Jan Orłowski – Wincenty Pol o potrzebie „mężów dobrego posiewu w Ojczyźnie”

0
269

Jan Orłowski


 

 

Wincenty Pol o potrzebie

„mężów dobrego posiewu w Ojczyźnie


 

wincenty pol portret        Wincenty Pol (1807-1872) zdobył w społeczeństwie polskim dwa tytuły do swojej chwały, którymi były: zrodzona z tradycji romantycznej i nasycona duchem patriotyzmu jego poezja oraz pionierska działalność naukowa w dziedzinie geografii. Trwałe podwaliny polskich osiągnięć w tej dyscyplinie naukowej poeta stworzył podczas swojej pracy na stanowisku profesora geografii w Akademii Jagiellońskiej w latach 1849-1852.

        Duch patriotyzmu, który ożywiał pisarstwo Pola, wyrażony m. in. w zbiorach poezji Pieśni Janusza (1833) i Pieśń o ziemi naszej (1843), przejawił się również w jego działalności społeczno-obywatelskiej. Po klęskach kolejnych wolnościowych zrywów rodaków podczas powstania listopadowego, powstania krakowskiego 1846 roku, wystąpień w okresie Wiosny Ludów w roku 1848 i wreszcie w latach powstania styczniowego z lat 1863-1864, Pol doszedł do przekonania, że realną szansę przetrwania zniewolonego narodu polskiego i ocalenia jego kulturowego dziedzictwa stwarza jedynie legalna działalność, zmierzająca do podniesienia materialnego poziomu życia Polaków oraz rozwoju oświaty i kultury narodowej.

        Postulując konieczność podźwignięcia w kraju stanu oświaty, nauki i kultury, Pol pisał o potrzebie powstania w społeczeństwie polskim licznego zastępu „mężów pióra i nauki”. Postulat ten formułował m. in. w liście do Józefa Ignacego Kraszewskiego z 10 czerwca 1867, w którym stwierdzał:

 

        […] Szkoły i oświaty w narodzie nie można zaprowadzić bez mężów pióra i nauki, i bez pomocy literatury. Nawet tam, gdzie narody pełnym życiem żyją i szkoły narodowe kwitną, przybywa literatura w pomoc naukowym zakładom publicznym1.

 

        Tak bardzo pożądanych w ówczesnym społeczeństwie polskim „mężów pióra i nauki” Pol nazywał też niekiedy ludźmi bądź „mężami dobrego posiewu w Ojczyźnie”  (wyraz Ojczyzna poeta pisał zwykle dużą literą). Określenie to pojawia się w liście poety z 25 października 1849 roku, adresowanym do Michała Wiszniewskiego, profesora historii powszechnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po powstaniu roku 1846 Wiszniewski zmuszony był opuścić Kraków i zamieszkał wtedy we Włoszech. Pol, który jesienią roku 1849 był już zatrudniony na tej krakowskiej uczelni, starał się pozyskać dla niej znanego profesora i dlatego prosił go we wspomnianym liście:

 

        […] powracaj, Panie, do kraju, który potrzebuje i serc prawych, i sił dzielnych, gdzie Cię, jako męża dobrego posiewu w Ojczyźnie powitać pragną ci, co ją kochają szczerze, a zasługę położoną dla niej ocenić i czcić umieją (s. 215).

 

        Do ludzi „dobrego posiewu w Ojczyźnie” Pol zaliczył też znanego poetę Seweryna Goszczyńskiego, którego starał się nakłonić do powrotu z emigracji (po wyjeździe z Galicji w roku 1838 przebywał on w Paryżu) i do ubiegania się o katedrę literatury polskiej na Wszechnicy Jagiellońskiej. W liście do Goszczyńskiego z 27 lutego 1859 roku tak go przekonywał do tego pomysłu:

 

        […] Może nigdy nie był w kraju większy brak ludzi, jak właśnie obecnie, bo starsi zeszli już z pola, a młode pokolenie nic nie wydaje, bo żyjąc negacją, nie wierzy w nic i nie może znaleźć wiary; więcej przeto niż kiedy potrzeba by ludzi dobrego posiewu w Ojczyźnie…(s. 233).

 

        Pol starał się również zatrzymywać w kraju ludzi wykształconych i zasłużonych, którzy mogliby dobrze przysłużyć się rodakom. Ujawniło się to szczególnie w sytuacji, kiedy utalentowany poeta Teofil Lenartowicz poczuł się zmuszony do opuszczenia ojczystej ziemi po wydarzeniach Wiosny Ludów. We wcześniejszym liście do autora Kaliny z 16 listopada 1848 roku prosił:

 

        […] O jedno proszę Cię tylko, Panie Teofilu, nie opuszczaj kraju, system bowiem narodowości odrębnych zwycięży w państwie austriackim i wówczas trzeba będzie ludzi zdolnych, polskich i dobrej woli, do dźwigania rzeczy krajowych (s. 202).

 

        Oczekiwanie pojawienia się w społeczeństwie polskim „mężów dobrego posiewu w Ojczyźnie” przenosił Pol na swoje życie osobiste. W jednym z listów do żony Kornelii z Olszewskich, pisanym w roku 1840 z podróży naukowej po Karpatach Wschodnich, posłużył się też określeniem „ojcowie ojczyzny” (stwierdził wtedy: „Ojców ojczyzny nie zastąpią krajowi pisma publiczne…”, s. 241). W poglądach poety na niezależną i bezinteresowną służbę publiczną krajowi i narodowi dojrzewał stopniowo jego ideał obywatela – „ojca ojczyzny”, „człowieka dobrego posiewu w ojczyźnie”, wreszcie „męża pióra i nauki”. Sam Wincenty Pol dowiódł niełatwym swoim życiem, że był godnym przykładem niestrudzonego w służbie publicznej pisarza, uczonego i działacza społecznego na niwie kulturalno-oświatowej. Przekonują o tym wydane w roku 2004 jego Listy z ziemi naszej

        Gęsto rozsiane w listach Pola wypowiedzi o służbie publicznej dla kraju brzmią niekiedy bardzo współcześnie. To samo można też powiedzieć o jego troskach o to, aby pozostawali w kraju ludzie, którzy mogą w nim przyczyniać się do jego rozwoju. Do gorzkiej refleksji skłaniają też kierowane do niektórych emigrantów prośby Pola o ich powrót do ojczyzny, gdzie mogli być wówczas bardzo dla niej przydatni. Czyż dzisiaj nie jesteśmy świadkami podobnych polskich dylematów?

        Niezależnie od dokonań Pola na niwie badań naukowych żyje on jednak w tradycji polskiej kultury przede wszystkim jako poeta, jako niestrudzony piewca piękna ziemi polskiej i sławy przeszłości narodu. Twórczość poetycka była głównym powołaniem jego życia, zaś pisarstwo traktował jako szczególną misję społeczną i narodową. Warto dzisiaj przypomnieć, jak Pol pojmował i realizował ową misję. Jego wypowiedzi w tej kwestii ciągle zachowują zadziwiającą aktualność, mimo iż żyjemy przecież w zupełnie odmiennych warunkach społeczno-politycznych.

        W epoce dokonujących się ostrych podziałów społecznych i politycznych w narodzie Pol deklarował się jako pisarz bezpartyjny, pragnący występować w imieniu całego narodu. W liście z roku 1860, adresowanym do Wojciecha Węgleńskiego, tak pisał o sobie: „Jako pisarz narodu nie należałem i nie wolno mi było należeć do żadnego stronnictwa. Osamotniony w życiu i w literaturze, pytałem się w czarnych chwilach nieraz Boga i samego siebie, do kogo należę…” (s. 365).

        W słowach pełnych patosu Pol opowiadał się za „skupieniem wszelkich sił narodowych”, do czego powinni wszyscy dążyć „bez różnicy rodu, stanu, wyznania i powołania”. To swoje patriotyczne wezwanie tak wyraził poeta w roku 1860 w liście do redaktora „Gazety Warszawskiej” Józefa Keniga. Oto co pisał wtedy:

 

        […] Kto się do narodowej sprawy wyznawa, do wielkiej przeszłości narodu, do obowiązków w miarę stanowiska, jakie zajmuje, w miarę potrzeb, do jakich naród i czas wzywa, w miarę kapitałów, jakie posiada, w miarę zdolności, jakie mu Bóg dał – tego mam za Polaka-obywatela, który ma dla Polski miłość i ofiarę, jako mieszkaniec tej ziemi bez różnicy rodu, stanu, wyznania i powołania (s. 361).

 

        Tym pochwałom pod adresem obywateli, budujących jedność Polaków i gotowych ofiarnie służyć ojczyźnie, towarzyszyły gniewne słowa Pola o burzycielach i wichrzycielach, którzy niweczą narodową zgodę. Na przeszkodzie w osiągnięciu tej jedności – zdaniem poety – stawały „waśnie domowe” i „namiętności socjalne”. O ich rozbudzanie w społeczeństwie Pol oskarżał współczesną literaturę i przede wszystkim dziennikarstwo polskie. Świadczyły o tym dalsze słowa tego samego listu do Józefa Keniga:

 

       […] Dziś chodzi o skupienie wszelkich sił narodowych w świecie […] a co robi dziennikarstwo i powieściopisarstwo literatury bieżącej od lat trzydziestu? Oto rozrabia kwestie arystokracji i demokracji, wyznań i socjalizmu, kwestie władzy i podwładności na wielkie i małe porcje w artykułach dziennikarskich i powieściach tomowych, obudza waśnie domowe, wywołuje skandale publiczne i utrudnia Narodowi drogę w jego dziejach. Kto obudza nadzieje, których świat uiścić nie może, kto wywołuje namiętności socjalne, tego będę miał wiecznie w moim sercu za wroga Ojczyzny i póty nie przyjdzie do narodowego skupienia, dopóki tego rodzaju ludziom wolno będzie wichrzyć bezkarnie i stawać na drodze narodowego postępu we wszystkich kierunkach życia (s. 362).

 

        O szkodliwej roli dziennikarstwa, pozostającego na usługach różnych stronnictw politycznych, Pol pisał także w innych listach. Oskarżał ówczesne dzienniki o rozbudzanie namiętności politycznych, sporów i tworzenie szkodliwych podziałów w społeczeństwie. Potwierdza to list poety z roku 1860, adresowany do lwowskiego czasopisma „Kółko Rodzinne”. Pol pisał wtedy:

 

        […] Dziennikarstwo stało się nie tylko potrzebą wieku naszego i naszych społecznych stosunków, ale ledwoby nie można powiedzieć, że je poniekąd policzyć możnado nieszczęść społecznych, które czas przyniósł i zorganizował.

        Dzienniki bowiem przyłożyły się głównie do podziału jednolitych społeczeństw, do rozdarcia organizmów narodowych, nad których wydaniem pracowała ludzkość europejska od przyjęcia chrześcijaństwa (s. 351).

 

        Nie o takich „mężów pióra” chodziło poecie, jakimi w jego oczach jawili się niektórzy przedstawiciele ówczesnego dziennikarstwa. Spory i waśnie polityczne były nieuniknioną codziennością społeczeństwa polskiego, które żyło pod uciskiem władzy zaborców. Dzienniki pozostające na usługach przeciwnych stronnictw politycznych służyły rozniecaniu podziałów w społeczeństwie. Spory i odmienne dążenia polityczne wśród Polaków ujawniły się bardzo wyraźnie w latach poprzedzających wybuch powstania styczniowego. Ich odzwierciedleniem była zwłaszcza działalność „obozu czerwonych” i „obozu białych” w zaborze rosyjskim2.

        Pol bardzo ubolewał z powodu podziałów rozdzierających jedność Polaków. Szansę osiągnięcia jedności i zgody upatrywał we wskazaniu społeczeństwu „wyższego celu”, którym mogłaby stać się oświata wszystkich warstw społecznych jako „zadanie godne czasu, godne usiłowania każdego stronnictwa”3. Jednoczącym celem pozostawała też niezmiennie – według przekonania poety – troska o ocalenie i rozwój kultury narodowej.

        W postyczniowej rzeczywistości owe „wyższe cele” – jak głosił Pol – miała wskazywać narodowi przede wszystkim literatura polska. Pol miał poczucie wielkiej misji, jaką tragiczna historia narodu nałożyła na ojczyste piśmiennictwo. Poczucie to tak wyraził w roku 1866 w liście do Franciszka Duchińskiego, historyka i działacza emigracyjnego, przebywającego wtedy w Paryżu:

 

        [,,,] cała literatura polska XIX wieku, która jest ponowieniem i zatwierdzeniem wielkiej unii narodowej za dni naszych, to wszystko świadczy o prawdzie historycznej Polski, i misji tego narodu europejsko-chrześcijańsko-narodowej […] Fakt literatury polskiej XIX wieku, to potęga, której nic nie zmaże, – jakie my w tym fakcie zajmiemy stanowisko, to oceni kiedyś historia (s. 422-424).

 

        Doceniając wielką rolę ojczystej literatury w podtrzymywaniu ducha polskości, Pol nigdy nie zapominał też o stanie oświaty polskiej. Właśnie oświatę pięknie nazwał„matką rodzicielką polskiego ducha” (w liście do Kazimierza Grocholskiego, posła na sejm galicyjski – s. 490). 

        Z dzisiejszej perspektywy Wincenty Pol jawi się nam jako siewca zdrowego patriotycznego ziarna na rozszarpanej i zagrabionej przez zaborców polskiej niwie, jako mądry pisarz głoszący pilną potrzebę pojawienia się wśród rodaków wielu światłych umysłów, ludzi „dobrego posiewu”, gotowych z poświęceniem służyć ojczyźnie. Zgodnie z jego oczekiwaniami, mieli to być ludzie poczciwi, prawego serca, dobrej woli i „sił dzielnych”. Jak widać, poeta podkreślał tu początkowo głównie ich zalety etyczne. Ale w latach postyczniowych, w nadchodzącej epoce pozytywizmu, jego ideał „męża pióra i nauki” miał już sprostać innym wymaganiom – mąż ten powinien był być przede wszystkim człowiekiem czynu i pożytecznego realnego działania na niwie oświaty, nauki, kultury i materialnego rozwoju kraju.

        Godne uznania postulaty dotyczące patriotycznej misji, jaką Pol wyznaczał w XIX wieku polskiej literaturze pięknej, nie mają dzisiaj większego znaczenia, kiedy naród może żyć w wolnej ojczyźnie. Ale trudno w naszych czasach nie zastanawiać się nad bardzo krytycznymi uwagami poety o polskim dziennikarstwie. Kiedy w naszych mediach nieustannie słyszymy obecnie gorszące pieniackie spory, oskarżenia i kłótnie reprezentantów różnych partii i partyjek politycznych, to przypominają nam się gorzkie wypowiedzi Pola o dziennikarzach jego czasów. Refleksje stają się tym bardziej żenujące, że przecież jest rzeczą zrozumiałą, iż w dzisiejszych medialnych swarach rodaków, wygłaszanych z pianą na ustach i nienawiścią, tylko nielicznym sprawiedliwym chodzi o dobro publiczne, o służbę krajowi, lecz przede wszystkim o własne stanowiska, dające dostęp do przywilejów i prawo decydowania o majątku państwowym i społecznym. Tak ochoczo prezentowane w mediach spory sprawiają wrażenie, że naród polski staje się zbiorowiskiem ludzi, którzy się wzajemnie nienawidzą i nie są zdolni do działania w imię wspólnego dobra.

        Osobną kwestią bywa napastliwy, nieparlamentarny i niekiedy wręcz wulgarny język owych „dyskusji” ludzi z grona dzisiejszych „elit” (tu konieczny jest cudzysłów!) politycznych i dziennikarskich… A w obszernym tomie listów i innych pism Wincentego Pola próżno by szukać obraźliwego lub niecenzuralnego słowa. Ale wiadomo wszak, że zmieniają się ludzie i zwyczaje. 

—————————————————————————————————————         

        1 W. Pol, Listy z ziemi naszej. Korespondencja Wincentego Pola z lat 1826-1872. Zebrał, opracował i wstępem opatrzył Z. Sudolski, Warszawa 2004, s. 431. Przy następnych cytatach z listów W. Pola będą podawane w nawiasie tylko numery stron tegoż źródła.

        2 Zob. J. A. Gierowski, Historia Polski 1764-1864, Warszawa 1984, s. 298-309.

        3 Z listu do J. I. Kraszewskiego z 10 czerwca 1867 r.       {jcomments on}

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko