Eligiusz Dymowski – Bielszy odcień szarości

0
224

Eligiusz Dymowski


 

Bielszy odcień szarości


 

dwie biedronki lez            Płocczanin, Krzysztof Bieńkowski, w ostatnim czasie nie rozpieszcza zanadto swoich czytelników. Jest wprawdzie autorem 11 tomików wierszy, redaktorem naczelnym ogólnopolskiego kwartalnika artystyczno-naukowego „ZNAJ”, którego dalsze losy wciąż ważą się w rękach miastowych „szpeców od kultury” oraz wiceprezesem Rady Głównej Stowarzyszenia Autorów Polskich, to jednak rzadko można jego teksty obecnie przeczytać w prasie literackiej. Pomimo różnych codziennych spraw i troski o chleb powszedni, poeta z Mazowsza niedawno opublikował nowy tom swoich utworów zatytułowany „Dwie biedronki łez”[1], który potwierdza niezmiennie jego artystyczne miejsce zapisane na dobre w kulturze polskiej.

            Wiersze Bieńkowskiego niemalże za każdym razem wprowadzają czytelnika w wyjątkowy świat osobistych przeżyć i doświadczeń, wyciskając wyraźne piętno na ich metaforycznym grzbiecie. Są to wiersze człowieka dojrzałego, któremu czas nie szczędzi przeróżnych kolców i cierni, a równocześnie pozwala na jego głębszą poetycką analizę. Czytając te wiersze, zastanawiam się skąd wciąż czerpie poeta tę niezwykłą duchową siłę, aby nie popaść w straszne zwątpienie czy jakąś melancholię? Z pewnością składa się na te wybory wiele osobistych znaków i gestów, o których na przykład dowiadujemy się z poszczególnych wierszy, a są to: i wiara w Boga, i wiara w człowieka, i ufność chociażby w małe okruchy dobra, które rozdawane są z serc tak wielu osób. Poeta doceniając to wszystko, próbuje dokonać również jakiegoś osobistego rachunku sumienia, aby i jego życie miało dla innych jaśniejszy kolor nieba, chociaż czerń tak natrętnie miesza się z bólem, a łzy nie zawsze są tylko oczyszczeniem oczu.

„Trzeba stanąć po stronie poety” – mówi, jeśli chcemy przeniknąć w głębię jego mierzenia się ze światem, fizycznym cierpieniem i zmęczeniem, brutalną skądinąd samotnością oraz brakiem zrozumienia nawet wśród najbliższych. Częsty motyw bólu, choroby, takich miejsc jak hospicja, są w poetyce Bieńkowskiego kluczem do bramy jego wyobraźni. To w tych przestrzeniach rozgrywa się najczęściej codzienny dramat ludzkich doświadczeń i niełatwych wyborów. Jest to świat, pojmowany niekiedy przez nas jako kara za grzechy, jakieś szaleńcze znamię, którego nie można się tak łatwo pozbyć, bo jednocześnie w tym wszystkim dosięga każdego jakaś głębia niepojętej do końca Tajemnicy. Chociaż śmierć istnieje tak samo jak woda i powietrze, to jednak za każdym razem trudno jest się z nią pogodzić, zwłaszcza gdy przychodzi w niespodzianej chwili, gdy jeszcze wiara i nadzieja ocierają się o nasze oczy, a „medycy z hospicjum – lekarze i siostry wiedzą dobrze/ kiedy ból staje obok” („Ból”).

            Szukam w tych wierszach nieustannie również bielszej strony szarości, bo nie wierzę, że poeta tak łatwo wpada teraz jedynie w minorową nutę. To nie jest w jego stylu i on wie o tym doskonale. W każdym człowieku mieszają się palety barw tylko po to, aby wydobyć jak najlepszy obraz. Tak dzieje się i w tych poetyckich strofach Krzysztofa Bieńkowskiego. Ilekroć powraca się do nich, to za każdym razem wysyłają podobne sygnały, po których drży ciało i życie na nowo zaczyna wibrować namacalnym szczęściem. Na koniec niech więc przemówi wiersz pt. „Głos”, i wyciszy w nas to, co po prostu zbyteczne:

            Ile razy rozbrzmiewa 9. Symfonia budzi się Bóg i człowiek

            Patrzą na siebie –

           

            Beethoven musiał Go zobaczyć i w tym momencie stracił

            słuch…

Eligiusz Dymowski



[1]              Krzysztof Bieńkowski, Dwie biedronki łez, Wyd. Stowarzyszenie Autorów Polskich, Płock 2015, ss. 38.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko