Jerzy Stasiewicz – Poetycki kulig w stronę światła

0
227


            Kilka lat przymierzałem się do omówienia poezji Zofii Kulig z Prudnika, ale jakoś tak schodziło i nie mogłem się zebrać. Znane jest mi „Trwanie”, wydane w Opolu 1996. i „Boso pod wiatr” 1998r. i „Spękane wargi drzewa” 2002r. i „Krople czasu 2007r. Wszystkie drukowane u Słowaków w Krakowie. I jej wiersze z  almanachów opolskich, konfraterni poetów i okazjonalnie w czasopismach. Ale dopiero teraz po ukazaniu się „W stronę światła” Pokrzywna 2018r., poczułem ostrze na gardle. Wiersze pomieszczone w tym tomie zmusiły mnie do powiedzenia kilku słów, oczywiście na papierze. Bo grzechem byłoby przejść obojętnie obok poezji sięgającej jądra naszej egzystencji. Już w liryku otwierającym tom, autorka mówi:

Dopóki pojmują zmysły
Ucz mnie
dopóki oczy widzą
Pozwól doczekać zmierzchu

dopóki jestem czyjąś szansą
Podaruj mnie

potem
Zmyj ze mnie życie
któremu oprzeć się nie mogę.

Ileż w nim znaczeń, ładunku emocjonalnego, mówiącego za umarłych, ale i za żywych, którzy milczą, przytłoczeni codziennością. Poetka czerpiąc z doświadczenia życiowego dodaje:

Chciałbyś spojrzeć za siebie i nie skamienieć.
Wybiec przed myśli z kneblem w duszy ufając,
że zły czas jeszcze się odmieni.

To dotyczy wszystkich. Bo tak skonstruowany jest świat przez Boga, że każdy dźwiga swój krzyż. Jeden większy, drugi mniejszy… ale każdy z nas ma pochylony grzbiet. I trzeba nam słów otuchy:

Zostały listy do nadziei, pisane palcem na wodzie.
Jakieś resztki tęsknot przez które przenikamy.
Do siebie nam ciągle daleko, tego nie da się czytać.

Poeta jest jak przewodnik stada. Możemy bez obaw ruszyć za Zofię Kulig w stronę światła, nie bojąc się zagubić w jaskrowości płomieni. U Zofii płomienie to ciepło domowego ogniska, więź rodzinna. Ale i strach przed jutrem, bo jako matka ciąży nad nią odpowiedzialność:

tak mało we mnie siły
nękam ciszę przyspieszonym oddechem
Ocal Panie co we mnie najlepsze
albo Weź wszystko
i niech to między nami zostanie.

I wie, że błędy powrócą jak zły szeląg. Dlatego nie ma miejsca na najmniejsze potknięcie. Ale przecież nie da się ich uniknąć:

Starte pamięcią jeszcze majaczą
nieoczekiwanie stają się wsypą na którą trzeba powrócić
kiedyś trzeba poskładać nienasyconą obecność
powymiatać z kątów spleśniałe żale

Sięga do prawdy – poprzez technikę utworów – widzianej jakby w mrugającym blasku świecy, zamieszkałej przez chochoły bliskie polskiemu sercu, pełna przemilczeń i nie wyłuszczonej tajemnicy. Obrazy zdają się wyrastać w obrazowej głębi. Raz przenosząc w starotestamentowy czas:

Panie co się stało
gdzie jest człowiek na podobieństwo Twoje?

Jak odróżnić Kaina od Abla
Jednakowe ich twarze i stroje.

Innym razem mocując się z obłudą dnia dzisiejszego. Bo to tu i teraz ma ukorzenienie w minionych pokoleniach. Nie zgadza się z tym. Przecież powinniśmy wyciągać wnioski z błędów praojców. Taka powinna być kolej rzeczy. A nie jest. I nie mamy na to wpływu. Historia jest kołem, ustawicznym powrotem  tożsamości. Ponad jej obręczą krążą znaki zodiaku, mity, wierzenia coraz to nowych grup społecznych, wprowadzających kolejnego boga na Olimp.
            Dla Zofii Kulig wyniesiony z domu światopogląd jest wyznacznikiem postępowania:

Nie modlę się o chleb
tylko czasem przystaję w drodze
i w milczeniu rozgrzeszam swoje światy

ważne
że jesteś

Nie wstydzi się uwielbienia Boga, postępowania według dekalogu. Jest dumna z chrześcijańskiej kultury, z której czerpie, ale i tworzy. Podskórnie czuje się humanitaryzm i pacyfizm. To cecha ludzi nietuzinkowych. Oni wyznaczają standardy. Tyle, że dzisiejsze społeczeństwo ich nie słucha. Co począć, by głos był słyszalny, choćby dla jednostek:

Łzy
wetknięte w koperty nieba
niczym listy, którym słów nie potrzeba.
I czas zabity deskami od reszty świata.

Słowa z wiersza „Umilkły drzewa” dedykowane Prymasowi Polski Stefanowi Wyszyńskiemu, więźniowi prudnickiego klasztoru jakże aktualne.

Czas pędzi nie wiadomo dokąd,
przeciera ścieżki,
zdziera życie na strzępy.
Wszystkim, wszystko wydaje się ważne.
Tylko nie człowiek,
odkładany na potem.

„Czas pędzi nie wiadomo dokąd” – poetka przystaje, pragnie tę chwilę zamknąć w kadrze wiersza. By pozostał jak fotografia dla potomnych. Ale nad przemijaniem nie da się zapanować i Kulig o tym wie. Ale próbuje… świadoma siły słowa. Bo dla Zofii pisać wiersze to nie tylko zachwyt. Jeśli patrzy na Katedrę Opolską to nie po to, by się nią biernie zachwycać, lecz wewnętrznym nakazem budować na nowo. 

Zofia Kulig W stronę światła
Pokrzywna 2018r., ss. 96.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko