Krystyna Habrat – Oby powrócili zacni obywatele

0
55

Krystyna Habrat

 

OBY POWRÓCILI ZACNI OBYWATELE

 

Marian Bogusz  W jednym z ostatnich numerów kwartalnika MIGOTANIA w arcyciekawym artykule o matce Schopenhauera znalazłam dawno nie używany zwrot: “zacni mieszczanie” i rozmarzyłam się.

  Określenie to dotyczy czasów dość odległych, ale przecież  jego zawartość treściowa  jeszcze do niedawna  była obowiązująca. Powszechnie starano się być osobą kulturalną, dobrze wychowaną, znającą savoir-vivre, i to tak, że nieumyślne złamanie zasad, nawet drobna gafa, było czymś mocno zawstydzającym. Do przesady kładziono nacisk na znajomość form w środowiskach, sferach, które chciały nad innymi górować. Ich dobre wychowanie miało być wyznacznikiem przynależności klasowej. Osobami nie znającymi niuansów  owych zasad pogardzano. Mawiano, że  słoma im z butów wyłazi.

  Przypomnijmy sobie, jak w “Lalce” drażnił Łęckiego biały kapelusz Wokulskiego. Zdawał się nie pasować do takiego nuworysza. A jeszcze gorzej było, gdy na obiedzie u Łęckich tenże Wokulski zaatakował rybę na talerzu nożem.  Zrehabilitował się dopiero, gdy wygłosił   mówkę, że zasady jedzenia ryb, owszem zna, ale tym razem  postąpił  tak z przekory.

  Tu westchnę z  ulgą, że na szczęście mamy teraz czasy, gdy zasady zachowania mocno się zdemokratyzowały. Mniej więc okazji, żeby ktoś kimś pogardzał, że źle je rybę czy popełnia inne, nieistotne, gafy. Zresztą, czy ta wielkopańska pogarda, wyniosłość,  nie była czymś, co powinno być wykluczone z zasad savoir-vivru? Po drugie, jak się słyszy, czyta, rygory etykiety były bardziej na pokaz, bo prywatnie bywało różnie, a podobno nawet w przedwojennym sejmie nie padały same wykwintnie uprzejme słówka. Jakieś “dobitne” cytaty z tamtych czasów jeszcze bywają powtarzane. Tęsknota do odreagowania rygoru sztywnych zasad widoczna jest choćby w ówczesnych  przyśpiewkach ułańskich.

  Tamtych czasów nie znam, ale znam jeszcze ludzi, którzy bardzo dbają o formy zachowania, o to co wypada. Niedopuszczalne  u nich używanie brzydkich słów, nieuprzejmość, prostactwo. I to nie tylko w sytuacjach wyjątkowych, ale na co dzień. W drzwiach puszczają przodem panie, przytrzymują drzwi,  pomagają przy wysiadaniu z tramwaju, mówią z uśmiechem: dzień dobry.

  Wydaje mi się, że w czasach mojego dzieciństwa wszyscy byli tacy. Każdy dokładał starań, żeby być kulturalnym. Nie uchodziło inaczej. Wypadało też czytać książki, mieć rozeznanie w najnowszej literaturze, sztuce, bywać w teatrze i filharmonii,  obowiązkowo uczestniczyć w każdym wydarzeniu kulturalnym. Tylko takich ludzi już chyba coraz mniej.

 Jakże to wszystko wygląda teraz inaczej!

Aż boję się podawać przykłady, żeby nie narazić się może na niewybredne komentarze. Ale wszyscy znamy to choćby z telewizji, gdy nawet płeć piękna w ramach protestu obwiesza się hasłami, od których bolą oczy. A język wszędzie  jaki  niekulturalny, by nie rzec: beztrosko wulgarny, świński, chamski. To teraz powszechne. Należy do szpanu.  I uchodzi. Nikogo nie krępuje etykieta. Ktoś uprzejmy to mięczak. Już nie trzeba martwić się, co wypada, a co – nie.  Nawet panie  publicznie, w światłach kamer telewizyjnych bywają agresywne, złośliwe nad miarę,  wrzeszczą, używają słów od jakich więdnie ucho. Oczywiście nie wszystkie.

  Dlatego tęsknię za niegdysiejszymi zacnymi obywatelami, którzy dbali o formę zachowania i  odnosili się do innych z szacunkiem.  Cechowały ich przecież przymioty ułatwiające wszystkim życie. Wtedy chyba  nie wypadało obnosić się publicznie ze swą nienawiścią. Mówię teraz o czasach i ludziach, których jeszcze pamiętam.

  Czy to się wróci? Mam nadzieję. Dużo jeszcze ludzi kulturalnych. 

Krystyna Habrat

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko