Krystyna Habrat – O, ZDROWIA DAJ NAM PANIE ORAZ SAPIENCJI!

2
366

   Jeden z moich  pierwszych tu felietonów  zatytułowałam jakoś tak: “Kup 5 deko sapiencji”.

  Nawiązywałam tak do przedwojennego żartu  gimnazjalistów, którzy zaczynając uczyć się łaciny i słysząc, że “sapientia”, czytana jako “sapiencja”, znaczy “mądrość”, wysyłali chłopaka z klasy młodszej do apteki, aby jej kupił 5 deko. Zwykle taki wybiegał  czerwony ze wstydu, bo tam mieli już takich żartów po uszy.

  Zaraz dodam, że teraz by się taki nie zaczerwienił, bo gorsze rzeczy przyjęło się wygadywać i  niejeden czymś takim szpanuje. Zresztą, kto jeszcze zna łacinę? Ja też nie jestem pewna, czy czegoś tu nie pomyliłam. No, jakiejś literki. Na pocieszenie mam to, że tylko mniej mądrym zawsze się wydaje, że  są nieomylni.

  Tu wtrącę refleksję, że przy okazji  przypomniałam sobie jak już  długo  zamieszczam felietony (czasem też opowiadania lub małe eseje)  na e-łamach: Pisarze.pl.  Może z 10 lat? Ze trzy lata temu pewna pani naliczyła tu moich tekstów coś 80. To do setki już chyba dobiłam? Dość szybko dorobiłam się własnego kącika na felieton i jestem w Stopce Redakcyjnej. Kiedyś o czymś takim marzyłam, ale uznawałam to za nieosiągalne bez polonistyki, znajomości i szczególnych osiągnięć, więc nie czyniłam prób realizacji tego.  A teraz chyba dochodzę tu do jakiegoś małego jubileuszu. Aż dziw! No, prawdziwym dziennikarzem się przez to nie stałam, ale zawsze coś.

  Jubileusz? Chyba tak, bo pierwszy  tekst napisałam na temat: “Co obecnie czyta młodzież?”. Poprosił mnie o to kolega, który już stąd  odszedł. Wtedy zrobiłam wywiad z moją wnuczką – uczennicą LO w Warszawie i ona szeroko opisała  mi, jaki w szkole mają stosunek do lektur. Za bardzo optymistyczne to nie było. Jej tato czytał chyba więcej w tydzień niż jej przeciętny kolega z klasy przez rok szkolny. Trochę się zmartwiłam, że książki wychodzą z mody i pewnie kiedyś   nie ucieszy  nikogo  widok moich półek z tomami Conrada, Manna, Prousta, pisarzy rosyjskich, encyklopedii i słowników. Ale artykuł został przyjęty i tak samo jakoś ja weszłam do tego grona. I to bez tremy, bo beztrosko nie zajrzałam nawet, kto tu publikuje i nie zdążyłam się przestraszyć tych, którzy mi już od dawna imponowali. Psychologicznie to była najwłaściwsza metoda. Dzięki temu od początku dobrze mi się tu pisało. Dopiero ostatnie felietony piszę dłużej niż jeden dzień.  Dlatego ten, zaczęty rano, zaraz naczelnemu wyślę. Gdybym poprawiała dłużej różne niedoróbki, narobiłabym więcej nowych, a tekst by się wydłużał i wydłużał aż po granice nudy.

 Tak, mój tu początek  musiał być około 2010 roku,  bo pamiętam tylko późniejszy już rok, kiedy wnuczka zdawała  maturę i na studia.

  Powracam do sapiencji.

  Inteligencja i mądrość,   to były dla mnie najciekawsze problemy od czasów szkoły i na studiach.

 Imponowali mi tylko ludzie mądrzy. Mógł to być profesor wyższej uczelni, ale też zwykły, mniej wykształcony człowiek. Znałam takich. W pracy zawodowej prowadziłam badania wśród robotników dużej huty w celu doboru ich do pracy, by zapobiegać nieszczęśliwym wypadkom. Kiedy badani w drugim końcu sali, no,  pokoju, wypełniali ankiety, kwestionariusze, testy, my, badające, czasem z nudów wymyślałyśmy sobie różne zabawy słowne, to rozwiązywałyśmy krzyżówki. Czasem któryś z robotników zaczynał nam dopowiadać hasła albo fakty i niejeden wykazał się niezłą wiedzą i oczytaniem. Jeden – pamiętam – był inteligentny, myślący, ale mieszkał na wsi, miał gospodarstwo po rodzicach, więc je uprawiał i wstawał o czwartej rano, by dojechać do huty, jako chłoporobotnik. Gazety i książki czytywał w niedzielę. To był mądry człowiek. Obserwował, myślał, wyciągał wnioski. Miał swoje przemyślenia. Podobnych znałam więcej. Tacy nie mieszczą się w schematach filmów czy powieści.

  Podczas studiów na Psychologii uczyłam się o wielu ciekawych sprawach związanych z człowiekiem: o osobowości, cechach umysłu, zdrowiu psychicznym. Jednak najciekawsze  były  zagadnienia myślenia oraz inteligencji.  A  później – pracy twórczej.

  Wtedy było nawet modne rozwijanie własnej umysłowości, pamięci i spostrzegawczości, co wiązało się z ilorazem inteligencji. Doszło nawet do takiego zainteresowania tym, że zaczęły się powszechne badania i to  któraś aktorka oznajmiała światu, że ma niespotykanie wysoki wynik w tych testach, to inni. Wszystko więc spowszedniało i wyszło z mody. Ukazała się jeszcze książka “Inteligencja emocjonalna”, gdzie autor, Daniel  Goleman, ukazał nieco inny aspekt inteligencji, przejawiający się w życiu codziennym, gdzie umiejętne kierowanie własnymi emocjami ułatwia nam życie i umożliwia osiąganie sukcesu. No, jeśli  za tym goni.

  Ale ostatnio więcej niż o sukcesach mówi się o stanach negatywnych: depresji, a nawet  psychozie, gdzie po miesiącach zapaści w czarny nastrój  nastaje  radość życia, ale tak przesadna, że niezdrowa i trzeba ją też leczyć. Słyszy się też o nowych przypadłościach dziecięcych i ich leczeniu. Same smutki i strapienia.

  Ja wolę jednak o rozwijaniu własnego umysłu poprzez poznawanie zasad: jak zapamiętywać i rozwijać pamięć, jak się skutecznie uczyć, jak ćwiczyć spostrzegawczość i rozwiązywanie problemów. To jest pasjonujące!

  Nie będę  jednak silić się na wykład o rozwijaniu własnego intelektu. Powiem tylko o czymś, co niejednego martwi, że przestajemy myśleć samodzielnie, a powtarzamy za innymi  utarte poglądy, nawet ubrane w te same zdania i słowa. Przestajemy myśleć samodzielnie. Obserwować i wyciągać prawidłowe wnioski.

  Za oknem pełnia wiosny. Drzewa powoli obrasta zieleń. W trawie  żółcą się już mlecze. Tyle mogę zobaczyć z oka, bo siedzimy wszyscy w domu z powodu epidemii koronawirusa. Od dziś każdy, kto wychodzi z domu, a tylko z usprawiedliwionego powodu, musi założyć maseczkę zasłaniającą usta i nos, żeby kogoś nie zarazić wirusem, którego być może już ma, ale jeszcze się nie ujawnił.

  Autorytet medyczny ostrożnie prognozuje, iż obecny stan epidemii może jeszcze potrwać z półtora roku. Póki nie będzie szczepionki na koronowirusa.

   Tymczasem wielu już nie może wytrzymać siedzenia w domu. Zapominają o niebezpieczeństwie i tych, co każdego dnia umierają, w niektórych krajach  – tysiącami, a myślą tylko o własnej niewygodzie.

  Inni dają upust swym złym emocjom w internecie i mnożą się tam złośliwe napaści na przeciwników politycznych oraz Bogu-ducha winnych skromnych bliźnich. Co i raz  ktoś wymyśla jakąś aferę i zaraz jest na kogo bluzgać. Wielu od razu ma radochę. Hulaj dusza! Piekła nie ma! 

  To mi przypomina zdarzenie jeszcze ze szkoły podstawowej, gdy na przerwie pobiło się dwóch chłopaków, jeden, Saciuk, z naszej, siódmej  klasy, drugi, Wachowiak,  z szóstej.   Weszła na to wychowawczyni i  zaczęła dochodzić, co się stało.

  – Bo on mnie narysował na tablicy – wrzasnął zacietrzewiony Saciuk, czerwony ze złości.

  Pani spojrzała na zmazaną już tablicę oraz gąbkę w ręku Wachowiaka i rzekła do Saciuka:

  – To teraz ty go narysuj.

  Tego było Saciukowi trzeba! O, jakże się on rzucił do kredy. Szybko wymalował olbrzymią karykaturę kolegi i żeby nie było wątpliwości podpisał: Wachowiak!

  – No to teraz ty Wachowiak mu przyłóż. –  powiedziała pani.

  – Eee, po co? – wzruszył ramionami flegmatyczny Wachowiak z jowialnym uśmieszkiem.

  – No, przyłóż mu!

  – Eee…

  – No to się pogódźcie.

  Jakże się oni skwapliwie zaczęli ściskać i przepraszać! Saciuk, już uspokojony, sam pospiesznie zmazał karykaturę kolegi. Ten wrócił do swojej klasy i… było po wszystkim. Złość rozładowana i spokój.

  Ostatnio zawrzało oburzeniem w internecie i telewizji, że 10.kwietnia tego roku delegacja rządowa złożyła wieńce na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej w   X rocznicę tej tragedii. Ciągle nie rozumiem, dlaczego się komuś to nie podoba? Przecież  delegacja narażała się na zakażenie koronawirusem.

   A, że cmentarz był zamknięty? To po co tam chodzić w dobie epidemii? I narażać siebie i rodzinę? W innych krajach, np w Szwecji, obywatele są bardziej zdyscyplinowani, a szczególnie teraz, w czasie tak niebezpiecznym, i Szwedzi nie grają w: “Na złość mamie odmrożę sobie uszy”, bo to niebezpieczne i głupie. Ci, którzy podburzają ludzi, aby teraz (i zawsze) nie słuchali naszego rządu i robili mu na złość, sami skrzętnie się chowają w bezpiecznym miejscu i boją narazić na chorobę, a nawet śmierć. Nie słuchajmy takich. Widzieliśmy, kto miał maseczki i rękawice  podczas wymuszonego przez  siebie stacjonarnego posiedzenia Sejmu?

Ale na Fejsbooku niektórzy protestują, że im nie wolno iść na cmentarz czy do lasu, a rządowi  wolno.  Co to jest – krzyczą – są równi i równiejsi ?!  A są!

   To mi przypomniało  koleżankę, która na początku studiów miała o coś prosić rektora, a zobaczywszy pod drzwiami rektoratu nobliwego, starszego pana, zaczepiła  go: “Przepraszam. Czy pan rektor?” On potraktował to z dyskretnym humorem, lecz czekająca na niego w drzwiach sekretarka,  podniosła oczy w górę z przerażenia.  Jednak nie deprymowała nieopierzonej, a uroczej, studentki żadnymi pouczeniami,  tylko za chwilę oznajmiła: “Jego ekscelencja prosi. Jak mam zaanonsować?”

  Tak, nasza kultura wymaga, aby ludzi “na urzędzie” traktować z należytym szacunkiem. Tutaj są równi i równiejsi. Nie ma już u nas króla, przed którym niegdyś padano na twarz, co bywało w powieściach, nie całuje się wielmożów po rękach, nawet ostatni papieże polikwidowali różne swe przywileje, wynoszące ich ponad tłum. Natomiast szacunek należy się każdemu szaremu obywatelowi, ale pewne urzędy muszą mieć jakieś przywileje. Po pierwsze, żeby nie byli narażeni na zamach, jak kiedyś w Szwecji Olaf Palme. Po drugie trzeba się umieć do kogoś na urzędzie adekwatnie  zwracać.  Tego wymaga kultura osobista.  To się nazywa obycie. Kindersztuba.

  Ale gdzie my jesteśmy z kulturą, gdy różnym “politykom” i celebrytom na porządku dziennym zdarzają się coraz częściej nie tylko  gafy lecz też zamierzone obelgi, wyzwiska wobec wyżej postawionych, że aż wstyd.  A przecież  już dzieci wołają:

  “Kto się przezywa, sam tak się nazywa!”

  Albo:

  “Przezywanie nic nie boli, niech ci diabeł łeb usmoli.

  Niech cię smoli aż do lata, aż się zrobi z ciebie szmata.

  Taka szmata do podłogi, przyjdą goście, wytrą nogi.”

Ale  te  wyzwiska, obelgi, nie sięgają adresata. Psują, tylko opinię temu, co tak mówi. Że nieobyty. Że gbur. Cham.

Przynosi to takim ulgę? Nie!  Co gorsza, oni sami nie wiedzą, jak to szkodzi im samym!

    Wszelkie negatywne emocje, myśli, bardzo  niszczą nasz układ odpornościowy, który nas broni przed chorobami. Te negatywne to: pesymizm, wrogość, nieżyczliwość, zawiść, nienawiść. Już samo przeżywanie tego przynosi cierpienie, ból, choroby.

  Musimy teraz w czasie pandemii koronawirusa szczególnie dbać o nasz układ odpornościowy, aby przez negatywne myśli i poczynania nie obniżać zdolności organizmu do  walki z chorobą.

 Trzeba teraz skupić się na pokonywaniu pandemii, a nie na walce pomiędzy ludźmi!

Potrzebny nam więc optymizm.  I więcej życzliwości dla bliźniego. I oczywiście: zdrowia i sapiencji.

  A swoją drogą psychologia myślenia, czyli rozwiązywania problemów, to piękna nauka. I jacy piękni są ci inteligentni!

Krystyna Habrat

Reklama

2 KOMENTARZE

  1. Widać doświadczenie zawodowe, wyczucie drugiego człowieka u Autorki. I szacunek, bo to najważniejsze, chociaż nieczęste, niestety. I to jest przykre. Wpadamy w hurraoptymizm, na początku epidemii oklaski na balkonach, śpiewy. Niedługo potem obelgi, traktowanie służby zdrowia jak zarazę, która skądś się wzięła. To boli, nie tylko lekarzy, pielęgniarki, ratowników. Boli mnie i zapewne Autorkę.
    To powszechne zachowania. Dotyczą życia codziennego, polityki, brak nam dystansu. Jak nienawidzimy – to do spodu. Niechby ktoś odważył się mieć inne zdanie od naszego, najmądrzejszego – na wieki wieków wróg. Świetny felieton, jak zawsze.

  2. Dziękuję pani Aniu. Tak, musimy coś robić, by zwalczyć nie tylko zarazę koronawirusa, ale też zarazę nienawiści. Przecież czegoś podobnego, jak teraz, dawniej nie widzieliśmy. Sami chcemy się zniszczyć jako społeczeństwo? Mam nadzieję, że oba szaleństwa przeminą, i wirus i te – delikatnie mówiąc – animozje. Pozdrawiam milutko i życzę zdrowia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko