Strona główna Rok 2024 Nr 563 Franciszek Czekierda – UCZUCIOWE MEANDRY PUCCINIEGO

Franciszek Czekierda – UCZUCIOWE MEANDRY PUCCINIEGO

0
99

Dziewiętnastoletnia Elwira Bonturi, będąc w zaawansowanej ciąży, poślubiła w lutym 1880 roku w Lukce (w Toscanii) Narcisa Gemignani, starszego o cztery lata szkolnego kolegę. Kilka tygodni po ślubie urodziła dziewczynkę, która otrzymała imię Fosca. Trzy lata później urodziła syna Renato. Mąż był sprzedawcą, często wyjeżdżał po towar i w interesach, ona zaś zajmowała się domem i dziećmi. Kiedy Narciso wrócił po kolejnej nieobecności, Elwira nie wytrzymała:
– Już ponad pięć lat siedzę w domu, jak niewolnica, a ty tylko jeździsz i jeździsz.
– Rozmawialiśmy już na ten temat sto razy, ale ty dalej swoje… – odrzekł poirytowany. – Taka jest moja praca i jej nie zmienię. Dzięki niej wystarcza nam na utrzymanie rodziny, domu i służącej.
– Nie o to chodzi, Narciso. Ja już nie wytrzymuję w tym nudnym kieracie codziennych spraw. Duszę się.
– Myślałem, że dzieci dają ci radość.
– Gdyby nie one, dawno bym zwariowała. Zrozum, potrzebuję wytchnienia, może jakiejś odmiany…
Narciso zastanawiał się chwilę, szukając czegoś w pamięci.
– Mam! – zawołał głosem odkrywcy. – Znam młodego zdolnego muzyka po konserwatorium. Nazywa się Puccini.
– Był taki organista w sąsiedniej parafii – Elwira stwierdziła bez entuzjazmu.
– Komponuje i dorabia, udzielając lekcji. Ledwo wiąże koniec z końcem, jak to artysta. Przed rokiem wystawił swoją pierwszą operę Le Villi, która okazała się klapą.
– Do czego zmierzasz? – była zniecierpliwiona.
– Elwiro, masz dobry słuch, ładnie nucisz toscańskie melodie. Może zaczęłabyś się uczyć śpiewu i gry na fortepianie?
– Ja? – zdziwiła się. – Trochę za późno na naukę.
– Odpoczniesz od domowych zajęć, trochę się rozerwiesz. Przy okazji wesprzemy go finansowo, bo szkoda mi go… Powiadają, że jest bardzo zdolny.
– Zastanowię się – Elwira wciąż nie była przekonana.
Nazajutrz, po przemyśleniu propozycji, zgodziła się. Narciso umówił u Pucciniego lekcje i wyjechał w interesach. W styczniu 1886 roku Elwira rozpoczęła naukę. Była muzykalna, więc lekcje przebiegały sprawnie. Po kilku zajęciach grała już proste gamy.
– Świetnie pani idzie, jak na początek – nauczyciel był zachwycony. – Tylko proszę nie leżeć na  klawiaturze – zażartował – lecz przyjąć pozycję, jak artysta na koncercie.
– Nie byłam na żadnym koncercie – poczuła się zawstydzona.
W tym momencie Puccini położył rękę powyżej jej biustu, delikatnie nacisnął i wyprostował tors.
– O, taka ma być pozycja, jak teraz – spojrzał na jej profil. – Wyprostowana, piękna sylwetka – skomentował zachwycony.
Elwira dotknęła jego dłoni, chcąc ją odsunąć. Giacomo uniósł ją i czule ucałował.
– Ależ maestro… – była onieśmielona. – Czy to ma być wliczone w lekcje? – zapytała kokieteryjnie.  
– Ta lekcja będzie gratis – Puccini objął ją i pocałował. Elwira uległa mu z nieskrywanym zadowoleniem.
Po niecałych trzech miesiącach nauczyciel i uczennica zakochali się. W końcu marca Elwira zaszła w ciążę.
Na początku lata para musiała zadecydować o swojej przyszłości.
– Zanim będę miała widoczny brzuch, muszę wyjechać. Mąż nie może się dowiedzieć, że jestem w ciąży… – mówiła zaniepokojona.
– Będzie przekonany, że to jego dziecko – Puccini stwierdził cynicznie.
– Jakiś ty naiwny Giacomo. Od kiedy jestem z tobą, nawet mnie nie dotknął. Zresztą nie próbował.
– Tego mi nie mówiłaś.
– Pewnych rzeczy się nie mówi. Poza tym wiem, że od dawna mnie zdradza.
– O nas wie?
– Chyba się domyśla. – Po krótkiej pauzie zapytała jakby samą siebie: – Nie wiem, co robić, nie wiem, co z dziećmi… – w jej oczach pojawiły się łzy.
Kompozytor wziął jej dłoń w obie ręce.
– Wyjedziemy stąd, zamieszkamy razem – zaproponował.
– Gdzie?  
– Studiując w Mediolanie, któregoś dnia odwiedziłem pobliską Monzę. Jechałem tramwajem i  oglądałem miasto, które mi się podobało.
– Nie wiem, co mam robić, a ty opowiadasz o jakichś wycieczkach – zirytowała się.
– W Monzie zamieszkamy – zawołał entuzjastycznie. – Najpierw jednak rozdzielimy się.
– Musimy? – zlękła się.
– Nie mamy wyjścia. W hotelu w Vacallo zarezerwowali już dla mnie w lipcu pokój, żebym w spokoju pisał Edgara, który od jesieni spędza mi sen z powiek. We wrześniu pojadę do Mediolanu, a potem zaprasza mnie do Caprino Ferdynand, z którym będę ciągnął Edgara.
– Fontana?
– Tak. Mówiłem ci o nim, świetny librecista.
– W takim razie ja przeczekam ten czas u mamy we Florencji – myślała o ciąży.
– Znajomi będą szukać dla nas mieszkania. Muszę im tylko powiedzieć, jakie ma być duże… – zrobił pauzę. – Bo nie wiem, czy będziemy sami, czy…? – spojrzał na nią wyczekująco.
– Sama nie wiem… – wsparła głowę na dłoni. Po chwili kontynuowała: – Na pewno wezmę z sobą Foscę… – rzekła z trudem.
– A Renato?
– Nie twoja sprawa! – krzyknęła histerycznie i zapłakała.
Zapadła złowroga cisza.
– Przepraszam – uścisnęła jego przedramię. – Narciso ma wyjechać na dwa dni – mówiła już normalnym tonem. – W tym czasie spakuję się i zabiorę… – głos się jej załamał – …zabiorę córeczkę – dokończyła z wysiłkiem.
– We wrześniu, najdalej w październiku zamieszkamy w Monzie – Giacomo był pełen nadziei.
– Na wynajem i podróże potrzebujemy sporo pieniędzy. Ja mam niewiele.
– Pompeo Mariani obiecał mi pożyczyć 100 lirów na przeprowadzkę. Pod koniec czerwca wydawca, Giulio Ricordi, przedłuży mi umowę. Co miesiąc będę otrzymywał 200 lirów.
– Masz wspaniałych przyjaciół.
– Oni bardziej wierzą w mój talent, niż ja – rzekł minorowym głosem.

W domu nie było Narcisa. Elwira spakowała sześcioletnią Foscę, tłumacząc jej, że muszą wyjechać razem, a mały Renato zostanie z ojcem. Kiedy matka wycałowała trzyletniego synka i zamierzała z Foscą wyjść, zaniepokojona służąca zapytała:
– Co mam powiedzieć panu, jak przyjedzie?  
– Kochana, błagam cię, opiekuj się dobrze chłopczykiem – zapłakana Elwira dała jej do ręki kilkanaście lirów. – A jemu powiedz, że wyjechałam z Foscą na południe.
W październiku Elwira z córką, po krótkim pobycie u matki, przyjechała do Mediolanu do domu Ferdynanda Fontany, gdzie czekał na nią Puccini. Mieszkanie w Monzie przy Borgo Milano (obecnie Corso Milano) zostało wynajęte dopiero w listopadzie. Kochankowie z dzieckiem zamieszkali w nim w ostatnich dniach tego miesiąca. Nikomu nie udostępnili swojego adresu, z wyjątkiem osób najbardziej zaufanych. Kompozytor rozpowszechniał pogłoski, że Elwira uciekła do Palermo, zaś w korespondencji do rodziny kazał adresować listy na post restante.
Kiedy rodzina dowiedziała się o ich ucieczce, wuj Pucciniego, wspomagający ich finansowo, kazał mu zwrócić przekazane wcześniej pieniądze z odsetkami, uzasadniając to wyrządzeniem przez niego hańby rodzinie. Kompozytor otrzymywał pomoc finansową od wspomnianego Ricordiego, którego rodzina zgromadziła dla niego 18 tysięcy lirów. Po wybuchu skandalu akcjonariusze chcieli wstrzymać swoje wpłaty. Ricordi przekonał ich, aby tego nie robili, zobowiązując się do osobistego zwrotu ich wpłat, gdyby kompozytor w przyszłości nie był w stanie zwrócić przekazanych mu funduszy. Po latach okazało się, że wiara Ricordiego w talent kompozytora była uzasadniona: Puccini okazał się jednym z najlepiej zarabiających kompozytorów epoki.

Dwa dni przed Świętami Bożego Narodzenia 1886 roku Elwira urodziła syna, który otrzymał imię Antonio. Puccini cieszył się, że miał syna, jednocześnie pokochał przybraną córkę Foscę, nazywając ją Beo. Życie pary bez ślubu w ultrakatolickim kraju było trudne. Nad Elwirą wisiało zagrożenie: jej prawowity mąż mógłby złożyć na nią skargę za porzucenie rodziny oraz za czyn cudzołożny, za co groziło jej aresztowanie. Na szczęście tego nie uczynił.
Dwa lata przed poznaniem Elwiry kompozytor napisał swoją pierwszą operę Willidy (Le Villi), o czym była już mowa. Prapremiera odbyła się 31 maja 1884 roku w Teatrze dal Verme w Mediolanie. Dzieło nie odniosło większego sukcesu. Nie załamując się, w listopadzie następnego roku zaczął pisać Edgara. Wieczorami dorabiał, grając na fortepianie w willach dla bogatych rodzin, natomiast Elwira haftowała suknie zamożnym pannom. Późną jesienią i zimą, gdy w mieszkaniu panował ziąb, wszyscy spali w jednym łóżku, wzajemnie się ogrzewając.
W 1887 roku Puccini i Elwira z dziećmi osiedlili się w Mediolanie. Latem ukończył Edgara. W kwietniu 1889 roku w La Scali odbyła się prapremiera. Opera nie odniosła sukcesu, po trzecim przedstawieniu wycofano ją z repertuaru. Dopiero cztery lata później, po jej skróceniu, Edgar spodobał się publiczności w Lukce.
We wrześniu 1891 roku Puccini wynajął dom w Torre del Lago około 30 km na zachód od Lukki. Pierwszym wielkim sukcesem kompozytora była opera Manon Lescaut, której prawykonanie odbyło się 1 lutego 1893 wTeatrze Regio w Turynie. Interpretatorką roli Manon była sopranistka Cesira Ferrani, z którą kompozytor miał pierwszy romans w czasie związku z Elwirą. Rok później uwikłał się w drugi romans z rumuńską śpiewaczką Haricleą Darclée, solistką w Manon Lescaut wystawianą w La Scali. W owym czasie pisał Cyganerię (La Bohème), której prapremiera odbyła się 1 lutego 1896 roku także w Teatrze Regio. Cztery lata później skomponował Toscę, która miała prawykonanie 14 stycznia w Teatrze Costanzi w Rzymie.
Kiedy na początku lutego 1900 roku przygotowywał w Turynie inscenizację Toski, poznał Corrinę Maggia, studentkę instytutu pedagogicznego, późniejszą autorkę książki Nauczanie pracy kobiet i ekonomii domowej w praktyce w szkołach podstawowych. Nawiązał z nią intymną znajomość. Nazywał ją czule Corri lub Piemontką. Ich związek trwał trzy lata do chwili wypadku drogowego 25 lutego 1903 roku. Tego dnia o zmroku kompozytor z Elwirą i synem jechali samochodem. Prowadził zaufany kierowca Guido. Na drodze było ślisko. Wóz wpadł w poślizg i stoczył się do rowu. Elwira, chłopiec i szofer, poza potłuczeniami, nie doznali większych obrażeń, natomiast Puccini złamał prawą nogę między kolanem a kostką. Przez kilka tygodni był unieruchomiony. Kochankowie nie mogli się więc spotykać. W rozstaniu z Corriną swój udział miało wydawnictwo Ricordi, które naciskało na kompozytora, by zakończył romans, bo jego ujawnienie mogłoby zaszkodzić ich wspólnym interesom. Najprawdopodobniej Elwira nic nie wiedziała o Corrinie, choć domyślała się, że jej partner był niewierny.
Ciekawostką jest, że studentka została zidentyfikowana dopiero sto dwadzieścia lat później przez badaczy dokumentów, którzy w domu-muzeum Pucciniego w Torre del Lago odszukali jej imię i nazwisko na brudnopisie jego telegramu.
Dzień po wypadku – cóż za zbieg okoliczności – zmarł mąż Elwiry, Narciso Gemignani z powodu pobicia przez męża kobiety, z którą miał romans. Po upływie żałoby (we Włoszech dla osób najbliższych trwa ona dziewięć miesięcy) Elwira postanowiła zalegalizować swój związek.
– Jesteśmy już z sobą osiemnaście lat… – zaczęła niepewnie.
– Długo z tobą się męczę – powiedział żartobliwym tonem, choć w myślach od razu się skontrował: „Właściwie taka jest prawda”.
– Giacomo, proszę, nie kpij. Rozmawiajmy poważnie.
– Ty zawsze jesteś poważna, a nawet za poważna – zaciągnął się papierosem.
– Do czego pijesz? – zirytowała się.
– Za poważna wtedy, gdy spala cię nieuzasadniona zazdrość.
– Jeśli kiedykolwiek byłam zazdrosna, coś się za tym kryło.
– Nieprawda – zdenerwował się.
– Błagam cię, nie przestawiaj zwrotnicy na inny temat.
– No, więc co z tymi latami?
– Minęła żałoba…
– Byłaś w żałobie? Jakoś tego nie zauważyłem – rzekł kąśliwie.
– Giacomo, po co te drwiny? Możemy bez złośliwości…? – starała się być uprzejma.
– Dobrze, zamykam usta – zgasił nerwowo w popielniczce papierosa.
– Już nie ma żadnej przeszkody, żebyśmy się pobrali – spojrzała mu w oczy.
Puccini wskazał palcem na zamknięte usta.
– Poczytuję to, jako milczącą zgodę – Elwira uśmiechnęła się życzliwie.
– Po raz pierwszy od dłuższego czasu widzę u ciebie miły uśmiech.
– Może po Nowym Roku?
– Nie za wcześnie? Jestem zaabsorbowany premierą Madame Butterffly, która ma być w lutym.
– Giacomo, co miałeś zrobić, zrobiłeś. Wiesz dobrze, że teraz wszystko jest w rękach reżysera, dyrygenta i zespołu. Byłoby cudownie, gdybyśmy na premierze w La Scali wystąpili jako małżeństwo.
Puccini mimowolnie kiwnął głową. Nie był przekonany do małżeństwa z wieloletnią partnerką, którą zdradzał. Był z nią w związku siłą rozpędu, przeżywając więcej chwil trudnych i złych, niż przyjemnych i dobrych. Jednak ze względu na różne okoliczności, wśród których były także sugestie wydawnictwa Ricordii, dotyczące zalegalizowania konkubinatu, kompozytor zgodził się na małżeństwo. Trzeciego stycznia 1904 roku para pobrała się w Torre del Lago w urzędzie burmistrza, potem wzięła ślub kościelny.
Kilka tygodni później, 17 lutego, Giacomo i Elwira jako małżonkowie, uczestniczyli w prawykonaniu opery Madame Butterfly w mediolańskiej La Scali. W czerwcu następnego roku wybrali się w podróż do Buenos Aires na festiwal oper Pucciniego, w 1907 pojechali do Nowego Jorku, gdzie zorganizowano pokaz jego dzieł. Po powrocie z Ameryki pracował nad operą Dziewczyna z Zachodu (La Fanciulla del West). Rok później małżonkowie odwiedzili Egipt.
Kilka miesięcy po ślubie Puccini uległ kolejnemu porywowi serca. Przebywając w Londynie poznał w październiku młodszą o dziesięć lat Sybil Seligman. Oboje zakochali się od pierwszego wejrzenia, co po latach potwierdziła jej siostra, Violetta. Po krótkiej przygodzie miłosnej Angielka została jedną z jego najwierniejszych przyjaciółek.

W maju 1906 roku przyjechał do Budapesztu na premierę Madame Butterfly. Poznał tu węgierskiego kompozytora Ervina Lendvai i jego dziewiętnastoletnią siostrę, Blankę, której dał się oczarować. Korespondowali z sobą kilka lat. Jednak co do ich relacji nie ma pewności, czy znajomość przekroczyła granice niewinnego flirtu. Puccini trzymał jej fotografię na biurku. Któregoś dnia zauważyła ją Elwira.
– Co to za panienka? – podniosła zdjęcie w srebrnej ramce.
– Bianca, Blanka… Siostra Ervina, przyjaciela z Budapesztu. Niewinna istota – stwierdził tonem pozbawionym emocji. Po sekundzie zorientował się, że niepotrzebnie dodał dwa ostatnie słowa.
– Niewinna, jak ty – w jej głosie słychać było nutę oskarżenia.
– Znowu zaczynasz – odciął się.
– Nie będę się dzielić tobą z jakimiś panienkami – rzekła kategorycznie.
– Ona nie jest jakąś panienką. Jest czystą muzą, inspiracją twórczą.
– Raczej inspiracją chuci. Jako żona przypominam ci, żebyś przestrzegał szóstego przykazania.
– Mhh – mruknął bez przekonania.
– Po co ci to zdjęcie?  – machnęła nim przed jego twarzą.
– Powiedziałem ci. Nie pojmujesz, co to jest inspiracja, natchnienie?
– Napawasz się ładną buźką, a potem… wolę nie kończyć – machnęła ręką.
– Elwira, zastanów się. Przypuśćmy nawet, że miałbym jakieś zamiary, co jest absurdem, ale przypuśćmy…, więc powiedz, trzymałbym jej zdjęcie na biurku, do którego masz swobodny dostęp? Myśl racjonalnie.
– Ciekawa jestem ile ukrywasz podobnych zdjęć?
– Błagam cię…
– Skończ wreszcie z tymi panienkami! – wrzasnęła. – A ta Węgierka pójdzie do kosza –odwróciła się na pięcie i ze zdjęciem wyszła.

W chwilach wolnych od pracy kompozytor lubił polować na dziki w pobliskim lesie, oraz na kaczki na mokradłach przy jeziorze Massaciuccoli. Jednym z jego towarzyszy polowań był Leonardo Manfredi, który w tym czasie zmarł. Rodzinie groziła bieda. Wdowa poprosiła kompozytora, aby przyjął na służącą lub pokojówkę jej córkę, szesnastoletnią Dorię. Puccini zgodził się. Dziewczyna była prosta, nieśmiała i delikatna. Pracowała kilka lat, dobrze wypełniając swoje obowiązki. Gdy dorosła, wyładniała, co niepokoiło zazdrosną żonę kompozytora.
Doria miała młodszą kuzynkę, Giulię Manfredi wysoką i zgrabną. Kiedy Giulia odwiedziła krewniaczkę w willi Pucciniego, ten zwrócił na nią uwagę. Dziewczyna, wychodząc z domu, uwodzicielsko się uśmiechnęła. Puccini podszedł do niej. Podał jej rękę i poczuł przyjemny dotyk długich palców. W tej sekundzie jego wyobraźnia zapłonęła pożądaniem:
– Podobasz mi się, dziewczyno – myślał podekscytowany, patrząc zmysłowo w jej oczy.
– Ja też poluję na kaczki – zdawało mu się, że usłyszał jej miły głos.
– Umówimy się na mokradłach?
– Pragnę tego…
Po jej wyjściu Giacomo poprosił Dorię do gabinetu, by ich rozmowy nie słyszała żona.
– Koleżanka? – paliła go ciekawość.
– Kuzynka. Giulia. Pracuje w pobliskiej tawernie.
– Przypadkowo usłyszałem, jak rozmawiałyście o koniach – próbował dowiedzieć się czegoś więcej.
– Ona ma bzika na punkcie koni i polowań.
– To interesujące… – uradował się w duchu. – Zaniesiesz jej liścik?
– Oczywiście, proszę pana.
Puccini napisał list, proponując Giulii spotkanie. W ten sposób czterdziestoletni kompozytor rozpoczął swój kolejny romans z młodszą o prawie trzydzieści lat Toscanką, dziewczyną energiczną, szczerą i pewną siebie. Doria była ich posłańcem, więc często rozmawiała z Puccinim. Zaniepokoiło to jego żonę.
– Kiedy wchodzę do twego gabinetu, mówisz, że przeszkadzam ci w pracy. A ta mała nie przeszkadza ci, gdy bez przerwy u ciebie siedzi – zaczęła od pretensji.
– Nie siedzi, tylko przychodzi i zaraz wychodzi.
– Co wy tam robicie? – paliła ją ciekawość.
– Przecież wiesz, że wspieram jej rodzinę. Leonardo był moim najlepszym towarzyszem polowań.
– Znowu coś przede mną ukrywasz.
– Co to znaczy: znowu? – zirytował się.
– Sam dobrze wiesz…
– Wyraź się konkretnie podniósł głos.
– Na przykład ta Węgierka…
– Sprawa czysta, jak łza. Szczerze ci o niej powiedziałem, a ty i tak wyrzuciłaś jej zdjęcie.
– Albo ta Angielka, Sybill – Elwira nie słuchała go.
– Chyba zwariowałaś. To jedna z największych moich przyjaciółek, osoba całkowicie godna zaufania – rzekł przekonywająco.
– Nie jestem pewna.
– Użyłaś złośliwie słowa „znowu”, więc przystawię ci lustro: znowu spala cię chorobliwa zazdrość – zdenerwował się.
– Przecież widzę, co się dzieje. Starzejesz się, a wciąż ci w głowie młode dziewuchy.
– Pleciesz! Dora jest niewinną dziewczyną.
– Nie wierzę ci.
– Twoja wyobraźnia działa świetnie, jeśli karmi się zawistną zazdrością.
– Ostrzegam, poniechaj schadzek z Dorią, bo się to źle skończy – krzyknęła.
– Uspokój się, kobieto! – krzyknął. – Jesteś w błędzie.
– Nieprawda. Intuicja nigdy mnie nie zawiodła.
– Zawiodła, kiedy zostawiłaś mężowi dziecko.
– Jak śmiesz mi to wypominać! – wybuchnęła płaczem. – Zachowujesz się haniebnie. Przecież uzgodniłam to z tobą.
– Sama podjęłaś decyzję. Jak matka mogła coś takiego zrobić…
– Przestań, chamie! – wydarła się. – Po krótkiej pauzie zmieniła temat: – Odpraw natychmiast Dorię.
– Zostaw ją w spokoju.
– W takim razie ja to zrobię! – ponownie krzyknęła i wyszła z pokoju.
Elwira słyszała, że dzwonią, lecz nie wiedziała w którym kościele; podejrzewając męża o związek z Dorią, nie miała świadomości, że Giacomo romansował z Giulią. Niektórzy jego biografowie twierdzą, że owocem ich flirtu był urodzony w 1923 roku Antonio, który otrzymał takie samo imię, jak syn Elwiry i Giacomo.

Któregoś styczniowego dnia 1909 roku Elwira wygoniła z domu Dorię, obrzucając ją obelgami i oskarżając o romans z mężem. Zaskoczona dziewczyna z płaczem wróciła do rodziców. Wiadomość o tym dotarła szybko do kompozytora.
– Coś ty zrobiła? Wyrzuciłaś dziewczynę, jak psa! Nic mi nie powiedziałaś… – Puccini był rozedrgany.
– Mówiłam ci, żebyś ją odprawił. Nie posłuchałeś mnie, więc ja to zrobiłam – mówiła twardo.
– Dlaczego jej nazłorzeczyłaś?
– Zasłużyła.
– Była najlepszą pokojówką, jaką mieliśmy.
– Dla ciebie na pewno – odparła ze złośliwą satysfakcją. – Cicha woda, co brzegi rwie.
– Nie gadaj głupstw! Między nami nic nie było.
– Było, nie było… Ale na pewno nie będzie cię już kusiła. I nie będziesz miał okazji, by ulegać żądzy, nad którą nie potrafisz zapanować.
– Co za niedorzeczności! Wycofaj się z tego, idź i powiedz jej, żeby wróciła.
– Owszem pójdę i powiem jej sąsiadom, że jest dziwką! – wydarła się.
– Nie waż się! Jeśli to zrobisz, nie chcę cię znać.
– Pójdę! I będziesz mi za to dziękował.

Kilka dni po wyrzuceniu Dorii, Elwira spotkała ją na ulicy przed jej domem. Na oczach sąsiadów wyzwała ją od dziwek. Sprawa nie skończyła się na jednorazowym incydencie; zniesławiła ją przed księdzem, dodając, że zrobi wszystko, żeby została usunięta z miasta. Prosiła go także, by porozmawiał z jej matką. Przez miesiąc prześladowała dziewczynę, publicznie obrzucając ją obelgami.
Po tych atakach Doria załamała się. 23 stycznia 1909 roku połknęła kilka tabletek żrącego środka do czyszczenia łazienek. Dostała krwotoku. Po pięciu dniach cierpień, mimo prób ratowania, dziewczyna zmarła. Sekcja zwłok wykazała, że była dziewicą.
Kompozytor był zdruzgotany i wściekły na żonę. Wpadł do jej pokoju.
– Zabiłaś niewinną dziewczynkę! – krzyczał.
– Nie oskarżaj mnie o to, czego nie zrobiłam. Ostrzegałam ją tylko, żeby mi ciebie nie zabrała. Rozmawiałam nawet z księdzem – broniła się nieporadnie.
– Idiotko, nic nie rozumiesz! Nie widzisz, do czego doprowadziłaś? – mówił pełen rozpaczy.
– Jestem niewinna – zapłakała.
– To już nie jest chorobliwa zazdrość, ale jakaś anormalność, nieprzytomna nienawiść!
– Człowieku, ty jesteś źródłem zła! Ono powoduje, że masz skrzywioną skłonność do dziewczyn. Przez wszystkie te lata dobrze cię poznałam. Jeżeli zobaczysz jakąś pięknotkę, wyłącza ci się rozum. Spójrz na siebie, zanim zaczniesz oskarżać mnie – broniła się sprytnie.
– Przeklęta diablico! Odwracasz kota ogonem. Jeśli nie potrafisz dojrzeć w sobie winy, nasze wspólne życie nie ma sensu. Koniec tego! Wyjeżdżam.
– Rób co chcesz.

Kompozytor chciał jak najszybciej opuścić dom, który kojarzył mu się ze śmiercią niewinnej istoty. Dziesiątki artykułów prasowych opisujących i komentujących sprawę przyspieszyły jego decyzję. Wyjechał do Rzymu, zamieszkując w hotelu Quirinale. W tym stanie ducha nie mógł komponować. Rozpoczęta opera Dziewczyna z Zachodu musiała poczekać na lepszy czas. Została ukończona rok później, w 1910 roku. Do swojej przyjaciółki, Sybil Seligman, napisał, że jest zdruzgotany i nie chce słyszeć o Elwirze, a biedną dziewczynę ciągle ma przed oczami.
Mieszkańcy Torre del Lago byli wstrząśnięci tragedią, a za śmierć Dorii obwiniali Elwirę. Ta, obawiając się samosądu, chyłkiem wyjechała do Mediolanu. Rodzina Manfredich wytoczyła pozew sądowy, oskarżając ją o zniesławienie i przyczynienie się do samobójstwa. W lipcu 1909 roku sąd w Lukce skazał ją zaocznie na pięć miesięcy i pięć dni więzienia, grzywnę w wysokości 700 lirów oraz odszkodowanie za poniesione przez rodzinę szkody. Puccini, choć wciąż żywił do niej głęboki uraz, postanowił ją ratować. Wynajęci prawnicy doprowadzili do ugody: rodzina zrezygnowała z apelacji za 12000 lirów odszkodowania (średnie roczne wynagrodzenie w tym czasie wynosiło około 900 lirów).
Pół roku wcześniej, na początku lutego, kilka dni po tragedii, Puccini rozpoczął proces separacji z żoną. Finałem rozprawy było, ku zaskoczeniu wszystkich, pogodzenie się małżonków 20 lipca. Jednak ich małżeństwo bez uczucia przypominało wydmuszkę.

Latem 1911 roku w Viareggio w Toscanii Puccini poznał bawarską baronową, Josefinę von Stengel, młodszą o 28 lat. Wkrótce się zakochał. Nawiasem mówiąc Josi, jak ją pieszczotliwie nazywał, dobrze znała język włoski. Rok później byli na festiwalu w Bayreuth, a w 1915 roku przeżywali upojne chwile w Szwajcarii. W apogeum miłości kompozytor planował wybudować z myślą o niej willę w Viareggio. Kiedy Włochy przystąpiły do wojny po stronie państw Entanty, u kompozytora interweniował włoski konsul, który przyczynił się do zakończenia jego związku z Niemką. Po zakończeniu wojny Puccini rozpoczął budowę willi w Viareggio, a w grudniu 1921 roku wyprowadził się z Torre del Lago i osiedlił się na stałe w nowym miejscu. Giacomo planował w nowym domu zamieszkać z kochanką, lecz schyłek żywota spędził w nim u boku niekochanej żony. Los, jak zwykle, był złośliwy.
W okresie wojny kompozytor napisał operę Jaskółka(La rondine,1917) i Tryptyk (zestaw jednoaktówek: Płaszcz, Siostra Angelica, Gianni Schicchi), którego prapremiera odbyła się w 1918 roku w Metropolitan Opera w Nowym Jorku.

Ostatnią miłosną przygodą niezmordowanego w sprawach sercowych kompozytora była młodsza o trzy dekady niemiecka sopranistka z Hamburga, Rose Ader, którą poznał wiosną 1921 roku. Spotykali się w Wiedniu, Monachium i Mediolanie. W tym czasie pracował nad swoją ostatnią operą, Turandot, której już nie zdążył ukończyć. Z myślą o sopranie kochanki pisał partię Liù. Romans zakończył się po dwóch latach.
W 1923 roku Puccini otrzymał honorową legitymację członkowską Narodowej Partii Faszystowskiej. Rok później, pod koniec listopada, przeszedł w Brukseli operację gardła, na które skarżył się od marca. Trzy dni po zabiegu czuł się dość dobrze, jednak następnego dnia nastąpiło załamanie. Zmarł 29 listopada 1924 roku w wieku sześćdziesięciu sześciu lat.

Giacomo Puccini jest przykładem wybitnej jednostki dotkniętej psychologicznym syndromem dezintegracji pozytywnej, polegającej m.in. na istnieniu rozbieżności między wspaniałym życiem oficjalnym i genialną twórczością, a mroczną, skrywaną prywatnością. Zastanawiam się, czy był człowiekiem o podwójnej osobowości, niczym doktor Jekyll i mister Hyde?
Puccini to artysta, który potrzebował dla funkcjonowania i rozwoju inspiracji w postaci romansów i miłostek. Dodatkowo poprawiały one jego samopoczucie i wzmacniało ego. Rozmaite związki z kobietami, zarówno prostymi, jak i wyrafinowanymi intelektualnie, były źródłem szerokiej gamy doznań. Ową różnorodność przeżyć określał mianem małych ogrodów – piccoli gardini. Uprawiał je z pasją, co syciło go i pobudzało do nowych artystycznych wyzwań.
Paradoks Pucciniego polega na tym, że żyjąc w ciągłej nierównowadze między rodziną, a przygodnymi związkami z kobietami, między brakiem miłości małżeńskiej, a „zakazanymi” miłościami i miłostkami, między życiem oficjalnym, a utajonym, słowem między moralnością, a jej brakiem lub opacznym jej rozumieniem, tworzył swoistą równowagę (patologiczną?) niezbędną dla procesu tworzenia.

Franciszek Czekierda

Poprzedni artykułJanusz M. Paluch – Najważniejszy na  świecie Pawełek…
Następny artykułMałgorzata Kulisiewicz – Wiersze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko