Andrzej Walter – Zdarzyło się, a może nie

0
88

Trzy niespełnione marzenia. Trzy niezrealizowane życia… tak zaczyna się pewna znakomita powieść współczesna, w której słowacki pisarz przekonuje nas, że … najpierw czyny miały sens. Granice między dobrem i złem były jasne i niepodważalne. Idee były wyzwaniem i posiadały moc wręcz magnetyczną. Młodość toczyła swoją wielką wojnę o lepszy świat. A wszystko to zawsze i wszędzie zweryfikował czas oraz ludzkie namiętności. Tudzież Marks i Engels do spółki z naśladowcami. Koło fortuny potoczyło się już potem utartym szlakiem. Bez fajerwerków, szaleństw i niespodzianek…

   „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” to przecudowna opowieść napisana przez Pavola Rankova, słowackiego pisarza z Bratysławy. Rankov (urodzony 16 września 1964 w Popradzie) na co dzień pracuje jako wykładowca na Uniwersytecie Komeńskiego. Jego twórczość tłumaczona już była na angielski, niemiecki, czeski, węgierski, polski, rumuński, szwedzki, japoński i arabski… i wcale nie jest to dziwne, gdyż historyczna powieść „Stalo se prveho septembra (albo inokedy)” z 2008 roku została uhonorowana rok później Europejską Nagrodą Literacką oraz kilkoma prestiżowymi nagrodami słowackimi. Jej adaptację wystawił Słowacki Teatr Narodowy. W 2014 Pavol Rankow został laureatem Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus… Ten deszcz zachwytów ma jednak w tym przypadku solidne uzasadnienie. Powieść jest znakomita.

   Żyd, Węgier i Słowak – trzech nastolatków zakochuje się w pięknej Marii… 1go września 1938 roku organizują zawody pływackie o to, który z nich będzie mógł ubiegać się o względy Marii. Potem zaczyna się ludzka i światowa zawierucha. Nie jest łatwo opisać i prześlizgnąć się dziejowo przez następujące po tym kolejne 30 lat… Autor dzieli powieść na trzydzieści rozdziałów, z których każdy dzieje się w roku kolejnym i jest pewnego rodzaju fotograficznym skrótem, czy raczej zapisem emocji oraz ważnych dla bohaterów książki wydarzeń w połączeniu z mantrycznie powracającym pierwszym września, niejako klamrą i drogowskazem dla opadających w nicość stron kalendarzy… Fakty historyczne, postaci realne i generalnie rzecz biorąc historia podręcznikowa wydarzają się bardzo głęboko w te i stanowią swojego rodzaju dziejową groteskę (jakże charakterystyczną dla czeskiej czy słowackiej mentalności). To stanowi chyba o wielkiej wartości tej książki. Proporcje pomiędzy prawdą historyczną, a pragnieniami i myślami bohaterów są nakreślone wręcz idealnie. To przyczyna, dla której ta lektura jest po prostu wytrawną ucztą duchową czytającego. W mroczną opowieść wydarzającą się w jeszcze bardziej mrocznych czasach, w feralnym dla dziejów miejscu, owa fatalistyczna kumulacja negatywna nie zawładnie wcale czytelnikiem, a wręcz przeciwnie – z zapartym tchem śledzimy losy trzech chłopców, a potem mężczyzn, ich miłość, wytrwałość, przyjaźń oraz tę bodaj najpiękniejszą ideę powieści jaką jest pozostanie dobrym, porządnym człowiekiem w oceanie zła i szaleństwa. Wielka sprawa. Sprawa warta wylanego atramentu. Warta czasu i druku… i lektury. I warta refleksji…

   Książka kończy się tak… (napiszę odstępując od reguły, gdyż i tak nic wam to nie podpowie i nie wyjaśni odnośnie treści…)

   „Pierwszego września byli już za granicą wszyscy trzej. Pewnie wieczorem poszli gdzieś razem, bo tego dnia po raz pierwszy zapomnieli do mnie zadzwonić.

                        Moi trzej chłopcy.

                        Moje trzy niezrealizowane życia.”

   Pavol Rankov dokonał rzeczy bardzo trudnej. Napisał najzwyczajniej jak potrafił, a zrobił to przekonywująco, o miłości, przyjaźni i nadziei, o niezrealizowanych marzeniach i metodach godzenia się z losem, przy jednoczesnym zachowaniu pogody ducha, samopoczucia i poczucia sensu. Pokazał jak, i na ile, los człowieka splata się – nawet bardzo dramatycznie – z wielką historią i jak się w tym wszystkim można: odnaleźć, przetrwać, przeżyć i potrafić żyć dalej tak samo: kochając, powracając do najbliższych, wierząc, że zawsze jest się szansą na lepsze jutro – dla siebie i dla innych.

   Ten zadziwiający spokój i swego rodzaju stoicyzm nie jest wcale rezygnacją ze świata, nie stanowi odrzucenia potrzeb czy namiętności, ale nawet jest zdrowym dystansem i kołem zamachowym do dalszych działań. Jakże wytrawna to lekcja człowieczeństwa w natłoku nachalności tego świata, w pokładach opisanego już ze szczegółami i właściwym sobie naturalizmem obłaskawionego zła czy w końcu w odmętach znudzenia, hipokryzji i zniechęcenia współczesnością.

   Rankov pobudza do naszej syzyfowej codzienności, w łagodności przeprowadzanej narracji odnajduje nadzieję, w prawdzie o człowieku odnajduje szansę: na miłość, na przyjaźń, na wiarę… i na końcu odnajduje ów najbardziej fascynujący w dziejach kontrast, pozornie nie do pogodzenia, ludzką dobroć i tego świata obojętność. To, że nikt nie jest prorokiem, we własnym kraju, że nikt nie otrzymuje niczego za darmo, że nikt nie wybacza bez konsekwencji nie stanowi tu przeszkody w byciu człowiekiem. Nie determinuje losu i nie sprowadza na nas traum i poddania się. Jest to tylko podstawą do refleksji, do wyciągnięcia wniosków i budowania dalej. Chyba tutaj tkwi wielkość tej powieści…

   Bardzo ciekawie napisał o tej książce Jarosław Czechowicz na swoim blogu literackim „Krytycznym okiem”:

http://krytycznymokiem.blogspot.com/2013/04/zdarzyo-sie-pierwszego-wrzesnia-albo.html

„Nie jest łatwo opisać trzydzieści lat historii kraju, w którym zmieniało się wszystko i wszyscy, ale nie zmienił się system – dławiący i odbierający możliwości wyboru. Nie jest łatwo w skomplikowaną historię o losach państwowości wiecznie nietrwałej i stale szukającej wrogów wokół siebie wpleść dodatkowo opowieści życia czwórki bohaterów, dla których tytułowy pierwszy września na zawsze pozostanie dniem, w którym dziać się będzie coś niezwykłego.

Pavol Rankov opisał polityczne, społeczne i egzystencjalne losy swej wiecznie ciemiężonej ojczyzny, ale udało mu się w tę historyczną przecież powieść wpleść barwną historię ludzi, którzy żyli życiem dyktowanym i którzy nigdy nie mieli ani śmiałości, ani też możliwości ku temu, by żyć naprawdę. Gorzka to książka, w której charakterystyczny czarny humor miesza się z groteską i mrocznymi kartami dziejów Czechosłowacji od momentu, gdy biernie poddała się wojskom hitlerowskim w 1938 roku, do czasu kolejnego łagodnego poddaństwa w roku 1968. To znaczące trzydzieści lat. Przeżywają je przyjaciele – Jan Bízek, Peter Rónai, Gabriel Rosenberg. Przeżywa także obiekt ich młodzieńczych westchnień – Mária Belajová. Bliskość połączy ich na zawsze. Absurdy losu i historii dzielić będą wciąż na nowo. Tymczasem w powieści Rankova najważniejsza wydaje się rola oszustwa idei i rewolucji, rozczarowań i niewłaściwych wyborów, a w końcu – niemożności bycia tym, kim chce się być.”

   I tutaj pozwolę się z autorem tej recenzji nie zgodzić. Rankov nie napisał wcale książki gorzkiej, ani też nie jest wcale najważniejsze oszustwo idei, którego przecież doświadcza każdy z nas, praktycznie na co dzień (w dzisiejszym świecie), a wreszcie i niemożność bycia kim się chce nie stanowi tam dla bohaterów takiej traumy co do istnienia której nachalnie nas się (niestety, właśnie dziś) przekonuje. (oczywiście w odniesieniu do współczesności, ale na Boga, przecież autor jest względnie młodym człowiekiem i ma jedynie 55 lat, co przy dzisiejszych statystykach jest wiekiem co najmniej średnim i w końcu autor kieruje swą powieść właśnie współcześnie dla czytelnika tu i teraz…)

   Poddaję Wam, drodzy Czytelnicy, pod rozwagę pełną lekturę wyżej przywołanej kontrrecenzji Jarosława Czechowicza, gdyż obaj wyrażamy w zasadzie zachwyt książką Pavola Rankova, jedynie do finalnych – zbliżonych do siebie wniosków – dochodzimy jakby innymi drogami i innymi … uczuciami. To także zaleta tej książki, wydaje się łączyć cechy książki mądrej, wartościowej i ponadprzeciętnej z książką dla każdego. Jakże mało dziś takich lektur. Zalewa nas wszechobecny kryminał, akcja i sensacja, lektura popcornowa i szybko ulatująca w niepamięć. Zapewniam, że „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” pozostanie z Wami już na zawsze…

   Na koniec przejdę do istoty całej tej naszej przygody słowacko-węgierskiej zawartej na kartach powieści… Otóż książka Pavola Rankowa ma w sobie coś nierealnego, coś co zdaje się dziś stanowić receptę na przetrwanie w dżungli postmodernizmu. Tym czymś jest właśnie nadzieja. Słowo wytrych, słowo klucz do zrozumienia tej książki – słowo: wyświechtane, wyblakłe, wykolejone… wartość coraz częściej zrelatywizowana konkretem, zaspokojeniem potrzeb na enter, z natychmiastową ich realizacją, z goryczą splastikowienia doznań… Nadzieja, owa nadzieja Rankova pokazana z całą tęczą barw niezbędnych dla jej esencji, a są nimi: pokora, łagodność, poczucie wspólnoty, umiejętność rezygnacji ze swojego ja, słowem, wszystko to, czego redukcji domaga się od nas ten świat, który mamy za oknem.

Pavol Rankov już tego nie napisał? To zobaczymy… Ten autor jeszcze zadziwi świat, przekonamy się o tym już niedługo. Olga Tokarczuk napisała o tej książce, że jest to „Epicka wizja Europy Środkowej, która – jak wszystko w tym miejscu świata – jest zarazem okrutna, dramatyczna, śmieszna i pełna absurdu”. Ja dodam od siebie – to zaiste, epicka wizja człowieczeństwa przeciwstawiona banalności zła – do okrucieństwa ucieka, dramat czyni fascynującym, śmiech oferuje szczery i inteligentny, a absurd ustanawia lekarstwem… Czy czytaliśmy tę samą książkę? Może, niektórzy nie całkiem… a może widzą tylko to, co chcą widzieć, ja również, żeby nie było…

   Finalizując. Bardzo mnie ucieszyła ta lektura. Namawiam i Was, gdyż to książka bardzo pozytywna. Zaczerpniecie z niej wiele dobrej energii, złagodzenia postaw, aż po to, co w życiu przecież najważniejsze – przywołaną szczyptę nadziei, wraz z refleksją, że miłość również jest zawsze ponad wszelaką ideą oraz że człowiek jeszcze może być (istnieć i funkcjonować) poza samy sobą i tylko dla siebie – być też równocześnie bytem dla innych oraz dla przyszłości, a przede wszystkim, że los dziejów niech się toczy jak chce, nasze relacje i nasze uczucia, wraz z emocjami oraz potrzebą drugiego człowieka zawsze będą ponad egocentrycznym tyglem komunikacyjnym teraźniejszości oraz prawem stanowionym, które w dzisiejszej dobie chciałoby się unieść ponad wszelkie nam znane prawo naturalne.

   Tak oto, mało nam znany Słowak, zamienił nam role. Błaznujmy ile się da. Może się to nam przydarza, a może nie, może pierwszego listopada, a może kiedy indziej…

   Trzy niespełnione marzenia. Trzy niezrealizowane życia. Nadzieja …

Tylko jedna…

Andrzej Walter

Pavol Rankov Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej), Wydawnictwo: Książkowe Klimaty. Wrocław 2014 (albo gdzie indziej). ISBN: 9788364887277. Tytuł oryginału: Stalo sa prveho septembra. Język oryginału: słowacki. Tłumacz: Grabiński Tomasz. Ilość stron: 468

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko