Zdzisław Antolski – Rzeźba w słowie i w kamieniu

0
258

Zdzisław Antolski 


RZEŹBA W SŁOWIE I W KAMIENIU

 

gromnica   Opasłą, liczącą 380 stron książkę „Gromnica”, poznańskiego poety, Jerzego Zimnego, czyta się z przyjemnością i z zainteresowaniem. Autor postawił na żywą akcję i dialogi. Dzięki temu nie brniemy przez długie opisy przyrody, jak u Orzeszkowej w „Nad Niemnem”, choć krajobraz i pory roku grają w tej opowieści niebagatelną rolę i po lekturze pozostają czytelnikowi pod powiekami barwne ich opisy. Ale też krajobraz i przyroda grają ważną rolę w tej opowieści, często wpływając na stan ducha narratora.

   Właśnie, jaki gatunek literacki reprezentuje „Gromnica”? Narzuca się słowo „opowieść” jakiego już użyłem, ale można też mówić o prozie autobiograficznej, powieści z kluczem, zbeletryzowanej biografii itp. Jednak po zastanowieniu się powiedziałbym, że jest to powieść na motywach autobiograficznych, a to dlatego, że ma wszelkie cechy prozy artystycznej, a więc przede wszystkim piękny literacki język, świetną kompozycję, która porządkuje opowieść i nie nudzi, doskonałe, z wyczuciem napisane, zindywidualizowane dialogi, które charakteryzują występujące w powieści postacie i pchają akcję do przodu. W dialogach nie ma ani odrobiny fałszu, brzmią bardzo swobodnie, autentycznie, zgodnie z duchem czasu i można podziwiać doskonały słuch literacki autora, a może i jego własną inwencję twórczą oraz pamięć.

   Jest to także niemały kawal historii Polski od czasu zakończenia wojny, a zaplanowany aż do dziś. Bohater powieści, jak na syna dróżnika kolejowego  przystało, pisze: „Pierwsze lata mojego życia przebiegały pod znakiem parowozów  Każdy gwizd z oddali podrywał mnie na nogi, podbiegałem do torów i starałem się liczyć przejeżdżające wagony. Z czasem pociągi jeździły coraz częściej, zwłaszcza transporty wojskowe, niekiedy zatrzymywały się na bocznym torze, na wprost naszego domu. Żołnierze rosyjscy wyskakiwali z wagonów za potrzebą, a że były ich setki, każdorazowo po takiej „wizycie” ojciec musiał zaorywać łąkę.”

   Bohater powieści, od najmłodszych swoich lat, wie co to praca. Nawet jak w ich rodzinnym gospodarstwie pojawia się rzeźnik, aby ubić świnkę, wówczas wyznaje: „Najpierw z czystej ciekawości byłem jego pomocnikiem, potem już z dużym zaangażowaniem i nabytą wprawą wykonywałem prawie wszystkie czynności, naśladując mistrza. Była to praca ciężka i trudna, ale bardzo ciekawa,, przy której można było się wiele nauczyć”. Ojciec zabiera go też na zarobkową wycinkę drzew  lesie.

   W późniejszym życiu również wykazuje wiele talentów, gra na trąbce, występuje w kabarecie, cały czas pisze wiersze, w wojsku jest „złotą rączką”, a poza tym statystuje w filmie „Czterej pancerni i pies”, jakiś czas pracuje na kolei, a w dorosłym życiu porzuca prestiżową pracę w państwowym kombinacie, aby zająć się wykonywaniem nagrobków, jako pracą mniej stresującą, a dającą większe dochody. A przy tym facet, co tu dużo mówić, silny i z charakterem. W dodatku sportowiec, posiadacz „żółtego czepka” w pływaniu. Wiele rzeczy potrafi sam zrobić, nie ma dwóch lewych rąk. nietypowy poeta, można powiedzieć.

   Jednym słowem narrator to chłop na schwał, do bitki i do wypitki, a przy tym w głowie ma dobrze poukładane, wie jak zarobić trochę grosza, a nie żyje tylko marzeniami. Również strzelec wyborowy, postrach peerelowskich strzelnic jarmarczno-odpustowych.

   Podczas lektury na myśl przychodziła mi czasem „Pamiątka z Celulozy”, choć bohater powieści Zimnego za socjalizmem nie przepada, a także „Boso ale w ostrogach”, no i opowiadania Londona, bo Hłasko na Zimnego to chyba zbyt płaczliwy i liryczny.. Ale są tam też fragmenty poetyckie, jakby z Prousta. Na pewno nie należą do nich opisy przepustki z wojska, kiedy nasz bohater wysadza w powietrze na wsi kibel przy pomocy materiałów wybuchowych. I jak tu się dziwić, że chłopi wolą za stodołę biegać… Za karę weselnicy pili „na pohybel” temu, co kibel rozwalił. Wzruszające są opisy erotycznych i romansowych przygód z różnymi narzeczonymi w scenerii modnego sanatorium, kawał naszej obyczajowości rodem z PRL. Obraz czasów w lustrze literatury.

   Kiedy bohater pracuje jako wykonawca nagrobków, spotyka barwną postać literackiego Poznania, Witka Różańskiego, przyjaciela Edwarda Stachury. Napisał o nim kiedyś Jerzy w internecie arcyciekawą notkę zamieszczoną na portalu Liternet, wspominając wizytę na cmentarzu:

„W narożnej kwaterze spoczywają rodzice Witka Różańskiego. Do dziś mam w pamięci historię tego nagrobka. W połowie lat osiemdziesiątych, latem spotkaliśmy się na ulicy. Witek o tym co się wydarzyło, kto u niego był, komu coś wyszło, kto dostał po uszach. Rozmowa zeszła na temat grobów, chwastów, i zasychającej gleby na mogiłach. Trza by postawić choć lastriko, mówię. Witek kręci głową- długo trzeba czekać, a ja już nie mogę patrzeć na glebę. Pracowałem wtedy w kamieniarce, w dwa tygodnie nagrobek był gotowy, napis wykułem własnoręcznie, dodatkowo do obelisku, dostawiliśmy pokaźny krzyż, dodając także napis informujący, że tu spoczywa Powstaniec Wielkopolski. Reakcja Witka była iście poetycka, w tłoku przed cmentarzem, nie zważając na społeczność rzucił dziękczynną wiąchę w swoim stylu. Potem wypiliśmy piwo rozważając zagadnienie własnego pochówku. W latach osiemdziesiątych zajmowałem się liternictwem, płaskorzeźbą, wszystkim co można zrobić z kamienia. Moje napisy zdobią tablice pamiątkowe, poświęcone znanym Wielkopolanom, widnieją na obeliskach w Wiedniu, Berlinie. Wykuwane w języku hebrajskim, wczesny i późny gotyk, także cyrylica. Jak dotąd wiersza nie uwieczniłem w kamieniu, poza cytatami z Biblii, i takie tam zachcianki wdów, i innych potomków umarlaków” (24 kwietnia, 2011). I dopisek kilka dni później: „Witek, leży w Alei Zasłużonych na Miłostowie”.

   Powieściowa wersja tego zdarzenia jest bardziej zawoalowana, ale prawie wszystko się zgadza. Z postaci literackich, które mają odpowiednik w rzeczywistości, pojawia się też Andrzej Babiński, który w okresie „kartkowym” zaopatruje się w papierosy u naszego bohatera, no bo ten oczywiście potrafi wszystko załatwić. Epilogiem tej opowieści i pointą niech będzie, że Jerzy Zimny niedawno rzucił papierosy i jest z tego dumny.

   O swoich pracach literackich, bohater „Gromnicy” pisze: ”Poezja mnie trapi codziennie  za to moje kamieniarskie błoto, zmarnowany czas przy kamieniu. Kamień jest jak moje życie – chłodny i do tego twardy, i taki niespolegliwy. Już się na tym łapię, że zmiany jakowe we mnie zaszły i to bardzo daleko, i teraz już nie jestem ten sam chłopiec, o piwnych oczach, czuły i zawsze wrażliwy na piękno”.

   Jakoś w tę ostatnią deklarację nie chce mi się wierzyć. Zimny jak kamień? – nie wierzę, jako poeta jest ciepły, choć analityczny.

   O Jerzym Zimnym napisano na okładce jego książki: Urodzony  w Kargowej (1946) uczęszczał do szkół: w Krośnie Odrzańskim, Sulechowie, Poznaniu, absolwent poznańskiej WSE. Poeta, prozaik, krytyk i recenzent, historyk poezji polskiej. Debiutował w 1970 r. w piśmie studenckim „Merkury”. Wyróżniany i nagradzany w konkursach poetyckich, nominowany do Lubuskiego Wawrzynu 2012, za tom poezji „Rubinosa”. Promotor młodej poezji polskiej (…)”.

   Wracając do „Gromnicy”, to powieść napisana z dużą swadą, nerwem i talentem. Proza artystyczna przebierająca się za dokument, autobiografię, zapis pamiętnikarski. Zimny mówi wprost, zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Książka doskonale kompozycyjnie przemyślana. Bilans jednostkowego życia i bilans epoki.

   Rzeczywiście, imponująca gromnica, jako pomnik życia nienadaremnego. Symbol wiary, wiary w Chrystusa, w życie wieczne. Obrona przed złem. Podobno z gromnicą łatwiej umierać, ale ja czekam na drugi tom powieści, a Jerzemu życzę jeszcze wielu lat życia.

………………………………………………………

Jerzy Beniamin Zimny, Gromnica, Poznań 2015, ss. 380.

 

Zdzisław Antolski

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko