Dariusz Pawlicki – Krótka rozprawa… o płotach

0
254

DARIUSZ PAWLICKI
 

 

KRÓTKA ROZPRAWA O… PŁOTACH

 

 

      Nie zrażaj się ewentualny czytelniku tematyką tego tekstu. I daj szansę autorowi na nieco szersze przedstawienie tematu, którym jest płot, czyli „ogrodzenie, zwykle z wbitych w ziemię słupków połączonych żerdziami, do których przytwierdzone są deski, paliki itp.”*. Zgadzam się z opinią, że na pierwszy rzut oka temat wydaje się być bardzo prozaiczny. Ale z pewnością wielu z nas wie z własnego doświadczenia, iż na „drugi rzut” owego oka, wiele rzeczy ukazuje się już w zupełnie innym świetle. Może więc i w tym wypadku tak będzie.

      Z powyższej, słownikowej definicji jednoznacznie wynika, że nie każde ogrodzenie jest płotem; nie jest nim na przykład palisada, murek. Pierwsze, prowizoryczne ogrodzenia wykonane z gałęzi, służyły ochronie przed groźnymi dzikimi zwierzętami. Ale płot miał już na celu odgrodzenie się jednego człowieka od drugiego, jednej rodziny od drugiej. Nie bez przyczyny termin „odgrodzić się” znaczy także (w przenośni): „odizolować się, odseparować się od czegoś (kogoś)”**. Po palikach, stertach kamieni, miedzach, płoty jak i inne rodzaje ogrodzenia, były kolejnym krokiem na drodze do wydzielenia prywatnej własności.

      Pozwolę sobie w tym miejscu zauważyć, że mur zamkowy, bez względu na swą wysokość i grubość, nie jest niczym innym niż ogrodzeniem. Tyle tylko, że specjalnego rodzaju.

 

*

 

      Jeśli płoty w naszej części świata, jednak znikną, to pozostaną po nich, przynajmniej przez pewien czas, ślady. Takie jak np. poniższe zwroty i wyrażenia właściwe polszczyźnie:

      „Ktoś (sam, samotny) jak kołek w płocie – ktoś zupełnie sam, bardzo samotny. Trafić jak kulą w płot – wybrać, trafić źle, uczynić nie tak jak trzeba, chybić; powiedzieć coś zupełnie nietrafnie, niesłusznie. Trzymać się kogoś, czegoś jak pijany płotu – trzymać się, czepiać się kogoś, czegoś z uporem, kurczowo, nie odstępować kogoś, czegoś, upierać się przy czymś, nie chcieć ustąpić.***. Do powyższych przykładów można dołączyć kolejne:

      Koło płotów chodzić – omijać temat, dywagować, odbiegać od rzeczy, mówić nieszczerze.Pod płotem umrzeć/zdechnąć – umrzeć w nędzy.Smaż, póki masz, pal płotem, zagrodzisz potem – czynić coś bez brania pod uwagę konsekwencji. Trafić jak kulą w płot – użyć nietrafnego argumentu. Śmiały jak baba za płotem – o kimś kto udaje odważnego, gdyż wie, że jest bezpieczny.Stać płotem – dawniej: w zwartych szeregach, blisko siebie. Pierwsze koty za płoty – pierwsze niepowodzenia nie powinny zniechęcać, pierwsze próby najczęściej bywają nieudane.Słowo się rzekło, kobyłka u płota/płotu  – bez względu na konsekwencje należy dotrzymać danego słowa. Płot trzy lata, kot trzy płoty, koń trzy koty, człek trzy konie (przeżyje).

 

  

*

 

      Czy można napisać historię płotu? Można. Z tym, że najpewniej będzie ona upstrzona wieloma białymi plamami. Ewentualny kandydat na jej autora napotka bowiem poważny problem w znalezieniu źródeł pisanych. Bo kogóż w epokach wcześniejszych interesował, tak pospolity i prosty element otoczenia człowieka, jakim niewątpliwie był płot. Nie inaczej zresztą jest obecnie. W porównaniu z pałacami, świątyniami bądź mostami, drewniane czy jakiekolwiek inne ogrodzenia, to nic. Ale najprawdopodobniej informacje o nich pojawiały się w dawnych dokumentach. Przykładowo w księgach sądowych, kiedy chodziło o rozgraniczenie spornej nieruchomości.

      Ubóstwo źródeł pisanych, w których by choćby wspominano o płotach, to jeden związany z tym problem. Drugim jest brak źródeł materialnych. Owszem, na ślady budynków mieszkalnych i gospodarczych natrafimy. Lecz na pozostałości, po którymś z płotów, absolutnie nie. Ogrodzenie tego typu, w porównaniu z innymi, szybko bowiem niszczeje. Zaś obecność w ziemi fragmentów zbutwiałego drewna i zardzewiałych gwoździ można rozmaicie interpretować. Do tego historia płotu z całą pewnością nie zaczyna się od zastosowania do ich wznoszenia gwoździ. Albowiem  jest ona dłuższa. W tym miejscu zaznaczę, że jak podaje nieoceniony Władysław Kopaliński słowo „płot” pochodzi od słowa „pleść”. Z tego zaś wynikałoby, że pierwotnie płotem była „plecionka z wikliny łącząca z sobą wbite w ziemię kołki”. W późniejszym okresie, do wbitych lub wkopanych w ziemię kołków, przy użyciu sznurów bądź rzemieni, dowiązywano przynajmniej trzy poprzeczne żerdzie. I to między nie przeplatywano wspomnianą wiklinę, a także giętkie pieńki drzewek lub gałęzie. Następnym etapem było zastąpienie rzemieni i sznurów, właśnie gwoździami. Tak wykonane płoty, i to przy użyciu niewielu gwoździ, coraz rzadziej, ale wciąż jeszcze, można napotkać we wsiach wschodniej Polski.

 

*

 

      Płot, jak i każdego innego rodzaju ogrodzenie, może zainteresować swoją estetyką ( z pewnością jest coś takiego jak estetyka płotu), rodzajem materiałów użytych do jego wzniesienia, solidnością lub nie, wykonania. Gdy stoi on od strony drogi bądź ulicy informuje również o tym, w jakim przypuszczalnie stanie jest sam dom, a także cała posesja. Jeśli najpierw zauważymy, że zaczyna niszczeć ogrodzenie, a później, iż proces ten pogłębia się, możemy spodziewać się, że wkrótce proces niszczenia zacznie dotyczyć budynku mieszkalnego, albo już go dotyczy. Z pewnością każdy z czytających ten tekst, mógłby wywołać ze swej pamięci obraz płotu, w którym brakuje wielu sztachet, a pozostałe są spróchniałe, albo przegniłe. A samemu domowi, mimo że stojącemu w pewnym oddaleniu, wiele brakuje do miana zadbanego.

      Ale nadeszła już pora, aby jednoznacznie i kategorycznie stwierdzić: płoty będące elementem naszego otoczenia, dotąd dosłownie napotykanym na każdym kroku, stają się rzadkością. I dzieje się to w tym samym czasie, kiedy szybko przybywa ogrodzeń, których wzniesienie jest czaso- i materiałochłonne. Wynika to z potrzeby uniemożliwienia osobom postronnym dostania się na teren prywatny. Lecz bardzo często dużą rolę odgrywa też chęć podkreślenia: To moje! Stać mnie!

     

      W miastach płotów już się nie widuje (no, może gdzieś na obrzeżach, gdzie miasto przenika się jeszcze ze wsią, ale tą w dawnym stylu). Ale wbrew pozorom, niejednokrotnie niewiele lepiej jest pod tym względem we… wsiach. Płoty zostały w nich najczęściej zastąpione, mniej lub bardziej, solidnymi ogrodzeniami innych rodzajów: a to wykonanymi z płyt betonowych (niekiedy ażurowych), bądź z metalowych słupków i takiej siatki, a to z cegły.

      Często obecność klasycznego płotu we wsi, związana jest z potrzebą zdecydowanego podkreślania, że wieś to nie… miasto. Szczególnie na takim uwydatnieniu zależy tym mieszkańcom wsi, którzy przybyli z… miasta; szczególnie, gdy nastąpiło to niedawno. To właśnie oni, chcąc wieść życie w pełni wiejskie, pragną obecności w swym nowym otoczeniu elementów jednoznacznie wskazujących na dokonany przez siebie wybór. A prosty płot, takim składnikiem niewątpliwie nadal jest (podobnie jak na przykład dom drewniany).



Fot. Dariusz Pawlicki                       

     

      Na szczęście płoty wciąż są, a ich obecność nie tylko jest rezultatem powyższej mody. Najczęściej decyduje o tym ekonomia – jest on najtańszy (że nie jest najtrwalszy, to już inna sprawa). Napisałem: na szczęście, gdyż jestem przyzwyczajony do ich obecności w świecie, z którym jestem zżyty (jest on przy tym bardzo konkretny). W wioskach tego świata, płotów wciąż jest wiele. Natomiast znacznie rzadziej można natknąć się na nie poza terenami zabudowanymi. Te ogrodzenia, którymi otoczone są obecnie pastwiska, na których pasą się krowy i konie (chyba, że ogrodzeń nie ma w ogóle, a zwierzęta są uwiązane), prawie zawsze składają się z tkwiących w ziemi żerdzi i rozpiętego między nimi drutu (niekiedy jest on kolczasty). Nierzadko jest on podłączony do urządzenia elektryzującego. Takie ogrodzenie nazywa się płotem elektrycznym, albo „pastuchem” (w domyśle: elektrycznym). Jego dotknięcie każdorazowo działa odstraszająco. Natomiast dużo rzadziej można obecnie natknąć się na pospolity kiedyś, a równocześnie najprostszy z możliwych, płotów. Jego konstrukcja sprowadza się do dwóch kołków połączonych długą żerdzią; zużycie gwoździ jest przy tym minimalne.

      Wędrując drogami polnymi można niekiedy dostrzec pozostałości płotów – tkwiące wciąż w ziemi, pojedyncze słupki. Są śladami po czyjejś pracy i związanych z nią nadziejach. Takie resztki, z dala od zabudowań, przyciągają każdorazowo uwagę. I to nie tylko pozostałości ogrodzeń, ale również resztki fundamentów widoczne w trawie, samotne zdziczałe drzewa owocowe. Wzbudzają one zainteresowanie szczególnie tam, gdzie nie ma innych atrakcji wzrokowych, albo jest ich niewiele. Gdy kogoś znuży już lustrowanie dziesiątków hektarów pól, łąk i pastwisk, ciągnącej się kilometrami ściany lasu, (nie wspominając o ruinie zamku), jego wzrok, choćby na chwilę, może zatrzymać się na wbitym lub wkopanym, kiedyś przez kogoś, pojedynczym kołku. Wykonany pewnie z odporniejszego drewna (może nawet jest to fragment pnia młodego dębu) ostał się, w przeciwieństwie do pozostałych, tworzących kiedyś ogrodzenie, a po których nie pozostał żaden ślad.

      Płot wyznacza granicę obejścia. A w jego obrębie, niejednokrotnie kolejne ogrodzenie chroni na przykład przed zwierzętami (przede wszystkimi domowymi) ogród kwiatowy, jak i warzywny. Bywa, że ogranicza również dostęp do owoców tkwiących jeszcze na drzewach lub już opadłych. Ileż prób ich kradzieży, często uwieńczonych sukcesem, mają na sumieniu kolejne pokolenia dzieci (zresztą osób dorosłych również). A na przeszkodzie w konsumowaniu cudzych jabłek, gruszek lub śliwek, najczęściej stało ogrodzenie, którym bardzo często był płot. W tym, aby spełniło ono swoje zadanie, pomagał jeszcze pies (przysłowiowy „pies ogrodnika”).

      Nie można pominąć też nieco innej roli ogrodzeń, szczególnie jednak płotów ze względu na tworzące je sztachety, ewentualnie druty lub drągi. Owa inna funkcja nie ma jednak absolutnie związków z dziećmi. Dotyczy bowiem „pomocy” w poruszaniu się osób będących w stanie zatrucia alkoholem. Niejednokrotnie tylko ogrodzenia bądź ściany budynków umożliwiają takim osobom przemieszczanie się, albo zachowanie jakiej takiej pozycji pionowej (bardzo często jest to „pion”, który cechuje wyraźna niestabilność). Kontynuując wątek alkoholowy należy stwierdzić, że to właśnie płoty pełniły rolę swoistego, ale bardzo realnego arsenału. I to jeszcze do niedawna. Z nich bowiem pochodziła „broń” tak bardzo charakterystyczna dla osławionych zabaw wiejskich (na szczęście odchodzących już w przeszłość). Ta ich zła sława była m. in. rezultatem bijatyk, do których dochodziło podczas ich trwania. Niektórzy twierdzili nawet, że nie ma dobrej zabawy bez bójki. Ich główną przyczyną, rzecz zrozumiała, był alkohol, jako że były to imprezy mocno zakrapiane. W takiej zaś sytuacji nie było trudno o nieporozumienie. I dochodziło do niego szybko, tym bardziej, że powodem do jego powstania mogło być, dosłownie, wszystko. Rychło zaprzestawano argumentacji słownej i zaczynano posługiwać się pięściami, albo rozglądano się za „odpowiedniejszym argumentem”. I prawie zawsze, jak to jeszcze niedawno miało miejsce na wsi, w pobliżu stał jakiś płot. Należało tylko wyrwać sztachetę. Silniejszy, popisując się przy tym swą siłą, mógł wyciągnąć z ziemi kołek (taka inscenizacja mogła podziałać odstraszająco na przeciwnika, a wzbudzić podziw, u niektórych kobiet, co było dodatkowym efektem). I tak zaopatrzony mógł niezwłocznie przystąpić do przekonywania do swoich racji oponenta, ewentualnie oponentów.

 

      Należy koniecznie wspomnieć o roli, jaką  podczas śnieżnych zim odgrywały płoty śródpolne, także pozostałości po nich. Podobnie zresztą jak drzewa, krzewy, krzyże przydrożne. Wyznaczały bowiem wędrowcom, woźnicom, kierowcom przebieg dróg we wszechobecnym morzu bieli. A były dla nich jeszcze istotniejsze podczas opadów śniegu i zamieci. Z pewnością przyczyniły się do uratowania niejednego życia.

 

*

 

      Obecności płotów na stronach utworów literackich sprowadza się najczęściej do roli elementu przedstawianej scenerii, w której rozgrywa się zdarzenie opisywane przez poetę czy prozaika. Tak jak przykładowo ma to miejsce w poniższych, początkowych fragmentach dwóch wierszy****:

     

      Chang Chi

                     

                         PRZYBYWAJĄC NOCĄ DO CHATY RYBAKA

 

                             Chata rybaka przy ujściu rzeki.

                             Woda jeziora aż do chruścianego płotu.

                                            

 

      Allen Ginsberg

                    

                         DZIWNY NOWY DOMEK W BERKELEY

 

              Całe popołudnie wycinałem jeżyny zarastające chwiejny

      murszejący płot

 

      Nie inaczej jest w Zaczarowanych miejscach Christophera Milne’a, w których opisał świat swego dzieciństwa. Świat ten pojawia się, zresztą w znanych na całym świecie książkach dla dzieci, napisanych przez jego ojca Alana Aleksandra Milne’a: Kubuś Puchatek i Chatka Puchatka (nie wspominając o dwóch zbiorach wierszy). I w tych to Zaczarowanych miejscach płot jest, a jakże, wspominany. Chociażby w takim fragmencie: „Dwieście jardów mniej więcej od Smoczego Mostu idąc w górę rzeczki był płot, na granicy naszej ziemi”.

      Wyznacznikiem roli płotów w życiu człowieka jest na przykład i to, że zostały utrwalone na niejednym obrazie. Trudno jednak wskazać jakąś pracę plastyczną, której główny temat stanowią właśnie one (stąd brak prac zatytułowanych Płot czy Płoty). Nie to, co mury chętnie utrwalane, najczęściej w stanie ruiny. Ale typ ogrodzenia stanowiący temat tego szkicu pojawia się na wielu pracach jako tło, element kompozycji. Przykładem może być namalowana w 1875 r. przez Józefa Chełmońskiego Jesień. Zdecydowanie ciemna kolorystyka tej pracy, z sinym niebem i czarnymi chmurami, bezlistnymi drzewami, nie zachęca oglądającego do przeniesienia się w świat utrwalony farbami olejnymi. Stojący tuż przy chacie, częściowo zniszczony płot i kilka wychudzonych psów wskazują jednoznacznie na biedę, z którą zmagają się mieszkańcy obejścia. Nad całą tą scenerią dominuje nastrój smutku, opuszczenia. Z kolei na olejnej pracy Władysława Podkowińskiego zatytułowanej Spotkanie, a namalowanej w 1892 r., płot stoi wzdłuż drogi. Z całą pewnością zasługuje na miano prostej konstrukcji: kołki, do których końców przybito długie żerdzie. Ogrodzenie otacza pastwisko. Nie widać wprawdzie ani jednego konia, jak też żadnego innego zwierzęcia, lecz siedzący na płocie młody mężczyzna (potwierdza w ten sposób dobry stan ogrodzenia) ma na sobie, prawie na pewno, strój do konnej jazdy. Obok niego stoją dwie młode kobiety, a kolejne trzy zbliżają się. Po ubiorach można zorientować się, iż osoby te należą do lepszych sfer. Nastrój tej pracy jest zdecydowanie pogodny. Utrwalone zostało na niej, prawdopodobnie, późne popołudnie. Z kolei obecność młodych ludzi obojga płci pozwala snuć domysły o rodzących się między nimi, a może już istniejących uczuciach, czyli nadziejach.

      Na powstałej w 1791 r. akwareli Zygmunta Vogla Widok Poczajowa od przyjazdu Ledóchowskiego, na pierwszym planie widzimy fragment płotu przydrożnego, w całości drewnianego. Natomiast nieco dalej – ogrodzenie wykonane z witek, gałęzi przeplecionych pomiędzy kołkami. Otacza ono rozległe pole. Na drugim planie widać barokowe klasztor bazylianów i kościół w Poczajowie.

 

           

vogel poczajow

Zygmunt Vogel, Widok Poczajowa od przyjazdu Ledóchowskiego.

 

*

 

      W malarskich wyobrażeniach Raju jakich wiele istnieje w kulturze Zachodu, nie ma płotów (zresztą innych ogrodzeń również). Co można chyba tłumaczyć wiarą w to, że w Raju nie ma tych przyczyn, które uzasadniają istnienie płotów na tzw. ziemskim padole (najprawdopodobniej zdecydowana czytelników zgodziłaby się z tym przypuszczeniem). Znamienne jest jednak i to, że także w wizjach Piekła nie pojawiają się ogrodzenia. Tymczasem, gdzie jak gdzie, ale w nim moglibyśmy się ich spodziewać.

 

 

  * Słownik języka polskiego,  Warszawa: PWN, 1979.

      ** tamże.

    ***  tamże.

   **** oba wiersze w tłumaczeniu Czesława Miłosza, Wypisy z ksiąg użytecznych, Kraków: Wyd.     

         Znak, 1994.

_____________________________________________________________________________

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko