Krzysztof Lubczyński: Księga jak cokół

0
220

Krzysztof Lubczyński

Księga jak cokół

Gdy patrzę na ten opasły tom, który właśnie po raz pierwszy wziąłem do ręki, „serce roście”, że zacytuję poetę Jana z Czarnolasu. Chcę być dobrze zrozumiany – w pierwszym rzędzie mam na myśli rozmiary tej gigantycznej pracy – blisko tysiąc stron. Położona na biurku piętrzy się niczym postument pomnika. To krzepiące, że pośród jeremiad nad kryzysem książki i przepowiedni ostatecznego upadku czytelnictwa, wydaje się jeszcze tak grube książki, jak „Miłosz. Biografia” Andrzeja Franaszka, która ukazała się nakładem renomowanego, krakowskiego „Znaku”. Nie ma w tym sformułowaniu ani krzty ironii. Każdy, kto żarzy się miłością do ksiąg, zrozumie o czym piszę – o tej fizycznej niemal, zmysłowej przyjemności obcowania z książką jako jakością materialną.

Nie będę ukrywał – dopiero zabrałem się do lektury tej książki i to studiowanie potrwa kilkanaście dni, ale nawet pobieżne przerzucenie jej stronic oraz lektura  bardzo pochlebnych ocen pierwszych jej recenzentów wskazują jednoznacznie, że owocem kilkuletniej i benedyktyńskiej pracy  Andrzeja Franaszka jest dzieło wybitne pod każdym względem – pisarskim, intelektualnym, źródłowym. I choć zabrzmi to może trochę obcesowo, to nie odmówię sobie uwagi takiej oto, że nikt kto identyfikuje się z tożsamością polskiego inteligenta, nie może nie przeczytać tej książki. Nie może i już, a jeśli tego nie uczyni, to ja osobiście odmawiam mu takiej atrybucji  nie bacząc na to, że może mu to być głęboko obojętne i że może pogardzać moim tytułem do bycia szafarzem w tej dziedzinie.

W dziele i biografii Czesława Miłosza, niezależnie od jego wielkości jako poety, artysty i myśliciela i niezależnie od krańcowo przeciwstawnych ocen, jakim był poddawany jako człowiek oraz postać polityczna, ogniskuje się bowiem – jak w czarodziejskiej soczewce – los polskiego inteligenta w XX wieku, los w skali europejskiej unikalny, co możemy powiedzieć bez cienia megalomanii. Kiedy myślę o Miłoszu, przychodzą mi na myśl słowa z prologu „Nieboskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego: „(…) przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością”.

Tak, Miłosz, jako człowiek z krwi i kości nie był ideałem (ale kto nim jest?) i pewnie niejeden raz nie był  ową „pięknością”. Jednak niewątpliwie strumień wszelakiej piękności często przez niego przepływał. Tak jakby Nemezis dziejów uczyniła sobie z Niego medium, poprzez które do nas przemawiała.

Dlatego jeszcze przed dopełnieniem lektury księgi Franaszka śpieszę zachęcić Czytelników, by poszli do księgarń i jednak wykosztowali się, choć ten jeden raz, na to niezwykłe pod każdym względem dzieło, o którym szczegółowo napiszę niebawem.

Andrzej Franaszek – „Miłosz. Biografia”, Wyd. „Znak”, Kraków 2011

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko