Krzysztof Lubczyński – Wokulski przez żółć czarną dręczony

0
276

Krzysztof Lubczyński

Wokulski przez żółć czarną dręczony

Proza Krzysztofa Rutkowskiego należy do tego rodzaju pisarstwa, które albo się lubi z całym jego tworzywem i charakterem albo się je odrzuca. W które albo wchodzi się, zanurza z całym czytelniczym oddaniem grom stylistycznym, językowym, intelektualnym a nade wszystko duchowym autora albo z daleka, a nawet ze zniecierpliwieniem i irytacją je omija.  Taka już jest – by tak rzec – natura jego prozy.

Rutkowski, pisarz wybitny, bardzo oryginalny i na pewno, z nie do końca jasnych względów niedoceniony, eseista, dramaturg, mąż wielce uczony i to z profesorskim już cenzusem, spadkobierca Waltera Benjamina w podążaniu paryskimi pasażami, opiekun ducha Mickiewicza i jego kochanek (a przynajmniej jednej), którą to rolę pełni z żarem i nad Sekwaną i nad Wisłą, jest w tym sensie autorem bezkompromisowym, że nie da się go obłaskawić przez jakieś ułatwione, uproszczone, zredukowane czytanie jego książek. Na czas tej lektury trzeba po prostu, nie ma zmiłuj, stać się rutkowszczykiem i już.

Jego najnowsza proza to „Wokulski w Paryżu”, eseistyczno-ezoteryczne studium paryskiego epizodu „Lalki” Bolesława Prusa. Swoją motywację, by tak a nie inaczej spojrzeć na „powieść wielkich pytań naszej epoki”, na Wokulskiego i na Paryż streszcza autor w takiej oto frazie: „Lalka” jest powieścią o Warszawie, ale wypełnia się sensem z powodu Paryża. Do Paryża przyjechał (…) Wokulski i w Paryżu działy się z nim rzeczy niesłychane. Wokulski „skąpał się” w Paryżu i wiodąc życie „prawie mistyczne”, odkrywał tajemnice własnej duszy oraz duszy świata w tempie przyspieszonym”.

Wiodącym wątkiem wędrówki Rutkowskiego za Wokulskim przez Paryż jest choroba, „rak duszy”, czyli melancholia pana Stanisława, dla bliskich „Stacha”, którą upostaciowuje czarny balon wiszący na Paryżem. To niesamowite, jak niebywale pojemnym, bogatym w znaczenia jawne i ukryte, jest „Lalka”, o czym świadczą nie tylko tradycyjnie akademickie egzegezy Henryka Markiewicza czy Józefa Bachórza , ale także a może bardziej eseistyczne poszukiwania Olgi Tokarczuk („Lalka i perła”) czy Jana Tomkowskiego. Rutkowski opisuje nie tylko melancholię Wokulskiego, działanie jego czarnej żółci, ale też jego Eros (oddawał się w Paryżu „rozpuście”) i zupełnie niespotykany i niemożliwy w Paryżu sposób picia koniaku – z karafki na tarasie kawiarni, i to prawie duszkiem, w konsekwencji, czego jest „pijany jak Polak”.  Oczywiście, skoro jest Wokulski, to i Izabela Łęcka być musi. Tę pokazuje Rutkowski, jako lalkę wcale nie tak banalną, jak by mogli sądzić ci, którzy znają „Lalkę” z jednej tylko szkolnej lektury. Na przykład okazuje się, że tak jak jej kochankiem nie został, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo, Wokulski, tak jej kochankiem był  bóg grecki Apollo, który w jej jestestwo dosłownie – w różnych postaciach – wchodził, co Rutkowski finezyjnie opisuje.

Proza Rutkowskiego, – o czym wie każdy, kto jej zasmakował – jest koronkowa niczym ażurowe motywy z późnogotyckich francuskich katedr. Ten późny gotyk nazywał się „płomienisty”, („flamboyant”) i takie też, płomieniste emocjonalnie jest pisarstwo Rutkowskiego. Wpisuje się ono w świetną i bogatą tradycję polskiego eseju literackiego, którego struktura przypomina strukturę bigosu, polskiej potrawy narodowej.  Jest w nim wszystko, co się da pomieścić i to wszystko razem jest bardzo smakowite.

Krzysztof Rutkowski – „Wokulski w Paryżu”, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2010, 134 str.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko