Andrzej Molasy – Jan Długosz (2)

0
360

Andrzej Molasy


Jan Długosz (2)


jan-dlugoszNajwiększym dziełem Jana Długosza są napisane po łacinie „Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego” („Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae”). Jest to tytuł oryginalny i wydania współczesnego z l. 1961-2006. Jednak od XIX-wiecznego tłumaczenia Karola Mecherzyńskiego, zatytułowanego „Jana Długosza kanonika krakowskiego Dziejów polskich ksiąg dwanaście” przyjęła się nazwa „Dzieje Polski” (czasami też „Historia Polski” od łacińskiego wydania z XVIII w. „Historiae Polonicae libri XII”) i nią się będę w tym artykule posługiwał.


Długosz opisuje proces formowania się narodu polskiego, stworzenia przez niego swojego państwa i jego funkcjonowania od czasów biblijnych do 1480 r., czyli niemal do śmierci. W końcowej redakcji podzielił „Dzieje Polski” na 12 ksiąg (popularne w średniowiecznej symbolice nawiązanie do liczby apostołów i miesięcy w roku), które zajmują ok. 3 tys. stron druku. Dzieło ma formę roczników – wydarzenia historyczne są opisane pod kolejnymi datami rocznymi, co jest typowe dla średniowiecznej annalistyki. Jednak te opisy są tak rozbudowane, że zamienia się w kronikę (tę dwoistość oddaje tytuł). To już wyróżnia „Dzieje Polski” na tle średniowiecznej historiografii.


Ale największą oryginalność nadaje im to, że Długosz przedstawia wewnętrzne polskie wydarzenia na tle międzynarodowym, bo omawia też zwięźle historię cesarstwa i papiestwa oraz wydarzenia w krajach z Polską sąsiadujących. W ten sposób wpisał historię narodu polskiego i jego państwa w dzieje powszechne. Według opinii Jerzego Wyrozumskiego, czołowego polskiego mediewisty, „to z pewnością największe dzieło historiograficzne średniowiecznej Europy; przy wszystkich jego słabościach, jak stronniczość, niekiedy naiwność autora, zdumiewa ogromem wykorzystanych źródeł.” Z danych przytoczonych przez Mariana Biskupa, innego renomowanego historyka polskiego, wynika, że Długosz zamieścił aż 3600 relacji źródłowych, z czego 1460, czyli ponad 1/3, niepolskich: czeskich, węgierskich, krzyżackich, niemieckich (cesarstwa), papieskich, litewskich, ruskich i mołdawskich. Jest to zatem podstawowe źródło do historii nie tylko średniowiecznej Polski, ale też innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Integralną częścią „Dziejów Polski” jest „Chorografia”, czyli pierwszy opis geograficzny terytorium Królestwa Polskiego. Inspiracją do jej napisania była być może „Historia Bohemica” Eneasza Sylwiusza Piccolominiego, która zaczyna się opisem geograficznym Czech. Jednak praca Długosza jest w pełni oryginalna, oparta na materiałach zebranych z relacji ustnych i autopsji. Stanowi niezwykle cenne źródło dla geografów i ekologów (znajduje się w nim np. informacja, że w Wiśle żyły łososie).


Długosz napisał w epilogu do swego dzieła, że pracował nad nim ze współpracownikami przez 25 lat, a więc od 1455 r., kiedy zmarł jego protektor, biskup krakowski, kardynał Zbigniew Oleśnicki. Z przedmowy wynika, iż to ten wybitny polityk i intelektualista zachęcał go do pisania. Jednak obarczony licznymi obowiązkami Długosz nie miał na to czasu za życia protektora. Zapoznawał się natomiast ze źródłami pisanymi znajdującymi się w archiwach diecezji krakowskiej oraz kancelarii królewskiej. Gromadził też własne, przywożąc książki z wyjazdów na zagraniczne misje dyplomatyczne i z pielgrzymki do Ziemi Świętej. Zbierał także relacje ustne w trakcie podróży po kraju, gdy wypełniał swe obowiązki. Wiele źródeł, którymi dysponował Długosz, nie przetrwało do naszych czasów. Na przykład zaginęła tzw. kronika dominikańska, opisująca najazd Tatarów na Polskę w 1241 r. Gdyby Długosz nie napisał „Dziejów Polski”, to prawie nic o tych dramatycznych wydarzeniach byśmy nie wiedzieli.


Według ustaleń Wandy Semkowicz-Zarembiny w pierwszej redakcji Długosz podzielił swe dzieło na 4 tomy, co miało związek z jego misjami dyplomatycznymi w sprawach krzyżackich, bo „udział jego w pertraktacjach z Zakonem wymagał znajomości historii i spraw procesowych polsko-krzyżackich”.


Długosz wyraża w „Dziejach Polski” podziw dla historyków starożytnych, a w szczególności dla Tytusa Liwiusza. Nie wymienia wśród nich Tacyta, którego słynne dzieło „Germania” odnaleziono w XV w. i opublikowano drukiem w 1470 r. Można jednak założyć, że je znał i wywarło ono bezpośredni i pośredni wpływ na pisane właśnie wtedy przez niego „Dzieje Polski”. Możliwe, że to wzmianka Tacyta o Sarmatach jako jednym z ludów sąsiadujących z Germanami zainspirowała Długosza do napisania, iż byli przodkami Polaków. To zapoczątkowało polski mit narodowy, rozpowszechniony w XVI-XVIII w. Wpływ pośredni publikacji „Germanii” na kształt „Dziejów Polski” mógł polegać na tym, że przyczyniła się ona do wyostrzenia ich patriotycznego charakteru. Dzieło Tacyta wywołało wielki rezonans w Europie, bo XV-wieczni intelektualiści włoscy uznali, iż potwierdza ono wyższość cywilizacyjną mieszkańców Italii, spadkobierców kulturowych starożytnych Rzymian, nad Niemcami, których przodkami byli barbarzyńscy Germanie. Wyraził to Piccolomini w swoim dziele „Germania” (tytuł nieprzypadkowo wzięty od Tacyta), a Flavio Bondo w „Italia ilustrata”. Te twierdzenia humanistów włoskich oburzyły ich niemieckich kolegów, w szczególności Konrada Celtisa, który zamyślał nad napisaniem „Germaniae ilustrata”, ale ostatecznie poprzestał na wychwalaniu Niemców w krótszych traktatach i w aneksie do „Germanii” Tacyta. Poglądy tego intelektualisty były dobrze znane w Polsce, gdyż przyjaźnił się z Filipem Kallimachem, włoskim humanistą, wychowawcą wraz z Długoszem synów króla Kazimierza Jagiellończyka.


Dzieło opisujące już w tytule jako „sławne” Królestwo Polskie, można uznać za głos polskiego dziejopisa w tej toczącej się w jego czasach w Europie dyskusji kulturalnej. Potwierdza to jego stwierdzenie w epilogu, że pisał je „dla chwały Pana Boga i pożytku miłej ojczyzny”. Warto tu zauważyć, iż Długosz nic nie przesadził, nazywając Królestwo Polskie „sławnym”. Prof. Henryk Samsonowicz przypomniał w jednym z wykładów wygłoszonych w ramach obchodów Roku Jana Długosza, że XV-wiecznym fresku w kościele św. Jana w Strasburgu, przedstawiającym pochód Europy do Krzyża, znajduje się wśród trzynastu zbrojnych rycerzy symbolizujących Stary Kontynent – Polonia, jako jeździec, za którym kroczy dwóch piechurów – Litwa i Orient (symbol Kościoła wschodniego).


Ta Długoszowa „Polonia ilustrata” była pewnością odpowiedzią na „Historia Bohemica”, równie popularne w Europie jak „Germania” dzieło Piccolominiego, zawierające krytyczne opinie na temat Czechów i innych Słowian, w tym Polaków. Ten przyszły papież Pius II napisał je w 1454 r., a więc to ono mogło nawet zdopingować Długosza do podjęcia tytanicznej pracy nad jego „opus magnum”. Zarówno on sam, jak i jego protektor Zbigniew Oleśnicki, wiedzieli już zresztą wcześniej o niepochlebnych opiniach włoskiego humanisty na temat Polaków i ich historii, bo krakowski kanonik znał go osobiście, a biskup z nim korespondował. Obaj XV-wieczni polscy intelektualiści rozumieli konieczność podjęcia działań w celu podniesienia prestiżu ich ojczyzny w Europie, poprzez opowiedzenie własnej wersji historii Polski i prowadzenia tak wyśmiewanej teraz przez niektórych pseudointelektualistów polityki historycznej. Długosz zrobił, co mógł, żeby poprawić opinię o Polsce na świecie, ale zdawał sobie sprawę, że to nie jest wystarczające. Dlatego zamieścił w epilogu apel do uczonych z Akademii Krakowskiej, „aby po mojej śmierci którzykolwiek bądź z ich grona, według sił i możności swojej, księgi te dziejów rocznych w dalszym ciągu pisali, a nigdy przerwy w nich lub zaniechania nie dopuszczali”. Prosił o wykonywanie tej pracy „dla dobra powszechnego, dla pożytku i zaszczytu miłej ojczyzny, a więcej jeszcze, dla chwały Bożej i prawdy.”


Długosz twórczo rozwinął w swym dziele historiozoficzną wizję narodu polskiego z napisanej na początku XIII w. „Kroniki” Mistrza Wincentego, zwanego Kadłubkiem, który cofnął dzieje Polski do starożytności, do czasów Aleksandra Wielkiego, utożsamionego z Krakiem Grakcha i Juliusza Cezara. To wzbudza dziś kpiny niedokształconych półinteligentów, walczących z wyimaginowanym przez nich polskim „nacjonalizmem”, a niewiedzących, że na przełomie XII i XIII w, było to wielkie osiągnięcie intelektualne, zainspirowane lekturą starożytnych pisarzy. Stworzenie tych mitów było bardzo ważnym etapem formowania się dumnej ze swej przeszłości polskiej wspólnoty narodowej. Długosz poszedł dalej, bo powiązał dzieje narodu polskiego z Biblią. Jego opis historii Polski zaczyna się od Adama. Dzięki temu naród polski uzyskał genealogię analogiczną do tej, jaką miał biblijny Naród Wybrany. Swoją opowieść o legendarnych władcach Polski skonstruował na wzór przekazu o rządach królów Judy i Izraela w księgach królewskich i sędziowskich Starego Testamentu, np. stwierdzając, że niemiecka żona miała taki sam zgubny wpływ na Popiela jak cudzoziemka Jezebel na izraelskiego króla Achaba. W innym miejscu porównał go do tyrańskiego Sardanapala. Tego typu zestawienia z postaciami biblijnymi wpisywały Polaków w krąg europejskich narodów chrześcijańskich. Pisząc, że Lech był starszym bratem Czecha, Długosz przyznawał jego polskim potomkom pierwszeństwo wśród Słowian. Warto zwrócić uwagę na to, że w podanej przez niego wersji legendy o protoplastach narodów słowiańskich Rus był wnukiem Lecha, co świetnie uzasadniało przynależność Rusi (nie mylić z Moskwą) do Królestwa Polskiego.


Długosz dostrzegał boską ingerencję w dzieje Polaków już w czasach pogańskich. To Bóg wysłał dwóch Aniołów do domu ubogiego Piasta, żeby zwiastowali mu, że zostanie władcą Królestwa Polskiego. W ten sposób dynastia piastowska uzyskała prawo do panowania. Idealnym okresem w dziejach Polski jest według dziejopisa okres rządów Mieszka I oraz Bolesława Chrobrego. Ten pierwszy przyjął chrzest i zbudował strukturę kościelną opartą na dwóch metropoliach w Gnieźnie i Krakowie (to nie była prawda, lecz jedynie projekcje Długosza), ten drugi rozszerzył terytorium Królestwa Polskiego wbijając słupy graniczne na Dnieprze, Sali i Ossie (rzeka graniczna między Polską a Prusami). Monarchia Chrobrego miała zdaniem dziejopisa optymalny zasięg terytorialny. Wyrażając swoją radość po odebraniu Krzyżakom Pomorza, Długosz dodał, że „szczęśliwszym byłbym jeszcze, gdybym doczekał odzyskania za łaską Bożą i zjednoczenia z Polską Śląska, ziemi lubuskiej i słupskiej.” Na tych terenach znajdowały się 3 biskupstwa, które w czasach Chrobrego weszły w skład metropolii gnieźnieńskiej: wrocławskie, lubuskie i kamieńskie (to ostatnie zostało z niej wyłączone i podporządkowane bezpośrednio papieżowi w XIV w.).


Długosz utożsamiał interesy Królestwa i Kościoła Polskiego, co było w średniowieczu słuszne, gdyż istniała między nimi nierozerwalna zależność. Państwo średniowieczne opierało się na organizacji kościelnej. I wspólnotę polityczną, i religijną cementował kult świętych patronów. Jeśli chodzi o budowę tożsamości narodowej Polaków, to niezwykle ważnym momentem była kanonizacja pierwszego ich rodaka, biskupa krakowskiego Stanisława. Długosz opisuje jak pomagał on polskiemu rycerstwu zwyciężać w bitwach.


Krakowski kanonik nie jest bynajmniej tendencyjnym chwalcą Polaków. Wytyka im ich przywary i wady narodowe. Zgodnie z biblijnym toposem pisze, że spadające na nich nieszczęścia, np. najazdy tatarskie, są boską karą za ich grzechy. Ciężkich win dopuściła się rządząca Polską dynastia piastowska (Długosz miał największe pretensje do Piastów śląskich za przyjęcie zwierzchności czeskiej) i została za karę odsunięta od władzy, którą przejęli najpierw Andegawenowie, a po nich Jagiellonowie. Długosz bardzo krytycznie opisuje rządy królów jagiellońskich, w szczególności Kazimierza IV, który znajdował się w ostrym konflikcie politycznym ze Zbigniewem Oleśnickim. Jednak sam kronikarz nad osobistą niechęć przedłożył dobro państwa i służył temu monarsze w licznych misjach dyplomatycznych. Wychowywał też jego synów. Zrobił tak, bo – jak napisał w swoim dziele – „każdy jest dłużnikiem ojczyzny w takiej części, ile siły jego umysłu zdolne są wykonać, a za ostatniego powinien uchodzić taki, który jej nie uświetnił, nie wspomógł żadnym darem“.


Długosz napisał „Dzieje Polski” nie tylko z powodów patriotycznych, ale także w celach dydaktycznych: przedstawiając czyny władców, dostojników świeckich i kościelnych, rycerzy, duchownych i całych narodów, chciał dostarczyć czytelnikom pozytywnych i negatywnych przykładów postępowania. Uważał bowiem, że „historia jest rodzicielką cnót” („historia parens viritus”).


Długosz opisuje w swym dziele nie tylko wydarzenia wagi pierwszorzędnej, ale też zamieszcza informacje błahe i plotkarskie, np. że pewna mieszczka krakowska powiła jednej nocy 26 dzieci. W tych miejscach wzniosła kronika zamienia się w XV-wieczny tabloid. Nie wypada jednak kpić z tego rodzaju informacji, skoro i dzisiaj wciąż je chętnie czytamy. Długosz otwarcie napisał w epilogu, że nie wszystkie podane przez niego fakty są pewne: „Wyznaję zaś, jak to z góry wypowiedziałem, że nie wszystko, com napisał w tym dziele, jest pewnym i niewzruszonym: są w nim rzeczy słabo uzasadnione, wątłe i niepewne; są z cudzego wzięte podania, z własnych lub cudzych czerpane domysłów, ostrym uwikłane cierniem i albo w obcych wyczytane zapiskach i księgach, albo z ustnej podsłuchane wieści. Dawało się niegdyś wiarę temu, co podano za prawdę. Błagam wszystkich, którym się dostało w dziale więcej nauki i biegłości w wysłowieniu, aby poprawili moje błędy i sprostowali usterki.” Ten fragment bardzo dobrze świadczy o Długoszu jako o intelektualiście. Starał się on bowiem weryfikować informacje, przeprowadzał jak umiał krytykę źródeł, ale w niektórych przypadkach ich w ogóle nie miał. Wykonywał wtedy projekcje, próbując się domyślić, jak mogło być. Oczywiście musiał się tu często mylić, ale w swoim mniemaniu był uczciwy intelektualnie. Starał się, żeby „prawdy i czystości dziejów nie zbrukać ani nienawiścią i zazdrością, ani schlebianiem dla faworu i łaski”.


Błędów w jego dziele jest jednak dużo i dlatego wielu historyków zarzuca mu tendencyjność. Lecz rozmijanie się z prawdą jest typowe także dla współczesnych publicystów i historyków, przekonanych, że są obiektywni, podczas gdy w rzeczywistości są skrajnie stronniczy. Oceniając kronikarza trzeba pamiętać, że był człowiekiem o umysłowości typowo średniowiecznej, głęboko wierzącym w codzienną, nieustanną ingerencję Boga w życie tak pojedynczego człowieka, jak i narodów oraz państw. Wierząc w cuda, brał czasami za fakty zmyślenia oraz wyobrażenia.


Główne dzieło Długosza wywarło wielki na polską kulturę, mimo że drukiem ukazało się w całości bardzo późno, bo dopiero na początku XVIII w. Istniały jednak jego liczne odpisy, a ponadto pełnymi garściami czerpali z niego historycy XVI-wieczni: Maciej Miechowita, Marcin Kromer i Marcin Bielski. Polscy pisarze rozwijali przede wszystkim mit sarmacki. Bardzo wysoko cenił Długosza Adam Mickiewicz, który mówił o nim w swoich wykładach paryskich. Znajdujący się w „Dziejach Polski” opis biblijnych początków narodu polskiego oraz boskiej opieki nad nim mogły być jedną z inspiracji do powstania romantycznego mesjanizmu polskiego.


Powrót do lektury patriotycznego dzieła Długosza nastąpił na fali „przebudzenia się” narodów europejskich w drugiej połowie XIX wieku. W 1880 r. odbył się poświęcony temu ojcu polskiej historiografii wielki zjazd naukowy. „Dzieje” przetłumaczono na język polski, o czym wspomniałem na wstępie artykułu. Długosz okazał się pisarzem bardzo aktualnym, bo zaliczał do narodu polskiego nie tylko rycerstwo (szlachtę), ale też chłopów, a to właśnie oni nabrali w XIX w. świadomości narodowej. Co bardzo ważne, patriotyzm Długosza nie był ksenofobiczny. Owszem, bardzo krytycznie opisywał inne narody, ale robił to dlatego, żeby na ich tle lepiej prezentowali się nie pozbawieni też swoich wad Polacy. Doceniał jednak tych cudzoziemców, którzy zasłużyli się dla Polski (np. pierwsi biskupi, zakonnicy cysterscy czy mieszczanie tacy jak Wierzynek).

Długosza warto czytać i to od 19 grudnia stanie się łatwiejsze, bo Biblioteka Narodowa uruchomi portal internetowy, na którym udostępni zarówno oryginalny łaciński tekst “Dziejów Polski” w postaci drukowanej, jak również ich najważniejsze rękopisy, a także ich tłumaczenie na polski.


Bibliografia:

1. Marian Biskup, „Jan Długosz (1415-1480) jako historyk Polski i krajów Europy środkowowschodniej”, w: „Notatki Płockie” 25/4-105, 1980

2. Rolf Fieguth, „Humanizm europejski a świadomość narodowa. Przemyślenia literaturoznawcy”, w: „Postscriptum polonistyczne” 11(1), 2013

3. Sławomir Gawlas, „Świadomość narodowa Jana Długosza”, w: „Studia Źródłoznawcze”, t. XXXVII, 1980-81

4. Wanda Semkowicz-Zarembina, „Powstanie i dzieje autografu Annalium Jana Długosza”, w: „Rozprawy AU historyczno-filozoficzne” 72 (1952) nr 1

5. Jerzy Wyrozumski, „55 lat pracy nad krytyczną reedycją dziejów Polski Jana Długosza”, w: „Nauka”, 2/2006

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko