Roman Soroczyński – Teatralna akcja

0
95

Roman Soroczyński

Teatralna akcja

 

Tak się szczęśliwie złożyło, że w minioną niedzielę, 27. marca 2011 r., świętowaliśmy Międzynarodowy Dzień Teatru. Dlaczego święto wypada akurat tego dnia? Jest to rocznica otwarcia Teatru Narodów w Paryżu /1957 r./. Na pamiątkę tego wydarzenia – podczas IX Światowego Kongresu International Theatre Institute (ITI) – ustanowiono Dzień Teatru. Każdego roku jakiś wybitny człowiek teatru formułuje swoje przemyślenia na tematy związane z tą dziedziną sztuki.

Jako pierwszy, w 1962 r., taką wiadomość przekazał Jean Cocteau. W tym roku – na prośbę Polskiego Ośrodka ITI – specjalne orędzie przygotowała wybitna aktorka, Krystyna Janda. Warszawskie teatry obchodziły ten dzień szczególnie uroczyście, a jednocześnie … na roboczo. Wszak to niedziela, a zatem jeden    z najbardziej „teatralnych” dni tygodnia. Instytut Teatralny zainicjował akcję „Chodź do teatru”. Jej celem jest – jak mówi pani Justyna Sobczyk – „praktyczne poznanie [przez widzów – przyp. mój] sceny”. Dyrektor Instytutu, pan Maciej Nowak dodaje: „Chcemy iść z widzami i podpowiadać im pewne tropy” (Chodź do teatru, „Gazeta Stołeczna”, 26.-27.03.2011 r.).

W ramach akcji, która trwa od 27. do 30. marca, zorganizowano próby spektakli, różnorodne warsztaty, spotkania z aktorami i realizatorami spektakli, pokazy filmów i wiele innych atrakcji niedostępnych na co dzień dla przeciętnego widza.

Osobiście chciałem skorzystać z dwóch propozycji, ale – ze względu na ograniczoną liczbę miejsc – „nie załapałem się”. Na szczęście wcześniej postanowiłem odwiedzić dwa teatry, które w Międzynarodowym Dniu Teatru mają swoje „indywidualne” święta: Teatr Kamienica i Bielańską Scenę Kameralną Mazowieckiego Teatru Muzycznego. Ponieważ niemal wszystkie spektakle w teatrach rozpoczynają się o tej samej porze, też rozłożyłem swoje świętowanie na dwa dni.

W sobotę byłem w Teatrze Kamienica, który został stworzony od podstaw przez Emiliana Kamińskiego i Justynę Sieńczyłło. Uroczyste otwarcie Teatru Kamienica nastąpiło  podczas obchodów Międzynarodowego Dnia Teatru w 2009 r. Dwa lata w życiu teatru to długo i niedługo. W tym przypadku zmieniło się bardzo dużo. Funkcjonują już trzy sceny, każdego dnia coś się dzieje w tym magicznym miejscu. Są to nie tylko spektakle czy koncerty. Odbywają się tutaj spotkania z autorami książek, wernisaże i akcje charytatywne. Są dni, podczas których wystawiane są równocześnie dwa spektakle i mniej zorientowany widz może pobłądzić. Ale zawsze kompetentna obsługa chętnie udzieli pomocy. Nie będę tu opisywał historii tego teatru, ale może w przyszłości postaram się to zrobić.

Zatem wracam do soboty, kiedy to Teatr Kamienica zaprezentował spektakl „I tak Cię kocham”. Autorem adaptacji i reżyserem jest Emilian Kamiński, który wykorzystał utwory Andrzeja Jareckiego i Maurice’a Hennequina w tłumaczeniu Hanny Pieczarkowskiej. Bohaterów tej komedii muzycznej spotykamy w mieszkaniu położonym w centrum przedwojennej Warszawy. Dlatego – oglądając niektóre sceny – miałem wrażenie swojego „żywego” uczestnictwa w akcji. Kiedy jeden z bohaterów idzie na ulicę Orlą, to nagle uświadamiamy sobie, że to tuż obok. Duża w tym zasługa scenografii, pokazującej podwórko podobne do tego, z którego wchodzi się do siedziby Teatru. Tematyka spektaklu jest banalna, ale nie oznacza to, iż nie ma tu spraw istotnych. Pojawia się kwestia miłości, wierności, tęsknoty, pożądania i macierzyństwa. Pewna para małżeńska (grana przez Katarzynę Skrzynecką i świetnego w tej roli Piotra Szwedesa) – za pomocą niewinnego, zdawałoby się,  kłamstewka – próbuje ratować związek swoich przyjaciół (Justyny Sieńczyłło i Jakuba Przebindowskiego). Stara się im w tym pomóc urocza służąca Zuzia (Julita Kożuszek). Łatwo domyślić się, że sytuacja niekoniecznie rozwija się w pożądanym kierunku. Jedne kłamstwa pociągają za sobą następne. W dodatku na przeszkodzie staje nieświadoma intrygi kierowniczka żłobka, którą wspaniale zagrała Dorota Piasecka. Na szczęście wszystko dobrze się kończy. Nie będę zdradzał przebiegu zdarzeń, ale zdradzę, iż w pewnym momencie zamiast jednego dziecka na scenie pojawiają się „trojaczki”.

 

 

 

Po zakończeniu spektaklu widzowie mieli kolejne dowody, że w Teatrze Kamienica panuje rodzinna atmosfera. Ponieważ Emilian Kamiński,  – który zawsze przed spektaklem lub po jego zakończeniu rozmawia z widzami – występował w tym czasie w swoim „Wieczorze kabaretowym”, jego rolę przejęła pani Justyna Sieńczyłło. W imieniu zespołu Teatru wręczyła ona kwiaty jednej z pracownic, która obchodziła urodziny. Opowiedziała o najbliższych planach, zaś na zakończenie wygłosiła formułkę, którą można również usłyszeć w Piwnicy pod Baranami: „Jeśli Wam się podobało, zaproście przyjaciół. Jeśli nie podobało się, zaproście … wrogów”.

Ponieważ jestem przyjaźnie nastawiony do całego niemal świata, z czystym sumieniem mogę zaprosić wszystkich czytelników na ten zabawny spektakl.

 

Drugi z odwiedzonych przeze mnie teatrów – Mazowiecki Teatr Muzyczny im. Jana Kiepury – świętował w niedzielę, 27. marca, pierwsze urodziny Bielańskiej Sceny Kameralnej. W przeciwieństwie do tego, co się dzieje w Teatrze Kamienica, na deskach tej sceny imprezy odbywają się tylko podczas weekendów. Na co dzień pomieszczenie służy jako sala widowiskowo-konferencyjna Urzędu Dzielnicy Warszawa-Bielany. Mimo tego         w ciągu minionego roku wystawiono tam prawie 70 spektakli!

W ramach jubileuszu, niemal w samo południe, dzieci miały możliwość poznania – podczas imprezy „Muzyka górą” – dawnych zwyczajów i tańców polskiej szlachty i chłopów. Wieczorem zaprezentowano koncert „Na Bielanach kręci się nowa scena teatralna”. Gości powitał Dyrektor Teatru, Włodzimierz Izban, który podziękował byłemu i obecnemu burmistrzowi Dzielnicy Bielany za udostępnienie miejsca na występy. Potem pałeczkę, a raczej mikrofony, przejęli artyści. Dyrekcja Mazowieckiego Teatru Muzycznego sięgnęła po te osoby, które występowały i występują podczas spektakli i koncertów znajdujących się      w repertuarze Teatru. Na początku gospodarz wieczoru, znakomity tenor Wiesław Ochman, zaśpiewał chyba mało znane kuplety z operetki „Loteria na mężów” Karola Szymanowskiego. Artysta zaprosił na scenę dziennikarkę Radia dla Ciebie, Annę Matusiak, która pełniła funkcję gospodyni. Program pierwszej części był w większości związany z operetką. Luiza Wesołowska, Iwona Socha i Piotr Friebe zaśpiewali między innymi fragmenty z „Wesołej wdówki”, „Krainy uśmiechu”, „Hrabiny Maricy” czy „Księżniczki Czardasza”. Oczywiście, znalazło się miejsce na utwór Fryderyka Chopina – był to „Śliczny chłopiec” w wykonaniu L. Wesołowskiej. Wszystkim wykonawcom towarzyszył słynny Czesław Majewski, który – jakżeby inaczej? – po wejściu na scenę zadał sakramentalne pytanie: „Mam grać?”. Oczywiście, publiczność oklaskami i śmiechem potwierdziła gotowość do słuchania. Znakomitym przerywnikiem były utwory wykonywane przez kwartet smyczkowy Mazowieckiego Teatru Muzycznego, zaś burzliwe brawa otrzymał rewelacyjny Vadim Brodski, który zagrał na skrzypcach dwa mazurki Henryka Wieniawskiego.

Po przerwie nadeszła część „aktorska” wieczoru. Monologi „Brydż” i „Muzeum” udowodniły, że – wbrew temu, co sam o sobie mówi – Marian Opania jest fantastycznym aktorem charakterystycznym. Dorota Stalińska, która na tej scenie występuje z dwoma swoimi monodramami („Zgaga” i „Żmija”) zaśpiewała swoje ulubione piosenki, a wśród nich „Tak, jak malował pan Chagall” (ze słowami Wojciecha Młynarskiego i muzyką Leopolda Kozłowskiego) oraz „Milord” z repertuaru Ědith Piaf (polskie słowa Andrzeja Jareckiego). Gospodarz wieczoru zapowiedział kolejną artystkę słowami „Wielka dama teatru”. Nie można było lepiej określić Anny Seniuk! Aktorka przypomniała, że obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru i zaprezentowała fragmenty poezji Stanisława Balińskiego dotyczące teatru. Jestem wzrokowcem, ale kiedy słuchałem pani Ani, miałem ten tekst przed oczami! Przyznam się bez bicia, że nie znałem utworów tego poety, ale na pewno sięgnę do nich. Na zakończenie Bohdan Łazuka pokazał, ze wrócił do życiowej formy. Pięknie zabrzmiał romans „Liliowy Negr” Aleksandra Wertyńskiego (w tłumaczeniu Jonasza Kofty), a utwory Bułata Okudżawy „Amerykański żołnierz” i „Ballada o głupcach” po raz kolejny skłoniły publiczność do zadumy. B. Łazuka opowiedział również kilka anegdot o wybitnych polskich aktorach. Zauważyłem, jak wielkim szacunkiem artysta obdarza swego mistrza, Kazimierza Rudzkiego. Kiedy pan Bohdan wymieniał nazwisko znakomitego aktora i pedagoga, zawsze dodawał słowo „profesor”. Sądzę, że niejeden nauczyciel chciałby doczekać się takich wdzięcznych wychowanków.

Anegdot teatralno-scenicznych było znacznie więcej, bo i gospodarz wieczoru, Wiesław Ochman, wzbogacał każdą zapowiedź zabawnymi opowieściami związanymi czy to z własnymi występami czy to z życiem scenicznym.

Podczas swego występu pani Dorota Stalinska kilka razy żartobliwie zwracała uwagę akustykowi, że nie reaguje na jej sygnały. Czasami miałem wrażenie, że rzeczywiście akustyka nie jest najlepsza. Siedziałem dosyć blisko sceny i nie wiem, jaka była słyszalność w dalszych rzędach. Na początku fortepian Czesława Majewskiego zagłuszał śpiewaczki, potem „ucichł”. Być może niektórzy artyści ustawiali się zbyt blisko mikrofonu, ale coś należałoby z tym zrobić.

Po zakończeniu koncertu żałowałem, że … nie jem słodyczy. Tort urodzinowy wyglądał przepięknie i sądzę, że tak też smakował.

 

Obydwie sceny szybko wpisały się w życie Warszawy. Duża w tym zasługa występujących na nich artystów i doboru repertuaru. Muszę jednak przyznać, że z wielkim podziwem patrzę na tytaniczną pracę dyrektorów Emiliana Kamińskiego i Włodzimierza Izbana. Tak trzymać, Panowie!

 

 

 

Roman Soroczyński

29.03.2011 r.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko