Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
111

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego



Odyseja czyli podróże Jakuba Franka


ksiegi-jakuboweTytuł podany w metryczce u dołu, to tylko dwa jego pierwsze słowa. Pełna wersja ma kształt rozbudowanego, tasiemcowego tytułu według znanej modły oświeceniowej. Nie mniej rozbudowany był także proces pracy pisarskiej nad tą potężną, bez małą tysiącstronicową księgą. O tym procesie, co jest skądinąd rzadką praktyką, napisała sama Olga Tokarczuk w obszernym szkicu „Jak powstały „Księgi Jakubowe”, opublikowanym w piśmie „Książki. Magazyn do czytania” (nr 3/2014). Powieść opowiada o Jakubie Franku, żydowskim kupcu, który w drugiej połowie XVIII wieku, niczym Mojżesz, poprowadził grupę Żydów z Podola do przyjęcia chrztu i do konwersji na katolicyzm, co w dalszej konsekwencji doprowadziło do wtopienia się ich i ich potomków w szeregi polskiego mieszczaństwa i inteligencji jako tzw. „frankistów”. Akt Jakuba Franka określiła Tokarczuk jako „historię pewnej rebelii”.Z kolei krytyk Tadeusz Sobolewski określił powieść jako „rewoltującą postrzeganie Rzeczypospolitej Obojga Narodów” i jako „rewers „Trylogii” Sienkiewicza. I nie bez racji, jako że treść „Ksiąg Jakubowych” dalece wykracza poza historię Franka i jest także swoistą panoramą Rzeczypospolitej Obojga Narodów na chwilę przed jej ostateczną agonią. Dla mnie to dzieło jest najbardziej interesujące przez swoją formę. Już sama jego obszerność i najszerzej choćby rozumiana epoka historyczna akcji mogą wzbudzić skojarzenie z „Rękopisem znalezionym w Saragossie” Jana Potockiego. Nie jest to skojarzenie prostoliniowe, choćby dlatego, że „Księgi Jakubowe” nie mają, jak „Rękopis”, struktury powieści szkatułkowej. Jednak jest tu pewne podobieństwo klimatu wynikające choćby z bliskości, czy, do pewnego stopnia,  kalendarzowej tożsamości czasu zdarzeń, z kolosalnej plątaniny postaci i wątków, z podobnej potrzeby stworzenia duchowej syntezy epoki, choć u Potockiego wszystkie postacie są fikcyjne i fantasmagoryczne, a u Tokarczuk pojawia się, poza fikcyjnymi, szereg postaci realnych, jak choćby poetka Elżbieta Drużbacka, ksiądz Benedykt Chmielowski, Katarzyna Kossakowska, nie mówiąc już o samym Franku. Poza tym, w odróżnieniu od baśniowej, fantasmagorycznej i kabalistycznej materii „Rękopisu”, „Księgi Jakubowe” są realistyczną prozą historyczną. Z „Nowymi Atenami” Chmielowskiego łączy je struktura patchworku, „zszywki” różnych kawałków materii. Tu także wplecione są w tekst autorski piśmiennicze „ciała obce”, jak rodzynki tkwiące w keksie głównej narracji. Inna istotna cecha struktury powieści, to pokazanie Franka i jego „sprawy” wyłącznie oczyma narratorów „trzecich”, zasadniczo nie poprzez niego a w najmniejszym nawet stopniu nie poprzez głównego narratora. Taka konstrukcja, poprzez zewnętrzne przedstawienia postaci i zjawisk, przypomina mechanizm zastosowany choćby w „Lalce” przez Bolesława Prusa (przede wszystkim wizerunek Wokulskiego, pokazanego nie z punktu widzenia „wszechwiedzącego narratora”, lecz poprzez sieć cząstkowych narracji innych postaci ) czy przez Teodora Parnickiego, w jego prozie fantastyczno-historycznej, w postaci radykalnie przez niego budowanej „narracji hipotetycznej”.
 

Przy tym wszystkim Tokarczuk, co niektórych może zaskoczyć, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę tworzywo historyczne tej powieści, nie przyjęła w narracji trybu retrospektywnego, następczego odtwarzania, rekonstruowania zdarzeń, budowania ich z ocalałych okruchów, procesu u niejednego autora tak skomplikowanego, iż utrudnia to odróżnienie warstwy narracji teraźniejszej od narracji obejmującej przeszłość. Autorka zastosowała w narrację „po bożemu”, w trybie relacji i opisu akcji na bieżąco. Pozwolę sobie zażartować – jak u Grocholi. Nie, nie, to nie żadna kpinka czy drwinka. Odnoszę wrażenie, że świadoma ciężaru gatunkowego, intelektualnego i artystycznego tematu, stopnia skomplikowania powieściowego tworzywa oraz potężnej liczby wątków i postaci, pisarka postanowiła nie utrudniać odbioru czytelniczego już na podstawowym poziomie.
 

„Księgi Jakubowe” są też „powieścią drogi”. Drogi Jakuba Franka i jego wyznawców. Drogi jako wędrówki religijnej i jako wędrówki w przestrzeni geograficznej. Tej pierwszej jako wędrówka od judaizmu poprzez sabataizm, islamizm do katolicyzmu, a potem być może jeszcze do prawosławia. Tej drugiej, jako wędrówka z Rzeczypospolitej na Morawy, a potem, w części, jako powrót na tereny Rzeczypospolitej. I dlatego wśród niezliczonej liczby asocjacji literackich, jakie może budzić ta powieść, może pojawić się także skojarzenie z homerowską „Odyseją”, też przecież opowieścią o podróży.
 

Gdybym napisał, że przestudiowałem „Księgi Jakubowe” co do joty, dokładnie, dogłębnie, nieśpiesznie i zdanie po zdaniu – skłamałbym. Na razie mam za sobą lekturę „pierwszego stopnia”, rodzaj wstępnego rekonesansu czytelnika po dziele. Dlatego deklaruję napisanie o nim po raz kolejny, po lekturze drugiego, a może nawet trzeciego stopnia. „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk, to bowiem rzecz objętościowo, literacko, stylistycznie, konstrukcyjnie, intelektualnie, emocjonalnie przepotężna. To wagnerowska w swoim rozmachu powieściowa opera i symfonia w jednym. Tych, którzy nie mają za sobą nawet jeszcze lektury „pierwszego rzędu” mogę tylko gorąco do niej zachęcić. Najlepiej zaś wyjechać z „Księgami Jakubowymi” na miesięczny urlop, w jakieś zacisze.
 

Olga Tokarczuk – „Księgi Jakubowe”, Wydawnictwo Literackie Kraków 2015, str. 906 (sygnowane od końca: 906 do początku) , ISBN 978-83-08-049939-6

 

Prorok Witkacy


stanislaw-ignacy-witkiewicz-pisma-krytycznePaństwo, które nie potrafi wesprzeć trwania i działania tak zasłużonej dla polskiej kultury instytucji jak Państwowy Instytut Wydawniczy, to jak powiedział potomek twórcy „Potopu”, „chuj, dupa i kamieni kupa”. Państwo, które komicznie pręży rachityczne muskułki przed Rosją (te wzmożone zbrojenia przydadzą się Polsce jak umarłemu kadzidło, o ile nam NATO nie pomoże) i wspiera kijowski reżym potomków sprawców wołyńskich rzezi na Polakach, reżym potomków rezunów, który nie przeprosił za te zbrodnie – otóż takie państwo warte jest tego, by je potłuc o kant dupy. To państwo, które wyrzuca w błoto miliony na setki bezsensownych celów (nie będę precyzował jakich, bo jest ich bez liku, a poza tym nie chcę być posądzony o polityczną czy światopoglądową stronniczość) i które to państwo bez litości i żenady, bezczelnie i na każdym kroku fiskalnie wyzyskuje obywateli.


Jedna z nielicznych pociech w tej bryndzy jest taka, że Państwowy Instytut Wydawniczy – o hańbo – „w likwidacji”, nadal wydaje wspaniałe książki. Niedawno, w ramach zbiorowego wydania dzieł Stanisława Ignacego Witkiewicza pod redakcją Janusza Deglera ukazał się tom „Pisma krytyczne i publicystyczne”. To zbiór rozmaitych tekstów z lat trzydziestych poświęconych m.in. kwestiom roli i powinności krytyki artystycznej. Są teksty polemiczne, jak odpowiedź Janowi Brzękowskiemu, teksty bądź odnoszące się do utworów innych autorów, np. „Formalna wartość dzieł Micińskiego” czy „Rozważania o Wieży Babel” Słonimskiego”.


Szczególną uwagę zwracam na teksty „O antyintelektualizmie” i „O wstrętnym pojęciu „niezrozumialstwa”. Oba, po drobnych kosmetycznych korektach, niezbędnych z uwagi na upływ osiemdziesięciu lat od publikacji lat, mogłyby być opublikowane dziś jako teksty w pełni współczesne i aktualne. Okazuje się bowiem, że dzisiejsze zjawiska upadku kultury, triumf tandety i popkultury najniższego sortu oraz gwałtowna ucieczka od sfery myśli, intelektu, refleksji filozoficznej, to w gruncie rzeczy nic nowego. Działo się to – w innych rzecz jasna proporcjach i formach – także współcześnie Witkacemu. I o tym traktuje pierwszy z tekstów. Z kolei w „O wstrętnym pojęciu „niezrozumialstwa” Witkacy krytykuje z właściwą sobie pasją powszechną tendencję do unikania wszystkiego co trudne intelektualnie i wykraczające poza szablon, tendencję do upraszczania i infantylizowania wszystkiego, do podawania wszelkich treści w postaci najbardziej strawnej dla gawiedzi. Tendencja ta przybrała maskę walki z „niezrozumialstwem” i mętniactwem, będąc w istocie walką z wszelkimi treściami wznoszącymi się ponad żałośnie niski standard intelektualny życia kulturalnego i stanowiąc formę usprawiedliwienia lenistwa umysłowego. Czyż nie z tym samym mamy do czynienia w Polsce dzisiejszej (zapewne nie tylko tu)? Dziś także słychać głośne wołanie o „prostotę” przekazu, bo „ludzie nie rozumieją trudnego języka” i „trudnych treści”, a każda treść trudniejsza traktowana jest niemal jak dywersja przeciw dobremu samopoczuciu konsumentów „pulp fiction”.


Nie wiem tylko, czy te analogie i wręcz bezpośrednie podobieństwa mogą być pocieszeniem, lub przynajmniej usprawiedliwieniem dla praktyk w dzisiejszych czasach.


Witkacowska publicystyka i krytyka jest jednak aktualna w lekturze nie tylko poprzez proste analogie sytuacji i zjawisk. Poza znanym walorem barwnego, soczystego stylu jest ona także interesującym ćwiczeniem intelektualnym i kursem metody krytycznego myślenia.
 

Stanisław Ignacy Witkiewicz – „Pisma krytyczne i publicystyczne”, Wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2014, str. 686 , ISBN 978-83-03348-9
 


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko