Z JERZYM TURKIEM (1934 -2010) rozmawiał Krzysztof Lubczyński

0
347

Krzysztof Lubczyński



Rozmowa z JERZYM TURKIEM (1934-2010)

Inny w środku

14 lutego 2010 roku zmarł znakomity i lubiany aktor Jerzy Turek. Oto wywiad przeprowadzony z nim w końcowym okresie jego aktywności zawodowej.

* Jak się spojrzy na bogatą listę filmów, w których pan zagrał, to dominują na niej role komediowe. Ale podsłuchałem przed chwilą fragmentu próby z pana udziałem i prawdziwie dramatyczną frazę wypowiedzianą przez pana. Czy mimo warunków zewnętrznych, popychających pana ku komediowości, nie tęsknił pan za rolami dramatycznymi?

 

– Zastanawiałem się nad tym, ale niezbyt długo i niezbyt wnikliwie.  Ja na to wpływu nie miałem, w dalszym ciągu nie mam i myślę, że już nie będę miał. U nas jest taki zwyczaj, że nie aktor wybiera rolę, ale aktorowi się rolę proponuje i albo tę role bierze albo nie. Jednak przypomnę, że zaczynałem od roli   dramatycznej, głównej roli Sochy w “Krzyżu walecznych” Kazimierza Kutza w roku 1959. Nie przypuszczałem wtedy, że po jakimś czasie “wyląduję” jako aktor komediowy, choć także w teatrze grywałem role dramatyczne. Ale tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo przy komedii czy dramacie praca jest taka sama. Zawsze staram się być w miarę prawdziwy, w miarę wnikliwie wejść w postać, zastanowić się nad relacjami między postaciami. O tym, w jakich rolach występuje aktor decydują bardziej jego warunki psychiczne i zewnętrzne, niż jego wola.


* Czy zdarzył się panu konflikt między wewnętrznym dramatyzmem wynikającym z własnego życia a komediowością roli, którą panu powierzono? Co się dzieje, gdy aktor ma powierzchowność komediową a wnętrze dramatyczne?


– To może się zdarzyć zawsze. Kiedyś było takie modne powiedzenie o szufladkowaniu aktorów. Ja nie uważałem się za zaszufladkowanego, bo nad każdą rolą starałem się pracować od zera i nie pamiętać co zrobiłem poprzednio. Tym bardziej, że pracuje się z innymi reżyserami, każdy ma inne podejście do pracy z aktorem. To wszystko jest bardzo skomplikowane i zawsze trzeba zaczynać od zera.


* Widzowie pamiętają pana najbardziej z takich filmowych ról jak Orzeszko w “Gdzie jest generał?”, Jarząbek w “Misiu”, czy zaopatrzeniowiec “kurka wodna” z “Nie lubię poniedziałku”,  a ostatnio listonosz Józef w serialu “Złotopolscy”. Jednak moja ulubiona pana rola to Pogorzelski w przepysznym filmie telewizyjnym Janusza Majewskiego “Ja gorę”. Ma pana jakieś barwne wspomnienia z planu tych filmów?


– Nie mam jakichś wyrazistych wspomnień. Z kręcenia “Ja gorę” pamiętam takie przykre dla mnie zdarzenie związane z moim profesorem, dziekanem Kazimierzem Rudzkim. Na plan miałem przyjechać prawie bezpośrednio z innego planu filmowego, zmęczony, więc żeby wypocząć pojechałem na ryby.  Siedząc na łódce na jeziorze w piękny słoneczny, upalny dzień, trochę przysypiałem, więc bardzo się przypaliłem. Kiedy więc przybyłem na plan zdjęciowy i zapalili światła, dostałem urazu, uczulenia i gorączki. Poczułem się fatalnie. Tekst, trudny, jak pan pamięta, miałem dobrze opanowany, a mimo to nie mogłem w tym stanie sklecić jednego zdania. Majewski zaczął pytać dlaczego Turek, jak mówiono aktor sprawny, ma takie kłopoty. Natomiast mój ukochany profesor Rudzki myślał, że poprzedniego dnia bardzo zabalowałem i mówi do mnie: “No nie, wie pan, panie Jerzy, jak się przychodzi do pracy, to trzeba jednak troszeczkę dbać o higienę”. Zacząłem więc marnie, ale potem jakoś praca mi poszła.


* Przygotowuje się pan do ról książkowo, bibliotekarsko czy intuicyjnie?

– Na pewno sporo czytam, staram się jak najwięcej dowiedzieć na temat postaci czy tła, na którym się pracuje. Oczywiście intuicja jest bardzo ważna, czyli nie tylko przygotowanie bibliotekarskie, jak pan to nazwał, ale jedno i drugie. Przede wszystkim jednak trzeba pamiętać, że to się robi w grupie, zbiorowo z koleżankami i kolegami. Dyskutujemy, nie zgadzamy się ze sobą i dochodzimy do jakichś wspólnych wniosków.


* Ale poza teatrem, poza próbami i spektaklami, życie środowiskowe mało przypomina to sprzed lat? Nie spotykacie się już po spektaklach, nie dyskutujecie żywo na temat wydarzeń teatralnych? Tamten tryb życia już bezpowrotnie przeminął?


– Ja tego nie wiem, ja nie wiem. Nie słyszę by ludzie się spotykali, ale brakuje mi tego. Być może ludzie młodzi spotykają się w jakichś klubach i dyskutują, bo to jest ich przywilej. Ale nie ma tego co dawniej, że szło się do SPATiF, że chodziło się razem, że żyło się teatrem telewizji, premierami w teatrach. Być może to ja wszedłem w taki wiek, że już w tym nie uczestniczę, nie mniej mam takie poczucie, że tamte czasy minęły bezpowrotnie. Poza tym nie ma już tych ludzi, którzy tworzyli ówczesny klimat.


* Jak się panu pracuje z młodym pokoleniem aktorskim? Zbigniew Zapasiewicz mówił jakiś czas temu, że zrezygnował z pracy pedagogicznej w Akademii Teatralnej, bo uznał, że nie może znaleźć wspólnego języka z młodym pokoleniem.

– Mnie się pracuje znakomicie. Oni są wspaniali, otwarci, dynamiczni. Czasy są inne i ja na przykład nie umiem poruszać się na rynku pracy tak świetnie jak oni. Tu lecą na zdjęcia, tu na casting, pracują intensywnie. Ja jestem przyzwyczajony do starych metod. Jak telefon zadzwoni to dobrze, jak nie, to też dobrze.


* Wspominając o pana nauczycielach i mistrzach w zawodzie, a miał pan ich wielu, szczególnie ciepło wyraził się pan o nieżyjącym od lat Bolesławie Płotnickim, który traktował pana jak syna. Tylko zawodowo czy także prywatnie?


– Tym znakomitym mistrzom wiele zawdzięczam, każdemu co innego. Pamiętam, gdy jako młodziutki aktor pracowałem w Teatrze Polskim w Warszawie: jakie tam były piękne nazwiska i jak wiele mi starsi koledzy pomagali. Z panem Płotnickim bardzo się zaprzyjaźniliśmy przy pracy w filmie “Gdzie jest generał?”, dużo ze sobą przebywaliśmy, a mieszkaliśmy w zamku Czocha, niedaleko Jeleniej Góry, bo tam ten film był kręcony i tam byliśmy jak gdyby skoszarowani. Rano śniadanie, kostiumy, charakteryzacja i na plan. I Płotnicki rzeczywiście traktował mnie jak syna, a to był rok 1963 i byłem bardzo młody.


* Lubi pan grać wbrew swoim warunkom ? Np. jak by pan ustawił sobie rolę Makbeta, gdyby miał ją pan zagrać?

– Nie gdybajmy o tym, co się nie zdarzyło, natomiast Adam Hanuszkiewicz wpadł przed wieloma laty na pomysł obsadzenia mnie w roli Józefa K. w Teatrze Narodowym w inscenizacji “Procesu” Kafki. I ja się potwornie w tej roli mordowałem, bardzo się nad nią napracowałem, lecz choć była taka jaka była, to gdzieś tamto doświadczenie we mnie zostało i jakoś owocuje do dziś. Choćby tym, że nie mam paraliżującego strachu przed literaturą, bo przedrzeć się przez Kafkę i zagrać w nim, to karkołomne przedsięwzięcie. Mam sentyment do tej roli i cenię sobie, że dane mi było to zagrać, choć może byłem do niej zbyt młody, za mało dojrzały, może nie do końca rozumiałem Hanuszkiewicza.


* W 1966 zagrał pan rolę filmową wbrew warunkom: gwiazdę big-beatu Johny’ego Tomalę w komedii “Mocne uderzenie” Passendorfera.


– Rzeczywiście, to było w początkach tego big-beatu. Nie leżała mi ta rola, czułem się fatalnie w tych długich włosach. Jestem po prostu konstrukcyjnie inny “w środku” niż grany przeze mnie bohater. Ja bym nie wyszedł na ulicę dla szpanu czy buntu, by pokazać, że jestem wyzwolony.


* Podobno jako talent aktorski został pan wyłowiony w teatrze amatorskim w FSO na Żeraniu, gdzie pan pracował.


– Nie, nie od razu talent. My się po prostu z Wojtkiem Pokorą w to bawiliśmy.


* Co tam graliście?


– Np. “Młodą Gwardię” Fadiejewa, rozmaite składanki, a prowadzili to świetni aktorzy z Teatru Powszechnego. Nie wiedzieliśmy wtedy, co dalej ze sobą robić, chcieliśmy iść do wojska, do szkoły oficerskiej, a w końcu wybraliśmy szkołę teatralną, razem z Wojtkiem i tak to poszło.


* Pan w wywiadach deklaruje pogodzenie z życiem, niekonfliktowość. Czy te cechy nie utrudniają życia w zawodzie z natury nastawionym na rywalizację, zwłaszcza obecnie?


– Jest rywalizacja, w pracy, ale tak naprawdę, to o co i z kim mam walczyć? Że innemu zabiorę a sam wezmę? Niektórzy mówią też: o ten ma szczęście, bo dostał rolę. Jakie szczęście? Szczęście polega na tym, że dostaje się pierwszą czy drugą rolę i trzeba ją zagrać. Poza tym ja w początkach mojej pracy nie dostawałem roli ot tak, z niczego, z powietrza, tylko zawsze miałem próbne zdjęcia, co się teraz nazywa pięknie castingiem.


* Unikał pan też rozmaitych burz, także politycznych, w które angażowała się część pana środowiska.


Unikałem, bo tak nie potrafię, nie chcę, taki już mam charakter. A dlaczego? Trzeba by o to spytać moich rodziców. Dlaczego mnie tak wychowali. Owszem, społecznie się udzielałem, w związkach, żeby pomagać ludziom, ale nigdy nie myślałem, żeby robić karierę. To nie leży w moim charakterze.


* Przez ostatnie lata ogromną popularność przyniosła panu rola Józefa w „Złotopolskich”. Jak się pracuje na planie po stracie Dionizego, Henryka Machalicy?

– Bardzo źle. To wypadek, los, nieszczęście. Kłopot mają scenarzyści, którzy próbują jakoś wybrnąć z tej straty. Byłem bardzo zżyty z Henrykiem i obaj tworzyliśmy ważny duet w tym serialu. Teraz jest ciężko.


* Mówił pan, ze dużo pan czyta. Jakie są pana gusty literackie, filmowe, teatralne?

– Te gusta się zmieniają. Kiedyś czytałem bardzo dużo pamiętników z czasów II wojny światowej i oczywiście całą klasykę. To są takie fale zainteresowań, a ręce zawsze mi się trzęsą, jak trafię na jakieś ciekawe pamiętniki, bo w nich się czuje klimat minionych epok, nawet jeśli to i owo jest tam opisane niezgodnie z faktami. Do kina chodzę rzadko, nie bardzo mi się chce, a kiedyś nie opuszczałem żadnego ważniejszego filmu. Pracuję dość intensywnie, więc nie bardzo mam siły i czas. Do teatru chodzę na ważniejsze przedstawienia. Poza ty mieszkam pod Warszawą i do kina mam daleko.

* Mieszka pan właściwie na wsi. Pan żona kiedyś powiedziała, że kocha pan to swoje miejsce na ziemi, wśród przyrody, ze niemal płacze pan, gdy musi jechać do Warszawy.

– Do płaczu się nie posuwam, ale często rzeczywiście nie chce mi się stamtąd ruszać, bo bywam tam za krótko i choćby teraz nie ma okazji nacieszyć się tam wiosną.


* Przyjaźnie pan podtrzymuje?

– Z przyjaźniami aktorskimi to jest ta, że one nawiązują się na czas współpracy w teatrze czy filmie. Praca się kończy i kończą się często przyjaźnie. Natomiast od trzydziestu lat jestem przyjacielsko związany ze Stanisławem Tymem. Także z Andrzejem Kopiczyńskim, Jankiem Kobuszewskim, Pawłem Wawrzeckim. Bardzo byłem zaprzyjaźniony z nieżyjącym od lat Jerzym Dobrowolskim. Ale już mało zostało moich przyjaciół.


* Jest pan pogodnie usposobiony do świata? Nie dotknęło pana rozgoryczenie? W tym roku skończył pan 70 lat.

– Nie, ja jestem z natury optymistą. Świat jest trudny, są plusy, są minusy. Ja zebrałem więcej plusów. Widzi pan tę chmurkę, co wyszła? Mam się martwić? Nie, ja widzę, że jest pięknie. Do świata podchodzę zresztą bardziej z ciekawością niż uwielbieniem. Żyję, i to jest najpiękniejszy dar. Trzeba z niego korzystać.


* Dziękuję za rozmowę.

 

Jerzy Turek – ur. 17 I 1934 r. – zm. 14 lutego 2010 r. – skupiony, refleksyjny, poważny, rzeczywiście jakby „inny w środku” niżby wskazywał na to na ogół wizerunek tworzonych przez niego postaci. Plebejska powierzchowność sprawiła, że angażowany jest często, zwłaszcza w filmie, do ról bohaterów ludowych i komediowych. W rzeczywistości jest także znakomitym aktorem dramatycznym, co udowodnił w licznych kreacjach m.in. w roli Sochy w filmie K. Kutza „Krzyż walecznych” czy jako Józef K. W „Procesie” wg F. Kafki w Teatrze Narodowym w reż. A. Hanuszkiewicza. Zasłynął taki m.in. rolami jak Pogorzelski w pysznej komedyjce filozoficznej J. Majewskiego „Ja gorę”, z cyklu „Opowieści niezwykłe”. W 1957 zadebiutował w „Eroice” w reż. A. Munka jako powstaniec. Ukończył Liceum Technik Teatralnych w Warszawie, a następnie studia na PWST w Warszawie w 1958. W 1958 zadebiutował jako aktor teatralny rolą Teodora Rousseau w sztuce „Lato w Nohant”. W 1961 zagrał w wojennym „Kwietniu” W. Lesiewicza. Wystąpił też w popularnych komediach T. Chmielewskiego „Gdzie jest generał?” (1964) i „Nie lubię poniedziałku” (1971), a także w głównej, podwójnej roli Dżoniego Tomali i jego sobowtóra w komedii muzycznej J. Passendorfera „Mocne uderzenie” (1964). W latach sześćdziesiątych występował w filmach St. Barei (słynna rola trenera Jarząbka w „Misiu” (1980)), a także w serialu „Czterej pancerni i pies”. Od 1998 grał rolę listonosza Józefa Garlińskiego w serialu „Złotopolscy”.

 

 

 

W tym roku nakładem Wydawnictwa Adam Marszałek w Toruniu ukaże się książka Krzysztofa LubczyńskiegoMieszanka firmowa. Rozmowy i szkice literackie”.

Składać się na nią będą przeprowadzone na przestrzeni 18 lat rozmowy z kilkunastoma znanymi i wybitnymi polskimi (jeden wyjątek – węgierski pisarz Gyorgy Spiro, wszakże zajmujący się problematyką na wskroś polską, autor głośnych „Mesjaszy“) pisarzami i poetami starszego pokolenia, m.in. z R. Bratnym, J. Krasińskim, J. Henem, Z. Safjanem, E. Bryllem, A. Mandalianem, a także nieżyjącymi już J.S. Stawińskim i W. Żukrowskim).

Mieszanka firmowa” zawierać też będzie rozmowy z kilkoma znanymi krytykami i eseistami (m.in. z nieżyjącym już R. Matuszewskim, a także z M. Komarem, W. Sadkowskim czy A. Żurowskim), dwie rozmowy ze światowej renomy myślicielami (Z. Baumanem i A. Walickim) oraz kilka szkiców krytyczno-literackich poświęconych gronu pisarzy i krytyków, zarówno żyjących (m.in. J. Bocheński, T. Konwicki, S. Mrożek, J.M. Rymkiewicz, J. Głowacki, A. Żuławski, E. Niziurski), jak i nieżyjących (m.in. T. Breza, K. Brandys, K. Mętrak, W. Sokorski) .

Zgodnie z tytułem zawierającym słowo „mieszanka”, wspomniany zbiór charakteryzuje się wszechstronną różnorodnością. I to właśnie o nią chodziło autorowi – o różnorodność „ponad podziałami”. Rozmówcy Lubczyńskiego to twórcy najrozmaitszego autoramentu pisarskiego, estetycznego, a także środowiskowego i ideowo-politycznego, można by rzec, twórcy z różnych, nieraz antagonistycznych kręgów literatury polskiej. Dzieli ich niejednokrotnie bardzo, bardzo wiele, ale łączy jedno – każdy z nich pozostawił już swój ważny ślad na szlaku literatury polskiej. Dzięki temu książka ta jest ważnym przyczynkiem do obrazu polskiej literatury od 1945 roku.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko