Janusz Termer – Alkoholicy, narkomani, pracoholicy, seksoholicy w książce Wiesława Łuki

0
191

   Euforia, to stan bardzo dobrego przyjemnego samopoczucia, podniosły, radosny nastrój,  zachwyt, zapał. Taką definicjępodaje PWN-owski Słownik języka polskiego, pod redakcją prof. dr Mieczysława Szymczaka, wyd. VII z 1992 roku. W euforii* to oczywiście nieprzypadkowy tytuł najnowszej książki znanego i z tych łam reportażysty Wiesława Łuki, który od ponad pół wieku zajmuje się między innymi problemami rozmaitych ludzkich uzależnień: od płynów zwanych eufemistycznie „rozweselającymi”, do tak zwanych „prochów”, ale także od pracy i seksu…

    Jak nam wszystkim dobrze wiadomo jest tych rozlicznych mniejszych lub większych uzależnień i nałogów rzeczywiście bez liku, toteż nasz autor będzie miał zajęcie na długie dalsze lata swego dziennikarskiego i pisarskiego fachu. Bo, jak nam to również doskonale wiadomo, owi różnej proweniencji i stopnia zaawansowania uzależnieni „euforycy”, dzielą się z grubsza biorąc na dwie podstawowe, choć często przeplatające się i przenikające wzajem, kategorie. Najliczniejszą stanowią zwyczajni, bezimienni tzw. pospolici pijaczkowie, ukrywający się przed światem innych „ćpacze” – ludzie na ogół „mali i cisi” (oj, nie zawsze tacy cisi!) oraz ci wszyscy inni tym dotknięci (a ich lista jest niechybnie dłuższa od drogi na Księżyc). Wszyscy oni zależni są od czegoś tam pozornie niewinnego, jak na przykład (jest ich multum w książce Łuki) anonimowi pracusie z rozmaitych poletek, „nadań” i dziedzin ludzkiej indywidualnej aktywności, relacji społecznych, dziedzin czy domen. Większość uzależnień ma na ogół swoje główne źródło w pierwszych dziecięcych i młodzieńczych życiowych doświadczeniach wynoszonych z rodzinnych domów (lub zakładów wychowawczych), przenoszonych potem w dorosłym życiu do wielu innych późniejszych dorosłych stosunków z innymi i rodzajów zajęć (nawet np. biurowych prac) czy też objawiających się, nierzadko również, w relacjach intymnych, erotycznych, tzw. łóżkowych sytuacjach…

    Natomiast tę drugą kategorię „euforyków” – bliższą chyba dzisiaj powyższej słownikowej definicji tego pojęcia – tworzą znani ze swych dzieł i często bardzo znani i głośni artyści (celebryci), w tym nierzadko twórcy znakomitych utworów muzycznych, malarskich, literackich itd. itp. Tworzący zresztą często-gęsto pod wpływem owych uzależniających substancji czy interpersonalnych sytuacji. A i przy tym nierzadko dorabiających do tego ex post swoiste, mniej lub bardziej autorsko zdystansowane – świadomie używaną bronią przewrotnie ironicznych kamuflaży – „ideologie” czy teoretyczne uzasadnienia. W na przykład przypadku, by odwołać się do najbardziej znanych „koincydencyjnych casusów kultowych”, takich wielkości artystycznych, jak w Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), który tak często pisywał przewrotnie o swoich eksperymentach z narkotykami i używkami. Podobnie w przypadku innego „kultowego” dziś pisarza XX wieku, tak czynnie i wytrwale (aż do tragicznego końca swego żywota) praktykującego „płynne używki” Malcolma Lowry’ego (autora świetnej i niestety zapominanej już obecnie powieści Pod wulkanem).

     Ale trzeba powiedzieć od razu, że Wiesława Łukę interesuje W euforii przede wszystkim ta pierwsza kategoria „euforystów pospolitych”. I to tych naszych, rodzimych. Choć niewątpliwie ma on w swej pisarskiej i reporterskiej pamięci te wszystkie znaczące w dziejach sztuki i kultury casusy,literackie zwłaszcza. I po wtóre, że podobnie jak znana polska  psychoterapeutka Jolanta Łazuga-Koczurowska, szefowa jednego z monarowskich ośrodków odwykowych, w swych młodych uzależnionych podopiecznych, szukająca tego samego, co i on. Czyli tej dawnej, pozytywistycznej jeszcze wiary i nadziei na odkrycie tkwiącego w każdym człowieku dobra! Wyznaje bowiem Łuka wprost już we wstępie do tej swojej naprawdę interesującej po wieloma względami i wartej głębszej refleksji książki, że przede wszystkim poszukuje w jej postaciach „przyczyn duchowych i mentalnych deformacji, które przykrywają utopione w dzieciach i trochę starszych dzieciach dobro”. Jak na przykład w opowieści o niejakim Romku (imiona bohaterów są tu zawsze zmienione), pracoholiku i alkoholiku szukającym dróg wyjścia z tego zaklętego i zamkniętego kręgu „szponów nałogu”. Czy też między innymi choćby w zwierzeniach owego Mirka, seksoholika i alkoholika z „tytułem naukowym”, który przez wiele lat „odzwyczajał się od bardzo częstego wykonywania w łóżku z partnerką (miał ich ponad 140) ekstremalnych figur cielesnych i równie podniecających, ekstremalnych reakcji fizjologicznych”. Jak również na przykład w tragikomicznych wyznaniach owego euforycznego Zygmunta, alkoholika i narkomana lubiącego spożywać mieszanki narkotyczno-alkoholowe, prowadzące go do stanów lękowych, acz nierzadko wchodzącego „naćpanym” na egzamin akademicki!

    Wiesław Łuka, badający wytrwale od niemal półwiecza i opisujący konkretne autentyczne przypadki większych czy mniejszych uzależnień swoich bohaterów zawsze też ma na oku pytanie takie, jakie zadał mu jeden z nich, student, który także otarł się o narkotyki: „kto zawinił, że człowiek jest bezradny wobec grzechu. Hanka, narkomanka, lecząca się w gdańskim ośrodku monarowskim, przyznała przed tzw. społecznością, że prawie wszystko co mówiła w szkole było zmyśleniem.

    A ja się przyznaję – powiada Łuka na koniec tego autokomentarza – że wszystko, co jest w tej książce, jest reporterską prawdą; również prawdą fikcji literackiej, bo o niej jest tu również. Pisarskie zmyślenie jest PRAWDĄ – prawdą życia”.

   Po lekturze W euforii mogę to tylko aprobująco potwierdzić. Tak, spisane przez Wiesława Łukę wyznania bohaterów tej książki to jest rzeczywiście po reportersku faktograficznie rzetelna „prawda życia”. Ta niezbyt może jasna, optymistyczna i pocieszająca „prawda” o odrębnym, autonomicznym istnieniu świata pewnych ludzi, naszych tajemniczych bliźnich, czasami kolegów czy przyjaciół nawet – tych uzależnionych i nieszczęśliwych (na ogół), o których wiemy tak niewiele, których spotykamy gdzieś tam na ulicy i mijamy przeważnie obojętnie, a często bez śladu empatii i z pewnym rodzajem niepokoju, a nawet strachu przed nieznaną nam zagadkową odmiennością! Ludzi, których wielkich dylematów i dramatów życiowych możemy się w najlepszym przypadku tylko domyślać… Szczególną siłą literatury pięknej (także reportażowej, bo to dzisiaj pełnoprawny gatunek literacki), było i jest nadal to właśnie, że potrafi odkryć przed nami czytelnikami światy i prawdy w inny sposób mało dla nas lub w ogóle  niedostępne.  A może i potrafi coś zmienić? W nich samych, tych ludziach opowiadających o swoim życiu, jak i w nas, poznających dzięki temu ich autentyczne zmagania i dramatyczne dzieje.

                                                                                                                            J.T.

Wiesław Łuka W euforii, Biblioteka „RES HUMANA”, Warszawa 2020, s. 250.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko