DARIUSZ PAWLICKI – 9 GLOS

0
67

DARIUSZ PAWLICKI

 

 9glos

Fot. Dariusz Pawlicki

 

 

9 GLOS

 

XIX.

     Od dawna, co pewien czas, powracało do mnie pytanie: Dlaczego dawniej, powiedzmy dziesięć, ale i nawet dwa wieki temu, ludzie mieli częste kontakty z aniołami, diabłami? Nie mówiąc o Bogu. Teraz zaś te kontakty są niezmierne rzadkie. Nie znajdowałem na nie jednak odpowiedzi. Ale stosunkowo niedawno pojawiła się ona: Dzieje się tak dlatego, że… tak wielu przestało wierzyć. Owa odpowiedź to przede wszystkim rezultat lektury tekstów Jana Krasickiego opatrzonych wspólnym tytułem Po „śmierci Boga”. Eseje eschatologiczne. Poniższe cytaty pochodzą ze wspomnianej książki, i odnoszą się, w sposób bardzo skrystalizowany, do spraw dziejących się na styku dwóch światów, dwóch rzeczywistości:

 

           „Ci, którzy kiedyś nawiedzali człowieka, czyli aniołowie i demony, nie

            odeszli z własnej woli – zostali wyrokiem człowieka skazani na banicję.

            Ich sporadyczne odwiedziny (jak w mitologicznym świecie Blake’a) czy

            nieustanna obecność (aż rażąca swym realizmem i konkretnością u

            Swedenborga) stały się domeną „nawiedzonych”, „świętych” sztuki,

            artystów, poetów, malarzy” (z „Oka” – Światła).

     

           „Tradycyjna teologia uczy, że nie ma człowieka bez Boga. Ale mistycy

            «szkoły nadreńskiej», w tym tacy jej przedstawiciele jak Heinrich Suzo,

            Johannes Tauler, Mistrz Eckhart, a potem w epoce renesansu i baroku

            Jakub Böhme i Anioł Ślązak, pojęli, iż nie ma również Boga bez     

            człowieka” (z Mistyki i filozofii).

 

LXXVII

      Często, a nawet bardzo często, słyszę imponujące liczby książek podawane przez ich autorów. Te liczby mają świadczyć o sukcesie. W takich sytuacjach warto brać jednak pod uwagę to, co powiedział rumuński filozof Constantin Noica:

 

           „Na Sądzie Ostatecznym człowiek musi powiedzieć, co zrobił – nie ile

            książek napisał, ale co w nich napisał” (z Dziennika z Păltinişu  

           Gabriela Liiceanu).

 

LXXXI

      Jacques Derrida, pomysłodawca dekonstrukcjonizmu, jak dla mnie, jest przykładem, wręcz skrajnym, pogoni za wszelką cenę za oryginalnością. Nie wierzę bowiem, że wierzył w to, co głosił: w ową totalną negację rzeczywistości, że to język sprawia, że mamy wrażenie, iż ona istnieje; odrzucał, pod jakąkolwiek postacią, metafizykę. A porzucając w sumie filozofię klasyczną, po pewnym czasie mógł, co najwyżej, zacząć wmawiać sobie, że wierzy w dekonstrukcjonizm. I w końcu może uwierzył, że weń wierzy.

      Świadomie napisałem, że Derrida był pomysłodawcą. Bo wpadł po prostu na pomysł, jak zabłysnąć, jak być jeszcze bardziej oryginalnym od F. Nietzschego i M. Heideggera, których koncepcje śmiało rozwinął. Bardzo bowiem powątpiewam, że tam, gdzie ostatecznie się znalazł, doprowadziły go spekulacje myślowe. I nawet jeśli zdał sobie po czasie sprawę z głoszonych przez siebie bredni, brnął w nie dalej. No bo ,,sprzedawały się” dobrze. Gdyby nawet ten pomysłodawca przyznał się, choćby przed samym sobą, do głoszonych absurdalności, i chciał zaczynać wszystko od początku z jakąś koncepcją filozoficzną (już nie pomysłem)  – jeśli ta w ogóle by się pojawiła w zasięgu jego myśli – najprawdopodobniej byłoby już za późno. Więc brnął dalej… Zyskując, co wydawać się winno niepojętnym, poklask we wpływowych środowiskach. No bo cóż to była za „rewelacja”: zacząć wątpić we własne istnienie i wszystkiego dookoła.

      Aż prosi się, aby w tym miejscu przywołać jedną z opowiastek Johna Cage’a zawartych w cyklu Rok od poniedziałku:

 

           „Na Hawajach odbywała się międzynarodowa konferencja filozoficzna

            poświęcona kwestii Rzeczywistości. Przez trzy dni Daisetz Teitaro Suzuki

            nie powiedział ani słowa. W końcu przewodniczący obrad zwrócił się do

            niego z pytaniem: «Doktorze Suzuki, czy sądzi pan, że ten stół, przy

            którym siedzimy, jest rzeczywisty?» Suzuki uniósł głowę i powiedział:

            «Owszem». Przewodniczący spytał, w jakim sensie Suzuki uważa, że stół

            jest rzeczywisty. Suzuki odpowiedział: «W każdym»”.

 

LXXXIV

      Książki, oczywiście nie wszystkie, mają w sobie moc. Mnie np. przekonały/nakłoniły/przywołały do wiary, a odwiodły od ateizmu. Mego zaś brata ciotecznego – odwrotnie: od człowieka wierzącego odbył drogę do, jak sam to wyraził, agnostyka skłaniającego się ku ateizmowi.

 

LXXXVI

      Maurice Merleau-Ponty, francuski fenomenolog i laicki egzystencjalista, a przy tym profesor paryskiej Sorbony, z całym przekonaniem głosił, że „naturą człowieka jest nie mieć natury”. I wielu z powagą traktowało ten pogląd. Gdyby to samo twierdził jakiś profesor uniwersytetu w Kiszyniowie, nikt poważnie by nie traktował tej bzdury.

 

LXXXVII

      Często, o wiele za często, słyszę słowa: „przyjaźń” i „przyjaciel”. Zdarzyło mi się, odnośnie tej kwestii, parokrotnie powiedzieć: sprawdzam. I sromotnie się rozczarować. To dlatego uwaga poczyniona przez Witkacego i uzupełniona przeze mnie, przybrała poniższą postać:

 

           „Przyjaźń nie polega na „«miłych chwilach» spędzonych razem […]”*, ale

            na przeżytych razem chwilach próby.

 

      * Cytat z listu Witkacego do Marii i Edmunda Strążyskich z 20.o5.1936 r.

   

LXXXVIII

      Zdecydowana większość wyborców nie ma poglądów politycznych, a jedynie oczekiwania.

 

LCIII

      Krzysztof Czyżewski w Małym centrum wszechświata sformułował taką myśl:

 

           „Niekiedy niegojąca się rana jest lepsza od lobotomii”.

 

      Miał na myśli pamięć o zdarzeniach z przeszłości. 

 

LCV

      Widząc martwego dzikiego ptaka, w pierwszej chwili, niezmiennie, winię za to człowieka. Dopiero chwilę później wdziera się myśl: Przecież i one są śmiertelne.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko