Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
188

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe



Nie musisz być ważny, aby przeżyć dobrze życie…

 

powrocmy-do-rozmowy„…12 spotkań z Warszawą w tle” – po prawdzie to trochę myląca część tytułu. Warszawa jest oczywiście obecna w tych rozmowach, ale to nie ona w żadnym wypadku w nich dominuje, nie stanowi o ich wartości, nie stanowi punktu odniesienia. To taki łącznik trochę wydumany, na siłę. Tak, bohaterowie rozmów Anny Packiej mieszkają (lub mieszkali, jeden z nich zmarł przed wydaniem książki) w stolicy, ale część z nich wcale się tu nie urodziła, część zdecydowała się zamieszkać już w wieku dorosłym, większość wcale o niej nie opowiada.

Krystyna Sierpińska, Alina Kowalczykowa, Krystyna Cedro-Cermużyńska, Marek Starowieyski, Ignacy Gogolewski, Wiesław Krzyżanowski, Stanisław Szpejewski, Mikołaj Warszawski, Małgorzata Wróblewska-Blikle, Henryk Malecha, Halina Gąsiorowska, Krystyna Fronczak… Z ręką na sercu, ilu z tych ludzi znamy, rozpoznajemy, możemy przywołać ich dorobek, twarze, ilu sylwetki znajdziemy w googlach? Ja znałem dwoje: profesor Alinę Kowalczykową i Ignacego Gogolewskiego. Mówią mi też, oczywiście, coś nazwiska Blikle, Starowieyski i Gąsiorowska, ale niekoniecznie w odniesieniu do tych osób.

Jaki był więc klucz doboru rozmówców? Nie wiem. Taka jest uczciwa odpowiedź. Czy ma to jednak wielkie albo nawet jakiekolwiek znaczenie? Nie ma – to też jest uczciwa odpowiedź. Bo rozmówcy Packiej, tak czy siak, są ciekawi, mają sporo do powiedzenia. Nawet gdy niczego wielkiego w swoim życiu nie dokonali. Wystarczy przeżyć uczciwie życie? A to mało?

Opowiadają o swoich losach. Powstańcza Warszawa, wychodzenie z cienia najsłynniejszego polskiego muzealnika, kardiologia, ziemiaństwo, wykluczenie ze starego świata, kwiaciarnie, wielkie role aktorskie, krzewienie kultury chrześcijańskiej, piękne układanie włosów, pomaganie ludziom, bycie modelką w PRL-u i prowadzenie najsłynniejszej cukierni może nie tylko Warszawy, satyra, dziennikarstwo i podróże, bycie urzędnikiem od kultury, sześćdziesiąt dwa lata w małżeństwie z rodzinną tragedia w tle. Nie, nic tych ludzi nie łączy. Nie są młodzi, większość ich życia za nimi, opowiadają o sobie, rodzinach, nie mają już wielkich planów.

Packa pyta profesor Kowalczykową, dlaczego nie lubi kiedy wymienia się jej tytuł naukowy. „Jeżeli mam mieć autorytet (a całe życie miałam), to dlatego, że jestem osobą, a nie dlatego, że mam tytuł profesora.” – odpowiada słynna historyk literatury. I jakoś ta odpowiedź pasuje, wydaje się, do wszystkich bohaterów tej książki. Bo może ważniejsze od tego kim są, kim byli, jest to co było w nich, w ich wnętrzu, jak potrafili siebie realizować, jak posklejali – często porozbijane, często nie z ich winy – życie. Jak odnajdywali się w powojennej rzeczywistości, czasami odległej, nieprzystającej do dzieciństwa. Nie narzekają, odwrotnie, raczej z sentymentem wspominają PRL. Tak, mówią o dolegliwościach, szarzyźnie, braku w sklepach czegokolwiek, trudnościach z wyjazdami, aresztowaniach, o życiu poza Polską i powrotach do niej, o satyrze, cenzurze i śmierci. Ale też mówią o innych wartościach, o tym, jacy byli ludzie, kogo spotkali na swej drodze, jak umieli pokonywać trudności, o życzliwości, tańcach na dechach, przyjaźniach, harcerstwie, ideałach wpojonych w domach, o swoich buntach, niezgodzie na bylejakość, o uczciwości wreszcie. I nagle z tej szarości wyłania się świat jednak pokolorowany, świat w którym na przekór wszystkiemu można było budować ciekawe życie, mieć pasje, wierzyć w swój talent, osiągnąć więcej niż zdawało się możliwe.

Pokolenie moich rodziców. Gdybym miał oceniać, powiedziałbym, że to pokolenie, które zostało najbardziej „dotknięte” PRL-em. Dotknięte nieporównanie bardziej od pokolenia swoich rodziców i dzieci. Ci pierwsi mieli swoją II Rzeczpospolita, ci drudzy III. A oni? Pozbawieni wolności, wtłoczeni w państwo gotowe odebrać im wszystko. Mogli uczciwie żyć albo wejść w system, zagubić się w nim, robić kariery dzięki partii, donosicielstwu, dwuznacznym układom. Nie poszli tą drogą, śmiało mogą patrzeć w lustra. I co, mielibyśmy powiedzieć, że to mało? Zwykli ludzie? Odwrotnie, każdy z nich miał swoje osiągnięcia, dokonania, ktoś zawdzięcza im życie, ktoś inny niezapomniane wrażenia estetyczne, duchowe, ktoś tańszą wiązankę kwiatów na pogrzeb albo niepowtarzalną fryzurę zapamiętaną na zawsze. Niektórzy mieli talent, który wynosił ich wyżej niż innych, inni ciężką pracą dochodzili do sukcesów w nauce, w drobnej przedsiębiorczości, jeszcze inni znaleźli swą drogę poprzez dawanie siebie innym.

„Czym jest dla Pani dzieło sztuki?” – pyta autorka książki Małgorzatę Wróblewską-Blikle. „Odzwierciedleniem myślenia, odczuwania osoby, która tworzy” – odpowiada ta druga. A czymże jest życie, chciałoby się dopowiedzieć. Czy nie jest także odzwierciedleniem myślenia? Odczuwania osoby?

Ta książka ma też dla mnie walor nieledwie osobisty. Wśród wielu zdjęć w niej pomieszczonych, dwa są mi szczególnie bliskie. Dwa, których wcześniej nie znałem, z moim nieżyjącym przyjacielem, znakomitym poetą, Jarosławem Markiewiczem. Jest na nich taki młody…

 

Anna Małgorzata Pycka – Powróćmy do rozmowy… 12 spotkań z Warszawa w tle, Wydawnictwo LTW, Łomianki 2015, str. 320.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko