Z lotu Marka Jastrzębia – Administrowanie absurdem

0
81

Z lotu Marka Jastrzębia



Administrowanie absurdem



 

“Ojcze nasz” składa się z 56 słów,
Deklaracja Niepodległości – z 300, a
rozporządzenie rządu w sprawie cen
jarzyn – z 26.911 słów”

 


Tadeusz Makowski - Teatr dziecięcy Mamy coraz więcej urzędów. Zawodowców otrzymujących nagrody za nietrafne lub sfuszerowane inwestycje. Dostających rekompensaty za drzemkę w szkodliwych warunkach. W myśl biurokratycznych przykazań: im więcej i głupiej, tym lepiej, bo gorzej.

 

A w urzędach tych pracują ludzie, specjaliści od nic nierobienia i podejmowania złych decyzji. W koszt eksploatacyjny urzędnika sprawującego nadważną funkcję wchodzą takie drobiazgi, jak sekretarka w przedbalzakowskim wieku plus kanapa z bidetem, zestaw pieczątek, gustowny kosz na podania, klęcznik dla petentów, fotel przynitowany do podłogi, ocieplane biurko z przepisami oraz komputer podłączony  do pryncypała sprawującego „kontrol” nad resztą departamentu. W związku z tym jest rzeczą zrozumiałą, by kierujący referatem osobnik otrzymał pensję zgodną z wyposażeniem i brakiem kompetencji. 

 

Do jego obowiązków należy brak odpowiedzialności za cokolwiek i publiczne wygłaszanie mantry: CO JA MOGĘ? A to tylko kropelka w morzu nonsensów; przykłady walają się po ulicach: chybione decyzje, owocne pomyłki, zaniedbania i poniechania.

 

Lecz nawalanek o podobnie śladowym rozmiarze, mamy setki. Setki kropel przekładających się na korupcyjne myki, nieprzejezdne autostrady, odłożone budowy obwodnic, nowoczesne pociągi na starożytnych szynach, na karygodny stan służby zdrowia, na kulturę i naukę dla wtórnych analfabetów. Wszystko to są kropelki, ale kiedy się je zliczy, okazuje się, że zewsząd otacza nas powódź.

 

Ps.

powiada się, że urzędnik jest inną kategorią człowieka. Lecz nie jest to prawda: jak mawiają po wariatkowach, ma „zachowaną świadomość emocjonalną”. Wścieka się we właściwych miejscach, bulwersuje zgodnie z tym, co przeczytał, przeraża go to, co powinno i narzeka, jak trzeba. Lecz dopiero w pracy zachodzi w nim doszczętna przemiana: po godzinach opędzania się przed klientelą, w domu, zmachany od wyrażania współczucia, pozbawiony służbowego grymasu zatroskania, leżąc przed telewizorem i wachlując się gazetą z krwawymi tytułami, co sekundę oburza się na ludzi z pierwszych stron.

 

Czyta o machlojkach na świeczniku, o powszechnej znieczulicy, sądnych dniach i czarnych godzinach, krwawych jatkach z fruwającymi zębami w tle; co szpalta, to przekręt, wybuch, masakra. Czuje się osobliwie, nie na miejscu, jakby żył na obcej planecie, w  otoczeniu  nieczystych sił, z armatą gotową do strzału w jego przerażoną pierś.

 

Lęka się zajrzeć do kuchni, skąd docierają do niego podejrzane szmery, obawia się wyjść za próg bezpiecznej sypialni, słania się ze strachu przed fałszywym listonoszem z fałszywą torbą, który chce go napaść i pozbawić siekaczy, zatem wchodzi pod łóżko i marzy tylko o tym, by wreszcie pójść do pracy, gdzie czeka go bezpieczny fotelik i ukochane skoroszyty. Czyli jest człowiekiem reagującym ze wszech miar normalnie.

 

Dokładnie nie wiadomo, czy to na widok pieczątki, dziurkacza czy biurka z telefonem, zwykły i w zasadzie wrażliwy poczciwiec spod miotły, przekształca się w gryzipiórkową bestię z gałami jak paragrafy, przepisy i martwe litery prawa. I nie wiadomo dokładnie, czy zdaje sobie sprawę, że wobec innego urzędnika z innego urzędu, z bestii przemienia się w klęczącego petenta obserwującego smętnym wzrokiem, jak suplika, z którą przyszedł, drwiąco osiada w koszu na odmowne odpowiedzi.

 

Ps.2

w państwach ucywilizowanych, naiwni też są. Ale zagraniczni, w odróżnieniu od polskich, nie są tak częstymi reprezentantami narodu; jeżeli gdzieś zasiadają, to głównie tam, gdzie król chadza piechotą.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko