Jan Stanisław Smalewski – Nad lekturą tomiku zbigniewa joachimiaka „córka • daughter”

0
36

            Nie  często zdarza się przeczytać tak dobrą poezję. Poezję dojrzałą, zapisaną przez dojrzałego poetę, przez czas, jego życie, głębokie doznania: z duszy, serca, całego ciała. Poezję spójną tylko z jego DNA, wydobytą z jego najgłębszych uczuć, odebraną losowi, zjednoczoną z drugim – do tego najbliższym mu człowiekiem – córką (daughter). A na to wszystko jeszcze związaną z otaczającą ich rzeczywistością, światem. Odrębnymi światami ojca i córki, ale spychanymi w wspólny nurt jednej rzeki życia.

            W tym nurcie poezji dwujęzycznego tomiku Zbigniewa Joachimiaka „córka • daughter” stykamy się z tym wszystkim. Spotykamy się z powiązanymi losami, wspomnieniami i głębokimi refleksjami autora i jego córki Sybil zespolonymi jednorodnym bytem krwi i ciała. Ich wspólnego DNA, które – jak podczas lektury przyjdzie nam zauważyć – wielokrotnie przenosi się wyżej, na cały wszechświat.

            Tomik Zbigniewa Joachimiaka jest wyjątkowy już poprzez samą redakcję: dwujęzyczność tekstu. Każda ze stron, każdy z wierszy jest najpierw przedstawiony w języku angielskim, a następnie polskim.

            Tłumaczenia na język angielski dokonała Anna Gąsienica Byrcyn zamieszkująca na stałe w Stanach Zjednoczonych (Chicago, Illinois). Posiada doktorat i jest wykładowcą języka polskiego i literatury polskiej w USA. W jej bogatym naukowym dorobku znajduje się wiele tłumaczeń literackich, recenzji i artykułów. Przetłumaczyła m. in. wiersze Marty Fox „Wszystko co niemożliwe • Everything That Is Impossible”, które przez Fundację Światło i Literatura w roku 2012 zostały wydane w wersji dwujęzycznej w Gdańsku.

            W stanach Zjednoczonych mieszka córka poety Sybil Janina , a on sam w latach 1981 -84 przebywał tam z rodziną na emigracji, do której zapewne zmusiło go, przy bogatym jak na młodego literata dorobku, zaangażowanie się w rewolucyjny ruch robotniczy gdańskiej „Solidarności” w strajk w Stoczni Gdańskiej. Zbigniew Joachimiak wraz z Markiem Bieńkowskim zainicjowali powstanie listu popierającego strajk i postulaty strajkowe oraz manifest młodych gdańskich pisarzy stowarzyszonych w Kole Młodych Związku Literatów Polskich wspierającego ruch społeczny „Solidarność”.

            Dorobek twórczy po powrocie z emigracji autora dwujęzycznego zbioru wierszy „córka • daughter” oraz jego społeczne zaangażowanie w upowszechnianie kultury i literatury polskiej są niezwykle bogate. Można skrótowo zapoznać się z nim na jednym ze skrzydełek okładki tomiku, a zainteresowanych szczegółami odsyłam po prostu do Wikipedii.

            Nowy dwujęzyczny tomik Zbigniewa Joachimiaka już znalazł tam swoje miejsce. Jestem przekonany że także na stałe wpisze się do kanonów literatury Polskiej Poezji Współczesnej XXI wieku.

            Zacznijmy od analizy wybranych wierszy poety. W wierszu „Dzisiaj niedziela, dzisiaj święto” autor pisze:

Dzisiaj siedzimy razem, ja wtulona w ciebie.
Dotykasz mnie, tato, czuję jak bym sama głaskała swoje ramię.
Jestem z twojego ciała. A odrębna. Inny wszechświat.
Przenika mnie twoja krew. Przenika twoja pamięć.
Przenika pamięć komórkowa. Pamięć codzienna. Pamięć przekleństwa.
Jak długo jeszcze trwać będzie dzień dzisiejszy?
Jak długo utrzymasz mnie na uwięzi swej troski.
Czujesz? W środku pękają mi kości. Twoje kości. Moje kości.
Kruszą mi się włosy. Już krzyczę, ty tego nie słyszysz.

Dotykaj mnie, tato.
Tak trwa ta nieskończona chwila, powtarzana chwila, rymowana chwila,
która może zakończyć się tylko odjazdem w górę.
W niebo, w mróz przestrzeni czarnego nieba,
pustego ryczącego kosmosu.
Tam jesteś, bo tam ciebie nie ma.
Dlatego trzymaj mnie, moją twoją rękę. Twoim moim ciałem.
Twoim moim strachem.
Wiesz. Na pewno odchodzę. I ty.
Zmierzcha się niedziela, minęło już wczoraj.

            Nie przypadkowo rozpocząłem od tego tekstu. Wiersz jest bowiem szczególnym utworem napisanym przez poetę od strony (i jakby w imieniu) córki. Gdy deklamowałem go przyjaciołom, mieliśmy łzy w oczach. Rozumieliśmy się poprzez piękną, głęboką poezję. Rozumieliśmy się pięknem chwil jednoczących dwojga ludzi: ojca i córkę. Rozumieliśmy się pięknem symboliki życia i otaczającego ich, nas świata.

            Na moje pytanie czy wiersz napisał poeta, czy poetka, wszyscy odpowiedzieli: poetka.
Skąd ta pomyłka. Bo w poezji Zbigniewa Joachimiaka owo wspomniane na wstępie wspólne DNA ojca i córki pozwala wzajemnie się przenikać i rozumieć. Bo ojciec żyje życiem córki, jego geny pozwalają mu na głęboką więź duchową z córką. Bo córka poprzez geny jest, trwa  w ojcu. To ta wiążąca ich moc wzajemnego przenikania pozwala ojcu – poecie przemawiać w wspólnym imieniu.

            Główną formą zapisu literackiego wierszy zebranych w książce jest tekst opisujący. Zwraca uwagę jednak, że nawet te najdłuższe wiersze autor precyzyjnie wypełnia zsynchronizowanymi ze sobą obrazami całkowicie przynależnymi do tematu wiersza. Nie ma w nich zbędnych zapożyczeń z greki, łaciny czy też historycznych epok np. romantyzmu. Nie ma zaśmiecających utwór dopełnień myślowych o charakterze wtrąceń pobocznych rozmywających temat, co  często znaleźć można u innych autorów piszących długie wiersze. Są jedynie mistrzowsko poprowadzone czytelne, a zarazem zaskakujące wyobraźnią poety, porównania i metafory dopełniające głębokości i zmysłowości tekstu.

            Oto przykład wiersza opisującego, w którym autor charakteryzuje amerykańskie Cincinnati z roku 1983, gdy będąc na emigracji przebywał w tym mieście:

Cincinnati 12 lipca 1983 roku

Chłodny powiew rzeki nie sięga do miasta,
krótkonogi wiatr staje tuż u pierwszych domów
niezdecydowany wejść do Down Town.

Miasto jest umarłe, tu nie słychać ptaków,
powietrze stawia opór nawet małym ruchom,
kamienie rodzą krople potu.

Słońca nie widać, przysłonięte kopułą rozżarzonego powietrza,
domyślać się go można z przyspieszonych skurczów serca
i ciała wylewającego gorące strugi deszczu.

Nie można uwierzyć, że za szczelnie zamkniętymi oknami,
za spoconymi głowami klimatyzatorów
zmęczone ciała szykują się do skoku

przez noc do następnego tak samo bezlitosnego
dnia upału.

            Chciało by się rzec – nic dodać, nic ująć – obraz jest tak pełny, tak przekonujący, że czytelnik, który wiersz przeczyta od razu czuje tę atmosferę, ten gorąc, brak typowego rytmu, miasta utopionego w letnim upale. Opis Cincinnati, poecie który urodził się w Polsce w Elblągu, nie pozostawia wyboru.  To inny świat. Ale prawdziwy, zapamiętany. I odległy oraz pozostający wciąż odległym, gdyż tam właśnie pozostała jego ważna część genetyczna, jego córka Sybilka. Do niej, o niej, a zarazem z nią wspólnie poeta ten swój charakterystyczny dla dorobku autorskiego tomik układa, pisze.

            Prócz tekstów opisujących rzeczywistość powiązaną z całością autorskiego zbioru wierszy, charakteryzują go jeszcze dwa inne rodzaje wierszy opisujących. Są to wiersze w których poeta zwraca się bezpośrednio do córki, lub ją opisuje. I – co jest także swoistym majstersztykiem literackim – wiersze pisane w jej imieniu; parafrazy poetyckie, czyli swobodne przeróbki tekstu listów córki do ojca, modyfikujące treść oryginału, ale zachowujące ich sens.

            Przybliżające do świata, w którym przeżywają swój czas, oddalając się od rzeczy, miejsc i doznań minionych, a jednocześnie zbliżając do „wszechświata”, do kresu swej oddzielnej, chociaż w tak wielu przypadkach wiążącej ich podróży.

            Listy od Sybil,  które posłużyły autorowi na pokazanie  prawdziwej jej natury; wrażliwej, subtelnie kobiecej, a jednocześnie buntowniczej i mocno związanej z ojcem poprzez zamiłowanie do poezji, mają jeszcze jedną bardzo ważną cechę wspólną. Są nią doświadczenia, które zmusiły rodzinę w roku 1981 do emigracji. Zobaczmy i porównajmy:

List 1 od S. (parafraza)

Chodzę w sukni w kolorze wiśni.
Nocami mam kłopoty ze snem.
Oddycham tylko, gdy mam aparat fotograficzny w ręce.
Pytasz mnie o nowe zdjęcia i prosisz abym napisała,
co było powodem mojego zniknięcia na długo.
Tato, słowa z tamtych czasów odeszły.
Przepadły.
I dlatego, że ciebie kocham nic nie muszę tłumaczyć.
Zapytasz mnie, gdy twoja twarz będzie tak blisko mojej,
Jak zawsze powinna być.


List 2 od S. (parafraza)

Ja, córka urodzona z wolności, nie umiem żyć
bez swobody ducha i ognia. Do dzisiaj drzemią we mnie odgłosy
sierpniowej rewolucji w Stoczni Gdańskiej.
Słyszę też wiersze.
Jestem taka jaką mnie zbudowałeś.
Jestem domem w którym okna wpuszczają
światło z każdej strony.
Kiedy słońce przez nie wpada kurz zaczyna migotać i jaśnieć.
Choć deski podłogowe skrzypią,
wraz z każdym krokiem jestem bliżej
wielkich drzwi wyjściowych.
Chcę przez nie przejść pewnym krokiem,
nawet gdy mam wątpliwości, czy tam na pewno czekają na mnie
otwarty horyzont i wysoko kołujące ptaki.

            Oba teksty są tak oczywiste w odbiorze, że nie wymagają dodatkowej interpretacji. Ani co do wyrażonych w nich powiązań merytorycznych, jak zniknięcie na długo i nadzieja na ponowną bliskość, czy zapewnienia córki o miłości do ojca, która wyjaśnia i dopełnia wszystkiego. Ani też takich pojęć jak: urodzenie z wolności, czy bycie domem wpuszczającym światło z każdej strony.

            A to przykład najbardziej chyba ujmującego opisu charakteryzującego postać córki poety, na tle powszechnie rozumianego pojęcia córek:

Córki

Siedzi w moim pokoju na wzorzystej kanapie
córka córek, ojców pożegnanie.
Włosy spadają na jej jasne czoło, ciało ma wygięte, złamane,
jest elastyczna, blisko i daleko,
jest jeszcze a już nie ma
jej

Dochodzi płacz ojców całego świata, choć wiedzą
że tak młode dziewczyny muszą odejść.
Jeszcze blisko, choć w biegu,
w gabinecie pełnym książek i zdjęć,
w długich starannie splecionych warkoczach myśli

W zielonych sukniach, w koronach kwitnących, całe w płatkach
są we wszystkich zakątkach globu,
czekają na mnie, na ciebie, na swojego ojca,
który zasnął na tej długiej kanapie
w trumnie nieuniknionego
losu

Siedzi w moim pokoju, ma zamknięte oczy,
bo to nie one dają jej widzenie, w pięknej sukience,
włosy upięte, nad nimi falująca aureola,
ręce trzyma na książce i
jest

wierszem z tej książki,
jest okiem, które  samo siebie widzi,
odchodzi od odchodzących
bez słowa, bez gestu pożegnania

i nawet bez listu

            Nie przypadkowo przytoczyłem pełne teksty wierszy. Nie z osobistej sympatii do Autora, lecz z uwagi na wspomniane już wcześniej szczelne obrazowanie przez niego tekstów literackich i uzupełniające się metaforyczne powidoki tworzące spójną mozaikę liryczną utworu. Trudno byłoby ją kroić, wyjąć z niej fragment, który by stanowił o doskonałej całości.

            Mimo powyższych zalet trudno byłoby jednak zmieścić w tym eseju długie teksty o charakterze patriotycznym i społeczno-politycznym. Takim utworem jest między innymi wiersz dwa ognie odnoszący się do znanych wydarzeń z okresu napaści na Ukrainę przez Rosję. Autor  pisze w nim: „…Na Majdanie płonie ogień,/ w tle osmolone pomniki chwały i twarz staruszki./ Przez barykady/ grają w dwa ognie…”. I dalej: „…Na Majdanie mrok, płonie na żółto-niebiesko, ludzie w kaskach/ podobno biją, albo się biją, albo zabijają./ Dzisiaj jest środa,  jeszcze sporo dni do niedzieli, kiedy idę na filmową/ premierę,/ rewolucyjny film, kolejna odsłona seksu i wolności erotycznej,/ postęp, postęp, wciąż dokonujemy transgresji,/ jakże odważnie pokazał to artysta…”. I kolejne refleksje autora: „…To jest Ukraina./ A to jest Europa./ A to sikory i grubodzioby na gałęzi./ Mówią w Brukseli. Mówią w Moskwie./ Mówią. Milczą…”.

            A dalej za nim na kolejnej stronie przeczytać możemy przewrotny w treści wiersz „Pytania do Nieprzyjaciół Moskali, po zdobyciu Krymu”. Wiersz w którym poeta zadaje szereg pretensjonalnych pytań, na które odpowiedzi nasuwają się same, ale na które nikt nie potrafi ich udzielić w sposób otwarty, jawny:

„Czy wielki naród to ten, który jest liczny i posiada wielkie ilości okrętów,
ten który jest silny i strzela z wielkich armat,
który ma długie granice będące zawsze za krótkie?…

Czy wielkim narodem jest ten, który wokół widzi wrogów,
który ma tylko nieprzyjaciół,
to ten naród który jest otoczony przez cały świat?…”

            Zachodzi pytanie dlaczego te teksty znalazły się w tomiku poświęconym córce?

            Ujawniony w młodości instynkt młodego rewolucjonisty w połączeniu z instynktem samozachowawczym dojrzałego poety (przypomnijmy sobie wiersz Zbigniewa Herberta: „Nie bądź bezpieczny – poeta pamięta/ Możesz go zabić – narodzi się nowy/ Spisane będą czyny i rozmowy…”) sprawiają, że trudno byłoby sobie wyobrazić, by tak doświadczony autor nie poświęcił kilku wierszy w książce zarówno powracającym wspomnieniom z okresu wydarzeń w Stoczni Gdańskiej, jak i żeby nie odniósł się do aktualnych wydarzeń polityczno-społecznych rzutujących na całokształt współczesnego świata.

            Wszak to, co na początku rewolucji robotniczej „Solidarności” wydarzyło się w Gdańsku, miało wpływ na całe późniejsze życie i jego i córki (i zapewne całej rodziny także). A to co aktualnie dzieje się w naszej Europie, co wydarzyło się i nadal wydarza w pobliżu granic, bezpośrednio uderza w nasze wolności, dotyka naszych swobód (wypowiedzi ustnych, pisania, zajmowania się naszą piękną, ale ginącą na naszych oczach kulturą).

            Nie mogę wprost oprzeć się, by w tym miejscu nie posłużyć się kolejnym, tym razem o mocnym (czytelnym) zabarwieniu sarkastycznym, wierszem autora:
 
Jesteśmy mężni

Świat staje się coraz bardziej mężny,
jesteśmy jak nigdy silni.
Codziennie pokazują nam rozpadające się światy,
umierające dzieci,
tonące matki.

Lecz my dzielnie trwamy i stawiamy odpór obcym,
nie dajemy im wejść do naszych domów, odlatujemy na marsa,
nie dajemy się zwieść
najeźdźcom.

Dzielnie bronimy nasz kraj,
nasze granice, nasze drogi.
I nasz kosmos chronimy.
Nie oszukają nas islamskie dzieci, bo my wiemy.
Bo my lepiej wiemy, wiemy najlepiej

co wybuchowego za pazuchą ma takie dziecko,
co niesie w głowie, co chowa w torbie,
jakie zamiary przynosi.
Obronimy nasze niebo.

Nie damy się zwieść. Nasz jest potężny świat.
Obronimy go mężnie.
Postawimy straże by ocalić wszechświat.

            Dopełniając niejako całości swojej wypowiedzi na temat wierszy zawartych w nowym dwujęzycznym tomiku Zbigniewa Joachimiaka „córka • daughter”, pozwolę sobie na refleksję końcową, wyrażającą jednocześnie i uznanie dla jego twórcy (twórców – bo i znakomitej tłumaczki polskiego pochodzenia Anny Zofii Gąsienicy Byrcyn), jak i spostrzeżenie, że książka ta staje się jednocześnie doskonałą pozycją czytelniczą dla czytelnika w Ameryce, w tym Polonii Amerykańskiej, jak i ukoronowaniem bieżącej twórczości literackiej Zbigniewa Joachimiaka w rozpoczętą w tym roku XX rocznicę  powstania MIGOTAŃ, pisma wnoszącego od dwudziestu lat trwały wkład w polską literaturę współczesną. Pisma, które nawet w realiach Nowego Polskiego Ładu wciąż musi walczyć o przetrwanie. Pisma na czele którego jako redaktor naczelny stoi nie tylko „poeta który pamięta”, ale który jednocześnie wierzy w dobro, przychylność i nieustępliwość ludzi, „którym jeszcze zależy”.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko