Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
93

Z nostalgią… Kobiety…

Osiem opowiadań/miniatur. O kobietach. W różnym wieku, różnych profesji. Nie znałem żadnej z wcześniejszych książek koreańskiej pisarki. Ta, choć nierówna, bez wątpienia, warta jest uwagi.

Już w pierwszym z opowiadań „Pod śliwą” odnajduję jakiś rys nostalgii. Bo choć to opowieść o relacji ponad osiemdziesięcioletnich sióstr, nagle pojawia się tam Seunghun, wnuk umierającej. Związany z nią silniejszymi więzami niż inni. Śmierć, która dla wszystkich mogłaby być wybawieniem, „oddycha za nią respirator, krążenie krwi utrzymuje pompa, a ona właściwie nie żyje”, śmierć która jest przecież nieuchronna, dla tego wnuka staje się czymś więcej, odchodzeniem świata tylko tych dwojga.

Ten rys nostalgii powtarza się też w kolejnych opowieściach. W pięknym „Uciekinierze”  staruszek ojciec ucieka z domu. Zostawia list. To opowiadanie o specjalnej relacji łączącej ojca z córką. Nikt nie wie, gdzie jest. Matka i synowie rozważają poszukiwania. Policja nie wchodzi w grę, odszedł – miał przecież prawo, nie był ubezwłasnowolniony. Prywatny detektyw? A może ma być, jak postanowił. Nikt poza „późną” córką nie wie, że ojciec ma jej kartę płatniczą i że czasami, bardzo rzadko, dokonuje nią płatności. Początkowo, dostając z banku informację o płatności, próbuje go odnaleźć. Później już nie. „Być może niektórzy uznają mnie za szaloną, ale te powiadomienia traktuję jak wiadomości od ojca. U mnie wszystko w porządku. Tu jest pięknie. Nie martw się.” Może kiedyś wróci, może będzie jak wcześniej… Ale przecież to jego decyzje, jego wybór.

Tytułowe „Pani Kim wie” to trochę opowiadanie o duchu. O duchu zwolnionej pracownicy. Takiej, której rola, pozornie niewielka, decyduje o funkcjonowaniu firmy. Bo to ona „wie” gdzie co jest, kiedy i z kim należy coś załatwić. Bohaterka jest następczynią pani Kim i… i nagle wszystko zaczyna być nie tak. Pliki komputerowe maja inne nazwy, nie ma adresów, spod kopiarki ktoś usunął karton i zaczęła się kołysać, brakuje apteczki, giną kupony na pizzę. Policja? Kamery? „Niespodziewanie, a może wcale nie tak bardzo niespodziewanie, w biurze przestały ginąć rzeczy.” Świat wrócił do swej normy. Sprasowany karton spod kopiarki stał się zakładką do książki, „talizmanem”.

„Drogi Oppa” to swoisty list, rozrachunek odchodzącej ze związku, toksycznego związku, kobiety. Związku, w którym całe działanie mężczyzny pozornie ukierunkowane jest, już od chwili ich poznania, na dobro, opiekę najpierw znajomej, potem partnerki. To swoiste studium zawłaszczania innej osoby. I jej buntu, walki o siebie. „Oppa, nie pomagałeś mi dlatego, że byłam kretynką; zrobiłeś ze mnie kretynkę „pomagając mi””.

Nostalgia… Narzucało mi się to słowo przy lekturze każdego z pomieszczonych tu tekstów. Może najbardziej w „Zorzy polarnej”, opowiadaniu o potrzebie realizacji marzeń. O spełnieniu, o wyborze tego, co istotne, radości, cieszeniu się życiem. Z zorzy polarnej (tak, tak!) w Seulu i zorzy w Kanadzie. Ale to także opowieść o relacji dwóch niemłodych, żyjących razem, kobiet: synowej i teściowej. Kobiet pozbawionych mężczyzny, które je łączył. A to cieszenie się życiem? Tylko posłuchajcie wypowiadanego życzenia osiemdziesięcioparoletniej kobiety: „Chcę długo żyć! Podłączcie mnie do respiratora i co tam jeszcze macie! Na co komu godność, skoro umiera. Jak dla mnie końcówka może być brzydka, bylebym tylko mogła żyć i żyć.” Potrzeba życia, bycia na tym świecie. Mocna więź z tym, co tu, teraz. Zapętleniem jest trzecie pokolenie. Nałożenie oczekiwań córki kompletnie niespójnych z chęciami matki.

„Dorosła dziewczyna” z kolei to opowiadanie o tak „modnym”, wiem, wiem, to niewłaściwe słowo, ale nie znajduje innego, problemie molestowania kobiet. Tu, miedzy młodymi ludźmi, uczniami szkoły. Jakieś zdjęcia, lusterko, filmik. Chłopak oskarżony… Prośba jego matki aby powiedzieć prawdę, inaczej nie dostanie się do dobrej szkoły. Dziewczyny idące w zaparte. Ale na końcu wszystko jest inaczej. „Nagrałyśmy ten filmik celowo. Wiedziałyśmy, że jeśli Eunbi usiądzie na szafkach, to chłopcy do niej podejdą. Teksty też przećwiczyłyśmy.”

Te opowiadania były pisane niedawno. Więc jest i pandemia w „Szczenięcej miłości 2020”. Dziecięce zauroczenie. Urocze: „Będziesz ze mną chodzić?” A później rozdzielenie, niemożność bycia razem. Rozstanie. Płacz. Jego nie jej. „Seungmin pociągnął nosem i otarł łzy, patrząc, jak Seoyeon znika z pola widzenia.”

Książka Cho Nam-Joo to także opowieść o koreańskiej mentalności. Innej od naszej. Z niebywałym kultem pracy, znacznie większym niż w Europie podporzadkowaniem kobiet, o ich wychodzeniu, budzeniu się z tej zależności.

Czytałem te opowiadania i myślałem, że bardzo bym chciał aby to nasze feministki potrafiły tak pisać…

Cho Nam-Joo – Panna Kim wie, przekład Ewa Ratajczyk,  Mando, Kraków 2023, str. 285.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko