Jacek Bocheński – Sesja

0
114

Jacek Bocheński
 

SESJA

bochenskiSkoro tak wyszło, zajmijmy się na początek tym podpisem “Druga”. Ale spokojnie leż na kozetce, Justyno. Nie musisz reagować. Niczego się od ciebie nie wymaga. Jesteś pacjentką, a ja jestem po to, żeby rozpoznać, co ci dolega, i w miarę możności ulżyć.

Czeka cię może niespodzianka. Myślałaś pewnie, że będę usiłował podchwytliwymi indagacjami wpić się w twoją podświadomość i wyssać jakąś jej próbkę tak mniej więcej, jak się pobiera krew do analizy. Zaciskają opaskę na ramieniu, żeby żyła w zgięciu łokcia nabrzmiała, wkłuwają się tam i odciągają potrzebną porcję krwi. To bywa niemiłe. Niby pacjent sam chciał, sam się z ochotą i nadzieją zgłosił na badanie, a ono przeważnie zaczyna się od takiego kłucia i wysysania. Czasem jeszcze powtarzają je wiele razy. Mogłaś myśleć, że ja, niewprawny psychoanalityk amator, zabiorę się do kłucia i wysysania twojej podświadomości, jak do analizy krwi, a każde kłucie człowieka czymkolwiek jest przykre.

Nie, nie. Żadnych takich zamiarów nie mam. Jesteś bezpieczna. Zaczniemy od tego, że ja opowiem ci o sobie, bo chcę się zwierzyć.

Popatrz, moja literacka natura od razu wyszła na jaw, choć przyrzekałem szczerze powstrzymać się od sztuczek i artystycznego bałamuctwa. Przyznasz jednak, że to rozbudowane porównanie dwóch analiz jest prawie homeryckie. Tak głęboko sięga tradycja formalna. Ale sens w porównaniu zawarłem chyba jasny.

Tak czy owak jesteśmy w Drugim Blogu. Nie w Pierwszym, kiedyś Blogu bez liczebnika. Jesteśmy w Drugim. To ważne, bo ja podjąłem pisanie Drugiego po zerwaniu z Pierwszym, wiedziony pewną motywacją. Tamten wydał mi się zły, obraziłem się trochę na niego. Ten, który na wiosnę roku 2015 objawił niespodzianie gotowość istnienia, obiecał być lepszy. I ja mu uwierzyłem.

Nie wiem, czy mnie rozumiesz. Nie obiecał być następny po Pierwszym, obiecał, że nie zawiedzie. Tak jakoś do mnie zagadał gdzieś tam wewnątrz mnie, na skrzyżowaniu mojej wyobraźni i woli. Powiedział, że się uda. Będzie lepszy.

Wiesz, Justyno, kiedyś roztrząsałem w jednej z książek takie zagadnienie:| dlaczego uważamy, że góra jest lepsza od dołu. Moim zdaniem, niekoniecznie. Ale nie będę do tej kwestii wracał. Teraz się zastanawiam, dlaczego uważamy, że to, co pierwsze, jest lepsze od tego, co drugie. Czyli to, co wcześniejsze, od tego, co późniejsze. Jak to ? A mój Drugi Blog? Ma być gorszy od Pierwszego, bo późniejszy i tylko dlatego został w pewnym momencie oznaczony nazwą Drugi? Nie, Justyno! Nie chcę tak. Nie możemy do tego dopuścić. To byłby nonsens. Nie po to jestem tu z tobą. Leż spokojnie na kozetce.

A może wolałabyś już zostać sama i odpocząć? No to dobrze. Kończmy chwilowo naszą sesję psychoanalityczną. Pierwsze koty za płoty.

08.09.2015

KOTY

One też są pierwsze. Ale raczej ich nie ma, jeśli nawet przed eksmisją były. Jednak “pierwsze koty za płoty” oznaczają początek jakiegoś przedsięwzięcia, perspektywiczność, najwyraźniej też wstęp do zagospodarowania pewnej ogrodzonej przestrzeni, lecz już właśnie bez kotów.

Gdyby w zamierzonym przyszłym gospodarstwie miały być jakiekolwiek koty, to inne, nie te “pierwsze”, których priorytet polega jedynie na pierwszeństwie znikania za płotami. I rzeczywiście, “pierwszych kotów” nie ma. A właściwie były tylko abstrakcyjnymi tworami naszego umysłu, potrzebnymi nam, aby wyrazić optymizm w związku z inicjacją o wiele bardziej dalekowzrocznego projektu. “Pierwsze koty” od chwili zniknięcia za płotami w ogóle się nie liczą.

Gdyby więc w ogrodzonej przestrzeni pojawiła się na przykład ciepłolubna kotka-egotystka, jakże miłe a wyrafinowane zwierzątko, które kilkunastokrotnie w ciągu dnia zmieniałoby sobie miejsce do leżenia, szukając najdogodniejszego, gdyby zatem pojawiła się w ogrodzonej przestrzeni taka egotystka, nie nazywalibyśmy jej “drugą kotką” ze względu na “pierwsze koty”, które się nie liczą. Nie ma w ogóle rachunku kotów.

Tyle logika. Dopuszczam jednak, że w naszej podświadomości mogłyby się zachować pewne alogiczne ślady “pierwszych”. Coś jakby zapach. Racjonalna Justyna wcale nie musi zdawać sobie z tego sprawy, ale magiczna Justyna może niekiedy czuć oczywistą przykrość zapachu.

To wszystko są rozmyślania psychoanalityka. Justyny z nim nie ma. Justyna wstała z kozetki i wyjechała na Ukrainę.

Jednak na Facebooku dała znać, że naszą sesję psychoanalityczną “lubi”.

10.09.2015

 

Źródło: blog Jacka Bocheńskiego
 

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · R E K L A M A · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·
{loadposition reklama_art}
 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko