Edyta Kulczak – Dominika Górnego kalejdoskopowanie

1
514

            W tomiku Kwadrans dłuższy od piętnastu minut wydanym przez Wydawnictwo Miejskie Posnania cykl wierszy refleksyjnych, egzystencjalnych, okolicznościowych – na okoliczność wszelkich uczuć i wrażeń powszednich wysokich i wyższych, niskich i niższych, banalnych i mniej banalnych, zanurzonych w idei franciszkanizmu, idei przypuszczeń, skojarzeń i zaskakujących żonglerek słownych, idei obserwacji świata, igraszek intelektualnych z tym związanych, popisów erudycyjnych, które mogą wprawić w zadziwienie, a przede wszystkim w zakłopotanie, pragnienie odbiorcy zmierzające ku obcowaniu z prostolinijnością i jasnością w sztuce. Bo autor tych wierszy przejawia tendencję do rozbierania na części, darcia na nierówne strzępy, członkowania świata – z nutą surrealistycznego sensu w tle. Rzeczywistość rozkojarzona, pokruszona, pijana, opisana jest skrawkami spojrzeń (jak w kalejdoskopie odbijających się kolorowych świetlistych szkiełek) oraz domysłów z dopowiedzianych przez mózg historii i znaczeń.
Z cyklu Latawce wolne od sznurka:

Frazowanie

Od doklejania snów
do cudzoziemskich marzeń
jesteśmy
i od echa wyklejonego
z hierarchii hymnów
mruczących pod latarniami

Zakręca kurek
fontanna
lub fantasmagoria

Oranżada ze słomki
Poza tym
chłodnych kłamstewek
kranówka

            Kolaż skrawków rzeczywistości i wymysłów, szarady, rebusy, zgadywanki i wystawianie na szwank spokoju intelektualnego odbiorcy, wytyczają nowe ścieżki w połączeniach synaps. A spójność? Rodzi się w podświadomości, która i tak dąży do porządkowania i nadawania sensów, umieszczania w przegródkach i policzeniach, w chronologiach i tabliczkach z nazwami. Paranoiczna zabawa rozsypanymi klockami z różnych kompletów i epok tak czy siak skonstruuje budowlę, która będzie przypominała rzeźbę współczesności – niusy w kratkę czy w koła ze świata polityki, zdrowia, przyrody, pogody, zachowań ludzkich, miejskiego ruchu, filmów i mitów. Zresztą można wszystko w sekundę zgładzić i nadać zupełnie nowy sens tym samym elementom. Od wyrazistości i częstości powtórzeń zrodzi się ich monumentalny sens.

Zew utajonego marzenia

Gdzie ta zima
w śniegu nieretoryczna
z odrobiną oliwy
w kielichu ciężkim od wina

Wiśnie od stu lat śpiewające
choć mające po dwadzieścia

Wzory na mimikę –
lekcje z chemii nieodrobione

Winogrona zielone w temacie

A gdzie wiosenka
jak bez okładki folder
Trylogia czytana od morału
po wyrwaną stronę

Czarne nuty niczym ziarna kawy

Czujesz?…

…płynie sobie w dal
i we mnie odpoczywa
azyl który się nie przyzna
że to w nim Vivaldi
zostaje generałem

            Główny bohater tych wierszy to język – forma precyzyjnie, dialektycznie wycinana skalpelem ze słownika i naklejana na papier jak w anonimowym donosie z rzeczywistości, gra eleganckich niedopowiedzeń, mrugnięć okiem na znak komitywy, którą odbiorca czuje się jednak lekko speszony (s. 42). Wyrafinowana gra wyznaczyła odbiorcy niekomfortową pozycję pozostawania o krok z tyłu za autorem, za autorskimi skojarzeniami i zabawami układania znaków z różnych dziedzin życia, nauki i sztuki. Przykładem wiersz autotematyczny pt. Redagowanie. Plączą się w nim i przenikają bardziej lub mniej logiczne pojęcia z politycznych lub wojennych przesłuchań (więziennictwo), gospodarki rolnej, zabaw przedszkolnych, biblijnych rozczarowań, knowań i cudów, malarstwa, państwowej biurokracji w zakresie ewidencji ludności, obserwacji astronomicznych, zdrowia i badań medycznych z dziedziny okulistyki, muzyki poważnej, turystyki ekstremalnej, finansów, nauk matematycznych w zakresie stosowania przyrządów geometrycznych, pojęć z językoznawstwa i teorii literatury, tradycji pochówku, filozofii egzystencjalnej, taktyk operacji wojennych. Co może zrobić w tym kolażu odbiorca? Zdać się na skrupulatną analizę, o którą pokusiłam się ja ze względów na sens tego pisania lub pogalopować wierzchem po stepach intuicyjnych odczuć i podpowiedzeń, które jednak trochę ukierunkuje tytuł (duża podpórka!).

            Są też prostsze wyznania, bezpośrednie, choć pozowane na afektację metafor i znaków (gdyż autor wzdraga się przed porzuceniem tendencji do kolażowego kalejdoskopowania rozedrganych wrażeń), ale tchnące złudzeniem szczerości i postawą bezradności wobec potęg rządzących ludzkimi uczuciami. Przywołać tu można wiersz o prostolinijnym tytule Żebym nie zapomniał (s. 48), który pod maską przemądrzałych fraz z codzienności skrywa czytelny przekaz o tkliwości zranionego serca.
Warte przeczytania są trzy wiersze, których nie powstydziłby się żaden wirtuoz teatru skojarzeń – z serii Widmo blues: Refren (s. 56), Bridge (s. 57), Atmosfera pragnień (Fotoplastykon) (s. 58). To obrazek z pustki snującej się w karnawałową noc – negocjacje z sobą – majstersztyk w prezentowaniu stanu emocji z rozstania i rozdygotania serca, żalu – projekcja czytelnej pozowanej obojętności, która nie przykrywa rozpaczy i zagubienia.

            Cóż jeszcze w warstwie kształtowania języka?
Gdy i zabawy leksykalne, słowno-logiczne (to mój wybór/ frazę z parafrazy wykraść), tworzenie neologizmów (księżyc księżycuje), logiczno-składniowych niespodzianek (zima w śniegu nieretoryczna), słowotwórczych pasjansów (ktoś lubi różnice/nie wszyscy albo róże/tworzą podwójne okładki), świeżych inteligentnych metafor codzienności (przywiązuję się wzrokiem/ odwiązuję milczeniem), zestawianie w pary kategorii i pojęć do siebie nieprzystających – jakby ciągłe wyzywanie odbiorcy na pojedynek na walkę na ślinę… (s. 22), błyskotliwość frazeologiczna (równowadze podpowiedzieć/małą szkocką – przewagę), burza mózgu – szukanie skojarzeń do wybranego hasła, eksploatowanie pojęć przynależnych danej dziedzinie i łączenie ich z nowymi znaczeniami (krawiectwo i miłość w wierszu Kalejdoskop czy strzelanie do celu, stan pojedynku, walki wewnętrznej naznaczonej absolutnym samobójczym zwątpieniem w wierszu Parafraza konieczności).
I sentencjonalność – skłonność autora do układania spostrzeżeń w reguły: Paląc wspomnienia/ nie napiszesz treści; Ignorując granice/w most zwodzony/drzwi nie zagłaskasz (Fabryka marzeń bez klamek, s.22), Miłość – życie podziemne/ słowików; Niekiedy trzeba wyciągnąć krzyż z drzazgi (Brawa złamanych gałęzi, s. 23), Wysokość to niekoniecznie/ wielkość; Nie podniesiesz meteoru/ władzą ciała/ lecz ciężarem nieba (Powrót do domu, s.30).


Dominik Górny, Kwadrans dłuższy od piętnastu minut, Poznań 2021

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko