Władysław Panasiuk – Wczoraj a dziś

0
79

Władysław Panasiuk 



Wczoraj a dziś


 

Franciszek MaśluszczakJest nas na świecie ponad siedem miliardów i choć odnotowuje się spadek narodzin to wciąż ludzi przybywa. Nie jest to jednak groźne zjawisko (jak trąbią media) wszak ziemia może pomieścić jeszcze więcej. Wprawdzie są miejsca przeludnione, ale nie brakuje też dziewiczych. Jest nas dużo i niby wszyscy podobni do siebie to jednak każdy bywa inny.

Najczęściej różnimy się charakterami choć i poglądy w większości nas dzielą.

Świat zwiększający swój bieg chce za wszelką cenę pozostawić ludzi daleko w tyle. Nie każdy za postępem nadąża. Era komputerów sprawia starszym niemałe trudności, bo niełatwo nadgonić stracony czas. Moje pokolenie bazowało na liczydłach i stalówkach, dopiero później weszły w życie pióra redis służące do opisu rysunku technicznego. Atramenty, szkolne kałamarze i bibuła zacierająca niedoskonałości pisania, oto moje dorastanie.

Dzisiaj od najmłodszych lat dzieci uczą się obsługi komputera i opanowują klawiaturę.

Niekiedy mi się wydaje, iż pędzący czas chce nadrobić jakąś stagnację, która miała miejsce w przeciągu minionych lat. Obecnie w dużej mierze maszyny zastąpiły pracowników. Masowe zwolnienia nie wróżą świetlanej przyszłości. Firmy postępują w myśl zasady: kto ma siekierę już nie potrzebuje cieśli. Nie do końca jest to prawdą, to sprawa dyskusyjna. Bez człowieka ani rusz, bo sama maszyna nie wyprodukuje drugiej. Ktoś ją musi ustawić, zaprogramować.

 Kiedyś Gomułka nazywał ludzi „masami pracującymi” inaczej mówiąc wyrobnikami kulawego systemu. Masy pracujące – już nie ludzie, a jeszcze nie niewolnicy. I co na to obywatele? Jedni byli za, inni przeciw. Mieszkańcy wsi i miast zapisywali się do partii robotniczo-chłopskiej, bo to jakby umożliwiało lepsze i wygodniejsze życie. Byli wśród nich robotnicy, naukowcy, politycy, ormowcy, pisarze, aktorzy i piosenkarze. Takowi przetrwali do dzisiaj i całkiem nieźle im się wiedzie. Partia potrafiła zadbać o ich sukcesy, popularność, a nawet wzmocnić mierny talent. Tu przykładów mamy wiele, niektórzy nawet załapali się na nagrodę wynalazcy dynamitu, czyli samego Alfreda Nobla. „Dynamiczni twórcy” minionego wieku otoczeni partyjną aurą. Piewcy nieudolnego systemu i zwyczajni szpicle (donosiciele) trzymający dwie sroki za ogon.

Trudniej o pracę, łatwiej o nagrody. Z wieszaniem „blach” na klapach marynarek nigdy nie było problemu ani też przestoju w produkcji medali, tu akurat przemysł zawsze nadążał.

Na moim marynarskim mundurze też wisiały blachy: jedna „honorowy dawca krwi” druga „wzorowy marynarz”, którą odebrano mi po tygodniu, gdy nieco zabalowałem. Cóż młodość ma swój czas i ja nie byłem święty. Choć na okręcie panował rygor i niezła dyscyplina marynarze lubili rozrabiać i to również przetrwało. Ach ta młodość szalona.

Niestrudzeni rodzice nauczali nas jak powinno się żyć i wałkowali bez końca, a nam się wydawało, że wciąż powtarzają to samo.

 

Kiedyś objął parafię nowy proboszcz. Zauroczeni pięknym kazaniem wierni z niecierpliwością czekali na następną niedzielę. Ksiądz powtórzył (kubek w kubek) homilię sprzed tygodnia. Wszyscy myśleli, że się pomylił, ale w następną niedzielę było tak samo. Znalazł się jeden odważny i spytał duchownego wprost: co się dzieje? Ten odpowiedział: czy na pewno wszystko zrozumieliście i wprowadziliście moje rozważania w życie? Jeśli nie, to będę powtarzał te słowa aż do skutku.

 

Podobnie jak wspomniani rodzice. Nie zawsze do człowieka coś dociera za pierwszym razem. Jest zbyt zamyślony, nieobecny, nieosiągalny. Ile razy powtarzamy wiersz, by go zapamiętać, zapisać na naszym twardym dysku. Nauczyć się czegoś na pamięć jest coraz trudniej. Nawet geniusze nie zapamiętują wszystkiego co zostało powiedziane. Wraz z wiekiem nasza baza danych radykalnie się zmniejsza. Często wychodząc z kościoła zastanawiamy się o czym traktowała Ewangelia?

Mamy zbyt wiele spraw na głowie, by utrwaliły się w niej zasłyszane słowa, nawet te najważniejsze. Zagonieni w codzienności, w zgiełku pędzących samochodów, grających syren „uprzywilejowanych” nie potrafimy się dostatecznie skupić. Jadąc do pracy słuchamy głośnej muzyki, która do reszty zagłusza nasze chaotyczne myśli. Staramy się choć na chwilę zapomnieć o problemach nowego wieku. Muzyka potrafi ukoić, zredukować rytm serca, ale tylko pod jednym warunkiem, że nie będzie rozrywała bębenków w uszach. Muzyka jest piękna, ale od niej jeszcze piękniejsza może być cisza.

 

Potrzeba nam tej ciszy i takiego miejsca gdzie ona się rodzi. Tyle spraw na głowie, coraz więcej problemów mnożących się z godziny na godzinę.

 Kiedy usiądziemy w ławce świątyni ta niesamowita cisza i powaga miejsca otwiera umysł i porządkuje myśli. Często w kościelnej atmosferze znajdujemy czas, w którym możemy się całkowicie odnaleźć. Myślimy o niezapłaconych rachunkach, planach na nadchodzący tydzień, przeliczamy oszczędności, albo minimalizujemy zadłużenie.

 

Po całym tygodniu lubię się wyłączyć choć na chwile, zapomnieć o przykrościach i przywołać piękno, o którym często zapominam.

 

Gdyby ludzie słuchali i przekuwali słowa w czyn, nie byłoby kolejek do spowiedzi, a tak ksiądz swoje, a wierny swoje. Tylko przez wielokrotne powtarzanie jakieś zagubione słowo potrafi zaowocować. Tak dużo ludzi mówi, a tak niewielu słucha.

 

Piękno jest tylko wtedy, gdy chcą go słuchać lub oglądać aniołowie.

 

Władysław Panasiuk

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko