Izabella Teresa Kostka – Z ZIEMI POLSKIEJ DO WŁOSKIEJ: Baśniowość i polskość w twórczości URSZULI JOANNY WINTROWICZ

1
404

Me powikłane włosko – polskie ścieżki literackie skrzyżowały się pewnego popołudnia z jedną z Rodaczek, którą jak i mnie los zawiódł na włoską ziemię. Urszula Joanna Wintrowicz żyje i tworzy od dwudziestu lat w Neapolu, ale jej serce, a przede wszystkim dusza, zakotwiczone są głęboko w nadbałtyckim kraju. Twórczość Urszuli to połączenie wielkiej miłości do Polski wraz z wyrafinowaną wyobraźnią i wrażliwością artystyczną. Na dużą uwagę zasługuje charakterystyczny język i stylistyka wierszy: starodawna średniowieczna polszczyzna, klasyczna forma utworów (sonety, ballady, strofa saficka, jedenastozgłoskowce, zamiłowanie do rymów, wyraźne wpływy wielkich autorów przeszłości jak Shakespeare, Dante, Mickiewicz, Saffo / Safona i inni) połączone z oryginalnymi, czasami surrealnymi metaforami i figurami retorycznymi. Mimo wyraźnego upodobania do klasycyzmu i wielokrotnego używania rymów, wiersze Wintrowicz nie należą do tak często spotykanych “banalnych produktów komercyjnych”, lecz odznaczają się dużym bogactwem lingwistycznym, głębią przekazu i znaczną dojrzałością emocjonalną. To świat ludowych baśni, mitologicznych bogów, onirycznych wizji o gotyckim, często mrocznym charakterze (wiersz “Pan cmentarnych nut”) i osobistych, intymnych kobiecych refleksji (“Pocałuj klamkę z drugiej strony”). Teksty Urszuli Joanny Wintrowicz są wielopłaszczyznowe i zasługują na wielokrotną lekturę, gdyż za każdym razem odkryć można nowe znaczenie każdej strofy i zinterpretować całość w odmienny, rewolucyjny sposób. Z pewnością twórczość ta nie należy do prostej i łatwej w odbiorze literatury, wymaga od czytelnika dużej wrażliwości i koncentracji oraz znajomości różnych kultur. Talent Urszuli Joanny Wintrowicz jest na pewno niezaprzeczalny, eklektyczny i potrafi zaskoczyć, potrzebuje z pewnością życzliwości serc i umiejętności słuchania nawet ciszy, w której to rozwija skrzydła niepohamowana inspiracja twórcza autorki. Życzę wszystkim miłej lektury!

Izabella Teresa Kostka Mediolan, czerwiec 2019.

• BIOGRAM

Urszula Joanna Wintrowicz urodziła się 11 marca 1964 r. w Niemczy na Pogórzu Sudeckim i pochodzi z patriotycznej rodziny. Jej dziadkowie uczestniczyli aktywnie w powstaniach o wyzwolenie Polski, sama też brała czynny udział w Solidarności. Urszula od dziecka przejawiała zdolności do tworzenia wierszy. W wieku czterech lat próbowała uczyć się je pisać, ale dopiero jako pięciolatka poznała arkany alfabetu i powstały jej pierwsze wierszyki. Po śmierci ukochanej babci Urszula porzuca poezję. Powraca do niej w wieku szkolnym. W szkole ceramicznej poznaje działaczy Solidarności i bardzo ją wciąga walka o wolność. Na jednej z manifestacji zostaje brutalnie uderzona w kolano i za ten czyn do dzisiaj płaci niepełnosprawnością. W 2011 r. powraca do pisania, ale nigdzie nie publikuje. Możemy powiedzieć, że do tej pory powstało około trzystu utworów. Jej domeną jest klasyka, napisała 180 sonetów do tragedii “Boski chór” (cykle sonetowe o parze aniołów). Urszula kocha historię starożytności i często sięga w głąb dawno zapomnianych kultur np. Etruskowie, japońskie dynastie z początku powstania Cesarstwa. Jej miłością jest średniowieczny język: ballady opowiadają o pradawnych Bogach Ślężan. Jest również autorką kilku obrazów oraz waz i pater ceramicznych, a przede wszystkim zagorzałą zwolenniczką pokoju. Od wielu lat działa w towarzystwie kobiet z całego świata “Donne Arcobalene / Kobiety tęczy “. Od dwudziestu lat mieszka z synami w Neapolu, tam też miała kilka wystaw swoich prac. Urszula próbuje różnych stylów, ale jej dusza tkwi w klasyce, bardzo ją pochłania szukanie samej siebie. Odnajduje drogę i konsekwentnie nią kroczy. Jej mottem na życie jest neapolitańskie przysłowie “Jak wróg zatrzasnął ci furtkę, Bóg otworzy możliwości wrota (szerokie wrota)”. Brała udział w kilku antologiach, ale jej celem jest wydanie trzech autorskich książek: “Spowiedź Naiwnej” , “Córka z niebiańskiej gawry” i “Obietnica Mieszczki”.

• TRZY WIERSZE WYBRANE

POCAŁUJ KLAMKĘ Z DRUGIEJ STRONY

Stukałam nikt mi drzwi nie otwierał,
bo puste odgłosy w tle się pogubiły.
Całowałam rdzę a w język uwierał,
stalowy gwóźdź, a wspomnienia odżyły.

Lizałam gorycz udawając słodycz,
drgawki przypomniały mleczny matecznik,
ostentacyjnie dodając brzydocie urody,
w odrętwieniu stałam jak wydłubany świecznik.

Uchylone perspektywy błądzą w korytarzu,
w ciemnych pajęczynach głos się śmieje.
Zawzięty smok zabija słowa w pasażu,
nikt nie otwiera drzwi, choć na dworze dnieje.

Łom, a co ja łomem rozwalę klamkę,
żeliwne serce mojej możliwości,
w szparę złudzeń jeszcze mocniej zamknę,
na zawsze się pozbędę, przestrzennej zazdrości.

PAN CMENTARNYCH NUT

Dwa filary emocji, igrają w ogniu,
kandelabr otwiera trzy mosiężne ramiona.
W wosku świec w szepcie milknie pochodnia,
w lejącej mazi, niepewność uśpiona.
To nie cisza to namiastka snu,

zespolony abażur rytm ścieżek dopadł.
Kręci myśl w pożarze lękliwym,
latarnia popadła w letarg, a pył opadł.
Niezręcznie przesiąknięty snem urokliwym.
Płaczliwie ogląda całun z lnu.

Poległych rączka dogasa w milczeniu,
topi ostatni knot, oddech chodnika,
śmiertelny trotuar pozostał w oddaleniu,
grobowy kwiat wypatruje śmietnika.
Obdarta gałązka trzydniowego bzu.

Na kamieniu metryka datami uwiera,
wyrywa ramiona wszechobecny wariat,
krwawą emalię spod paznokci zdziera,
w niebyciu utkwiła zrażona latarnia.
Sprzeciwiła blask monotonii złu.

Przenikają duchy gonią puste słowa,
ruszyła z kopyta pamięć wolnej wiary.
Zapisaną cenzurkę osmoli od nowa,
rozbudzi w nocnych ćmach, poranione mary.
Ciemne upiory nie odrąbią głów.

Śnij, bo tylko w mroku dojrzysz nikły blask,
trójramienne ostrogi marnej ludzkiej duszy.
W chichocie losu pełen złudnych łask,
w woskowych źródłach, świt światło pokruszy.
Na cienkiej porcelanie pieczątka z mchu.

W pokorze staniesz, u potęgi wrót,
pokłonem zmyjesz na koszuli plamy.
Zagarniesz wiedzę urokliwych cnót,
niebiańskiej latarni odblask nieznany.
Pozostaniesz panem cmentarnych nut.

POMYLONY ADRES

Pójdę łąką jakbym zapomniała adresu,
lekko stopami wygładzę wonną trawę.
Pójdę łąką w tajemniczym uniesieniu,
odejdę w otchłań gdzie czeka tęsknota.
Zabiorę wiatr szumiący w drzewach,
widok oliwek zapach dzikiego ogrodu,
nic na drodze pewności nie przeszkodzi
kiedy nagość przysłania niewdzięczność.

Ubranie? Co mi tam ubranie,
kiedy obnażona dusza też zaśpiewa,
zadziwi łąkę w upalne wieczory,
ciszą wymodli rachunek sumienia.
Wiernością ćmy otoczę krąg światła,
polecę w nicość gdzie spokój wieczny,
moje piersi przytulą ognia iskierki,
chcą czegoś ode mnie? Ja dać im nie mogę.

Pszeniczne łono ze wstydem chowam
w zagonie pozostał okruch młodości,
nieznana łąko słoną łzą zroszę podłoże,
widzisz naturo? Stałam się trawą.
Zdeptanym kwiatkiem za ciasnym butem,
słyszysz harmonio? To tylko szloch,
wyrzuca z duszy obronne jęki,
kosztuje gorzkie wywary z goryczy łąki.

W dłoni trzymam list z pustą kopertą.
Siano uwiera w nozdrzach plewy kłują,
uleciała wiadomość od kogo?
Ktoś pomylił adres! Ja tam już nie mieszkam.
Wróć, wróć! Niesforne myśli decyzję buntują.

(Wiersz eksperymentalny)

Urszula Joanna Wintrowicz

Prawa autorskie zastrzeżone

Artykuł opublikowany na portalu literackim “Podtekst kulturalny”:

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko