Maliny wypływa bowiem ze zmysłów. I to zmysły warunkują późniejszy ogląd oraz osąd intelektualny. Podmiot tych wierszy najpierw widzi, smakuje, dotyka, wącha, a dopiero później wie. Wiedza wypływa bowiem w „Świetle i szeleście” z doświadczenia sensualnego. Kiedy poetka nie widzi, nie wie, szuka wtedy „ciemna” i nadaremnie rozwiązania swojej sytuacji egzystencjalnej.

    A sytuacja egzystencjalna podmiotu lirycznego w tomiku „Światło i szelest” jest powikłana oraz skomplikowana. Zasadniczo nie wiadomo, w którym kierunku zmierza wektor tych rozważań poetyckich, bo tak też można nazwać te wiersze, czy w kierunku życia, czy też śmierci. Odnoszę wrażenie, że wiele w tym tomie niejasności egzystencjalnej, jakby egzystencja tam opisana była zabrudzona i zmącona właśnie owym pomieszaniem, brakiem rozeznania, czego w życiu więcej: czy życia w życiu więcej, czy śmierci. Na to powikłanie i pewien gąszcz egzystencjalny składają się inne pytania i problemy: na przykład o dzieciństwo i przeszłość podmiotu mówiącego w tomie. Czy rzeczywiście z przeszłości wynika jasno teraźniejszość, czy też wręcz przeciwnie: doświadczenie przeszłości czyni teraźniejszość niełatwą, gmatwa ją dodatkowo i zaplata w trudnym uścisku egzystencjalnym. Niejasność zatem, niejasność egzystencjalnej sytuacji zdaje się być kolejną dominantą poetycką tego tomu. Przy czym nie jest niejasny podmiot i jego przekaz, ale sytuacja, którą opisuje jest pełna niejasności właśnie i rozdarcia między pozornie chyba tylko dobrą przeszłością, a teraźniejszością, która staje się swoistym wyzwaniem a nawet swego rodzaju drogowskazem dla tej niełatwej przeszłości.

     W tomiku „Światło i szelest” Jadwigi Maliny pełno dobrego, precyzyjnego języka, jak również obszarów ciepła, dzieciństwa, całej tej bajecznej atmosfery, w którym przyszło dojrzewać podmiotowi lirycznemu. Zatem można powiedzieć, nawiązując do poprzedniej myśli, że niejasność u Maliny jest jasna, a powikłanie daje w rezultacie efekt pewnej prostoty, komunikatywności i zrozumiałości.

     Ponadto można powiedzieć, że tworzy ten tom pewną, konceptualną całość i opowieść, która niejako biegnie od tyłu od przeczucia śmierci do przeczucia owej niejasności, o której nadmieniłem. Opowieść poetycka ma cechy opowieści linearnej oraz uporządkowanej. Wiele w niej miejsca na drobiazgi życia codziennego, które pod piórem poetki uzyskują status drogocennego skarbu.

     Wraz ze świetną, wnikliwą i uważną przedmową Joanny Zach, polecam tomik „Światło i szelest” wszystkim czytelnikom poezji, bo tom ten to zmysłowa uczta dla ducha. Nadmienię, że został on bardzo ładnie wydany i opracowany graficznie przez wydawnictwo Biblioteki Kraków w serii „Poeci Krakowa”. To swoiste, edytorskie cacuszko.

Biblioteka Kraków, 2020, przedmowa: Joanna Zach, liczba stron: 104.

   



   

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko