Beata Patrycja Klary – Bianka Rolando

0
229

Beata Patrycja Klary – BIANKA ROLANDO

KRÓTKO, ALE TREŚCIWIE

 

Nikifor„Kontestacja, kontestacja to jest dobre na wakacjach … „ czy obecnie poeci kontestują czy raczej godzą się na to, co jest … a może jeszcze inaczej – poezja ma inne zadania?

 

Każdy poeta i poetka kształtuje swoją indywidualną tradycję pisania. Czy poezja ma zadania i czy ich nie ma, decyduje sam twórca. Od niego samego zależy czy i jak będzie traktować swój własny głos poetycki.To dosyć trudne, określić zadania językowi, gdy „słowa są wolne”. Jedni dryfują, inni precyzyjnie nawigują, są różne postawy, które w perspektywie czasu bywają zmienne i niejednoznaczne. Język poetycki jest dynamiczny, czasem nieuchwytny. Wydaje mi się jednak, że najlepsze wiersze powstają z niezgody, ze złości na zastane porządki i obrządki rzeczywistości. Wiersz może stać się tamą, znakiem wiary, że można inaczej. Jeżeli sam autor przestaje wierzyć w to, co mówi, słowa przestają być zaklęciami rzeczywistości. Nie oceniam czy kontestujący mają czasem wakacje od kontestacji. Wiem tylko, że albo się tym oddycha i słowa szumią w tętnie, albo nie.

 

Język zamrożony czy w pełnym rozwoju? Czy poezja dzisiaj to bardziej eksperyment na języku czy jednak poddanie się fali ujednolicenia?

 

Język ujednolica rutyna. Literatura jest „miejscem”, gdzie język ma szansę rozwoju, szansę światotwórczych potencjałów. W poezji mamy do czynienia z laboratorium, gdzie na poszczególnych słowach robi się niezwykłe eksperymenty. Nawet „język zamrożony” w takim laboratorium może stać się przyczynkiem do bardzo ciekawych odkryć i rozwiązań. Jest tu nieskończona liczba możliwości i działań na dynamicznie zmieniającym się słowie.

 

 

Style, tendencje, charakterystyczne drogi, czy można je zaobserwować, wyłowić w poezji XXI wieku?

 

Współczesna poezja polska dopiero się kształtuje. Na teraz mamy grupę związanych z poetyką amerykańskich poetów, takich jak John Ashbery, Frank O’ Hara, czyli wpływy szkoły nowojorskiej. Mamy reprezentację poetów i poetek w nurcie poezji zaangażowanej społecznie, są też neolingwiści, poeci cybernetyczni. To może te najsilniejsze aktualne tendencje i najłatwiejsze w obserwacji.

 

 

Gdzie umieściłabyś swoje pisanie? Potrafisz je zakwalifikować na tle pokolenia? Czy jest jakieś pokolenie?

 

Nie czuję się specjalnie związana z jakimś pokoleniem czy trendem pisania, w taki czy owaki sposób. „Skrobię własną tradycję”, jak mawiał Andrzej Szewczyk. I to nie jest sposób arogancji wobec tego, co dzieje się dookoła. Przysłuchuję się i dużo czytam, ale próbuję budować własny słownik.

 

Środowisko, konkretne miasto – czy to ma znaczenia dla poety? Czy otoczenie pomaga pisać, a może przeszkadza?

 

Trudno uogólnić Twoje pytanie. Z tego, co wiem od poetów i poetek, różnie bywa. Bywa, że miasto czy środowisko literackie danego miasta wpływa pozytywnie, stymulująco lub też destrukcyjnie, czy wręcz opresyjnie. Różnie. W Poznaniu dopiero po wielu latach zaczęłam „pojawiać się” w środowisku poetyckim (inna sprawa, że jestem dosyć introwertyczna i nie przepadam za „spędami”). Czy ta zażyłość jest mocna? Nie sądzę, raczej elastyczna i swobodna. Myślę jednak, że każdy, nawet najbardziej introwertyczny twórca, powinien mieć kontakty z innymi, po to, by wymieniać się informacjami, spostrzeżeniami czy uwagami, które nie zawsze muszą być pochwalne, byle były dla takiej osoby konstruktywne. Czasem trzeba się przewietrzyć i posłuchać nie tylko siebie.

 

Geneza „Modrzewiowych koron”, tej niełatwej przecież książki?

 

Nie lubię zostawiać za sobą za dużo tropów. Kto błądzi, ten szuka, kto znalazł, już nie szuka? Nie lubię pleść dydaktycznych i objaśniających gawęd, nie interesują mnie strategie takich gawęd. Z drugiej strony, doskonale zdaję sobie sprawę, że coś niecoś muszę pisnąć o zielonej książce, bo, jak wspomniałaś, nie jest łatwa.

Łatwa, to znaczy jaka? Taka, która traktuje czytelnika czy czytelniczkę jak rozkapryszone dziecko, któremu trzeba wszystko dokładnie nazwać i przyjemnie podać? Jeżeli czytelniczka zrozumiała moją książkę, to dobrze piszę? Czy jeżeli krytyk nie zrozumiał mojej książki, to znaczy źle piszę? Czasem chcę, żeby czytelnik stracił mnie z oczu, żeby mi nie ufał do końca. Wiele osób zarzuca mi, że „czaruję” albo, że „bajdurzę”. Muszą mi wybaczyć, bo robię to ze snu, który z jednym otwartym, a z drugim okiem zamkniętym, sobie śnię. Moje pisanie można nazwać „czarami” tylko z jednego względu. Wierzę w moc słowa, które wypowiadam. Wierzę, mam nadzieję, że słowa mogą zmieniać rzeczywistość.

Modrzewiowe korony to poemat. Pierwsza inspiracja dotycząca tej książki zdarzyła się w Austrii, gdzie byłam na rezydencji artystycznej. Robiłam piesze wyprawy po tamtejszych lasach. Pewnego razu mocno zmęczona położyłam się na polanie w środku jednego z takich lasów i zobaczyłam coś dziwnego, coś czego wcześniej nie zaobserwowałam, korony drzew modrzewiowych. Same czubki jakby więdły. Wydało mi się to niezwykle interesujące. Oto czubki, szczyty, które więdną. Pomyślałam Modrzewiowe korony, dobrze by było kiedyś napisać taką książkę. I napisałam dwa lata później.

Pisałam ją podwójnie. Pierwsza wersja miała około dwustu stron, ale nie wytrzymała. Napisałam ją ponownie, wykorzystując pewne ścieżki, które wydawały się potencjalnie płodne. Druga wersja była pisana w pędzie, w takim pędzie, który jest dla mnie najważniejszy.

Przechodziłam przez cztery osoby, które „reprezentowały” cztery strony świata (taki stary, kubistyczny pomysł). Chciałam się różnie nazywać i przez to móc nazywać rzeczywistość na cztery różne sposoby. Porządki czasu, liczby, miary, władzy w Modrzewiowych koronach powoływane są tylko po to, by wywołać zmienne. Książka podzielona jest na cztery. Pierwszy jest Skolion, czyli technika starogrecka śpiewu na wielu uczestników biesiady, po skosie. Druga część Check in blanco to cztery modlitwy. Część trzecia Tartaki to raczej opisy stanów ducha niż geograficzne szlaczki pod tematem lekcji. Ostatnią część tworzą cztery wiersze, które nazwałam Appendix, czyli wiersze dodatkowe, kluczące poemat.

 

Pierwszy wiersz? Pamiętasz jego narodziny? A może najbliższy jest Ci wiersz, który się właśnie wykluwa?

 

Mój pierwszy wiersz był Pieśnią zerową z Białej książki. Wcześniej wierszy nie pisałam. Co do ostatnich, tych najmłodszych, to takie, które zmuszona byłam odrzucić. Nie były dość rzutkie i elastyczne, by wytworzyć konstrukcję, o którą mi chodziło. Dla mnie wiersz nie jest ostatecznym celem. Bardziej interesuje mnie jako materiał budowlany do konstrukcji, która wytrzymuje wewnętrzne naciski słów, gdzie tworzy się pewna opowieść, historia, która w swoich rozwiązaniach jest dla mnie samej zaskakująca, tam gdzie język wyzwala się z pojedynczych odcinków, łącząc wszystkie kawałki w coś organicznego i pełnego dynamiki.

 

Poezja jako przestrzeń prawdy o człowieku czy jako kreacja, konfabulacja?

 

Kreacja przez konfabulację, by znaleźć prawdę (jeżeli ją właśnie chcemy zrozumieć czy usłyszeć). Bywa tak, że prawda jest tak bolesna i prosta, że trzeba trochę się zasłonić przed nią gałęziami ze słów.

 

Pisać każdy może, ale czy to ma sens? Czy w ogóle jest jakiś sens literatury?

 

Każdy pisać może. Nikt nikomu nie zabrania. Każdy może pisać, ale powinien też dużo czytać i obserwować, być czujnym, szczerym i wymagającym, przede wszystkim wobec samego siebie. Jeżeli będzie posiadać takie cechy, to w najgorszym wypadku szybko zrezygnuje z pisania, w najlepszym, zostanie dobrym twórcą.

 

Co czytasz, co byś poleciła przeczytać, a co zdecydowanie odradzasz?

 

Są różne pułapy „wtajemniczenia” w literaturę i osobiste preferencje w różnym momencie. Każdy musi czymś się rozczarować, a czymś oczarować. Błądzenie jest konieczne, by nauczyć się własnego krytycznego myślenia o literaturze. Nie mam gotowych zestawów na wynos.


—-

Wywiad pochodzi z książki „Rozmowy z piórami” autorstwa Beaty Patrycji Klary. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Marszałek z Torunia w sierpniu 2012 roku.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko