Michał Kaczmarek – wiersze

0
134
Janusz Hankowski

Kawalerka

stoją na ławie
cztery piwa w puszce

by zmienić zapach
skórka jabłka w tytoniu

czas nie ma ochoty płynąć
by mieć czyste sumienie
przesuwa wskazówki

nie zdarzy się nic
nie zastukają kolędnicy

pod sufitem gniazda
uwite z dymu papierosowego
w nich niejasne wspomnienia

oznaką nadziei
telewizor od pana Kazimierza
używany ale w dobrym stanie

pytań niewiele
tylko odpowiedzi
gdyby nie wódka mogło być inaczej
gdyby nie telefon próba samobójcza byłaby udana

cisza
nazwana programem w radiowej Dwójce
kolejną książką Dostojewskiego

spokój
którego niektórzy się boją
inni
spłycają w nim oddech
coraz bardziej
bardziej
aż znika


Labirynt

przypadek dowiódł swojego istnienia
w niewiele znaczącej miejscowości
kierowca nie ustąpił pierwszeństwa
poszkodowany otarł się bokiem
nie powodując poważniejszych zagrożeń
nie było zaplanowane
pojawienie się dwóch punktów ruchomych
lecz
ciągnęły w swoją stronę
jak po linii która wśród możliwości
prowadzi do wyjścia z labiryntu
co na to kamień
istnienie wynikło z pierwiastków
obróconych w procesy chemiczne
życie osób niezaangażowanych
zaowocowało obecnością w ogrodzie
ogród nic nie mający wspólnego z drogą
zapewnia
mam prawo wniknąć w zdarzenie
jak oddech na chwilę przed wypadkiem
który łączy się w obłok z tlenem


Spostrzeżenia chwilę po

czas był łaskawy
pojawiliśmy się na miejscu
kilkanaście minut po zdarzeniu

przypadek nie chciał angażować w sytuację
nikogo więcej niż tego wymaga
tabliczka mnożenia do dwudziestu włącznie
z odległości kilkunastu metrów
strażacy wyglądali niewyraźnie

bezkrwawy i śmieszny władca
zarządca drogi
udzielił pouczenia
bez możliwości by zmusić nas do zmiany planów
co do udowodniliśmy omijając zablokowany przejazd

arytmetyka nie mogła nic wskórać
nie poczuliśmy się winni
odpowiedzialni za nadmiar korzystnych okoliczności

uszliśmy z życiem
jak ślepe zwierzęta
dotknięci przez rzeczownik
ale rzeczownik abstrakcyjny


Wgląd

w 1998 roku czekasz na autobus miejski
który ma cię zawieźć na lekcję języka angielskiego

w 2012 roku wsiadasz
do busa komunikacji międzymiastowej
którym jedziesz uczyć gimnazjalistów

punktA był początkiem
gdy dostałeś zła ocenę ze zwrotów przydatnych w hotelu
B przytrafił się teraz
gdy odliczasz pieniądze na bilet

pomimo nieszczęśliwej miłości do pani Pisarskiej
i problemów ze zrozumieniem geometrii
linia została poprowadzona bez trudności
nie nadciągnęły huragany
nie rozstąpiła się podłoga
lęk w pustym mieszkaniu który odczuwasz
jest ledwo zauważalną skazą na prostej kresce

powodów do zmartwień nie ma
zły duch nie czyha za plecami
nie warto wierzyć w nagłe kataklizmy

dobrze dobrze rozumiem
otwarte okno na wysokim piętrze
piłka na drodze
samolot z defektem silnika
lecz jeszcze tu jesteś

co do przyszłości
wiadomo niewiele
transport powrotny jest za dwie godziny
kierowca wyspany więc dobrze wróży

na nic twoje uniesione dłonie
wygrażające nie wiadomo komu
spójrz
pies położył się pod sklepem z farbami
i obserwuje


Kot

czai się na urwisku biurka
przegryza gardło nieruchomej nogawki
chodzi do wodopoju w kuchni
wygrzewa się pod elektrycznym słońcem
ucieka do pokoju przed nieznanym plemieniem
świątecznych gości czy listonoszy
czeka za krzakiem firanki
wychodzi na równinę dywanu
tuli się do nóg swojego pana
który osiadł w dziwnym świecie
miłości nie nagiej lecz surowej
prawdy z przymrużonymi oczami
zasypiają przy sobie
kuchenka udaje skałę
drżenie głosowej strony udaje słowo

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko