Beata Zatońska – Dziecinada – podróż w czasie i przestrzeni

0
110

Dziecinada zyskuje przy bliższym poznaniu. Jest grą z tradycją poetycką, wydaje się być w kontrze do poezji białym wierszem pisanej. To biograficzna refleksja podmiotu lirycznego nad rodzicielstwem wpisana w filmografię (i nie tylko) polskiego inteligenta.

Dlaczego filmografia? Wystarczy spojrzeć na tytuły wierszy – „Wesele”, „Krajobraz po bitwie”, „Bez znieczulenia”, „Bramy raju”, „Kontrakt”. itp. To tak, jakbyśmy przeglądali spis najważniejszych filmów w dorobku Andrzeja Wajdy czy Krzysztofa Zanussiego. Tytuły współgrają przewrotnie z treścią utworów Janusza Solarza.

Największym zaskoczeniem są rymy, stosowane świadomie, często kunsztowne, czasem proste. Aż chce się sięgnąć po podręcznik do poetyki, by zobaczyć, jak poeta rymami się bawi – są tu rymy parzyste –  AABB i krzyżowe ABAB; te bogate, czyli takie, w których „upchanych” jest wiele głosek i proste. Pojawiają się też różne formy poetyckie – wszystko do samodzielnego sprawdzenia podczas czytania. Znalazłam też z przyjemnością w tomiku Janusza Solarza nawiązania m.in. do wiersza Czesława Miłosza i do piosenki Skaldów „W żółtych płomieniach liści”.   

Poetycka fraza płynie wartko, bywa że chwilami przypomina fraszki Sztaudyngera czy bajki Ignacego Krasickiego.  Rytm wciąga, wzrok pędzi przez linijki wiersza i powoli dochodzi do czytelnika, że treść jest poważna. Anegdota, jak w życiu, sąsiaduje z tragedią. 

W Dziecinadzie prowadzi poeta czytelnika od momentu, gdy na ekranie ultrasonografu zobaczył bijące serce swojej córki, które „w każdej rozterce będzie odgrywać rolę rozrusznika wzruszeń, choć w tej chwili nie większe niż zwykły okruszek” („Skarby ukryte”).

Czas biegnie, zaczyna się „epopeja zdejmowań i wkładań pieluchy, a w niej znane na pamięć, wyćwiczone ruchy”.  Świeżo upieczony ojciec „Słyszał jak krzyczy, to ciałko z ich ciał, nie uciekł, został, na ręce je brał, dumny jak fizyk z rozbicia atomu na lata świetlne przed rozbiciem domu” („Człowiek z marmuru”).

Podmiot liryczny opowiada ze swadą, dowcipem i jednocześnie smutkiem, który jest związany z przemijaniem, o dorastaniu dzieci, zmianie życiowych sytuacji i okoliczności. Są pożegnania i powroty, wyjazdy i przyjazdy.   Tragedie osobiste i te, które dotykają większej grypy społecznej, pokazane są poprzez  wydarzenia dnia powszedniego, dziecięcy szczebiot i zabawę.

Koniec podróży z Dziecinadą to refleksja nad odchodzeniem –  dosłownie i w przenośni.  Jak to będzie na końcu? „Chciałbym wierzyć, że przyjdą, nic ich nie zatrzyma, że ten dzień je zjednoczy, przestaną się zżymać na urojone grzechy, na niedociągnięcia, na jątrzące w pamięci wady i potknięcia” – mówi podmiot liryczny w wierszu „Pożegnania”.  Bo przecież „Stałem się tym czym jestem, a to co się działo inni mogą uważać za dużo lub mało, za wypadki, o których mówili prorocy, za frywolne igraszki przed nadejściem nocy” („Idę do słońca”).       

Ktoś powie, nie lubię rymowanych wierszy, inny – będzie się zżymał na dosadność pewnych sformułowań.  Krótka przygoda z Dziecinadą może być jednak odświeżająca. 

Beata Zatońska  

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko