Jerzy Stasiewicz – Pomiędzy prochem sylab

0
585

          Wiele tygodni mocowałem się sam z sobą! Napisać parę zdań własnych odczuć? Czy przejść obojętnie – jakby nigdy nie zaistniał – obok tomu poezji pomiędzy ♦ between Jacka Jaszczyka (Nagroda Światowego Dnia Poezji ustanowionego przez UNESCO 2020, ale to nie miało wpływu). Wydanie polsko-angielskie w przekładzie Marka Kazmierskiego.

          Czasem są słowa / zwroty, które dzwonią w uszach melodią jak niespodziewany wybuch. I takim grzmotem rażącym moją podświadomość jest wołanie do dalekiej Ojczyzny. „Piszę do pani, / bo w Dublinie znowu pada, / a dni są coraz bardziej niepewne. / Słucham morza / przez spękane muszle / i słyszę jak rośnie we mnie / przypływ. / (…) Piszę do pani, bo tutaj / człowiek człowiekowi zwierzęciem. / (…) i wybieram sobie rodzaj śmierci:”. Znamy to tułacze wyobcowanie emigranta w polskiej literaturze: Hłasko, Gombrowicz, Lechoń, Tyrmand. Ale Jacek Jaszczyk urodzony w 1972 roku w Grudziądzu to zupełnie inna para kaloszy. Wprawdzie emigrant za chlebem, ale realizujący swoje pasje – no, no… nie od razu – już rozpoczęte w kraju ojców. Pracował niegdyś w nieistniejącym już Radio Grudziądz. Na zielonej wyspie twórca i autor pierwszego polskiego programu radiowego w irlandzkim eterze „120 Na Godzinę”. Dziennikarz polskiej redakcji w Radiu Sunrise, Anna Livia Dublin City, Dublin City FM. Osiem lat poświęcił tworzeniu zalążków polskiego radia w Irlandii skupiającego środowiska polonijne. W dodatku poeta, debiutował tomem wierszy Tańczą w nas życia geniusze (2018), promowanym w Grudziądzu, Krakowie, Dublinie. Więc twardo stoi (przysłowiowym) okrakiem w kraju lat szkolnych i młodzieńczych – jedną nogą – a krajem dającym bezpieczny, a gorzki chleb przepełniony tęsknotą – drugą. Uczestnik Światowych Dni Poezji UNESCO, Festiwali Poezji Słowiańskiej. Więc niebywale mobilny. A jednak…

         Poezja to konfesjonał ludzi uduchowionych. Rozmawiających z Bogiem o rzeczach ważnych – bezpośrednio. Uwikłanych własnym życiorysem w przemiany polityczne, gospodarcze i społeczne. Ale najczęściej odczuwający ich skutki na własnym grzbiecie (pokolenie wchodzące w dorosłość w latach dziewięćdziesiątych XX wieku – czasie gigantycznego bezrobocia i disco polo). Z hasłami wielkich możliwości i brakiem twardego gruntu do odbicia się młodym. Szeroki, obcy, drapieżny świat z niekończącym się horyzontem wyznaczał chwilowe – czasem dłuższe – przystanki do grudziądzkiej Itaki Jackowi Jaszczykowi jak i tysiącom Polaków ze wszystkich zakątków kraju. Pełnych tęsknoty, zagubionych. Tu można przywołać prof. Adama Lizakowskiego mówiącego wprost o nostalgii, poniżeniu, wstydzie, niewolniczej pracy, dolarze jako amerykańskim bogu. Piwnicznych pokojach dla emigrantów z Europy Wschodniej i Środkowej „elity” sprzątaczy. Trzeba odległości by poczuć dumę że się jest z piastowskiego pnia. Ale Irlandia jest inna jako kraj z własna historią. Tu Rzymianie nie podjęli próby podboju mimo bliskości Brytanii, od V wieku chrystianizowana z poręki św. Patryka (patron wyspy). Odpierają długoletnią inwazję Wikingów pod dowództwem króla Briana Śmiałego (czyżby zbieżność nazwisk?). Wyprawy anglonormandzkie rozpoczynają wielowiekową dominację angielską nad wyspą. Irlandczycy chwytają za broń, wzniecają powstania (jakie to polskie). Są i wysiedlenia zwane „plantacją Ulsteru” (mnie przypominają się kibitki i Sybir). Wielki głód doświadczył kraju, co zaskutkowało gigantyczną emigracją. Mówi się o dwóch milionach? W ostatnich dziesięcioleciach, a zwłaszcza po integracji z Unią Europejską i otwarciem rynków pracy kraj nad Wisłą opuściło więcej rodaków. A przecież Polska nie zaznała nigdy głodu. Odzyskujemy niepodległość mniej więcej w tym samym czasie. Irlandia jest katolicka. Wydała Jamesa Joyce’a (pisał po angielsku) jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku. I my w tym czasie mamy powody do dumy: Reymont, Miłosz, Szymborska. Więc w kraju o podobnej historii i wysokiej kulturze nie powinniśmy być tak wyobcowani? Kuchnie mamy wprawdzie inne (Irlandczycy przyswajają nasze potrawy). A obu narodowe rozsmakowanie w mocnych trunkach brata…

        Tak… to są dywagacje recenzenta. Znającego historię, literaturę, anegdoty (tworzącego anegdoty o omawianym autorze). Prawda jednak zawarta w tomie pomiędzy ♦ between jest zupełnie inna i aż do krwi rozdrapuje codzienną rzeczywistość. Przytoczę słowa poety: „(…) Zmarszczony farmer przyniósł stonkę / A za nią przyszedł skurcz / Ryba – płynie w żyłach przez ulice / Księżyc – wpada do okien i gnije / Wybacz Polsko sen pod skórą: / i ten krzyk który ulepił we mnie emigranta”. Czy tu należy cokolwiek dodawać do tego sugestywnego opisu / odczucia?

Rozumiemy to my gospodarujący ojcowizną. A jaką siłę rażenia muszą mieć te wersy na rodaków rozrzuconych po świecie. Zwłaszcza tych samotnych z rodzinami w dalekim, słowiańskim kraju.  (I nie pomoże tu on-line). Na poparcie wywodu zacytuję początkowy fragment tego samego wiersza: „(…) I jeszcze być: gdzie w Polskę odlot / Przez szyby przeciągu i pociągi wiatru / Z butów spadła skóra kilometrów / Liszaj na koszuli – łupież chmur / Nie po drodze kontynenty i wody / Gdzie dłoń zwinięta w pokłon / I warkocz spalin wypluty w niebo / Harfa wciąż gra – dzwonek przedostatni / Kokon pszczół przez las ucieka i spada / Słyszysz? Tarpno słychać pod ręką / Świtezianki w oczach zapalają słońce / Drewniany cień zasypał ogród gruszkami / Nad rynną morwy wiszą jak ćmy / Dachówki sprawiedliwe – wypalone trawy / Gdy w pawim oku jesień wróży ptakom / Na wodzie znak orła i żaby rechot”.

        Jakże te utwory celnie, docierają do kła zagadnień. Ile tu wieloznaczności. Cały tom na konkretach. – Tu chyba poecie pomogło rzemiosło dziennikarskie. – Punktem odniesienia jest rzeczywistość otaczająca podmiot liryczny (autora) – urodzonego obserwatora z reporterską swadą. Nie wstydzącego się łez rozłąki „Świtezianki w oczach zapalają słońce”, ale i czerpiącego pełną garścią z zaprzeszłej historii nowej (czasowej) Ojczyzny: „W nocy przyszły do mnie tajemnice celtyckich Druidów”. I potrafi się przyznać: jestem  „kroplą rdzy płynącą w żyłach dawnej ewangelii”. Moja podświadomość przywołuje Egona Erwina Kischa, ale jako niezaangażowanego świadka przekazującego obiektywne świadectwo, jak tylko jest ono możliwe. A tu mamy jeszcze uczucia. – Z archetypu poezji Jacka Jaszczyka wyziera wyobrażeniami niemalże z każdego wersu uniwersalizm. Jest bytem i odczuciem człowieka – na każdej szerokości geograficznej – zakutego w dyby egzystencjonalne codzienności (Franz Kafka). Nie widzę oczekujących łodzi Charona. To dobrze. Wody rzeki więc odzwierciedlają; wędrówkę, czystość, życie, powrót do dalekiej, baśniowej Ojczyzny gdzie „(…) dotykamy Wielkiego Piątku”. A zmartwychwstanie w tradycji odradza nas na nowo silniejszymi. Bez strachu jutra i dalekiej drogi. Wtedy poeta w spokoju sumienia może napisać: „Piszę i nie mam pretensji”, że „(…) ten sam ktoś, / tylko bardziej nie będący mną, (…)” zbudował poetycki obraz głęboko ukorzeniony na Kujawach (prawy brzeg Wisły), a rozdarty pomiędzy ♦ between  ziemią dającą chleb.

Jerzy Stasiewicz   

Jacek Jaszczyk
pomiędzy ♦ between 
Wydawnictwo Książkowe IbiS
Warszawa 2020 s. 74    

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko