Michał Piętniewicz – Wolność budowana na piasku. Kobo Abe, “Kobieta z wydm”

0
313

Michał Piętniewicz
 

Wolność budowana na piasku. Kobo Abe, “Kobieta z wydm”.

 

womaninthedunes1Dwoje ludzi, kobieta i mężczyzna uwięzieni głęboko w sobie, na pustyni, pustynia jest płynnością, znakiem równoczesnego współwystępowania trwałości i nietrwałości, pustynia, jest w powieści Kobo Abe, „Kobieta z wydm”, metaforą Kosmosu. Mężczyzna pożądliwie przygląda się kobiecie. Wiemy od Tischnera, a wcześniej od Levinasa, czym różni się pożądanie od pragnienia. Pożądanie pożąda wciąż tego samego, chce szczęśliwego i w miarę nieskomplikowanego powrotu do domu, do siebie, pożądanie tak naprawdę szuka samo siebie, zazębia się w sobie i zakleszcza, pożądanie nie wychodzi poza własną, autoteliczną strukturę, w której byt przegląda się w sobie a nie w drugim bycie. Pożądanie jest ciągłym powrotem tego samego, jest nieustającą powtarzalnością.„Przerażająco doskonała powtarzalność”, mówi w pewnym momencie narrator powieści robiąc obchód domków w wiosce. Pragnienie natomiast jest radykalnym wyjściem poza zamykającą i ograniczającą strukturę pożądania. Pragnienie szuka czegoś radykalnie Innego, pragnienie wychyla się ku temu, co zupełnie nieznane i obce, pragnienie innymi słowy, wciąż szuka nadziei, pożądaniu wydaje się, że nadzieję znalazło, lecz tak naprawdę znalazło jedynie jej pozór, który wydaje się ostatecznością.

Dla pożądania nadzieja jest ciałem. Dla pragnienia nadzieja jest duchem.

Więc tam te dwie, oscylujące, przenikające się i przeciwstawne struktury, w „Kobiecie z wydm” Kobo Abe występują. Mężczyzna patrzy na kobietę pożądliwie, a jednocześnie jej pragnie. W pożądliwości zawiera się brak nadziei na wyzwolenie się z uwięzienia, z pułapki piaskowej, w jakiej się znalazł. W pragnieniu wyraża się chęć zbudowania z kobietą życia w przestrzeni wolności, poza pułapką piaskową, poza sytuacją uwięzienia. „Kobieta z wydm” to właściwie głęboko filozoficzna powieść, można powiedzieć rodzaj przypowieści dotyczącej zagadnień tak fundamentalnych dla ludzkiego życia jak miłość i wolność. W zasadzie, możemy powiedzieć, wczytując się w tekst dzieła, że wolność bez miłości nie jest możliwa. Dopiero uzyskanie wolności, stwarza dogodne warunki dla zaistnienia miłości. Mówią o tym co prawda ostatnie akapity książki, ale jednocześnie otwierają horyzont wątpienia. Główny bohater tak naprawdę nie wyzwolił się nigdy. Pojechał na pustynię, aby szukać owadów, był bowiem z wykształcenia entomologiem, nauczycielem szkolnym. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu wypadków, podczas badań terenowych, trafia w piaskową pułapkę, rodzaj dziury w ziemi i tam właśnie spotyka tytułową kobietę z wydm.

Cała powieść dotyczy relacji między kobietą a mężczyzną, ich wzajemnych przybliżeń i oddaleń, mniej lub bardziej dyskretnej seksualności, właśnie służy nakreśleniu sytuacji pożądania, które oprócz siebie samego, niewiele więcej widzi.

Lecz, powtarzam raz jeszcze: pomimo że mężczyźnie udało się wreszcie wyzwolić z piaskowej pułapki, wyjść na zewnątrz, do końca nie uzyskał on wolności.

Mężczyzna od samego początku powieści bowiem, można powiedzieć: tkwił w sytuacji zaginięcia.

I do końca się nie odnalazł, o czym informują zamieszczone już na samym końcu ogłoszenia o uznaniu go za osobę zaginioną nieodwołalnie.

Więc oczywiście sytuacja z ducha Kafkowska. Kobo Abe, japoński Kafka? Być może, nawet wysoce prawdopodobne, ponieważ powieść w całości może być potraktowana jako parabola ludzkiego losu, gdzie dominują negatywne cechy człowieczej kondycji: zagubienie, pożądliwość, zniewolenie, przypadkowość. Piasek jest synonimem przygodności ludzkiego życia. W zasadzie piasek symbolizuje jego nietrwałość, płynność, przypadkowość i absurdalność. Główny bohater, co prawda ma cel na początku, ale ten cel to jakby brak celu. Jest samotnym nauczycielem w szkole średniej, nie posiada żadnej miłości w życiu, jego pasją są owady, ale przecież i ta wygasa, kiedy nie ma potwierdzenia szczególnej mocy: potwierdzenia miłości. Więc główny bohater sam zresztą o sobie mówi, że jest szary, że jest szarym człowiekiem:

Niepotrzebnie otaczał tajemniczością ten swój urlop-celowo nie powiedział żadnemu z kolegów, dokąd się udaje. Nie dość, że wyjechał bez słowa, lecz nawet starał się, by wyjazd miał w sobie coś zagadkowego. Był to najbardziej skuteczny sposób aby rozdrażnić kolegów zszarzałych w szarzyźnie codzienności. Sam należał do szarych, więc ogarniała go niechęć i nienawiść nie do zniesienia, gdy pomyślał, że wszyscy inni ludzie są czerwoni i niebiescy, i zieloni, we wszystkich innych barwach z wyjątkiem szarej.

 

Owa szarość i nuda egzystencji doprowadziły go właśnie na pustynię. Na pustyni piasek płynie, przelewa się jak żółta, ospała rzeka, w której nie ma wody mogącej ugasić pragnienie spragnionego wędrowca. Piasek jest płynnością, przypadkowością i nieuchwytnością, piasek jest również tajemnicą i zagadką ruchu życia jako nieustającej zmiany z jednej strony, a dążeniem do stabilizacji oraz unieruchomienia z drugiej:

 

Ten obraz wiecznie ruchomego piasku wywarł na mężczyźnie niesłychanie silne wrażenie. A więc jałowość piasku nie jest spowodowana-jak się zazwyczaj uważa-samą jego suchością. To wynik ciągłego ruchu, który sprawił, że żadna z istot żywych nie mogła się na piasku osiedlić i żyć! I jakże tu porównywać lotny piasek z ponurą egzystencją człowieka , który kurczowo trzyma się jednego miejsca? Piasek nie jest na pewno odpowiednim siedliskiem dla życia. Czy jednak nieruchomość jest absolutnie koniecznym warunkiem istnienia? Czy antagonizmy nie rodzą się właśnie dlatego że staramy się trzymać stałego miejsca? Gdybyśmy zrezygnowali z przywiązania do jednego miejsca i poddali się ruchowi piasku wtedy te antagonizmy stałyby się niemożliwe(…) Wyobrażając sobie piasek w nieustającym ruchu, chwilami ulegał złudzeniu, jakby sam zaczął płynąć razem z nim.

 

To płynność, zmienność i jednoczesna nieprzewidywalna przewidywalność, która ma miejsce w tej powieści. Przecież bohater tak naprawdę chyba nie chce ucieczki z piaskowego więzienia, które dzieli z kobietą. Nie chce, ponieważ z jednego więzienia, powróciłby do innego. To jednak dwa różne więzienia. To pierwsze, na które trafił „z przypadku”, którego nie przypuszczał, nie jest w zasadzie więzieniem, ale szansą na wyzwolenie. To drugie, do którego tylko pozornie chce się wyzwolić i powrócić, więzienie jego codziennego, nudnego, szarego i aż do bólu przewidywalnego i zamkniętego życia, jest tym właściwym więzieniem. Wszelka ucieczka z dotychczasowego życia, jest dobrą ucieczką, a zaginięcie niczym innym tak naprawdę jest jak głęboko filozoficzną relacją z sytuacji odnalezienia się. Bo główny bohater, zewnętrznie i fizycznie uwięziony, znalazł coś o wiele bardziej cennego: wewnętrzną wolność przejawiającą się w możliwości relacji z drugą osobą, z kobietą, a to już gra o stawkę wysoką: to gra o życie. Owa gra o życie więc niczym innym jest jak grą o obecność drugiej osoby, w tym wypadku kobiety, która mężczyznę utwierdza w istnieniu jak nigdy dotąd. Będąc uwięzionym, mężczyzna tak naprawdę nigdy nie czuł się tak wolnym, jak wtedy, w tej jamie, w tej dziurze, w tej piaskowej pułapce, w tym pozornym jedynie nieporozumieniu.

I oto ze specyficzną definicją wolności w powieści Kobo Abe mamy do czynienia: wolność po pierwsze jest życiem, po drugie jest to życie skierowane ku drugiej osobie, gdzie pożądliwość splata się z pragnieniem, tworząc tak naprawdę ten właściwy i ludzki konglomerat człowieczeństwa, a po trzecie, wolność jest rodzajem zniewolenia, więzienia, zewnętrznej pułapki, w której najlepiej i najbardziej intensywnie dochodzi do głosu doświadczenie życia samego. 
Istotne w odkrywaniu wolności, a tym samym życia, jest sposób patrzenia na piasek przez głównego bohatera. Ta percepcja piasku zmienia się wraz z kolejnymi, egzystencjalnymi odsłonami. Na początku piasek był pewną możliwością, ciekawą co prawda, ale jednak pustą.

Potem piasek stanie się utrapieniem, ale też pozornym, bo spod fałd piasku, zaczyna przezierać złoto życia i zaczynają kwitnąć prawdziwe kwiaty i drzewa wydające owoc jak w oazie. Pod koniec postrzeganie piasku stanie się rodzajem świadectwa wewnętrznej wolności uzyskanej przez bohatera, polegającej na zdobyciu dystansu:


Ciągle jeszcze znajdował się na dnie głębokiej jamy, ale zdawało mu się, że wyszedł już na zewnątrz. Oglądając się za siebie, mógł objąć wzrokiem cały krajobraz. Nie można ocenić właściwie mozaiki, dopóki nie spojrzy się na nią z pewnej odległości. Zbliżając się do niej, gubisz się tylko w szczegółach. Wyzwalając się z jednego szczegółu, grzęźniesz w innym. Tak, widocznie to, co oglądał do tej pory, to nie był piach a pojedyncze jego ziarna.

 

Możemy powiedzieć, że pod koniec mężczyzna wyszedł z siebie, wyszedł z ciasnego gorsetu pożądania na zewnątrz, skąd roztacza się możliwość pragnienia, tym samym horyzont nadziei.

Mężczyzna zrozumiał, że odnalazł prawdziwe życie w sytuacji jedynie pozornego zniewolenia.

Prawdziwe życie, które polega na dzieleniu się swoim byciem i swoją istotą z drugim człowiekiem, prawdziwe życie, które w tym wypadku polegało na znalezieniu miłości, prawdziwe życie, które roztacza przed sobą i tworzy specyficznie pojmowany horyzont pragnienia i nadziei. 

Prawdziwe życie, które nie grzęźnie ponadto w pojedynczych obsesjach, ale z dystansu próbuje ogarnąć całość-ale tak, by w tej całości nie zagubić pojedynczych elementów.

Owo właściwe pragnienie jest ciągle podsycanym nie pożądaniem i głodem drugiego ciała, ale głodem duchowym, które wyraża się na końcu powieści w świadectwie prawdziwej wierności i przywiązania do odnalezionej „przypadkowo” kobiety z wydm. 

Więc relacja z zaginięcia jest tak naprawdę relacją z odnalezienia, relacja z zatracenia siebie jest relacją z odkrycia siebie, relacja ze zniewolenia jest relacją z wolności, relacja z pożądania przemienia się w relację z pragnienia.

Mężczyzna odnalazł życie zagubiwszy uprzednio swoje życie uprzednie, dawne. Tutaj warto sięgnąć do św. Pawła i metaforyki chrześcijańskiej, do słynnego sformułowania o śmierci starego człowieka i narodzinach nowego.

Oczywiście, „Kobieta z wydm”, to w pewnym sensie powieść „ponowoczesna” i nihilistyczna, ale na końcu, nad życiem głównego bohatera, wstaje to, co Gianni Vattimo, nazwał „jasnym słońcem nihilizmu”, w wypadku sytuacji powieściowego bohatera zachodzi bowiem autentyczna przemiana, w której uprzednie życie iluzoryczne, zostało zastąpione istotnym życiem prawdziwym, innymi słowy dawna śmierć wymieniła się z życiem, które przynosi owoce.

Wspomnieć jeszcze można przecież o dość oczywistej aluzji do ewangelicznej sytuacji przedstawiającej kuszenie Chrystusa przez Szatana na pustyni. W „Kobiecie z wydm” bohater również stale jest kuszony, stale jest uwodzony, w tym uwodzi sam siebie, owo zmaganie przynosi jednak coś w rodzaju oczyszczenia, uzyskania dystansu i wolności.

Tak przynajmniej ja interpretują ostatnie akapity powieści, bo przecież istnieje możliwość interpretacji przeciwstawnej, że „Kobieta z wydm” to powieść, która od początku do końca dotyczy umierania i absurdalności ludzkiego życia, rzuconego na pustynię, które ma do wyboru jedynie budowanie na piasku: iluzoryczne, pozbawione fundamentu, przygodne i nieistotne. Pozbawione wartości. Kończące się zawsze przegraną.

 

Poza tym serce jego rozpierało pragnienie, by powiedzieć komuś o swoim odkryciu. I skoro już miał o tym mówić, to na pewno nie znajdzie wdzięczniejszych słuchaczy niż mieszkańcy tej wioski. Jeśli nie dziś, to jutro powie komuś o wszystkim.

A o tym, jak stąd uciec, może równie dobrze pomyśleć kiedy indziej.

 

Bohater nie chce uciec i ta niemożliwość ucieczki jest właściwą możliwością jego życia. Tak mi się przynajmniej wydaje. Wydaje mi się bowiem, że „Kobieta z wydm” Kobo Abe stwarza możliwość interpretacji odmiennych i wykluczających się, co przecież niczym innym jest jak potencjalnością, którą stwarza wysoka literatura.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko