Leszek Żuliński – Polska mgła w Londynie

0
191

         Z pewnym opóźnieniem trafił ten tomik do moich rąk, ale warto o nim cokolwiek napisać i przede wszystkim nagłośnić mało znaną w Polsce autorkę, która od lat mieszka w Londynie. Tutaj zresztą, w Polsce, wydała kilka swoich tomików. W Londynie jest aktywna – prowadzi tam pismo „Pamiętnik Literacki”; należy do miejscowego Pen Clubu. Debiutowała tomikiem pt. Dziewanna (1985), ma także sporo innych publikacji, także tomiki wydane w języku angielskim. Jednym słowem, Mickiewicz żyje literaturą. M.in. jest laureatką medalu Gloria Artis.

         Zawsze mnie intrygowało, jak po wielu latach emigracji można pisać wiersze do głębi nasiąknięte polska dykcją. U Pani Anny Marii Mickiewicz jest to całkowicie naturalne.

         U niej między kanałem La Manche a Wisłą odległość wciąż jest malutka. Oto wiersz pt. Wieczorami śnię: Widzę tańczące dziewczęta / Rozległe bagniska / Wśród łąk / Ktoś śpiewa na Białorusi… // Zamarznięty obraz dzieciństwa / Zatrzymany / Jak w szklanej kuli // Jeżeli wrócę w rodzinne strony / Boję się, że sen ucieknie.

         Sentymenty przeszłości są jednym z budulców tych wierszy. Ale nie tylko one. Autorka często nawiązuje do swoich egzystencjalnych spleenów, jak w tym wierszu pt. Buty: Spotykam ludzi / Obserwuje ich buty // Zdarzają się ciche / I te schodzone // Nie świadczą o zamożności / Niby wygodne / A ograniczają / Wybieramy te, które przeszły wiele mil / Wybieramy nasza własną cichą drogę // Odchodzenia / Przechodzenia przez życie / Wędrówki w kierunku zachodu słońca / Ale nigdy poranka

         Znalazłem tu nawet „ważny wiersz” pt. Trzynastego Grudnia: Wyniośle zacisnąć wargi / Na jak długo? // Parują stawy w lesie // W stronę dalekiego domu / Dym zaciera pole widzenia / Porządek świata / Wzywa pomocy // Rozpadły się słowa „Wywrotowca” // Wywietrzały / jak stara szafa / Niczego nie przypominają żółte kartki / Pod palcami / Lód znaczeń // Runie cesarstwo / Ot tak / nie będzie nawet kartek.

         A więc Poetka zatrzasnęła się nie tylko w czystym liryzmie.

         Zawsze wydawało mi się, że pisanie wierszy na obczyźnie siłą rzeczy bywa najczęściej z lekka anachroniczne. Po raz kolejny widzę, jak pamięć i język nie murszeją, nie umierają. Bo język jest wciąż ten sam: to kod naszego istnienia! Jego trwałość jest niezniszczalna.

         No i na koniec zacytuję wam wiersz zgoła uniwersalny, który zresztą posłużył na tytuł tego tomiku. Jego tytuł: Lato w Seaford: Słonce zrzuca złote krople / Morze pozera je natychmiast / Niebo lśni // Dzień jest nierealny, / Wyrwany z innej opowieści. / Dojeżdżamy. / Kończą się tory. / Przekonujemy się o złudności nieskończonej przestrzeni… // Przechodzimy przez angielskie miasteczko  / Mała stacja, / Tynk odpada nierównomiernie z drewnianych podpór / przed nami ocean mieni się groźnie. // W oddali żółty klif / Wbija się ostro w morze / Nie ma frytek, lodów waty na patykach, / Ciała meduz błyszczą na kamieniach. / Dzień mija ospale, / Szara sylwetka statku. / Na plaży ludzie rozkładają: / Płócienne leżaki, Pomarszczoną skórę.

         Jak widzicie: czy w Londynie, czy na Ziemi Ognistej nie tracimy kodu języka, z którego się wywodzimy. Anna Maria Mickiewicz zasługuje na mocniejsze usadowienie się w naszych lekturach.

         Jednego tylko tu nie zrozumiałem… Otóż wiersze w tym tomiku mają także swoją wersję bułgarskojęzyczną (w tłumaczeniu Łyczezara Seliaszki). Nigdzie nie znalazłem notki o tym dlaczego ta wersja. Ale i dobrze: może enklawa bułgarska zapozna się z odrobiną polskiej poezji?

Anna Maria Mickiewicz, Lato w Seaford, Wydawca: Alicja Kuberska, Inowrocław 2017, s. 60

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko