Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
421

Marai jako niedzielny kronikarz

Sandor Marai nie zawodzi w żadnej formie pisarskiej. Znakomita jest jego proza, znakomitsze jeszcze moim zdaniem jego wielkie dzienniki, a okazuje się też, że był wyborny jako felietonista. „Kronika niedzielna” obejmuje jego felietony  z lat 1936-1943, pisane dla budapeszteńskiego dziennika „Pesti Hirlap”. I jak to felietony, poświęcone są tematom najrozmaitszym, od „Sasa do Lasa”, oczywiście w najlepszym tego określenia sensie. W wymiarze tematycznym są one w dużej części poświęcone historii wtedy się w Europie i świecie dokonującej. Głos Marai, to głos węgierskiego artysty i inteligenta zatroskanego o losy jego ojczyzny i świata. Miejsce i okoliczności (dyktatura faszystowska, prohitlerowska admirała Miklosa Horthy) sprawiły zapewne, że Marai nie mógł ujawnić w sposób radykalny, otwarty swoich poglądów, ubierał je w sformułowania do przyjęcia przez cenzurę, nie mniej nie sposób mieć wątpliwości co do tego, co i jak naprawdę myślał. To, co najbardziej w tych tekstach uderza, to wręcz genialnie prekursorskie traktowanie problematyki Europy jako kulturowej wspólnoty. W owym czasie marszu autorytarnych i totalitarnych dyktatur przez Europę była to tematyka daleka od oczywistości. Dlatego akcentowanie duchowego dorobku Europy, transgranicznej i ponadczasowej jedności jej ideałów itd. czyni Marai’a jednym z duchowych proroków integracji europejskiej, na którą wtedy dalece jeszcze się nie zanosiło, chyba że w krwawej nazistowskiej wersji paneuropy Hitlera.  Jednak akurat nie te felietony w których snuł historiozoficzne i geopolityczne rozważania – nawiasem mówiąc, na ogół dość odległe od klasycznej formuły felietonu prasowego – wydają mi się najatrakcyjniejszą warstwą lektury „Kronik niedzielnych”. Najlepszy Marai jest w tych felietonach, które odbiegają tematycznie od wielkiej polityki i historii. To Marai z „Baru kawowego” bystry obserwator życia, wysnuwający fascynujące wnioski i uogólnienia z materii codzienności. To Marai  z „Zegara” snujący ciekawe rozważania o naturze czasu i jego upływu. To Marai piszący o stylu „Biedermeier, o „Polu golfowym”, o „Sklepie obuwniczym”.

Sandor Marai – „Kronika niedzielna”,przekł. Irena Makarewicz, Czytelnik, Warszawa 2019, str. 335, ISBN 978-83-07-03452-2


Niezwykły fenomen zwykłości

„Niezwykły świat zwykłych ludzi” – tak zatytułowała swoje posłowie do tomu opowiadań Dezső Kosztolányi (1885-1936) Teresa Worowska, zasłużona znawczyni i tłumaczka literatury węgierskiej (m.in. wspaniałych dzienników Marai’a). Tytułowe sformułowanie nie jest bynajmniej tylko efektowną frazą. Jednym z najtrudniejszych zadań sztuki (w tym literatury) jest pokazanie materii, jaką tworzy świat zwykły i banalny, świat naszej codzienności i znalezienie dla jego opisania właściwej, adekwatnej artystycznej, estetycznej formy. Interesujące pokazanie zwykłego człowieka – to znacznie trudniejsze niż ukazywanie niezwykłości, która jest często „samograjem”. Wielki był Homer, wielki Szekspir, wielki Goethe, wielcy wszyscy szumni poeci, którzy pokazywali wielkie sprawy, wielkie uczucia, wielkie myśli i wielkie postacie, ale czy z ich talentami nie było im łatwiej niż cichym pracownikom literatury, tym którzy pochylają się nad szarością egzystencji? Nadzwyczajni bohaterowie i nadzwyczajne sprawy same zalecają się swoją barwnością. Ale jak w sposób fascynujący pokazać szare życie szarych ludzi? Dezső Kosztolányi należy do mistrzów w tej literackiej domenie. Pokazał świat zwykłych Węgrów w sposób tak frapujący, jakby pisał o wielkich bohaterach i ich barwnych przygodach. Jego opowiadania to mikro-studia banalnych zdarzeń, zwykłych sytuacji, pospolitych ludzi, ale to wszystko pod wyrafinowanym piórem Kosztolanyi nabrało niezwykłego kształtu i barw. Teresa Worowska w swoim posłowiu ujęła to tak: „ Z drobnych spostrzeżeń wysnuwa on głębokie refleksje, a prawdziwe tragedie zagęszcza w codzienne, opowiedziane lekkim, czystym, jasnym stylem historie. Zabiegani, zajęci swoimi powszednimi obowiązkami bohaterowie niczego nie podejrzewają, gdy nagle otwiera im się pod stopami głębia, mała prywatna otchłań, w której widzą samych siebie innymi, nieoczekiwanymi i która ukazuje złożoność i nierozwiązywalność najzwyklejszych spraw. Uświadamiamy sobie, że wszystkim nam dana jest możność doznawania całego bogactwa przeżyć, że nie potrzeba nadzwyczajnych wydarzeń czy przygód, byśmy mogli poznać pełną skalę uczuć, wrażeń, refleksji, którą przynosi pozorna nijakość dnia powszedniego…”. Pierwszy z dominujących w prozie Kosztolanyi motywów, to „kłamstwo nasze codzienne”, żywioł kłamstwa, fałszerstwa, półprawdy, samooszustwa, gry, przeinaczeń, jako jeden z najsilniejszych fenomenów obecnych w ludzkiej naturze, w życiu społecznym i prywatnym.  Drugi, to fenomen prowincji: „Prowincja to ziemia cudów. (…) Tam, gdzie nic się nie dzieje, gdzie jest tylko wino, karty i głęboki, najgłębszy smutek, życie duchowe intensyfikuje się, ale nie ujawnia, i staje się coraz bardziej głębokie, gęste, esencjonalne, dziwne” – pisał Kosztolanyi. Trzecim wreszcie silnym  motywem w prozie Kosztolanyi jest śmierć. „Właściwe zawsze interesowała mnie tylko jedna rzecz: śmierć. I nic innego” – napisał. O wszystkim tym pisał Kosztolanyi w właściwym sobie lekkim, zniuansowanym stylem naznaczonym przewrotnością, ironią, m.in. poprzez swoją porte-parole, postać Estiego. Sandor Marai jego opowiadanie „Chiński wazon” nazwał arcydziełem. Tom opowiadań Dezső Tom opowiadań Kosztolányi, tego „znawcy ukrytych zakątków ludzkiej duszy” to wspaniała esencjonalna lektura.

Dezso Kosztolanyi – „Dom kłamczuchów”, przekład i posłowie Teresa Worowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, str. 404, ISBN 978-83-66272-68-2


Podkasana muza II Rzeczypospolitej

Nie jestem człowiekiem przedwojennym, lecz mocno powojennym, ale w czasach mojego dzieciństwa (lata 60-te) radio i telewizja przepełnione były przedwojenną lekką muzą. Piosenki w wykonaniu Hanki Ordonówny, Eugeniusza Bodo czy „Chóru Dana” i innych były na porządku dziennym emitowane w eterze i na ekranie, już to w archiwalnych nagraniach oryginalnych, już to w wykonaniu współczesnych aktorów. Ileż to razy słuchałem w rozmaitych wykonaniach takie piosenki jak „Ada to nie wypada”, „Ach jak przyjemnie”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Co nam zostało  z tych lat”, itd.! Często pokazywano też w telewizji filmy przedwojenne, które pojawiały się też w regularnym repertuarze kin, a nie, jak dziś, jako zamierzchłe kurioza i cymelia. Przecież w końcu popularny „Kabaret Starszych Panów” czerpał inspirację z przedwojennej lekkiej muzy, przetwarzając ja na pastiszowy sposób. Po latach zrozumiałem, że wszystko miało to swoje źródła w aspekcie pokoleniowym. W latach sześćdziesiątych ludzie 50-letni a tym bardziej starsi, doskonale, z autopsji pamiętali przedwojenne czasy i była to także ich muza. „Tango Milonga” Ryszarda Wolańskiego to „barwna opowieść o przedwojennej, rozśpiewanej i „rozgranej” Warszawie i jej niezapomnianych przebojach”, jak napisał na obwolucie edytor. Autor prowadzi nas przez lata dwudzieste, lata trzydzieste, przez ówczesne kabarety, teatrzyki rewiowe (m.in. słynne „Qui pro quo”, „Perskie Oko” czy „Morskie Oko”), modne kawiarnie, dancingi, kluby, poznaje z ówczesnymi przebojami, ich autorami i wykonawcami, ze znanymi konferansjerami (jak Fryderyk Jarossy). Ten barwny świat, jak mawiano – „podkasanej muzy”, opisał Wolański także barwnie (pamiętajmy, że nawet najbardziej atrakcyjny temat może popsuć kiepski autor), z rozmachem, którego nie zawęża fakt, że historię tę opowiada przez pryzmat biografii jednej z najważniejszych postaci tego czasu, autora legendarnych przebojów tego czasu z „Całuję twoją dłoń, madame” i tytułowym „Tangiem Milonga”. Czytając tę kolorową opowieść słyszy się w wyobraźni tony i słowa szlagierów tamtych czasów. To bogata, dynamiczna, barwna i dźwięczna opowieść o czasie, który jest już tylko legendą, do tego bogato ilustrowana, także po części unikalnymi fotografiami i materiałami ikonograficznymi.

Ryszard Wolański – „Tango Milonga”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2019, str. 413, ISBN 978-83-8062-567-9

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko