Beata Golacik – Mowa o samotności

0
105

Beata Golacik

Mowa o samotności

 

Jan CybisZ listu Reinera Marii Rilkego do Franca Kappusa: „A jeśli znowu mowa o samotności, to coraz jaśniejsze się staje, że w gruncie rzeczy nie jest to coś, co można wybrać albo, czego można poniechać. „Jesteśmy” samotni. Można się łudzić i zachowywać tak, jakby było inaczej. To wszystko. O ileż jednak lepiej wejrzeć w to, że jesteśmy samotni, wręcz zacząć od tego.” (R. M. Rilke. „Listy do młodego poety”)

 

Więc jednak przyłapałam Rilkego na wyrażonej wprost, swoistej apoteozie samotności, o którą go podejrzewałam od zarania naszych wspólnych dziejów. A działo się między nami od 1987r., kiedy to trafiło do moich rąk drugie wydanie jego „Poezji ”, w wyborze i tłumaczeniu Mieczysława Jastruna.
Dla mnie była to książka kultowa i choć nie lubię tego określenia, to w odniesieniu do tej lektury nie znajduję bardziej trafnego. Wydawnictwo Literackie opatrzyło zbiór krótką notą edytorską, w której przedstawiono tłumacza, jako doskonałego znawcę przedmiotu i znakomitego eseistę.
Ja zaś, po przeczytaniu tomu, uznałam go bez mała za drugą osobę boską, zaraz po bogu ojcu – Rilkem. Genialny „team”! Genialny tom! Zwłaszcza zamysł, by wydać go w wersji dwujęzycznej. Po lewej stronie teksty w oryginale, po prawej polskie (fenomenalne!) przekłady wierszy. Czarna księga z dużym, białym napisem RILKE – na froncie u góry, przez wiele miesięcy leżała na moim stoliku niczym mszał na ołtarzu. Wieczorami odprawiałam z niej swoją poetycką liturgię godzin. Z upływem lat, kult mój nieco stracił na żarliwości, ale odcisnął trwałe, niemal sakramentalne piętno na moim lirycznym „interiorze” (wbrew opinii znajomego poety, zaryzykuję tu twierdzenie, że kobiety jednak jakąś „wnętrzność” mają i nie chodzi o pęcherz pławny na wzór „milczących stworzeń wodnych”, lecz o duszę, choćby nawet czysto teoretyczną). I chyba właśnie na dowód tej duszy, po ponad dwudziestu latach, napisałam wiersz. Na dowód i na pamiątkę, że kiedyś poezja była w stanie mnie „zatrzymać, żeby poruszyć”. Oto on:

 

wyjdź z pokoju w którym wszystko znasz

 

dzisiaj wieczorem zawołał mnie czarny Rilke

zleżały na półce w Księdze Obrazów Wstęp otworzył wrota

i znów nie byłam kimkolwiek choć nie byłam tam dawno

 

jak myśmy przez ten czas pożółkli jak nam się rozmyły wersy

już nie ten sam wzrok choć ten sam nawyk powolnego przekraczania

progu domu pozwolił nam jeszcze raz rozpoznać siebie na tle nieba

drzewo w drzewo objąć czule swój sens

 

musiałam wrócić do strumienia (…) – przyciągnęła mnie

rwąca woda wiersza chłodna przejrzysta wiecznie nie ta sama

i wobec wszystkich ludzkich wierzeń pozostanę na zawsze innowiercą

wyznającym elegijną moc rytuałów kamieni i dna

 

wierzę w ten wiersz jestem w nim ochrzczona przyjęłam imię

białą szatę z czarnej książki na znak odłączenia słowa od słowotwórcy

ciebie ode mnie – mam teraz imię osobne jak drzewo którego mnie nauczył

 

Z okresu mojej młodzieńczej fascynacji pochodzi tytuł, jaki nadałam Rilkemu na swój prywatny użytek – „poeta samotności”. Do dziś tak o nim myślę.
Z premedytacją nie czytam żadnych krytycznych opracowań jego dzieł, żadnych monografii. Wiem o nim tylko tyle, ile podają popularne, krótkie noty biograficzne. Nie chcę więcej, nie potrzebuję. I choć znam liczne tłumaczenia jego wierszy, pozostaję wierną fanką tych „poetyckich duetów” – oryginałów i przekładów M. Jastruna, które pochodzą ze wspomnianej książki. I wraz z nimi spróbuję teraz wejrzeć w to, że jesteśmy samotni – jak sugerował Rilke – spróbuję wręcz zacząć od tego.

 

Lek

 

Ha! Całe złoto świata dla tego, kto wynajdzie lek na samotność! A jestem tak ryzykownie szczodra, ponieważ czuję podskórnie, że jest to po prostu niemożliwe. Na samotność leku nie ma i być nie może, gdyż samotność nie jest chorobą. Ona jest naturalnym stanem człowieka. Jego stałą kondycją egzystencjalną. Rodzimy się odrębni, osobni wobec świata i siebie nawzajem i tacy pozostajemy do końca. W pewnym momencie, życie wyrywa nas z pierwotnej, bezpiecznej „jedni” – z łona matki i, początkowo poza świadomością, a potem już coraz bardziej świadomie, zaczynamy odczuwać ten swoisty ból i lęk o siebie. Człowiek samotny jest jak kobieta w stanie błogosławionym – nie wymaga leczenia, lecz troskliwej opieki. Dojrzewa w nim bowiem, jego własna śmierć. Trzeba to przyjąć w sobie, ukoić, ukołysać.

 

Łzy, łzy, które ze mnie wybuchają.

Moja śmierci, Murzynie, dźwigaczu

mego serca, trzymaj mnie pochylej,

by spłynęły. Chcę mówić.

 

Czarny olbrzymie, dźwigaczu serca.

Nawet gdybym przemówił z mego płaczu,

czy wierzysz, że bym złamał milczenie?

 

Kołysz mnie, stary.

(R. M. Rilke „Urywek”)

 

Mijanie

 

I jeszcze to musimy przyjąć, jako zasadę świata, którym jesteśmy bądź, w którym jesteśmy – chwilowość. Ona zresztą często jest źródłem naszej nadziei, bo jeśli ma się zakończyć jakaś udręka, wtedy tak, czekamy – niech minie! Ale przecież zdajemy sobie sprawę z tego, że przemijaniem naznaczone jest wszystko, co kiedykolwiek zaistniało, czy to z ciała – materii, czy z ducha – np. miłość. Skąd zatem nasza niezgoda na braki, nasza wybiórcza akceptacja losu? Skąd ten ból, który się wzmaga już na samą myśl o utracie dobra i piękna – naszych rajów. Gdyby to nas wypędzono z Edenu, byłoby może łatwiej przyjąć stratę, jako konsekwencję określonego działania. Zwykle jednak samotność wzmaga się wtedy, gdy dzieje się na odwrót, – kiedy to „najbliższy nam raj” opuszcza nas – pozostawia samych. Jakaż wielka samotność kryje się w wołaniu: „Dlaczego ja, dlaczego mnie?!”

 

(…) A my: widzowie, zawsze, wszędzie i ku wszystkim

rzeczom skłonieni i zawsze bez wyjścia!

Przepełnia nas. Porządkujemy. Lecz się rozpada.

Scalamy znów. I rozpadamy się sami.

 

Któż nas tak odwrócił, że cokolwiek

byśmy czynili, jesteśmy w postawie

odchodzącego, kiedy na ostatnim wzgórzu,

co mu raz jeszcze całą ukaże dolinę

rodzinną, staje, ogląda się, zwleka –

tak my żyjemy żegnając się wiecznie.

 

(R. M. Rilke „Ósma elegia”)

 

Złudzenie

 

Bywa, że pielęgnujemy w sobie iluzję, myśląc, że inni są w stanie uchronić nas przed samotnością. Otaczamy się ludźmi. Budujemy wokół siebie zaporę społeczną z przyjaciół, znajomych, bliskich. Ale i ta „silna grupa wsparcia” kiedyś zawiedzie. Odejdzie, aby skupić się na własnych problemach, albo nie zrozumie, albo nie zechce, albo nie będzie mogła – wyczerpie swój czas. Kiedyś możemy zostać bez bliskich, bez przyjaciół. Wtedy być może spróbujemy jeszcze wejścia w tłum, aby poczuć jakąś więź z tą „mnogością” i prawdopodobnie tym silniej odczuć osamotnienie, wyobcowanie. Samotny pośród stada – któż, choć raz w życiu, tego nie doświadczył? Takie „dotknięcia realności” uświadamiają, że samotność w swojej istocie jest stanem wewnętrznym. Nikt z zewnątrz nie ma dostępu do naszej samotności i nie ma na nią wpływu. Nie zagłuszą jej niczyje słowa, niczyje gesty. W tym królestwie panujemy tylko my, a samotność jest naszą poddaną. Trudno to pojąć, ponieważ bliskość z drugą osobą daje nam poczucie bezpieczeństwa, spełnienia, radości – taki dobrostan, który sprawia wrażenie, że oto przestajemy być samotni. To jednak tylko złudzenie. Nie można przestać być samotnym, nie przestając być człowiekiem. A jednak podejmujemy kolejne próby. Szukamy, niekiedy rozpaczliwie, intymności duchowej i fizycznej. Szukamy powrotu do „jedni”, łudząc się, że może wówczas nasze osamotnienie minie. A ono, wierne, wraca do nas dotkliwie.

 

Samotność jest jak deszcz. Z morza w przestworze

wznosi się ku wieczorom nad równin bezdroże,

płynie ku niebu i o każdej porze

niebo ją w sobie odwiecznie posiada,

dopiero później stąd na miasto spada.

 

Pada w godzinach dwuznacznych nad ranem,

gdy wchodzi w świt ulica za ulicą,

gdy ciała, co nic nie znalazły w sobie

stronią odległe i rozczarowane;

i kiedy ludzie, co się nienawidzą,

muszą ze sobą spać we wspólnym łożu:

 

wtedy samotność płynie z rzekami ku morzu…

 

(R. M. Rilke „Samotność”)

 

Oskarżenie

 

Czasami popełniamy błąd, posądzając samotność o ból, jakiego doznajemy, kiedy jesteśmy sami. A to nie tak. Bycie samemu, nie oznacza automatycznie bycia samotnym. Nazywanie samotnością każdego bólu, który nas ogarnia w chwilach, gdy nie ma przy nas innych ludzi, to zwykłe pomówienie. Na sali sądowej, samotność wygrałaby z nami proces o zniesławienie. Bezapelacyjnie! A tak mogłyby brzmieć pytania jej adwokata: „Proszę się zastanowić, czy płacze Pan/ Pani z powodu tęsknoty za kimś, kto odszedł, czy z powodu samotności?”, „Gdyby był obecny obok Pana/Pani na stałe ktoś inny, czy wówczas nie byłoby tych łez i tej tęsknoty za bliskim?”, „Jeśli nie, to dlaczego określa Pan/Pani samotnością swój ból po stracie?”, „Dlaczego nazywa samotnością głód miłości?”, „Dlaczego nazywa samotnością swój strach przed nieznanym, albo strach przed biedą czy chorobą, albo własną bezradność, albo obawę, że samemu ze sobą będzie Panu/ Pani okropnie nudno?, Czy odczuwa Pan/ Pani samotność czy smutek, bo to nie to samo …”

Największy ból nie rodzi się z samotności, lecz z pustki duchowej. Jeśli w nas samych jest „coś żywego”, co nas zajmuje, bogaty wewnętrzny świat i jeśli potrafimy być sami ze sobą w czułej relacji, wtedy samotność będzie zaledwie cieniem, nie mrokiem. Wszystko, co najważniejsze dla nas, dzieje się w samotności. Tam dzieje się człowiek pełny: czujący i refleksyjny, twórczy i „wykraczający poza siebie” – transcendentny.

 

Ktokolwiek jesteś: wyjdź dzisiaj wieczorem

z twego pokoju, w którym wszystko znasz;

najbliższy dla oddali jest twój dom:

ktokolwiek jesteś.

Oczami zmęczonymi, które ledwie

uwalniają się od starego progu,

podnosisz z wolna czarne drzewo

i stawiasz je samotne, smukłe na tle nieba.

I uczyniłeś świat. I ten jest wielki

i jak słowo, co jeszcze w milczeniu dojrzewa.

I w miarę jak sens jego obejmujesz,

oczy twe czule odłączają się od niego…

 

(R. M. Rilke „Wstęp”)

 

Z listu Beaty Golacik do Reinera Marii Rilkego: „Jeżeli jednak się mylę w czymkolwiek, co się tyczy samotności, jeśli niewystarczająco zgłębiam tę rzecz nieuchronną albo też pominęłam jakąś ważką myśl, niech to jedno mam na obronę, że wszyscyśmy jednakowo zagubieni wobec tajemnicy życia i jednakowo jej głodni”.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko