Andrzej Walter – Poeta i jego sacrum

0
340

   Ponad 50 lat twórczości literackiej. Życie, i bodaj nieistniejąca dla Niego śmierć, oddane ciągle tej samej, tej jedynej i najważniejszej na świecie Sprawie. Ponad dwadzieścia tomów poezji, niemilknące echa prób leczenia ludzi taką właśnie poezją. Spotkania, odznaczenia, zapał społeczny i organizacyjny, wieloletnia prezesura Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddziału w Katowicach oraz niesłabnąca aktywność na Śląsku czy też cyrograf krwią podpisany … dla poezji właśnie i jej mistycznego wymiaru – to prawie w pełni zobrazowania mój serdeczny przyjaciel z rodzinnego miasta Janek Strządała. Nie byłoby Gliwic bez Niego, a już dziś wydaje się, że i w literaturze na swój niepowtarzalny sposób opieczętował to nasze miejsce.

   Janek jest poetą jakby wycofanym, osobnym, samoistnym. Nie walczy, nie podnosi oręża, nie wznosi sztandarów i nie rzuca nadaremno w twarz pojedynkowej rękawicy. On jedynie uświęca słowa metaforą, na ołtarze poetyckie wynosząc: intymność, doznanie i przeżycie czy choćby najzwyklejsze w świecie próby zatrzymania na ułamki sekund własnego zachwytu – chwilą, naturą, realnym i bezdyskusyjnym pięknem tego świata. Świata i życia. Życie jest tu bardzo ważne, bo życie dla Jana Strządały jest ponad wszystko. Życie pokonuje śmierć, a śmierć jest jedynie fazą przejściową, albo nawet czymś czego nie ma. Strządała koncentruje się na tym co jest. W swoim znakomitym, najnowszym tomie „Ułamek” odnajdujemy wiersz tytułowy. Wiersz zadziwiający i fascynujący.

UŁAMEK

Jesteś
nie musisz zamykać oczu
ani umierać
tylko leciutko oddychać
żeby nie spłoszyć wiatru

Czy wiesz
że można być przez chwilę w raju
tylko dlatego że chcesz tam wejść
bez  żadnych zasług

Liście drzewa i chmury
pokażą Ci to miejsce,
dotkniesz zielonego listka na niebie
który tylko ty zobaczysz

Otworzy się wszystko w Tobie
i będziesz przez ułamek
ułamkiem raju
przez chwilę nie będziesz na Ziemi
będziesz sam pośród siebie

Nie musisz nic
nie usnąłeś nie umarłeś
wiesz wszystko
bo wszystko jest w Tobie
jest to co jest
nie ma nic
ani przed ani po
jesteś i nic więcej
nie widzisz
nie słyszysz
nie czujesz

Nie ma nieskończoności
jest tylko jej początek
to jest skończoność
po drugiej stronie

życie duszy to wędrówka po kuli

Nie
dusza nie żyje
żyją tylko śmiertelni

dusza jest myślą Boga
jest i nic więcej nie potrzebuje

Każdy kto wierzy jest duszą
bo inaczej nie wiedziałby
o tym że jest
jeśli wiesz
to jesteś i nie musisz wierzyć

Już wiesz
ale wierzysz choć nie musisz
bo tylko wtedy jesteś wolny

Tylko wtedy Bóg wie
że go kochasz choć nie musisz
nie jesteś jego niewolnikiem
jesteś jego dzieckiem ukochanym

Chyba właśnie tego
uczymy się aż do śmierci
której nie ma.

   Zadziwiający to wiersz. Wart wielokrotnej lektury i rozsnucia przemyśleń. Podobnie jest z całym tomem. Metafizyka życia i śmierci, bytu i natury, naturalność zachwytu, zadziwienia, zjawisk. Poszukiwanie i odnajdywanie siebie, sacrum, każdej chwili oraz obrazów, które koją i ogłaszają triumf sztuki nad istnieniem.

   Bohdan Pociej w czasopiśmie “SYCYNA”, dwutygodniku kulturalnym z lat 1994-1999, którego redaktorem Naczelnym był sam mistrz Wiesław Myśliwski w Nr 17(95) 1998 (już ponad dwadzieścia lat temu) pisał, że

„Strządała to poeta żarliwy, z odwagą poruszający się na przeciwstawnych biegunach świata zmysłowego i zrodzonego z ludzkich pragnień, lęków, fascynacji. Ton jego wierszy jest niepodobny do innych: wyrazisty, samodzielny, niepokojący. Poezja Jana Strządały, w języku i formie współczesna, wywodzi się również z tych dawnych metafizycznych źródeł…Sednem jest tutaj doznanie i przeżycie n a t u r y w jej świetlistym pięknie; przeniknięte słonecznym światłem, światłem ziemskim, w perspektywie Boskości.

Pod delikatną tkanką tej poezji kryje się siła niezwykła, duchowa; siła przeciwstawiania się rozpaczy, nihilizmowi, katastrofizmowi, pesymizmowi. Przeciwstawiania się zwątpieniu i beznadziei trawiącym współczesny świat – temu wszystkiemu, co w sposób zgoła niszczycielski wpływa na duchowość człowieka, ulegającego nawet podświadomie presji mrocznych tendencji….”
  
   Dodajmy do tego, że Janek jest człowiekiem nad wyraz skromnym, cichym, spokojnym i rozważnym, a uwzniośli to i urealni pełny obraz poety. Można by to ująć, że uwiarygodni niejako tych kilka trafnych uwag na temat twórczości. Nie są to słowa puste, na wyrost, czy dla zaspokojenia kreowanego wizerunku. To słowa prawdziwe, określające faktycznie życie i twórczość Janka.

   Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ta właśnie twórczość, to antypody wobec trendów i tendencji współczesnej polskiej poezji, która po rewolucji różewiczowskiej i dykcji buntowniczej w symbiozie z faktem i konkretem oraz rozterkami Pana Cogito podryfowała w zupełnie nieznane materii literackiej rejony i rewiry. A jednak, pomimo tego wyraźnego złudzenia optyczno-emocjonalnego Strządała na swój unikalny i niepowtarzalny sposób perfekcyjnie operuje językiem samotności i alienacji nowego, współczesnego właśnie człowieka XXI wieku. Czyni to jednak wbrew nihilizmowi epoki, czyni to z mocno zaakcentowaną determinacją i przekorą, ze świadomie wyłapywaną nadzieją oraz nawet wiarą … w wiarę i w to, że nasze ludzkie serca są zawsze ponad zmysłami: dotyku, smaku i pragmatyczności poznania.

   Ten Strządałowski sprzeciw wobec negacji, wobec uczuć negatywnych, wobec postaw – rozpaczy i rezygnacji to przedziwny iście świat objawień i olśnień. Ich wyrazistość i barokowość wręcz: opisu, użytych słów, porównań i znaczeń czasami aż przytłacza czytelnika zapraszając go pomimo to do jakby innych czasów i przestrzeni. Czy zatem poezja Jana Strządały to próba ucieczki z dezercją? Nie sądzę. Jest w niej raczej bezgraniczna przestrzeń pytań, zadziwień i poszukiwań. Pytań najtrudniejszych i niełatwych odpowiedzi, czy wręcz … już nieistniejących. Jest też, ależ tak, próba ucieczki od: zła, załamywania rąk, kołtuństwa i wszelakiej gnuśności.

   Jan Strządała w tym przez siebie stworzonym sacrum słów wydaje się nie potrzebować drugiego człowieka. Jednakże znowu – to kolejne złudzenie, być może nawet paradoksalna prowokacja. Pod skórą bowiem każdego wręcz wiersza czai się diagnoza i recepta dla tego świata, a może nawet jego jedyna reguła i pchająca wózek z naszymi losami naprzód zasada – świata, poezji, naszej aktywności – to po prostu miłość. Coś jednego i przecież zwyczajnego w swej nadzwyczajności, że aż nienazwanie tej emocji miłością staje się między innymi poezją właśnie, a może i nawet czymś więcej.

   Dobry to tom, ten „Ułamek”. Wyrwał mnie na sekundy… ułamek… od rzeczywistości właśnie. Postawił myśli na głowie i głowę w myśli zaprzągł. Na jego okładce możemy podziwiać niesamowitą fotografię młodej poetki i debiutantki Iwony Suwały. Kto robi takie zdjęcia musi być arcywrażliwy. Zdjęcie jest wykonane w sposób mistrzowski. Błękitny motyw sieci, czy chusty tworzy odrealnienie tego pastelowego sentymentalizmu, który dzięki grze perspektywą staje się nad wyraz niebanalny, tajemniczy i nęcący. Obraz, który zagnieżdża się w myślach, w wyobraźni – działa, pulsuje i inspiruje. Brawo. Jednocześnie obraz ten tworzy, kreuje i jakby uzupełnia tom. Wprowadza nas doń. Taka jest też bowiem poezja Janka. Niby prosta, a trudna. Niby jasna, a niezrozumiała, niby oczywista, ale zawiła i zawsze podoprawiana – a to szczyptą ontologii, a to szczyptą dzieciństwa, a to odniesieniem filozoficznym, religijnym czy naukowym. Totalna mikstura prywatnego sacrum Jana Strządały – gliwickiego poety, który podąża swoją indywidualną drogą tą naszą dziwną Śląską krainą zarówno po Tadeuszu Różewiczu jak i Adamie Zagajewskim.

   Czy Gliwice zatem to miasto poetów? Absolutnie nie. To wręcz poetyczna pustynia – w sensie zaplecza, atmosfery, infrastruktury czy choćby czytelnika, odbiorcy poezji – zdecydowanie poniżej standardów minimum widzów na wieczorze autorskim, a jednak może to wbrew pozorom sprzyjające środowisko dla twórcy, atmosfera odosobnienia, alienacji, tego sakralno-mistycznego wyjścia na pustynię, oderwania się od zgiełku, właśnie w takim śląskim tyglu i zgiełku ponad miarę? Nie wiem. Śląsk ma w sobie coś mistycznego, sakralnego i wzniosłego. Ma jakiś etos przekraczania granic. Etos brudu ułaskawianego sztuką. Być może właśnie ten czynnik nadaje sztuce tu tworzonej elementu dalece indywidualnego, własnego i świeżego, czego poezja Janka Strządały jest chyba najlepszym z dowodów.

 Andrzej Walter


Jan Strządała „Ułamek”. Wydawnictwo ARKA 2015. Gliwice 2019, 74 stron. ISBN 978-83-930391-9-7

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko