Wiersze tygodnia – Kazimierz Kochański

0
638
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Zaploty

Otworzył się widnokrąg,
zajrzało nieznajome,
dziwnie nie nieśmiałe;

jakby wypadło coś z rąk,
nice zmieniły stronę,
stałe się stało niestałe.

W deklinacji rozgardiasz,
w bezładzie wstyd się gubi,
jasne nieprzejrzyste;

w pasjansie- o dziwo – mariaż,
więc kogoś ktoś poślubi.
To wróżby oczywiste.

Gnębi cię środek koła
– tak pętla ciśnie szyję –
rzucasz szkic na papier;

chciałbyś by ktoś zawołał,
ale to pies wyje,
bo pora wyjść na spacer.

Zludzenia

Może to wina cienia,
że nie wzeszło słońce?
Nie chciało, byś nie sama
chodziła po lesie.
Nie spadła kropla deszczu,
a czas grzybobrania;
spadł nieostrożny żołądź
w uchyloną kieszeń.

Wyszłaś przed dom, ciekawa,
ile dni panieństwa
wywróży pajęczyna
spod sufitu w sieni.
Zamiast mgły, dziwne mdlenia,
książę bez zwycięstwa,
szaleje jarzębina
w ekstazie płomieni.

Lata, chyba nie było,
brak przed domem śladów.
Spraszasz, w złudach, rzęsiste
dni jesiennych deszcze.
Jeszcze się w liściach złoto
dość nie wyzłociło.
Jeszcze nadzieja w słońcu;
bo ty młoda jeszcze.


Szarapy

Zgubiłem się,
w pacierzu długie frazy…
Zachowaj od zarazy,
Panie. Śnię –

międzychwile.
Och, daj nam zdrowie. Raty
spłacam. Przeszedłem na ty
z księdzem. To tyle.

Bez grzechu?
Mógłbym. Któryś w niebie,
wiesz wszystko. A ja, nie wiem
nic, o człowieku.

Świt. Zaraz –
co jeszcze przed amen?
Zgubiłem się. Za dużo chciałem
na raz.

Rozbieżności

Nie znajdujesz dla siebie nic.
Czerpiesz wodę z dziurawej łodzi.
Czy wypada przed siebie wyjść?
O co chodzi?

Drżysz, nim przyjdzie do ciebie lęk.
Sycisz biednych. Dokarmiasz koty.
Dbasz o myśl przewodnią. O motyw.
Kawę słodzisz.

Piękny dziś zapowiada się dzień.
Rankiem, w parku zagościł chłodzik.
Też byliśmy piękni. I młodzi.

Zwietrzył szansę bezdomny pies,
źle się kończą takie zabawy.
Gołębicę gnębi – dla wprawy.

Jantarowo

Z dłoni w dłoń przesypujesz
piasek na plaży,
szum odsiewasz od marzeń.
Ślad goryczy strzepujesz do morza.
Słoność muszlą odgarniasz
od dobrego słowa.

Cienie –
przekształcasz w natchnienie.
Smugi –
nie swoje spłacasz długi.
Rastry –
jak pszczele plastry
ocieplają słoty i szarugi.

Bursztyn tuląc do serca,
wracasz z oddali,
sycisz się rytmem fali.
To co w dłoniach masz, już jest twoje.
Sztormy mają moc, grozę,
ale się nie boisz.

Przetknięcia

Nie chce mi się nic
więcej
lśnić błyszczeć w annałach
waszym pięknem się mienić
i rozmieniać między
nie chce mi się u-
mierać
u-giąć w parafrazach
u-krywać i u-mywać
u-dawać
rwać przędzy

Niech cedzi słowo
-toki
taki co ma siłę
przebicia i przewicia
giną w płócien wątkach
niechcące zła i dobra
sedna nieprzybyłe
nieczytelne osnowy
i końce w początkach.

Wpisany w okrąg

Nie przeraża mnie morze,
muszli trwożny szum,
ostrość drobiny piasku,
głębia w grzywach fal;
boję się raczej siebie,
niepokornych snów,
nieczystości objawień,
niestałości dna.

Półprawd swoich się boję,
nadodwagi w grach,
nadspokoju wśród obaw,
nienależnych braw;
nie proponuj mi wiary
w poprawę i żal,
nie ozdabiaj mnie pięknem
przyodzianym w strach.

Pływy

Odlatują ptaki
pustoszeją plaże

kurczy się bezkres

przetrząsają piasek
poszukiwacze szczęścia

niepokój fal.

Zawroty

I cóż
że kocham
sasanki
Sine Mgły na Wyżynach
zwinki i zaskrońce

klękam przed moją wiosną
a skronie gorące
przeistoczeniem

w pochyleniu głowy
myśli przyziemne

i cóż
że to moje
Zalesie
– Górne.

Z kraju i ze światła

Dobrze, że żyjesz

Mówią różnie
wiedzą różnie

Dobrze, że żyjesz

Budzisz niepokój,
usypiasz obawy

Dobrze, że żyjesz

Pod adres zwrotny
otrzymuję listy moje i twoje

Dobrze, że żyjesz

Czasem mijam
starzejącą się pamięć

Dobrze, że żyjesz

O mnie wiadomo
coraz mniej

Dobrze, że żyję.

Przedmowa

Znam
kilka języków
obcych znam
ale nie rozumiem

Uczę się
siebie

Są głębie
niepoznania wzniosłości
nie do-
godności

Czy zdążę zapytać
o życie
własnymi słowami?

Ustoiny

Woda dobrze się kojarzy

trzymam język
za zębami ze względu
na płynność

Piszę – choćby
dla siebie – dobrze

mieć coś
do powiedzenia

– wierszuję wszystkim.

Rozciągłości

Dzieje się

na wschodzie i zachodzie
blisko południa wiadomości
północ chłodna trwa
przesilenie na granicach

Dzieje się

miało być a jest
to co chcesz może
kiedyś ale gdyby

Dzieje się

nawet chociaż nie
ponieważ…

… dzieje się.

Atmosferycznie

Dopada

już leje
bez umiaru

bez tchu
biegnę
gdzie grunt
pod nogami
suchy jak oddech
deszczu
obietnic poprawnych

Dopada

odległe i bliskie
twoje i moje
nieswoje
nieobce

Zawsze jest jakaś
pogoda

Pogadajmy.

Dowolności

Migocą
obrazy w przedsionkach
niepewny niepokój
o zmianach mówią
w wizjach mniej
mnie

odchodzą
obchodzą zawodzą
taka jest rola
błędnika

brak równowagi

nic to
najważniejsze zdrowie
– no to cyk!


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko