Beata Klimowicz – Pytania z anatomii pisania do Anny Janko

0
275

Beata Klimowicz



PYTANIA Z ANATOMII PISANIA DO ANNY JANKO

 


anna-janko2

Beata Klimowicz: W której roli Anna Janko jest najbardziej sobą – poetki, pisarki, felietonistki czy krytyczki?


Anna Janko: Tak zwanej krytyki nie uprawiam od dawna, to znaczy nie pisuję recenzji. Od czasu do czasu piszę/mówię coś o książkach, które mi się podobają. Ale to na marginesie. Co do poczucia tożsamości autorskiej – gatunek uprawianej twórczości nie ma chyba znaczenia. Być w procesie tworzenia – to jest dla mnie zasadnicze. I wtedy to nawet nie pamiętam jak się nazywam…


BK: Co to dla Pani znaczy: być poetką? I czy poetką się jest, czy się nią bywa?


AJ: No tak, na to pytanie udzielono już wielu  przeciwstawnych odpowiedzi,  status poety wciąż ontologicznie niepewny… Cokolwiek wybiorę, już pięknie i przekonująco uzasadniono. Tak więc może powiem coś ogólniejszego: człowiek ze sobą samym ma kontakt jedynie przerywany;  z tym co jest w nim boskie, tym bardziej. Jednak pragniemy widzieć własne życie jako stan stały, jako logiczną całość, by się w nim czuć bezpieczniej, by nie zatonąć. To instynkt samozachowawczy. Poeta, czy inny artysta życia, nie może się bać nieciągłości własnego istnienia.


BK: I rzeczywiście tak jest, że od nie napisanych wierszy gnije dusza poety?


AJ: Takie jest moje doświadczenie; pisanie, niekoniecznie wierszy, pisanie w ogóle, jest dla mnie sposobem bycia. Gdy przestaję pisać, coś się we mnie psuje, czuję się ze sobą coraz gorzej, to pewnie te miazmaty uwięzionej duszy.


BK: Poezja jest też obecna w Pani prozie – w „Dziewczynie z zapałkami” i „W pasji według świętej Hanki”. Wg Krystyny Kofty: „W swojej powieści znakomita poetka Anna Janko udowodniła, że poezja może być świetną szkołą prozy”. Czy rzeczywiście poezja pomaga pisać prozę?


AJ: W moich książkach zacieram granice pomiędzy gatunkami. Bo tak naprawdę dla mnie jako autorki nie ma znaczenia, czy piszę wiersz, czy fragment prozy. Piszę jak umiem najlepiej w danej chwili. Używam w prozie metafory i puenty, rytmizuję a nawet czasem rymuję, czyli stosuję te same narzędzia stylistyczne, co w poezji. W zasadzie to proza według klasycznych zaleceń…


BK: A pierwszy napisany przez Panią utwór literacki był poezją czy prozą?


AJ: Tak naprawdę jednym i drugim. Był to wiersz przepisany z fragmentu dziennikowego zapisu nastolatki. Tekst, w zamierzeniu prozatorski, no bo to dziennik. Okazał się on jednak tak gęsty i zmetaforyzowany, że można go było zapisać wersami i nazwać wierszem. Cały mój pierwszy tomik „List do królika doświadczalnego”  tak powstał.


BK: Dopiero „Mała zagłada” odchodzi od poezji, choć jeden z recenzentów nazwał ją traktatem o istocie zła. Czy pisanie tej książki było dla Pani trudne, czy też wręcz przeciwnie – pomogło wyrzucić z siebie rodzinną traumę?


AJ: „Pasja według św. Hanki” nazwana została fabularyzowanym traktatem o namiętności… Nie sądzę, by „Mała Zagłada”  była  stylistyczne inna.  Różnicą jest oczywiście temat, a międzygatunkowość chyba stałą zasadą, która mnie pociąga, bo pozwala na „szerokoekranowe”  ujęcia ludzkiego doświadczenia na wielu poziomach naraz. We wszystkich moich powieściach fabuła miesza się z esejem i poezją. Współczesny czytelnik jest na to gotowy od dawna, a nawet tego pragnie.


BK: Jak radzi Pani sobie z krytyką, niejednokrotnie zjadliwą, czasem ad personam?


AJ: No cóż, jak z niesympatycznym sąsiadem, omijam…


BK: Jak długo przygotowuje się Pani wcześniej do napisania książki, robi tzw. research, szkicuje plan?


AJ: To trwa jakiś czas. Nastawiam  GPS  na konkretny kierunek  i jadę tam: w rejony myślenia i odczuwania, które są związane z tematem. Czytam tylko to, co jest mi potrzebne, zbieram materiały, rozmawiam. Także w stosach swoich całożyciowych notatek szukam przydatnych wątków. Czyli chyba tak, jak większość autorów.


BK: W świecie idealnym, gdzie nie trzeba byłoby myśleć o zarabianiu pieniędzy na opłacenie rachunków i można byłoby skupić się na opowiadania, powieści, tomiku wierszy – co by Pani chciała napisać i na jaki temat?


AJ: Świat idealny? Taki, w którym nie ma tarcia? Nie ma „oporu rzeczywistości”? Nic bym nie pisała.  Rozpłynęłabym się idealnie…


BK: A w świecie realnym – nad czym Pani teraz pracuje?


AJ: Na razie wciąż jeżdżę na spotkania autorskie w związku z „Małą Zagładą”. Ta książka okazała się społecznie potrzebna i trafiła w swój czas. Mogę więc powiedzieć, że  jeszcze pracuję nad „Małą Zagładą”.

 

BK: Na swoim blogu napisała Pani kiedyś, że przeprowadzki są przekleństwem Pani życia. A czy nie jest też tak, że przeprowadzki pomagają, na przykład, nabrać dystansu do wielu spraw z „miejsca sprzed”?


AJ: Są takie rodzaje „przekleństwa losu”, bez których nie moglibyśmy żyć. Przeprowadzki to mój przypadek. Właśnie przed miesiącem przeprowadziłam się do innej dzielnicy Warszawy i czuję się jak nowa.


BK: Pracując nad książką, izoluje się Pani od świata w oddzielnym, specjalnie do tego celu przeznaczonym mieszkaniu. Rozumiem, że potrzebuje Pani absolutnego spokoju?


AJ: Tak pisałam „Małą Zagładę”, w osobnej pracowni. Temat był bardzo trudny, nie chciałam z nim spać w jednym łóżku… Rzeczywiście potrzebuję do pisania oddzielności, zamkniętych drzwi, i poczucia nieograniczonego czasu.


BK: A jak organizuje Pani sobie pisarski dzień, tydzień, miesiąc, wiele miesięcy


AJ: Kiedy już jestem w toku pracy nie lubię przerw. Ograniczam wtedy wyjazdy i minimalizuję poboczne zobowiązania. Czasem to się nie udaje i wtedy powrót do pisania jest dłuższy i trudniejszy, a i zdarza się, że książka zmienia tor. Co niekiedy okazuje się twórcze i wychodzi na dobre! Na poziomie dnia – piszę około 6 godzin, a im bliżej końca książki tym dłużej. Bywało, że i jedenaście godzin przesiedziałam przy laptopie. Ale to było podobne do samobójstwa, mogło się skończyć samozapłonem… No i kalectwem jakimś, kręgosłup nadaje się wtedy do kliniki w Konstancinie.


BK: Czy Pani „miejsce pisania” musi spełniać jakieś konkretne warunki?


AJ: Tapczan (z powodu byłej choroby tapczan jest moim biurkiem; najlepszy byłby szezlong, ale nie mam), stolik na tapczanie, laptop na stoliku, mało jedzenia, dużo picia. Otwarte okno,  zamknięte drzwi. Żadnych telefonów.


BK: Czy pisze Pani od razu na komputerze, czy też przepisuje wcześniejsze notatki?


AJ: Zasadniczo bezpośrednio z mózgu na ekran. Z pominięciem etapu papierowego. Ale oczywiście korzystam z zapisków rozmaitych (robionych w zeszytach, notesach, w smartfonie). Mam całe teczki pełne szkiców, fragmentów, pomysłów. No i gdy przygotowuję tomik, gdy pracuje nad wierszami, wtedy nie używam komputera.


BK: Jakie słabości i bariery twórcze musi Pani – lub musiała – przełamywać?


AJ: To trudne pytanie, bo dotyczy twórczego rozwoju. I zahacza o poczucie twórczej niemocy, którą każdy pisarz odbiera jako słabość ostateczną,  klęskę… Słabością prozaika jest brak dyscypliny. Codzienna praca nad tekstem, a nie czekanie na natchnienie – tego musiałam się nauczyć.


BK: A czy jest w Pani dorobku coś, co napisałby Pan teraz zupełnie inaczej?

 

AJ: Wszystko. Słowo „teraz” zmienia wszystko.


BK: Gdyby mogła Pani powiedzieć coś do siebie samej – jako autorki – sprzed dwudziestu lat, jakie byłyby to słowa?


AJ: Pisanie jest konieczne, życie nie jest konieczne. Po łacinie brzmi to bardzo mądrze.


BK: Ukończyła Pani filologię polską, czy te studia pomogły Pani w rozwoju twórczym?


AJ: W szczególności seminaria i konwersatoria Marii Janion, promotorki mojej pracy dyplomowej na Uniwersytecie Gdańskim.  Ona uczyła nie bać się myślenia. I pokazywała jak przekraczać granice, a właściwie uświadamiała nam,  że humanistyka nie ma granic. Potęga jej intelektualnej witalności była dla dwudziestolatków porażająca. Fosforyzująca osobowość. Nie miałam oczywiście odpowiedniej liczby receptorów w rozumie, by skorzystać z wszystkiego, co oferowała profesor Janion, ale i tak sporo do mnie dotarło. 


BK: Czy można więc powiedzieć, że miała Pani szczęście spotkać swoją Mistrzynię?


AJ:   Myślę, że tak,  gdyby nie ona, być może utknęłabym na jakiejś „prowincji umysłu” na długie lata. 


BK: Jaka książka – lub książki – są dla Pani ważne? I jaką przeczytała Pani ostatnio?


AJ: Podawanie tytułów nie ma chyba sensu. Bo jeśli powiem, że ważne są dla mnie na przykład „Pan Tadeusz”, „Meir Ezofowicz”, „Anna Karenina”, „Mały Książę”, „Ludzie stamtąd”  Dąbrowskiej, poezja Miłosza, i Apolinaire’a,  „Mity greckie” Markowskiej,  „Podstawy medycyny chińskiej”, Biblia, „Eseje”  Montaigne’a i „Nowa biologia” Sheldrake’a… a ostatnio przeczytałam „Wspomnienia” hrabiny Marii Tarnowskiej oraz „Stulecie chirurgów” i „Kruchy dom duszy” Jurgena Thorwalda, to co pani o mnie pomyśli?  Co ja o sobie pomyślę? No, że czytam po prostu jakąś wieloksiążkę…


BK: Pomyślałam, że wieloksiążka to kapitalne pojęcie. J Na koniec – o nauce pisania kreatywnego. Wiele osób chciałoby się zakwalifikować na warsztaty w Krakowie we wrześniu i październiku, które będzie Pani prowadzić – obok m.in. Marka Krajewskiego i Wita Szostaka. Uda się to zaledwie piętnastu osobom. Stąd prośba o radę – tę najważniejszą – dla wszystkich zainteresowanych.

 

AJ: Jedna rada na całe twórcze pisanie? Cóż, jest takie powiedzenie, znane wielu autorom, że dobry pisarz to ten, który ma wrodzoną łatwość pisania, a nabytą trudność. O tę nabytą trudność chodzi, ona jest zasadnicza.

 

BK: Bardzo dziękuję Pani za rozmowę. Tym bardziej, że przeszkadzałam w kolejnej przeprowadzce.

 

AJ: Jeszcze tylko spionizuję książki w regałach i będę w domu

 

 

               9 lipca 2015

____________________

Anna Janko debiutowała w 1977 tomem wierszy List do królika doświadczalnego. W 1980 roku otrzymała Nagrodę Młodych im. Włodzimierza Pietrzaka, w 1993 roku Nagrodę Niezależnego Związku Pisarzy w Dreźnie. W sumie prócz wcześniej wymienionego, wydała 7 zbiorów wierszy: Wykluwa się staruszka (1979), Diabłu świeca (1980), Koronki na rany (1989), Zabici czasem długo stoją (1995), Świetlisty cudzoziemiec (2000, za ten w 2001 roku została nominowana do Nagrody Nike) oraz Wiersze z cieniem (2010). Jej dramat “Rzeź lalek” był wystawiany w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. W 2008 r. za powieść Dziewczyna z zapałkami nominowano ją do Nagrody Mediów Cogito oraz Europejskiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. W 2009 r. otrzymała nagrodę im. Reymonta.Była redaktorem autorskiej serii wydawniczej „To jest poezja”, współpracowała z PR II Polskiego Radia, z czasopismem „Pani”, z wrocławskim miesięcznikiem “Odra“. Obecnie współpracuje ze “Zwierciadłem“. W 2012 roku ukazały się: Maciupek i Maleńtas. Niezwykłe przygody w Brzuchu Mamy (proza dla dzieci, Nasza Księgarnia 2012; wyróżniona w ogólnopolskim konkursie im. Kornela Makuszyńskiego) i Pasja według św. Hanki (powieść, Wydawnictwo Literackie 2012; nominowana do literackich nagród “Gryfia” i Nike 2013). W 2015 roku ukazała się książka Mała zagłada – o tragedii wsi Sochy.

Członek PEN Clubu i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Prezes wrocławskiego oddziału SPP (1993-1996); prezes warszawskiego oddziału SPP (1999-2002), wiceprezes Zarządu Głównego SPP (2002-2005), prezes gdańskiego oddziału SPP (od 2007).

Źródło informacji: wikipedia.org, warszawa.gazeta.pl


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko