Anna Tlałka – „Lakoniczna w słowach, ale nieoszczędna w myślach”

0
354

Prze-Myślenie. Brulion personalizowany / re-Thinking. Personalised draft to już trzecia dwujęzyczna książka Łucji Dudzińskiej – autorki dziewięciu tomów poetyckich. Na język angielski została przetłumaczona przez Dorotę Pillatsii. Dudzińska jest poetką wszechstronną, sięgającą po różne formy oraz sposoby zapisu wierszy, a w tym przypadku minimalizm okazał się strzałem w dziesiątkę. Podmiotem poezji z „brulionu” jest samo życie, ujęte w różnych aspektach. Życie i poezja – „ja” i świat mocno rzeczywisty, szukanie w nim nieoczywistości, które do tej oczywistości mają poprowadzić. Autorka oddaje w nasze ręce zapis swoich przemyśleń jako ukłon w stronę czytelnika i jego doświadczeń. Przypominają mi się „złote myśli” z dziecięcych lat, gdzie notowaliśmy ważne dla nas i naszych znajomych sprawy, posiadaliśmy zeszyciki z myślami, cytatami, nie był to zapis formalny, jak w pamiętniku, z datą, czy nagłówkiem. Także i w omawianym tomie zostały zastosowane niestandardowe zapisy, a także wytłuszczona czcionka, punktury, zwracające szczególną uwagę na sentencje, myśli – stricte „po swojemu”: „(nie pozwalam komuś pisać na mojej kartce)” – s. 47.
Poezja lakoniczna i oszczędna – czytamy w recenzji „Prze-myślenia” prof. Krzysztofa D. Szatrawskiego, ale – jak sam zauważa – to pozorne wrażenie. Autorka reprezentuje bowiem myślenie niestereotypowe, dywergencyjne, choć dotyczy wielu „przestrzeni uniwersalnych”, w niezwykły sposób zmusza czytelnika do refleksji.
Na pierwszy rzut oka możemy dostrzec pewną surowość, ale tam pulsuje gorące serce, tak mocno kochające świat, ale też spalające się dla tego świata, jak u Edmunda Bojanowskiego: „człowiek jest jak świeca, która się sama spala, a innym przyświeca”, Dudzińska przedstawia podobną myśl: „wypalając się – świecisz innym” (s.119).
Baczna obserwatorka świata, ludzi i życia, łącząca relatywizm z poetyckimi uniesieniami. Życie według autorki nie kończy się, kiedy myślimy, że do czegoś doszliśmy, coś zrozumieliśmy, nagle wszystko może się zatracić i przyjąć znowu pozycję startową, jak w grze. Wieczne poszukiwanie sensu, wieczne zmagania ze zrozumieniem ludzkich spraw: „tyle dróg, a oni nie mają dokąd pójść” (s.86).

Dudzińska w swoim tomie poświęca wiele uwagi różnym doświadczeniom.
Rany się goją, ale blizna pozostaje, nie sposób jej przeoczyć, jest na
skórze, ale można z nią dalej żyć. Według autorki zmiany są
dobre, ale my często boimy się nowego. Mety jednak nigdy nie będzie widać
na horyzoncie, gdyż zawsze jest coś do odkrycia, a nawet to odkrycie
za chwilę będzie już czymś innym. Autorka rozważa filozoficznie:

„czy coś może być warte aż tyle
aby stało się TYLKO tym
?” (s.43)

Wydaje mi się, że to pytanie stanowi kwintesencję artystycznych poszukiwań Łucji Dudzińskiej. Poetka gorzko mówi o naszym „niedokończeniu”, przywiązaniu do życia. Na imię „Nadzieja” ma inny człowiek, którego wpuszczamy w siebie, ponieważ „otacza nas cielesność” (s. 102). Żyjemy tu i teraz – czerpiemy z konkretnych doświadczeń.
Poetka przekonuje, że nie można wierzyć we wszystko, co się widzi (s.12), ale tu nie chodzi o świat pozazmysłowy, ale różne kanały modalne – odbiór za pomocą różnych zmysłów. Warto w tym miejscu wspomnieć, że taka idea (synteza sztuk) przyświeca założonej przez autorkę ogólnopolskiej Grupie Literycznej Na Krechę. Gesty wystarczą za cały elaborat myśli, ale je gonimy, aby zachować, aby ocalić, ponieważ chcemy widzieć i wiedzieć więcej, przenikać rzeczy, poznać je do szpiku. Każdy z nas lubi słyszeć dobre rzeczy na swój temat, każdy potrzebuje uznania. Pragniemy też gestów, o których inni zapomnieli. A gesty równoważą słowa, a nawet są ważniejsze. Gdy człowiek upada może się podnieść i zobaczyć inaczej – to jest właśnie nadzieja, która przychodzi sama do człowieka.
Być z kimś i śmiać się z kimś, tylko tyle i aż tyle. Drugi człowiek jest ważny, bo

gdy nic o sobie nie wiesz
– ludzie ci powiedzą
” (s.75) , a

nieśmiertelność rodzi się w pamięci innych ludzi” (s. 95).

W zrozumieniu siebie i drugiego człowieka niewątpliwie pomaga nam poezja, pozwala też uświadomić sobie, że („ziemia nie kręci się wokół nas”), (s.12). Poezja to kompilacja spojrzeń, gestów i obrazów –język uniwersalny – choć trudny w tłumaczeniu i każdy go czyta po swojemu: „mam język który chce widzieć więcej” (s.8). Za pomocą książki, słowa pisanego, podajemy rękę człowiekowi. Czujemy się spełnieni w prawdziwej wdzięczności innych. Dudzińska w jednym z wierszy stawia tezę, że poecie można przecież zaufać. Człowiek w byciu sobą chce być kimś ważnym dla innych, chce zrzucić z siebie wszystkie maski, wrosnąć w serce, czyjeś kochające serce? W nimi zakwitnąć i rodzić się wciąż na nowo. Dla wielu osób rozumienie świata widzialnego może zmieścić się w tych słowach:

„Tak mocno wrosnąć w serce
aby nie można było wyrwać
a jeśli kiedyś los zetnie zieleń
korzenie będą wciąż żywe” (s.93)

Autorka wielokrotnie pochyla się nad samym językiem, pisze, że „to tylko zdanie. słowo. sylaba”(s.39). Zastanawia się, czy język potrafi udźwignąć ból albo zawrzeć go? Konkluzję stanowi jednak stwierdzenie, że „słowo jest źródłem, które nigdy
nie wyschnie” (s.89), ale ma swój okres ważności, zanim „wpadnie do rzeki słów” (s. 89). Ważnymsłowem, które pojawiło się w tomie, jest „wdzięczność”, przejawiająca się w utworach Łucji Dudzińskiej jako symbol spełnienia, jako coś naprawdę ważnego. Zarówno własna wdzięczność jak i wdzięczność uzyskiwana.
To słowo rzeczywiście ma moc, bo „wdzięczność=szczęście” (s.11). Poetkę interesuje punkt widzenia innej osoby. Choć „łatwiej odwzajemnić uśmiech niż słowo” (s.23).

A co autorka mówi o miłości? Niewiele. Kiedy już przeczytamy o niej, słowa te mocno zapiszą się nam w pamięci „miłość rodzi się w uczuciu braku” (s.95). To znaczy, że nie jesteśmy samotnikami z natury. Dla Dudzińskiej miłość jest wzajemnym oddechem „ty oddychasz mną a ja tobą” (s. 103), zaskoczeniem, zatraceniem, domem: „przy tobie dowiedziałem się że potrafię kochać” (s. 110). Swoje myśli w tym aspekcie także zapisuje w niekonwencjonalny sposób:

„  zatrzymaj mnie
w chwili w której można się zatracić
” (s. 114),  czy

„miłość to destrukcja”

– powiedział ktoś i się zakochał

naśladuje pejzaż.
 staje się domem (s. 116)

Poezja Łucji Dudzińskiej staje się domem, do którego nas serdecznie zaprasza, a ja z wielką przyjemnością zawsze przyjmuję to zaproszenie. Warto zwrócić uwagę na piękne edytorsko wydanie książki z grafikami Anny Ewy Klimowicz oraz na ciekawy podział myśli na pięć rozdziałów, o nazwach, które także budzą refleksje i dają duże pole interpretacyjne: „mimika”, „atut”, „adaptacja”, „mijanie”, „afekt”, a każdy rozdział ma swoją przewodnią myśl – słowo, zdanie. „Weź” i przytul tę książkę, bo jest wyjątkową propozycją.

Łucja Dudzińska, Prze-Myślenie. Brulion personalizowany, str. 128. FONT, Poznań 2020

 Anna Tlałka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko