Michał Piętniewicz – Ganiający Olbrzym. Wspomnienie o śp. prof. Marku Karwali

0
219


            Poznałem go w Śródmiejskim Ośrodku Kultury, na ulicy Mikołajskiej w Krakowie, miał wtedy wykład. Zaciekawił mnie. Potem rozmawialiśmy jeszcze na korytarzu. Potem kolejny i jeszcze kolejny wykład, wspólne konferencje na Uniwersytecie Pedagogicznym, obiady, rozmowy do późna na temat filologii, poezji.
     Odebrałem z jego rąk nagrodę Grazelli, tak pięknie mówił, był wytrawnym mówcą.
Pamiętam, że kiedyś opowiadał, że nawet nie zauważył, że ma zapalenie płuc, leczył się witaminą C, dopiero potem lekarz mu o tym powiedział, do zdrowia miał stosunek niefrasobliwy; być może przez to, że był tytanem pracy i nigdy nie ustawał w tej gonitwie – wyprawie po złote runo, wodę życia. Jakby przyświecało mu motto z piosenki „Głupi Jasio” Jacka Kaczmarskiego, o którym też bardzo zajmująco potrafił mówić: „w baśniach śpią prawdziwie dzieje, woda życia nie istnieje, ale zawsze warto po nią iść”.   
     Ale tak naprawdę niczego nie pamiętam. Jedynie to, że był ciągle w biegu. I że był w porządku wobec wszystkich. Zapamiętałem, że i dla mnie był bardzo dobry.
    Połączyła nas nauka i sztuka. Ale nie tylko. Marek potrafił wytwarzać wokół siebie bardzo przyjazną chemię, ludzie lubili go intuicyjnie. Był zawsze wesoły, uśmiechnięty, ganiający olbrzym wiedzy.
    Będzie mi go bardzo brakowało. Jego dowcipów, jego wesołości, jego żywego słowa.
Nie czas tutaj wymieniać wszystkiego, co dla mnie zrobił, a zrobił bardzo wiele, nawet w sposób niezauważalny.
    Pamiętam jego pogrzeb, pełno ludzi, pełno kwiatów, przemowy, żal, płacz matki, łzy, czasem ten płacz rozrywał wręcz jego przyjaciół, odszedł bowiem zdecydowanie przedwcześnie.
   Czytałem chyba tylko jedną jego książkę, o poezji ks. Jana Twardowskiego, którego był znakomitym popularyzatorem.
    Uczestniczyłem również czasem w jego wykładach, były bardzo ciekawe, żywe.
    Był nie do uchwycenia, czasem mówił rzeczy, których nie rozumiałem, czasem w swoich kawałach, śmiechach, żartach, brzmiał jak tajemnicza Pytia. Myślę, że nosił w sobie wielką tajemnicę, co czyniło go człowiekiem niezwykle głębokim i wrażliwym równocześnie na potrzeby innych ludzi, o które zawsze bardzo starannie dbał, jakby ciągle zapominając o sobie.
   Był prawdziwym naukowcem, z powołania, poświęconym bez reszty, maksymalnie, sprawie nauki i sztuki, był poniekąd artystą w swojej dziedzinie, choć sprawował także funkcję dziekana, był profesorem, który do późnych godzin spędzał czas na swojej uczelni, Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie.
   Zapamiętam go jako człowieka noszącego tajemnicę, jego ekstrawertyczność i otwartość na drugiego człowieka nie były pozorne, ale skrywały umiejętnie głębię jego naprawdę dojrzałego człowieczeństwa.
   Jego nastawienie na świat wartości było wzorcowe. Był człowiekiem o wyjątkowej i pogłębionej religijności. Nie zapominał o ludziach i o świecie, dbał o wszystkich, ale widać było, że relację z Panem Bogiem ma bardzo głęboką, niezwykle intymną.
Kto kocha Pana Boga i ludzi kocha, to było widać na przykładzie Marka Karwali, profesora, z którym wiele dobrego mnie łączyło, który także (podobnie jak śp. prof. Żurakowski i prof. Roman Mazurkiewicz, i poeta Józef Baran, Kazimierz Wiśniak, Adam Zagajewski, Zygmunt Ficek – poeta, Jerzy Birczyński – choreograf, Michał Zabłocki – szef SPP, Piotr Lamprecht – poeta –  Augustianin, także moi Przyjaciele z lat szkolnych i studiów i moja rodzina), odwiedzili mnie w szpitalu psychiatrycznym na ulicy Kopernika 21 A, kiedy doświadczyłem głębokiego kryzysu psychicznego i niemal całkowitego rozpadu swojej osobowości.
Tacy ludzie jak Marek Karwala, działali terapeutycznie, sprawiali, że człowiek po kryzysie, ponownie się scalał, ponownie doświadczał integracji własnej psychiki.
Marek Karwala był literaturoznawcą, artystą w swojej dziedzinie, profesorem a jednocześnie lekarzem od dusz, dobrze wiedział, jaka literatura i jakie wartości potrafią skutecznie ukoić skołataną duszę, nie tylko poety.
    Brałem udział w konferencjach przezeń organizowanych na Uniwersytecie Pedagogicznym. Przepiękna, dwudniowa, o Józefie Baranie, niezwykle ciekawa o Adamie Ziemianinie, cykl konferencji o zapomnianych poetach i poetkach Krakowa.
Był tytanem pracy na rzecz sztuki.
Poświęcał się jej cały, bez reszty.
Nigdy nie tracił z oczu artystów, biednych artystów słowa i to czyniło go niejako ich dobroczyńcą, przewodnikiem.
    Można się było od niego nie tylko nauczyć tego, co najważniejsze: czyli głębokiej znajomości dziedziny filologicznej, ale czegoś równie ważnego, a może jeszcze bardziej istotnego: uśmiechu, otwartości, pogodności, wielkiej radości życia, którą swoją osobą prezentował przy każdej możliwej okazji.
    Do zobaczenia Marku w czytelni w Niebie! A potem w barze niebiańskim – napijemy się mocnej herbaty!

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko